GMO a interes narodowy | Narodowcy.net

GMO a interes narodowy

Na początku bieżącego[2015] roku ponownie odżyła sprawa GMO i protesty z nią związane. Z racji, że narodowcy odpowiadają za coraz większą część działalności społecznej, w protestach tych wzięli udział też działacze narodowi z różnych środowisk, w tym niestety również związanych z RN-em.  

Trochę z własnej irytacji, trochę na prośbę starszego działacza, popełniam ten tekst, by omówić kilka argumentów, którymi zwykli posługiwać się przeciwnicy GMO. Nie ma bowiem chyba tematu tak istotnego dla życia gospodarczego, wobec którego narosłoby tyle błędów i patologii w myśleniu jak inżynieria genetyczna.

Strach bowiem przed tym opiera się w połowie na biologicznym strachu przed nieznanym, a w połowie na półwiedzy i kulturze masowej sprawiających, że na słowo mutant większość społeczeństwa będzie miała przed oczami postać z komiksów Marvela i antagonistów jego niż kota rasy rex lub scottish fold  czy fantazyjne kwiaty z ogródka babci.

Oczywiście zdaje sobie sprawę, że dla części argumenty te spełniają tylko funkcję pomocniczą i co by się tu nie znalazło, oni będą wiedzieć swoje. Na jednej i chyba największej grupie przeciwników GMO w podpisie znalazłem wręcz oświadczenie, że nie życzą sobie polemiki, są przeciwnikami GMO i proszę to uszanować. My jako polscy narodowcy możemy jednak okazać temu tyle samo szacunku, co wszystkim innym zabobonom, którym musieliśmy stawiać czoła od XIX wieku.

Organizm modyfikowany genetycznie a mutacja 

Terminów GMO i mutant zwykło się używać naprzemiennie jako synonimów, co jednak mija się z prawdą. GM jest to wycięcie odcinka zawierającego konkretny gen i wprowadzenie go za pomocą jednej z kilku dostępnych metod do innej komórki. Mutacja jest zaś błędem w zapisie informacji genetycznej, naturalnym bądź indukowanym, powstałym w obrębie jednej komórki.  W przeciwieństwie do inżynierii mutacja jest jednak procesem całkowicie losowym, gdzie nie mamy możliwości wpływania na to, co w co się zmieni, a odpowiedni efekt uzyskujemy metodą prób i błędów oraz selekcją z ogromnej próby.  Jeśli komuś przyszłoby do głowy protestować też przeciw odmianom powstałym w wyniku sztucznej mutacji, to muszę rozczarować. Pierwsza taka odmiana weszła do uprawy w 1905 (jęczmień mutowany promieniowaniem rentgenowskim).  Przy obecnym tempie hodowli twórczej dla wielu gatunków za pewne nie ma już w doborze odmian nieposiadających gdzieś w rodowodzie indukowanych mutantów.

To nie zachodzi w przyrodzie

Owszem zachodzi. Nazywa się poziomy transfer genów, jest zjawiskiem marginalnym i występującym wyjątkowo rzadko, szczególnie wśród jądrowców, jednak na przestrzeni eonów i mnogości gatunków wychwytywanym o jeszcze spornym znaczeniu dla ogólnej ewolucji.

Toksyny

Jedną z głównych i chyba budzącą najwięcej kontrowersji linii stosowania GM jest wprowadzanie do roślin genów odpowiedzialnych za produkcję substancji ochronnych. Trzeba zdać sobie tu sprawę z kilku rzeczy. Rośliny same produkują tego typu substancje, w kapuście przykładowo można ich znaleźć ok. czterdziestu. Poszczególne związki mają różne działanie na różne gatunki odwołując się tu choćby do najbardziej osławionej teobrominy odpowiedzialnej za toksyczność czekolady dla tak bliskich nam ewolucyjnie psów. Co tu mówić o ochronie przed owadami, z którymi pokrewieństwo ginie w pomrokach prekambryjskiego życia gdzieś pomiędzy dwu i trójwarstwowcami, a podziałem na pierwo- i wtórnouste.   Jest to zwyczajne zastąpienie środków ochrony wprowadzanych dotąd w opryskach i zaprawach, których powszechność wielu osobom umyka.  Dość powiedzieć, że wśród wielu największy opór budzi stosowanie oprysków zawierających metale ciężkie, podczas gdy preparaty miedziowe są jednymi z najstarszych środków ochrony roślin i są dopuszczalne nawet w tych wspaniałych gospodarstwach ekologicznych. Wreszcie zapewnia to ochronę również w momencie, gdy ochrona chemiczna jest już niemożliwa, jak w przypadku omacnicy w kukurydzy czy chorób grzybowych, których mechanizm nagłego wysypu w danym roku pozostaje nieznany. Rzecz jasna odmiany te muszą być testowane z niemniejszą skrupulatnością niż chemiczne środki ochrony roślin i zapewne tak jak i one będą co jakiś czas wycofywane z rynku.

GM doprowadzi do super chwastów

Tak naprawdę wszystkie chwasty prędzej czy później uodpornią się na wszystkie obecnie stosowane opryski lub ich miejsce zajmą rośliny zawleczone z drugiego końca świata czy miejscowe, które wybiją się ze swoich nisz ekologicznych.

Problem leży w samym postrzeganiu natury jako statycznego wręcz przysłowiowego naturalnego ładu, zamiast trwającego od trzech miliardleci wyścigu zbrojeń.

GMO nie da się wyłączyć ze środowiska

To wynika chyba z wyobrażenia, że istnieją tylko odmiany gm np. pszenicy i jakaś bezodmianowa naturalna pszenica istniejąca na zasadzie zapylania przez pyłki połowy kontynentu, swobodnego zapylania i krzyżowania, pewnie jeszcze przy udziale pszczół(poważnie widziałem taką grafikę). Nic bardziej mylnego. Hodowla roślin w niczym nie ustępuje hodowli zwierząt, a ze względu na czas czy takie właściwości jak poliploidyzacja, pod wieloma względami ją przewyższa. Obecnie w doborze samego tylko polskiego COBORU zarejestrowane są 83 odmiany pszenicy zwyczajnej ozimej(najstarsza z 1998), zaś dla zachowania czystość odmianowej w produkcji materiału siewnego wystarcza dla zbóż kilkadziesiąt do kilkuset metrów, natomiast największą odległością, jaką udało mi się znaleźć w polskich normach, było 3000m dla plantacji nasiennych szpinaku.

Roundup

Jednym z kilku podziałów herbicydów jest podział na herbicydy selektywne i nieselektywne.  Selektywne, czyli likwidujące na przykład dwuliścienne w jednoliściennych i na odwrót, jedne jednoliścienne w innych jednoliściennych, itd. Nieselektywne, czyli likwidujące wszystkie rośli -lub względnie wszystkie. Herbicydem nieselektywnym jest glifosat, do roku 2000 patentowa własność Monsanto sprzedawana jako roundup po wygaśnięciu patentu także pod innymi nazwami przez różne firmy. Inżynieria genetyczna polega tu na wprowadzeniu do założyciela odmiany genu warunkującego odporność na glifosat, tworząc odmianę roundup redy soi czy kukurydzy. Pozwala to stosować Roundup i preparaty randapopodobne jako herbicydy selektywne, co znacznie upraszcza agrotechnikę i zmniejsza koszty.

Tu ktoś mógłby poruszyć kwestię resztek Roundupu w tym, co będzie konsumowane. Po prawdzie Roundup już jest stosowany na roślinach, które będą konsumowane. Mam tu na myśli zasuszanie rzepaku polegające na spryskaniu roślin w celu wyrównania dojrzewania, co zapobiega stratom wynikającym z faktu, że część łuszczyn już przejrzeje i wysypie nasiona na ziemię, a inne wciąż nie będą nadawały się do zbioru.

 Nasiona

Tu trzeba wydzielić dwie kwestie. Po pierwsze, pogarszanie się plonu wraz z kolejnymi pokoleniami nasion fachowo nosi nazwę wyradzania i wynika ze zwykłych praw rządzących genomem populacji. Kukurydza, której cały areał, z wyjątkiem hodowli zachowawczych i produkcji materiału siewnego, stanowią mieszańce handlowe, wyradza się całkowicie już po pierwszym pokoleniu inne zboża w zależności od odmiany i agrotechniki mniej więcej w ciągu dziesięciu lat. Większość z grupy szeroko rozumianych warzyw jest zbierana przed pojawieniem się nasion lub przez krzyżowanie rodziców o nierównej liczbie chromosomów płodnych nasion nie wytwarza.  Ziemniaków, które płciowo rozmnaża się wręcz w warunkach laboratoryjnych, u których cała odmiana to klony jednego osobnika, wyradzanie sensu stricto nie dotyczy, tu jednak następuje kumulacja patogenów w każdym pokoleniu klonów zmuszająca co kilka sezonów do wymiany sadzeniaków.

Po drugie, GURT(Genetic use restriction technology)  polegająca na wprowadzeniu genu odpowiadającego za utratę zdolności kiełkowania w drugim pokoleniu, w zależności od zamysłu twórców, do przywrócenia po potraktowaniu nasion odpowiednim preparatem. Z jednej strony technologia ta zapobiega spontanicznym przekrzyżowaniom i chroni prawa autorskie, z drugiej uniemożliwia rolnikowi stosowanie własnego materiału siewnego, co jest powodem jej zakazania w takich krajach jak Brazylia czy Indie i co należałoby w przypadku Polski również rozważyć.

GMO przenika do organizmu i nasze dzieci będą zmutowane

No tak, skoro nieczyste rytualnie nieczystym rytualnie czyni, to GMO czyni mutantem. Nie, to tak nie działa. Nić cząsteczek złożonych z pary zasad, dwóch cząsteczek cukru o nazwie deoksyryboza połączonych ze sobą resztami fosoranowymi, podlega takim samym procesom fizycznym i chemicznym niezależnie od tego, co koduje i jak dana kombinacja zasad purynowych i pirymidynowych została otrzymana.  DNA jest trawione w taki sam sposób bez względu na to, czy pochodzi od mutanta, GMO, odmiany dzikiej czy uzyskanej przez dziesięć tysięcy lat hodowli.

Nam nie jest to potrzebne, GMO jest dobre dla tępych Amerykanów, którzy muszą to stosować bo sami wyjałowili swoje ziemie.

Gdyby to była prawda, to TTIP byłoby zagrożeniem dla rolnictwa amerykańskiego, nie zaś europejskiego.

My i tak mamy nadwyżkę żywności, więc większa wydajność rolnictwa nie jest nam potrzebna

Generalnie tę nadwyżkę mamy od czasów rewolucji neolitycznej i przez te kilka tysiącleci jej wielkość jest dźwigią rozwoju i dobrobytu kolejnych społeczeństw. Czym grozi nam dalsze zwiększanie wydajności rolnictwa? Tym, że wydatki na jedzenie spadną do 5% wszystkich wydatków domowych i tym, że Amu Darie z powrotem wpuści się do Aralskiego, bo nowe odmiany lnu lub czegoś innego wyprą z rynku bawełnę. Sytuacja, kiedy cała potrzebna żywność będzie produkowana tylko na kilku lub kilkunastu procentach gruntów uprawnych ani nie jest straszna, ani odległa. Nawet i dziś na konsumpcję przeznaczana jest ledwie połowa produkowanej w Polsce pszenicy ,zaś wśród innych zbóż udział spasania i przemysłu jest jeszcze większy.

 Posłowie

Inżynieria genetyczna to postęp, a postęp polega na zmianie jednej rzeczywistość na drugą, stare problemy zanikają, a pojawiają się nowe. Nie oszukując się, tak jest także z GMO.

GMO wraz z drukarkami 3D będą kołem zamachowym tej czwartej już z kolei rewolucji przemysłowej, której oddech coraz wyraźniej czujemy na swoich plecach. Tak jak w przypadku poprzednich rewolucji, jest to dla naszego kraju bardziej wyzwanie niż manna z nieba czy inny cud, do których jesteśmy chyba bardziej przyzwyczajeni.

Zarówno postęp rolnictwa w krajach rozwijających się, gdzie rządy stymulowały rynek nasienny, jak i patologie (w tym na literę M) w tych krajach rozwiniętych, gdzie władze zaniechały wszelkiej polityki w tym obszarze pokazują niemożliwość nieangażowania się państwa. Zaś zastój w tych krajach, gdzie sektor w całości jest kontrolowany przez państwo pokazuje niewydolność rozwiązań socjalistycznych.

Dzisiaj naszym zadaniem jest wypracować rozwiązania funkcjonowania w nowej rzeczywistości, by czerpać z niej zyski. Nie zaś ślepo z nią walczyć czy roztrząsać kwestie moralne wykorzystywania tłoka parowego, bo nowa rzeczywistość i tak do nas wejdzie i to niekoniecznie w formie, która byłaby dla naszego narodu korzystna.

 

Aleksander Sienicki

Tekst pierwotnie ukazał się w maju 2015.

Komentarze