ACTA 2.0 – dlaczego tak niebezpieczne? | Narodowcy.net

ACTA 2.0 – dlaczego tak niebezpieczne?

Komisja Prawna Europarlamentu przyjęła projekt dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Kontrowersje wywołują zwłaszcza dwa artykuły tej dyrektywy: art. 11, który dotyczy tzw. praw pokrewnych wydawców oraz art. 13, który mówi o odpowiedzialności platform internetowych za objętą prawami autorskimi treść.

Dlaczego projekt wzbudza tyle kontrowersji? Czy faktycznie nastanie koniec ery memów? Na czym polega podatek od linkowania?  Wyjaśniamy:

Podatek od linkowania – art. 11

Podatek od linkowania jest to mylące sformułowanie, które odnosi się do nowego rodzaju praw pokrewnych wydawców (ang. ancillary copyrights). Polega to na tym, że wydawcy będą mogli zarabiać na udostępnianiu przez portale internetowe nawet krótkich fragmentów tekstu (w Niemczech jest to „pojedyncze słowa lub krótkie fragmenty”). Portal będzie musiał uzyskać/wykupić licencję, aby linkować tekst.
Stracą na tym głównie : Google News, Wykop, Facebook, Twitter – serwisy, które korzystają z cudzej treści. Co również ważne, stracić na tym mogą także małe podmioty, które istnieją dzięki przekazowi informacji ww. serwisach internetowych.
Kilka lat temu wprowadzono owe prawo w Hiszpanii i w Niemczech. Brak reklamy w Google News doprowadził do tego, że na portalach spadła poczytność nawet o 16%. Komisarz Gunther Oettinger jest jednak zdania, że porażka w Niemczech i Hiszpanii wynikała jedynie z tego, że nowe prawa zostały wdrożone w pojedynczych państwach. Zwolennicy pomysłu wierzą, że wszystko zadziała dobrze jeśli takie prawo wejdzie na poziomie całej UE.
To prawo może uderzyć również w organizacje takie jak Młodzież Wszechpolska. Facebook szybciej dogada się w Gazetą Wyborczą niż z Narodowcy.net. Mali wydawcy nie będą wystarczająco interesujący, by podpisywać z nimi umowy licencyjne, przez co zaprzestanie się linkowania do ich treści. A co za tym idzie, ruch w Internecie jeszcze bardziej zostanie zmonopolizowany na rzecz dużych wydawców.
Kto na tym zyska? Głównymi lobbystami są duzi wydawcy, którzy coraz mniej zarabiają na papierowych wydaniach gazet. Co znamienne, żaden z nich nie informuje internautów o możliwych zmianach w prawie.
Niejasne zapisy projektu dyrektywy również nie traktują na temat długości „krótkiego fragmentu”, który może zostać udostępniony bez licencji. Tekst znajduje się przecież w samym linku czy też w tytule.

Koniec ery memów – art. 13

Zgodnie z zapisami właściciele stron internetowych, na których wrzucane są obrazy, wideo i muzyka, będą musieli automatycznie sprawdzać każdy materiał jeszcze przed jego wrzuceniem. Jest to prewencyjne działanie na rzecz walki z łamaniem praw autorskich. Dotyczy to takich portali jak Facebook czy Kwejk. Platformy mają aktywnie badać treść, klasyfikować je jako zgodne lub niezgodne z prawem i następnie usuwać. To platformy mają decydować o tym, co można lub czego nie można opublikować. Prawdopodobnie strony internetowe, bojąc się złamania prawa, będą gorliwie usuwać, to co w najmniejszym stopniu może naruszać prawo autorskie. „Automaty cenzorujące” będą
kontrolowały treść, nie znając jego kontekstu. Podobne prawo funkcjonuje na YouTube, algorytm wyłapuje plagiat i usuwa takie filmy, nawet te, w których plagiatu nie ma (np. w czasie wykładu w tle słychać fragment utworu). Strony internetowe, których nie będzie stać na taki algorytm, „ręcznie” będą musiały dodawać przefiltrowane komentarze, a to wiąże się z dużym opóźnieniem ich opublikowania. Śmierć memów również nie jest taka nieprawdopodobna. Algorytm może powiązać mem z oryginalnym zdjęciem lub nawet ze starszym memem i uznać go za plagiat.

Czy dyrektywa wejdzie w życie?

Obecnie prace nad nią zakończyła Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego, a projekt został skierowany do Parlamentu Europejskiego. Za projektem zagłosowało 15 członków, a przeciw 10. Póki co parlamentarzyści dali sobie mandat do negocjowania z Radą UE – jeśli grupa polityczna lub grupa parlamentarzystów wyrazi sprzeciw wobec tego, konieczne będzie głosowanie całego Parlamentu, a jest to scenariusz bardzo prawdopodobny.
Za wprowadzeniem zmian w prawie autorskim głównie optują konserwatyści i liberałowie.

Co na to Polski rząd?

Polska zaproponowała koncepcję domniemania nabycia praw autorskich po stronie wydawców, co pozwoliłoby uszanować zasady dozwolonego użytku, domeny publicznej i braku monopolu twórczego dla treści prasowych, które nie są utworem. Od początku 2017 r. wokół tego pomysłu Polska zbudowała nieformalną koalicję kilkunastu państw, które utworzyły tzw. mniejszość blokującą wobec art. 11. Jednak zmiana stanowiska kilku z nich na początku 2018 r. doprowadziła do utraty mniejszości blokującej i prowadzenia dalszych prac wyłącznie w kierunku wprowadzenia prawa pokrewnego wydawców. W odniesieniu do art. 13 Polska nie mogła zaakceptować zaproponowanego obowiązku filtrowania treści przez platformy internetowe, niezależnie od ich charakteru. Przepis powinien zostać ograniczeny do usługodawców, którzy pełnią aktywną rolę przy udostępnianiu (tzw. publicznym komunikowaniu) utworów chronionych prawem autorskim przez użytkowników internetu i czerpią z tego tytułu zyski”. Obecnie polski rząd raczej milczy na ten temat.

ACTA 2.0

Trudno na ten moment stwierdzić czy projekt dyrektywy wzbudzi takie samo zainteresowanie jak ACTA. Obecnie na grupie #stopACTA2 Protest przeciw cenzurze internetu – ART 11 & ART 13 jest ponad 3,5 tys. członków. W dniach 29 i 30.06.2018 organizowane są oddolne protesty w wielu miastach w Polsce.

 

Wioletta Ostapkiewicz

Komentarze

Adam Szabelak

Działacz Młodzieży Wszechpolskiej od 2014 roku. Organizator m.in. turnieju piłkarskiego "Cześć Ich pamięci!" i współorganizator Radomskiego Konwentu Polskiej Popkultury - KonRad. Student prawa i bezpieczeństwa narodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresowania: geopolityka, podróże, gry "bez prądu", niszowa piłka nożna.