> Atak na Pocztę Polską w Wolnym Mieście Gdańsk

Atak na Pocztę Polską w Gdańsku

15 listopada na mocy postanowień Traktatu Wersalskiego, z ziem należących wcześniej do Rzeszy Niemieckiej, utworzono Wolne Miasto Gdańsk. Miasto to było protektoratem Ligi Narodów, ale i od Polski w pewnych aspektach było zależne również od Polski. Dzięki Traktatowi Wersalskiemu, a później także konwencji polsko-gdańskiej, Polacy mogli utworzyć Pocztę Polską w Wolnym Mieście Gdańsk, jej budynek najpierw mieścił się w Nowym Porcie, a później przy placu Heweliusza, to właśnie tu rozegra się jedna z pierwszych walk kampanii wrześniowej.

Atak na Polską Pocztę rozpoczął się równocześnie z atakiem na Westerplatte o godzinie 4:45. Jednak Niemcy już wcześniej postarali się, aby pozbawić Polską placówkę kontaktu z wojskami II RP około 4:00 budynek pozbawiono prądu oraz połączenia telefonicznego. W skład atakujących weszły dwa pododdziały SS oraz gdański oddział schultzpolitzai. Niemcy mieli również dostęp do trzech wozów pancernych i trzech dział. Najsilniejszą bronią obrońców poczty były ręczne granaty i trzy karabiny maszynowe Browning z 28 roku. W momencie ataku w budynku znajdowało się 53 pocztowców, jeden kolejarz, dozorca domu wraz z żoną i 10-letnią wychowanicą, Erwiną Barzychowską.

Według planu opracowanego jeszcze w lipcu, Niemcy mieli dostać się do budynku przez ścianę z sąsiadującego urzędu pracy, w tym samym czasie grupy szturmowe miały skupić uwagę obrońców przy frontowym wejściu. Nazistom udało się wedrzeć do budynku jednak obrońcy odparli atak, między innymi śmiertelnie raniąc dowódcę SS Alfreda Heinricha, niestety Polacy również ponieśli straty, broniąc wyłomu w ścianie, śmierć poniósł dowódca obrony ppor Konrad Guderski, prawdopodobne od swojego własnego granatu.

Około godziny jedenastej na plac Heweliusza zostały ściągnięta dwa działa kalibru 75 mm także następny atak był prowadzony przy wsparciu ognia artyleryjskiego. Warto zaznaczyć, że mija już siódma godzina obrony poczty, a załoga miała rozkaz bronienia jej jedynie przez sześć, po upływie tego czasu w Gdańsku miała pojawić się część Armii Pomorze. Pocztowcy mieli jednak odciętą łączność i w przeciwieństwie do załogi Westerplatte, nie wiedzieli, że pomoc nie nadejdzie.

Po godzinie 15 Niemcy postawili broniącym ultimatum, pocztowcy mieli dwie godziny na poddanie się, w tym czasie na pole bitwy została ściągnięta haubica i motopompy, równocześnie niemieccy saperzy założyli pod ścianą budynku 600 kilogramowy ładunek wybuchowy, po jego wysadzeniu Niemcy wdarli się do piwnicy, jednak jej część ciągle została pod kontrolą Polaków.

Dopiero koło 18:00 stało się jasne po co nazistom były motopompy, przy ich pomocy wpompowali do piwnicy benzynę i następnie podpalili ją przy pomocy miotaczy ognia. Pod wpływem barbarzyńskiego zachowania Niemców, załoga Poczty Polskiej zdecydowali się poddać. Jako pierwszy, niosąc białą flagę, stanowisko opuścił dyrektor Jan Michoń, znak kapitulacji nie przeszkodził jednak Niemcom w zastrzeleniu go, a także w spaleniu żywcem idącego za nim naczelnika poczty, Józefa Wąsika.

Zachęcamy do subskrybowania naszego kanału: https://www.youtube.com/watch?v=IFApRPorYfo

Obrońcy Poczty Polskiej W Wolnym Mieście Gdańsk, zostali potraktowani przez nazistów nie jako żołnierze, a jako bojówkarze i terroryści. Wszyscy zostali skazani na karę śmierci. Dopiero w 1995 Sąd Krajowy w Lubece przeprowadził rewizję procesu pocztowców, stwierdzając między innymi pogwałcenie reguł postępowania sądowego i naruszenia postanowień IV konwencji haskiej.

Odpowiedzialnych za mord sądowy Hansa Giesecke i Kurta Bode nigdy nie spotkała jakakolwiek kara. Zostali po wojnie zdenazyfikowani. Giesecke został dyrektorem Sądu Krajowego Hesji we Frankfurcie nad Menem, a Bode był sędzią, a potem wiceprezesem Wyższego Sądu Krajowego w Bremie.

Najmłodsza ofiara niemieckiego ataku to już raz wspomniana Erwina Barzychowska, przy próbie wydostania się z poczty została podpalona, w wyniku odniesionych ran dziewczynka umierała przez siedem tygodni.

 

Autor: Paweł Król

Komentarze