Relacja z "Manify 2017"

8 marca o samym niemal świcie ukazał się mój ostatni artykuł, na temat roli kobiet w polskim ruchu narodowym. Pozwoliłem sobie w nim dodatkowo skrytykować feminizm trzeciej fali i organizatorów/organizatorki parady niesmaku, jaką jest słynna, tytułowa "Manifa". Cóż, dzisiaj muszę przyznać, iż nie pomyliłem się zbytnio w swej ocenie tego wydarzenia - w tym roku "Manifa" nie rozczarowała mnie, jeśli chodzi o swą ohydę i prymitywizm. Mało tego - miewam teraz wrażenie, iż tamtym sformułowaniem wywołałem wręcz wilka z lasu, bowiem feministki i ich sojusznicy przeszli tym razem samych siebie. W tym artykule postaram się pokrótce zrelacjonować przebieg gdańskiej manifestacji związanej z ogólnopolskim wydarzeniem, którą miałem (nie)przyjemność oglądać.

Cóż - pochylając sie nad samą istotą tego wydarzenia, trzeba przyznać, że albo jego organizatorzy żyją w innej, alternatywnej rzeczywistości... albo po prostu maskują jakieś inne, niekoniecznie tak "tolerancyjne" cele pod przykrywką propagowania równouprawnienia,  prawa do wolnego wyboru, prawa do wolnej miłości i innej, szeroko pojętej "wolności". Feministki głoszą bowiem postulaty walki o coś, co zostało już dawno temu uzyskane przez ich poprzedniczki z drugiej fali tego ruchu, a jak wiemy - tak naprawdę "Manifa" i cała ta "emancypacja XXI wieku" sprowadza się do kwestii legalizacji aborcji na życzenie (bo przecież liczy się wygoda, a nie ludzkie życie), legalizacji i prawnego usankcjonowania w państwie pedalskich mariaży, przywilejów dla kobiet (a najlepiej to parytetów w każdej sferze przestrzeni publicznej, no, może poza więzieniami (bo są niewygodne!)) i wreszcie tolerancji społecznej dla dowolnie rozumianych zboczeń i patologii. Czyli w zasadzie - walka współczesnego (tego liberalnego rzecz jasna) feminizmu z "patriarchatem", "ksenofobią" i "klerykalizacją państwa" to tak naprawdę batalia wspomnianego podmiotu o dalszy rozkład wartości rodzinnych, narodowych i religijnych na terenie naszego kraju. To jest po prostu przenoszenie na grunt polski całego zepsucia, do jakiego doprowadziła pseudo lewica (historycznie pod znakiem pani Luksemburg i pana Trockiego, współcześnie długo by wymieniać jej entuzjastów) na Zachodzie, o czym świadczyć mogą sojusze środowiska feministycznego z ruchem LGBT, wszelkimi przejawami anarchizmu i anty-nacjonalizmu, liberałami, czy wreszcie do niedawna jeszcze dość znaczącą siłą w polskiej polityce, czyli socjaldemokracją.

Wszystkie wymienione środowiska pojawiły się pośród nieświadomych roztaczającej się tam zgnilizny moralnej kobiet i (w mniejszej liczbie) mężczyzn. Ja (rzecz jasna) odwiedziłem sąsiednią, ustawioną w opozycji do "Manify" kontr-demonstracji, zorganizowanej przez lokalne: ONR, MW i tzw. ruch Pro-Life. Akcja była raczej standardowa - narodowcy i "prolajferzy" ustawili się nieopodal stacjonarnego początku "Manify" wraz ze sztandarami organizacyjnymi i transparentami obrazującymi przemoc i zbrodnię, jaką jest bez wątpienia "wolna aborcja" forsowana przez ruch Pro-Choice. To, co działo się później, przeszło jednak zdecydowanie moje najśmielsze oczekiwania. Gdy "Manifa" zaczęła się przemieszczać w kierunku słynnego, gdańskiego Długiego Targu, nacjonaliści i obrońcy życia skierowali się na miejsce, gdzie planowany był koniec feministycznego spędu. Nieistotne dla tak postępowych i tolerancyjnych środowisk było wówczas to, że w pobliskim kościele odbywała się właśnie Msza Św. Nieistotne było również niezwykle spokojne (wszak przecież ci narodowi chuligani to się tylko z zadymami kojarzą!) zachowanie naszej kontr-manifestacji, która stała głównie w milczeniu (nie licząc modlitw odmawianych przez część uczestników). Gdy tylko lewacko-liberalna armia ciemności stanęła przed nami, posypały się z jej strony wyzwiska, obelgi, splunięcia i wulgarne gesty. Brak jakiegokolwiek kontrataku na podobnym poziomie z naszej strony, zdawał się zgromadzone lewactwo jedynie rozsierdzać. Smaku i ironii całej sytuacji było słowo "ciemnogród" kierowane pod naszym adresem i powtarzane przez... geriatrię, bo jak inaczej nazwać stare, głupie baby walczące o aborcję i antykoncepcję poprzez pokazywanie swoim przeciwnikom środkowych palców?

Podsumowując - poziom debaty publicznej w Polsce, pomimo postępującego wciąż naprzód XXI wieku, zalicza coraz większy regres i wkrótce prawdopodobnie osiągnie poziom dna. Przykro mi to pisać, albowiem nie używam zazwyczaj takiego języka... ale większość uczestników gdańskiej "Manify 2017" zachowywało się po prostu jak hołota, której rzuci się kilka postępowych haseł, nauczy paru wyzwisk i gestów, a potem skieruje niczym miecz w kierunku nielicznych i nieco w tym wypadku zaszczutych obrońców wartości, jakie można uznać za prawdziwie europejskie, a nie wypaczone lewacką anty-kulturą. Ale miecz ten ma dwa końce i bądźcie pewni, drodzy czytelnicy, że prędzej czy później zwróci się przeciwko tym, którzy go dzierżą. Zatriumfuje boża sprawa i boża sprawiedliwość dosięgnie tych, którzy na Boga plują - tak było w Piśmie, tak było w historii i tak będzie w przyszłości. A wszystkim uczestnikom kontr-manifestacji zorganizowanej przez narodowców i obrońców życia dziękuję za zachowanie spokoju i zbudowanie doskonałego kontrastu pomiędzy Wami, a tą patologią, uważającą się za elitę i "nowoczesnych Europejczyków". Więcej takich akcji, ale też więcej ideowego radykalizmu oraz poświęcenia, a wkrótce poznamy owoce Waszej pracy.

Jan Kuśmierczyk

Dzisiaj - to jest 8 marca - obchodzimy jak co roku międzynarodowy Dzień Kobiet. Jest to święto wyjątkowe i ważne, bo poświęcone równie wyjątkowym i ważnym postaciom, jakimi są kobiety. W jego trakcie zwykle mężczyźni obdarowują bliskie im kobiety różnymi prezentami, czy upominkami - jednak na horyzoncie zawsze pojawia się widmo zakłócających to spokojne i przyzwoite święto feministek trzeciej fali, które zazwyczaj w całej Polsce organizują 8 marca swoje "manify" i inne, psujące ten dzień większości społeczeństwa, bezbożne imprezy. Wydaje się (także im samym), że głos kobiet w sferze publicznej należy wtedy właśnie do nich. Czy jednak było tak zawsze?

W 1919 roku (początki odrodzonej Polski - II Rzeczypospolitej) powstała Narodowa Organizacja Kobiet (NOK), która początkowo za cel obrała sobie agitację wśród przedstawicielek płci pięknej (które po długich bataliach prawnych uzyskały w II RP prawo głosu już w 1919 roku) za głosowaniem na Narodową Demokrację. Z czasem jednak - jak pokazała historia - kobiety zrzeszone w tej "feministycznej organizacji nacjonalistycznej" znalazły sobie bardziej różnorodne zajęcia na tak zdominowanej przez mężczyzn scenie życia politycznego i publicznego w Polsce. Podczas wojny polsko-bolszewickiej wspierały walczących mężczyzn zakładaniem szpitali polowych i działaniem w charakterze sanitariuszek, a także już w 1922 roku (po zakończeniu działań zbrojnych) współtworzyły organizacje pomagające kombatantom obu wielkich wojen, wracającym z frontów do ojczyzny.

Ideologia NOKu nie odbiegała daleko od ogólnych wartości międzywojennego ruchu narodowego - była to ideologia narodowo-katolicka, z czasem jednak (lata 30. XX wieku) ulegała radykalizacji na wzór chłopców z ONRu, aniżeli trwała w endeckim, umiarkowanym zastoju. Kobiety z NOK popierały w sferze obyczajowej naturalny porządek ustanowiony prawem bożym (a więc promowały słuszny model rodziny, jaką stanowi mężczyzna z kobietą oraz ich potomstwo), jednak samą swą aktywnością dowodziły, że nie są wcale "zdrajczyniami ideałów emancypacji". Prezentowały słuszną odmianę feminizmu, a więc promocję kobiety udzielającej się publicznie, politycznie i społecznie, jednak z zachowaniem naturalnych granic i poszanowaniem Tradycji.

Niezwykle budującym dla każdego nacjonalisty jest to, że coraz więcej kobiet wstępuje do organizacji nacjonalistycznych także dzisiaj, starając się dołączać do walki i budowy narodowej Polski. Po pierwsze - odkłamuje to wizerunek nacjonalistów, jako łysych szowinistów, których kobiety omijają szerokim łukiem. Po drugie - pozwala to przeciwstawić realną, "feministyczną" siłę feministkom trzeciej fali, które swoje ohydne postulaty przenoszą często w formie wizualnej na polskie ulice. Po trzecie i najważniejsze - kobiety są po prostu chyba największym dobrem ludzkości, bez którego niemożliwe jest jej przetrwanie (ani w fizycznym, ani duchowym kontekście). I dlatego warto, by rozwijały się w sferze publicznej na równi z mężczyznami. Oczywiście wzorem działaczek NOK - a więc zupełnie przeciwstawnym pomysłom dzisiejszych "feministek".

Jan Kuśmierczyk

"Socjalizm dla Polski jest nie tylko nakazem racji stanu, ale także słuszną sprawą narodu polskiego i ludzkości."

18 lutego 1915 roku przyszła na świat najbardziej barwna i zarazem kontrowersyjna postać polskiego ruchu narodowego. Bolesław Piasecki - lider RNR-Falanga i później PAX. Nacjonalista, katolik, socjalista. Ten, który dzięki kompromisom zdołał ocalić polską myśl narodową przed śmiercią w brutalnych czasach komunizmu.

Z wykształcenia prawnik - podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim w latach 30. XX wieku zdołał znacząco rozwinąć struktury sekcji młodych przedwojennego Stronnictwa Narodowego dzięki swej charyzmatycznej postawie i fanatyzmowi. W 1934 roku był jednym z założycieli Obozu Narodowo-Radykalnego, przez co w czerwcu tego samego roku został internowany w sanacyjnym obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej. Po zwolnieniu we wrześniu tego samego roku i rozłamie wśród narodowych radykałów, zaczął przewodzić nielegalnej formacji RNR-Falanga. Przeprowadzał akcje przeciwko politykom komunistycznym i żydowskim. Wielce zasłużony podczas II Wojny Światowej - najpierw jako oficer polski w kampanii wrześniowej, a później jako dowódca jednego z batalionów Armii Krajowej. Przewodził również konspiracyjnej "Konfederacji Narodu". Po wkroczeniu do Polski centralnej Sowietów, początkowo walczył przeciwko komunistom, jednak po aresztowaniu przez NKWD, zdecydował się iść z nimi na kompromisy i tym samym ratować polską myśl narodową przed totalną zagładą.

W okresie Polski Ludowej przewodził stowarzyszeniu PAX - ruchowi narodowo-katolickich socjalistów. Znany jest jego spór z kardynałem Stefanem Wyszyńskim o prawo PRL do typowania kandydatur na stanowiska biskupie w Polsce (Watykan nie uznawał "polskości" Ziem Odzyskanych i usiłował zachować tam biskupów niemieckich). Dzięki jego działalności PAX mógł legalnie "konserwować" polską myśl narodowo-katolicką z międzywojnia, Piasecki przyczynił się także znacząco do rozwoju polskiej inteligencji po IIWŚ oraz "unarodowienia" postulatów socjalistycznych w PRL. W latach 50. XX wieku wewnątrz PZPR popierał radykalną frakcję Natolińczyków, a w latach 60. XX wieku równie radykalną frakcję "Partyzantów", bowiem uważał stronnictwa ich przeciwników (liberałów itd.) za zdominowane przez agenturę żydowską. W 1957 roku porwany i zamordowany został jego syn - Bohdan - wówczas powszechna była teza, że była to zemsta żydowskich przeciwników politycznych Piaseckiego za jego działalność w latach 30. XX wieku. Do dzisiaj sprawa nie została wyjaśniona.

Zmarł po ciężkiej chorobie 1 stycznia 1979 roku. Mszę Świętą ku jego czci odprawił jego dawny rywal - kardynał Stefan Wyszyński.

W 102. rocznicę jego urodzin - pamiętamy wielkiego bohatera.

Każdy nacjonalista aktywnie działający w swoim środowisku zetknął się na pewno przynajmniej parę razy z dość nowym, aczkolwiek bardzo popularnym sformułowaniem "muzyka tożsamościowa". Zaczęło ono wprawdzie jakiś czas temu pełnić określenie dla gatunku muzycznego, pod który zbiórczo można podpiąć wszystkich wykonawców i utwory kojarzących się z tematyką narodową (od patriotycznych raperów po muzykę folkową), jednak - co jest dość oczywiste - najbardziej charakterystyczny nurtem z tego "gatunku" jest tzw. RAC, którego scena sięga pamięcia jeszcze lat 70. XX wieku.

Rock Przeciwko Komunizmowi - nurt muzyczny, którego wykonawcy wykorzystywali na przestrzeni lat wiele różnych stylów w celach ekspresji swej narodowej dumy i pogardy dla jej wrogów. Prekursorami "gatunku" wydają się być (jak to często bywało przy różnych, innych odmianach muzyki rockowej) zespoły angielskie - lata 70. XX wieku to okres radykalizowania się nastrojów wśród przedstawicieli brytyjskiej klasy robotniczej, w tym także skinheadów, za jakich śmiało można uznać członków zespołów Skrewdriver i No Remorse. Angielscy skini stanęli wówczas w większości po "narodowej" stronie barykady, za wrogów ulicznych obierając sobie lewackich punków, a za poważniejszego przeciwnika mając upadek moralny, ekonomiczny, kulturowy i demograficzny zarówno swojego kraju, jak i całego kontynentu. Ideały nacjonalistyczne w subkulturze skinowskiej rozprzestrzeniły się na Europę kontynentalną i dotarły również do Polski. Tutaj nasza scena była swego czasu (zwłaszcza w pamiętnych latach 90. XX wieku) bardzo bogata w różne brzmienia i ciekawe zespoły - od awanturniczego klimatu Baranków Bożych i Wolnego Miasta Gdańsk, przez zespoły odwołujące się do klasycznej, polskiej myśli narodowej (Legion, Szwadron), aż po legendarną i słynną na całą "narodową Europę" Konkwistę.

W XXI wieku bardzo popularne wśród nacjonalistów-muzyków stało się przenoszenie ideałów honoru i narodowej dumy na takie nurty muzyczne, jak tzw. hardcore, czy nawet black metal. Ten pierwszy jest ceniony w środowisku prawdopodobnie ze względu na bardzo agresywne brzmienie i szybkie tempo, przywodzące na myśl nienawistną walkę - w Polsce reprezentuje go np. zespół Legion Twierdzy Wrocław, z kolei za granicą mnogość różnych zespołów, głównie z Niemiec, Rosji i Ukrainy. Ten drugi nurt stał się popularny głównie wśród nacjonalistów utożsamiających się z rodzimymi wierzeniami, czy po prostu negującymi absolut wiary chrześcijańskiej - tutaj również prym wiodą Niemcy i Słowianie wschodni. Oprócz tego muzyka tożsamościowa zdaje się stawać coraz bardziej popularna i fascynować nowe osoby z różnych środowisk - kapele takie jak Pozytywka, czy Horytnica są tylko dwoma przykładami tego, jak bardzo patriotyzm i nacjonalizm przenikają do muzyki rockowej, wypełniając niszę, która w wizji twórców obecnego systemu miała przecież zostać zagospodarowana przez osoby bynajmniej nie żywiące miłości do swych ojczyzn i rodaków.

Za co właściwie my - nacjonaliści - cenimy muzykę tożsamościową? Jaki jest jej fenomen? Otóż krótko mówiąc - artyści mają to do siebie, że potrafią przenosić na papier, płótno, marmur, czy (w tym wypadku) struny gitary to, co myślimy, lecz sami nie potrafimy tego wyrazić. Muzyka RAC (nazwana tak zresztą w geście protestu wobec koncertów i składanek spod znaku "Muzyki Przeciw Rasizmowi", na których w istocie swoje kawałki nagrywały zespoły kojarzone z szeroko pojętym lewactwem kulturowym) dzięki swemu świetnemu brzmieniu (mi osobiście ciężko jest znaleźć utwór konkretnej kapeli, który zostałby nagrany w zły sposób) oraz ideowym tekstom, pozwala młodemu patriocie, nacjonaliście, chociaż na chwilę się wyłączyć, wsłuchać i przenieść za pomocą wyobraźni do odległej przeszłości pełnej wspaniałych czynów synów jego narodu, czy też do upragnionego zwycięstwa w przyszłości. Często motywowała (i wciąż to czyni) działaczy organizacji narodowych, którzy choćby nawet bardzo zmęczeni, nie potrafili porzucić swej idei, stale zagrzewani do walki o nacjonalizm przez charyzmatyczne wokale i nastrojowe brzmienia ulubionych wykonawców. Poza tym wiele utworów ze sceny RAC stało się na tyle kultowe, że osoby z różnych środowisk (niekoniecznie narodowych) potrafią z pamięci cytować całe ich strofy, czy poszczególne wersy - natomiast niektóre motywy melodii są tak dobrze skomponowane i przyjemne dla ucha (zwykle w swej prostocie), że powinny (i zapewne tak się stanie) przejść do historii polskiej, czy europejskiej muzyki nowoczesnej.

Niezwykle cieszą wszystkie inicjatywy realne (takie jak Festiwal Orle Gniazdo, gdzie co roku polscy i europejscy nacjonaliści, czy patrioci, mogą się ze sobą spotkać, by wspólnie bawić się przy muzyce najlepszych zespołów ze sceny), jak i wirtualne (kanały na Youtube - EuropeanUnity albo polska Muzyka Tożsamościowa wykonują naprawdę kawał dobrej pracy, dostarczając swoim widzom coraz to nowsze dawki muzyki RAC z całego kontynentu (i nie tylko, bo swego czasu nawet Japonia doczekała się tam swojego klipu). Cieszy to również dlatego, że sztuka (muzyka) często wyprzedza swoje czasy i jej przekaz stanowi natchnienie także dla intelektualistów ruchu. To przecież właśnie na koncertach RAC spotykają się Polacy, Niemcy, Rosjanie, Włosi, Francuzi i inni... i potrafią żyć ze sobą w zgodzie, promując tym samym nowoczesny, anty-szowinistyczny model nowego, odrodzonego nacjonalizmu w Europie. Nacjonalizmu, w którym bracia z jednego szczepu nigdy nie staną więcej przeciwko sobie - a co najwyżej uczynią to w szaleńczym tańcu pogo pod sceną, z której będą rozbrzmiewać akurat ich ulubione utwory.

Jan Kuśmierczyk

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree