Jan Wilk: Bitwa pod Fuengirolą | Narodowcy.net

Jan Wilk: Bitwa pod Fuengirolą

Poniższy tekst traktować będzie o bitwie pod Fuengirolą z 1810 roku. Szczególnie warto się przyjrzeć polskim wojskom, które brały w niej udział. 14 X 1810 roku w hiszpańskim mieście Fuengirola około godziny 13, miejscowi partyzanci zaatakowali… stado krów. Niestety, podczas ataku zabito dwóch naszych piechurów strzegących tego bydła i porwano stado. Z zamku wypadło 40 wściekłych Polaków i ruszyło w pogoń za Hiszpanami. Dowodzący nimi kapitan Młokosiewicz cofnął ich jednak szybko, dostrzegł bowiem, co tak rozzuchwaliło rabusiów. W niedalekiej zatoczce pojawiła się bowiem brytyjska armada, osłaniająca wysadzony przed chwilą desant swojej piechoty. Miał to być desant 2000 żołnierzy 89 regimentu piechoty, którzy, połączywszy się z 1000 hiszpańskich partyzantów, wpierw zajmą Fuengirolę, potem z zaskoczenia wykonają lądowy atak na Malagę.

Flota desantowa składała się z okrętu liniowego HMS “Rodney” i podobnej klasy liniowca hiszpańskiego, 3 fregat, 5 kanonierek, kilku brygów i slupów. Całością sił dowodził lord Andrew Blayney. Na plaży wysadzono część piechoty i 5 ciężkich dział. Połączone z Hiszpanami siły ruszyły brzegiem ubezpieczane przez flotę, dającą ogromną siłę wsparcia. Sam tylko HMS “Rodney” miał 74 działa, zaś Polacy tylko 4 i to stare!

O godzinie 14 brytyjskie siły dotarły pod zamek Sohail, domagając się kapitulacji Polaków. Kapitan Młokosiewicz odpowiedział: „Przyjdźcie i sobie weźcie”. W tym momenciebrytyjskie okręty otworzyły ogień, a załoga Sohail (100 piechurów polskich, 10 francuskich dragonów i jeden Irlandczyk), musiała pod ostrzałem opanować obsługę czterech starych dział, których hiszpańska obsługa właśnie zwiała! Sierżant Zakrzewski (świeżo upieczony artylerzysta) zatopił jedną kanonierkę i uszkodził kilka innych statków. W tych okolicznościach Brytyjczycy wycofali się poza zasięg ognia polskich dział, a twierdzę ostrzeliwały dwie brytyjskie fregaty.Piechota brytyjsko – hiszpańska po przegrupowaniu ruszyła w regularnym ataku na twierdzę.Polska artyleria i piechota otworzyły ogień, kładąc trupem dowódcę II batalionu 89 Pułku Piechoty i paru innych Anglików. Straty wśród obrońców to 3 zabitych, i 14 rannych (w tym sam Młokosiewicz).

Szybko zapadł zmrok. Wojsko brytyjskie zaczęło ściągać dodatkowe działa z okrętów do porannego ataku. Tymczasem z niedalekiej placówki w Mijas (zaalarmowani odgłosem walk), wyruszyli ludzie porucznika Chełmickiego (60 piechurów). Przybyli pod zamek Sohail i prześlizgnęli się przez linie brytyjskie, dołączając do oblężonej załogi. Z kolei w Alhaurin (około 30 km drogi od Fuengiroli) zawiadomiony o ataku major Bronisz (200 piechurów i 40 dragonów) – wymaszerował ze swoimi siłami wczesnym rankiem 15 października 1810 r. w stronę Mijas. Tam natrafił na hiszpańsko – niemiecki oddział w liczbie 450 ludzi, wysłany przez lorda Blayneya dla obsadzenia tej placówki. Polacy z marszu ruszyli na bagnety i roznieśli dwukrotnie silniejszy oddział, po czym pospieszyli na ratunek załodze Fuengiroli.

Od wczesnego poranka 15 października trwał silny brytyjski ostrzał artyleryjski zamku, w wyniku którego zniszczona została jedna z wież. Dopłynął też na miejsce HMS Rodney i hiszpański liniowiec, wysadzając dodatkowe 932 żołnierzy piechoty brytyjskiej z I batalionu 82 pułku. W tej sytuacji kapitan Młokosiewicz postanowił wykonać atak wyprzedzający na pozycje artylerii brytyjskiej całą posiadaną siłą w liczbie 130 żołnierzy, zostawiając rannych do pilnowania bramy.

Atak był takim zaskoczeniem, że hiszpański regiment obsadzający wzgórze z armatami z przewagą 10:1, czyli w liczbie około 1300 ludzi, rozproszył się i wycofał. Polscy żołnierze opanowali jedną baterię armat – odwrócili jej działa i zaczęli ostrzeliwać siły brytyjskie. Mimo tego, że Polacy uczyli się obsługiwać te armaty z marszu, narobili potwornego zamieszania w oddziałach wroga, utrudniając przegrupowanie. Ostrzał ten trwał około pół godziny!Dopiero po tych 30 minutach szalonego ognia, generał lord Blayney ogarnął swoje wojsko i rozkazał uderzyć na „polską baterię”, ale Polacy wysadzili jej zapasy prochu i już mieli zamiar wycofać się do twierdzy… kiedy lewą flankę Brytyjczyków zaatakował nagle oddział majora Ignacego Bronisza! Nadszedł właśnie z odległego o 30 km Alhaurin, po drodze rozbijając oddział niemiecko-hiszpański.

W siłach brytyjskich nastąpiło kolejne zamieszanie i odwrócenie uwagi od oddziału kapitana Młokosiewicza, który przegrupował swoje 130 osobowe „siły” i uderzył na brytyjskie wojsko – z prawej strony. W ataku brali udział również francuscy dragoni z twierdzy z 21 regimentu – w liczbie 30. Działo się to wszystko w czasie, kiedy HMS Rodney wysadzał 932 żołnierzy I batalionu 82 Pułku i ci wobec panującego chaosu – również się załamali!

W oku cyklonu znalazł się nieszczęsny generał lord Blayney, którego żywot podobno polska piechota chciała zakończyć bagnetami, ale miał go wyratować francuski dragon. Po tym, jak Lord Blayney został wzięty do niewoli przez Polaków, jego piechota zarządziła odwrót i zaczęła chaotyczny załadunek pod ogniem swoich własnych, przejętych jeszcze raz, karabinów. Najprawdopodobniej Blayney’a polskie wojsko wzięło do niewoli i zawlokło do zamku, żeby zasygnalizował brytyjskim okrętom przerwanie ostrzału starej twierdzy, bliskiej rozsypania. Warto wspomnieć, że generał lord Blayney musiał oddać swoją szablę kapitanowi Młokosiewiczowi, zwycięzcy tej bitwy. Wojskowy bilans starcia jest następujący: po stronie polskiej 20 zabitych i 100 rannych, natomiast po stronie brytyjskiej: 40 zabitych, 70 rannych, 177 wziętych do polskiej niewoli (łącznie z dowodzącym Blayney’em), utrata kanonierki, 5 dział, 300 karabinów, 60 tysięcy sztuk amunicji – i całkowite ośmieszenie na arenie międzynarodowej.

Początkowo nikt nie wierzył w tak druzgocące zwycięstwo trzech małych garnizonów polskich z siłami posiadającymi taką przewagę. Generał Sebastiani przybył ze swoimi wojskami z Malagi 16 października 1810 r. i dopiero kiedy na własne oczy upewnił się co do wydarzeń, wysłał raport do marszałka Soulta, a Napoleon Bonaparte odznaczył 18 grudnia 1810 r. kapitana Franciszka Młokosiewicza, majora Ignacego Bronisza i porucznika Eustachego Chełmickiego – Legią Honorową.

Kapitan Młokosiewicz był na ustach całej Europy, zwłaszcza w świecie wojskowym, i negatywny wizerunek Polaków jako żołnierzy nie mógł być już wykorzystywany w propagandzie brytyjskiej. Co było czynione wcześniej. Jego fanem był między innymi młodszy brat cara rosyjskiego, wielki książę Mikołaj Romanow, przyszły car Mikołaj I.

Ta niezwykła i porywająca historia zwycięstwa polskiego oręża w starciu tak nierównych sił jest dla nas powodem do dumy, zwłaszcza smak zwycięstwa nad Anglikami! Niemniej nam, spadkobiercom cywilizacji łacińskiej, powinna ona dać do myślenia. Łacinnicy bowiem nie dają się ogłupić emocjom, ale dążą do prawdy.

Co tam w ogóle robią Polacy?!

Mamy rok 1810. Polska znajduje się pod zaborami. Napoleon po pokoju w Tylży (1807 r.) dał nam wprawdzie Księstwo Warszawskie, ale jest to terytorium zależne Francji. W dodatku kazał za nie sobie słono zapłacić. Sławne bajońskie sumy! Księstwo służy do naboru ochotnika i zbierania ogromnych sum na potrzeby wojsk francuskich. Dochodzi do tego, że Polacy płacą nawet za to, że piechota Księstwa Warszawskiego jest częścią sił okupacyjnych w Hiszpanii. Hiszpania jęczy pod butem francuskim i właśnie zerwała się do walk o odzyskanie niepodległości. Tłumią te dążenia Polacy, którzy sami chcą odzyskania niepodległości dla swojej ojczyzny! Polacy, jeden z najbardziej katolickich narodów Europy, walczą przeciwko innemu katolickiemu narodowi, jako część sił okupacyjnych Napoleona, który pozwala na mordy zakonników, niszczenie światyń itd. Napoleon w dodatku zaatakował Hiszpanię, która do niedawna była jego sojuszniczką. Po prostu zapragnął osadzić na jej tronie własnego brata.

W oparciu o tę wiedzę, jeszcze raz spójrzmy na tę historię i zastanówmy się nad nią. Jest to ważne, bo temat wysługiwania się naszymi żołnierzami, przez obce państwa wcale nie stracił na aktualności.

Komentarze