Bartłomiej Sagan: Społeczeństwo w obliczu depresji | Narodowcy.net

Bartłomiej Sagan: Społeczeństwo w obliczu depresji

Każdego dnia od samego rana znajdujemy się w wirze zadań, problemów, pilnych wiadomości i zmartwień. Dzisiejszy styl życia powoduje utratę żywych relacji z ludźmi. Coraz większy procent naszej aktywności towarzyskiej ma miejsce w internecie. Zanikają szczere emocje i doświadczenia, które pobudzają nasz umysł i nadają sens dalszemu działaniu. Tracimy umiejętność rozmawiania, nie umiemy opisywać otaczającej nas rzeczywistości.

Zapatrzony w ekran człowiek przestaje spostrzegać piękno życia, które go otacza. Staje się coraz bardziej odosobniony, mimo że często nie nadąża z odpisywaniem na wiadomości znajomych. Pochylony nad telefonem uszkadza swój kręgosłup, nabywa wad postawy reprezentujących słabość jego ciała. Zaczytany w bezwartościowe treści i obrazki rozleniwia swój umysł. Brak prawdziwej relacji z ludźmi i ciągłe ładowanie umysłu medialną papką połączone z przepracowaniem i brakiem właściwego odpoczynku powoduje stopniowy rozkład osobowości. Najpierw zanika motywacja do pracy, pojawia się prokrastynacja. Człowiek przestaje czerpać radość z rzeczy, które do niedawna go cieszyły i interesowały. Chodzi do pracy czy na uczelnię – bo tak trzeba. Wkrótce zaczyna mieć problemy ze snem, pojawiają się zaburzenia odżywiania. Nie ma siły ani ochoty rozmawiać ze znajomymi. Pojawiają się myśli, że nic nie ma sensu.

Jeśli choć mały element tej historii to także Twoje doświadczenie, to znaczy, że odczułeś na sobie, jak bardzo niszczycielski wpływ na człowieka mogą mieć współczesne realia życia. Ten krótki opis obrazuje powstawanie jednego z powszechniejszych problemów ze zdrowiem w naszym społeczeństwie – depresji. Jest to kolejna choroba, który dotyczy każdego, bezpośrednio lub pośrednio. Ale jest to też zaburzenie, na które mamy realny wpływ.

Według WHO jest to wiodąca przyczyna niesprawności na świecie. Obecnie na to schorzenie choruje około 6% populacji. Według DSM-IV ryzyko zachorowania na depresję w ciągu życia dotyczy do 25% kobiet i 12% mężczyzn. Uważa się, że ponad połowa przypadków pozostaje niezdiagnozowana. A jej skutki bywają tragiczne. Wśród osób w wieku 15-24 lata samobójstwo jest jedną z głównych przyczyn zgonów, a śmiercią samobójczą ginie tyle samo młodych osób, co w wypadkach komunikacyjnych. W 2017 roku w Polsce 5276 osób popełniło samobójstwo, u co najmniej 80% zdiagnozowano wcześniej chorobę psychiczną. Skutki samobójstwa są dramatyczne nie tylko dla osoby chorej, gdyż taka śmierć ze względu na swój charakter dotyka w znacznym stopniu otoczenia osoby zmarłej. Szacuje się, że w skutek śmierci samobójczej następują zaburzenia psychiczne i deprawacja potrzeb u około 20 osób bliskich samobójcy. Dlatego ważne jest, by każdy rozumiał wagę problemu, umiał poznać objawy tej choroby oraz umiał należycie chronić się przed jej skutkami.

„Będzie dobrze”

Powszechne jest przekonanie, że depresja to stan, na który chory ma bezpośredni wpływ. Wielu osobom wydaje się, że wytykanie ludziom ich słabości i przekonywanie, że wystarczy znaleźć sobie zajęcie lub wyjść z domu, by spotkać się ze znajomymi, spowoduje stałą poprawę nastroju. Niestety nie jest to takie proste.

Zacznijmy od tego, że depresję możemy podzielić na kilka stopni ciężkości. W najcięższym przebiegu choroba jest leczona silnymi lekami wpływającymi bezpośrednio na działanie neurotransmiterów w mózgu, powodują one wiele skutków ubocznych. Czasem mimo połączenia kilku takich leków nadal nie osiąga się remisji choroby. W niektórych sytuacjach stosuje się elektrowstrząsy, które przynoszą u części pacjentów poprawę[1]. Taka ciężka depresja często kończy się samobójstwem. Myśli samobójcze to objaw choroby, na który pacjenci nie mają wpływu. Zdarza się, że zupełnie bezsilni i zrezygnowani proszą, by im pomóc i „zabrać te myśli, bo już nie dają rady z nimi walczyć”. U osoby chorej zmienia się postrzeganie rzeczywistości oraz interpretacja przeżywanych wydarzeń czy słuchanych rozmów. Człowiek z zaburzeniami psychicznymi po prostu widzi świat inaczej. By zrozumieć, jak zmienione jest postrzeganie świata w chorobie, można sobie przypomnieć grafiki przedstawiające anoreksję, gdzie skrajnie chuda dziewczyna, patrząc w lustro, widzi siebie jako otyłą kobietę. Jest to stan, w którym próby werbalnego pocieszania nie przyniosą żadnych skutków.

Jedynym właściwym postępowaniem jest skierowanie osoby dotkniętej chorobą jak najszybciej pod opiekę lekarza psychiatry. Widząc jak poważne leczenie farmakologiczne wspierane pracą psychologa, nie przynosi efektu, możemy sobie uzmysłowić, jak ciężka jest to choroba.  Podsumowując – mówienie osobie cierpiącej z powodu depresji, by wyzdrowiała, stosując zwroty typu „nie bądź smutny, będzie dobrze”, jest porównywalnie absurdalne, jak zwrócenie się do osoby z chorobą nowotworową słowami: „weź wyzdrowiej z tego raka”.

Czynniki ryzyka rozwoju zaburzeń depresyjnych

Obecnie funkcjonuje model biopsychospołeczny, który przedstawia, że na rozwój choroby mają wpływ czynniki biologiczne, psychiczne i społeczne. Czynniki biologiczne dotyczą predyspozycji genetycznej, zdrowia somatycznego (czyli np. występowania innej choroby), aktywności fizycznej. Czynniki psychologiczne warunkowane są naszymi umiejętnościami radzenia sobie ze stresem, ale także relacjami rodzinnymi oraz towarzyskimi. Ostatnia składowa słowa opisująca ten model dotyczy czynników społecznych i kulturowych. Składają się na nie rzeczy, takie jak sytuacja w szkole oraz w pracy, sieć znajomych czy poczucie samotności.

Ilość osób chorych na depresję i wydawanych funduszy na jej leczenie wzrasta w całej Europie. Bez wątpienia ma na to wpływ zmiana modelu rodziny, odejście od tradycyjnych wartości i zanik więzi społecznych. Depresja będąca stanem zdominowanym przez smutek i bezsilność często rozwija się u osób, które czują brak umocowania w świecie. Niewątpliwie u części chorych jest to spowodowane nagłym zerwaniem łączności z najistotniejszym dla danej osoby elementem życia – utrata zdrowia, śmierć bliskiego. Często jednak dotyka osób, które nigdy tego prawdziwego umocowania nie znalazły. Chorzy nierzadko opowiadają o doświadczeniu braku miłości w rodzinie, związkach zawieranych bez uczuć, skupieniu na materialnych wartościach i braku większych wartości w życiu, które nadałyby sens ich działaniom.

Wpływ wiary i świadomość sfery duchowej na rozwój oraz przebieg choroby jest trudny do obiektywnej oceny. Przy badaniu takich relacji pojawia się szereg trudnych do zdefiniowania elementów, jak chociażby stopień uduchowienia czy życia zgodnego z regułami wiary, z którą osoba się utożsamia. W licznych badaniach wykazano, że wśród wierzących i ateistów zapadalność na depresję jest podobna, różne są jednak przebieg i skutki choroby. Obserwuje się istotnie mniejszą ilość prób samobójczych u osób wierzących. Mimo wielu różnic w religiach i wyznaniach w literaturze naukowej wykazuje się, że wiara i głoszone normy moralne są czynnikiem ochronnym. Co ciekawe najmniejszy odsetek samobójstw jest wśród wyznawców islamu.

„Młodość przywrócę i miłość
Snom niewinnego człowieka”[2]

Istnieje stwierdzenie, że depresja to choroba duszy. W dzisiejszym świecie łatwo wskazać zależności między upadkiem moralnym, zatraceniem wartości a pogodą ducha. Bądźmy świadomi, że wielu chorych nie ma wpływu na rozwój choroby i jej przebieg. Jednak samemu, będąc mocno i wielopłaszczyznowo umocowanym w życiu, łatwiej odzyskać zdrowie, a także nie raz pomóc w tym drugiej osobie. Pomimo wpływu czynników genetycznych na rozwój zaburzeń depresyjnych, to nie one mają decydujący wpływ na tragiczny finał choroby. To brak potrzebnego wsparcia otoczenia, niemożność zmiany swojego stylu życia i brak umiejętności znalezienia sensu, dla którego warto by trwać.

Do wyleczenia niewątpliwie jest potrzebna opieka specjalisty, jednak każdy z nas może spełniać powierzone nam zadanie niesienia miłosierdzia i chrześcijańskiego wspierania chorych. Każdy wedle swoich zdolności, wykształcenia i talentów. Nie pozwólmy, by lęk o swoje umiejętności pomagania stanął nam na drodze do wsparcia osoby chorej. Bo zgodnie ze słowami Jezusa zapisanymi w Ewangelii przez świętego Mateusza: „byłem chory a odwiedziliście mnie”, czasem wystarczy tylko zwykłe okazanie troski i zainteresowania. A kto wie, czy nie staniemy się w danej sytuacji, tak jak dobry Samarytanin ostatnią przeszkodą między cierpiącym a śmiercią? Ważne jest, by o tym pamiętać, szczególnie w świetle wiedzy, jak stygmatyzująca jest to choroba i jak niszcząca jest dla człowieka samotność.

 

[1] Obecnie przeprowadza się ten zabieg w znieczuleniu, nie jest to drastyczna procedura znana nam z filmów.

[2] Tadeusz Gajcy, fragment wiersza „Przed Odejściem”

Komentarze