Krzysztof Bosak: Dywersja w świecie popkultury | Narodowcy.net

Krzysztof Bosak: Dywersja w świecie popkultury

Pisanie manifestów w dobie postmodernizmu wydaje się groteskowe. Dziś wierzyć i walczyć nie wypada. Gdy coś się chce powiedzieć, obowiązkowa jest asekuracja otwartością na dialog i gotowością poddania w wątpliwość każdego wypowiadanego słowa. Co najwyżej trochę można prowokować. Powiedzieć cokolwiek serio – nigdy! Wiara we własne słowa stała się przejawem fundamentalizmu, a my – ludzie, gotowi dowieść swej wiary osobistym poświęceniem – fundamentalistami. Nic to. Czas płynie a ludzka głupota różne już przybierała formy. W jednym kształcie dominować wiecznie nie potrafi a nigdy niezaspokojony intelektualny snobizm z biegiem lat potrzebuje świeżej krwi i porzuca stare mody.

I

W pierwszej kolejności stoi przed nami zadanie określenia, w którym momencie historii się znajdujemy. Nie boimy się więc przyznać: Europa powoli umiera na naszych oczach. I nie idzie tu o gospodarkę czy wagę polityczną. Te mają się jako tako. Rzecz dotyczy czegoś bez porównania ważniejszego: kultury i sfery ducha. Imperatyw wątpienia zabija trzeźwą myśl. Hedonizm podniesiony do rangi cnoty wypiera wszelką skłonność do poświęceń. Ucieczka od wartościowania, sprowadziła wolność do czysto fizycznej swobody. I mało istotny jest spór o moment od którego nas ta gangrena rozkłada. Zainfekowany system zacina się, więc trwa gospodarka rabunkowa trwoniąca resztki kapitału kulturowego gromadzonego przez tysiąclecia. Niestety! Rozleniwione narody Europy tracą świadomość swej tożsamości. Postępująca infantylizacja sprowadziła kulturę europejską do garści sprzecznych frazesów. Otępiałe elity błądzą wśród materialnych pamiątek naszej wielkości. Rozbudowa biurokracji daje im wygodny pozór rozwoju i ani ruiny burzonych świątyń ani wrące przedmieścia nie burzą ich spokoju. Jak bardzo się mylą, ci którzy sądzą że mogą trwać, gdy obcy prą naprzód… To ryzykowna rzecz spekulować o przyszłości. Ta potrafi zaskoczyć najbardziej przenikliwe i trzeźwe umysły. Co wiemy na pewno – zależeć będzie ona od tych którzy potrafią przyjmować życie i którzy potrafią je także poświęcać.

II

Naród nasz wobec tych faktów znalazł się w szczególnie interesującym położeniu. Naród, pod wieloma względami wyjątkowy, dziś staje się wyjątkowy po dwakroć. Ostatni historycznie katolicki, w którym religia wciąż pozostaje żywa. Pierwszy, który odrzucił prawo zezwalające mordować życie nienarodzone. Przez pół wieku krwawej okupacji, zachował duchową niepodległość. Mimo trybów tyranii w które wpadł w ostatnich wiekach, zadziwia zdolnością samoorganizacji. Wydał z siebie dwa wielkie symbole wolności. Na wolnym rynku stał się światowym potentatem w eksporcie księży i misjonarzy. Przywiązany w swej masie do tradycyjnych wartości, szuka utraconej elity. Negatywy zostawmy tymczasem, bo już rozpoczął się proces znacznie bardziej zajmujący od samobiczowania, tak naszym wrogom miłego.

Przed oczy nasze na plan pierwszy wysuwa się bowiem problem włączenia naszych umysłów we wspólny obieg informacyjny z dogorywającą w samozadowoleniu Europą Zachodnią i resztą zachodniego świata. Przepływ ten, swoista kulturowa transfuzja, zrazu niezauważalny i witany jako gołąb wolności, okazał się zdolny w bardzo szybkim tempie zdominować kulturowy krwioobieg oszołomionej wolnością Polski. Zbiorową świadomość zalała tętniąca w dobowym rytmie papka słów, dźwięków i obrazów. Kim jesteś, czego pragniesz, czego potrzebujesz, jacy ludzie cię otaczają i jakie są ich intencje, co jest fajne, co pozytywne, co kontrowersyjne, kogo warto pamiętać, o czym mówić i rozmyślać, jakim językiem, dlaczego nas potrzebujesz, dlaczego mówimy prawdę, dlaczego jesteśmy my a poza nami nic nie ma? Nie ma jednej przyczyny, dla której słyszymy wciąż te same odpowiedzi. Chciwość, zwierzęce instynkty, postmodernistyczne idee, poprawność polityczna i tani – bo podszyty kompleksem niższości – snobizm stały się szybko wyznacznikami strumienia symboli kreujących naszą tożsamość. I jest to – gdy się jej bliżej przyjrzeć i zdrapać sztuczne uśmiechy – w sposób oczywisty tożsamość mała i gnuśna, kosmopolityczna i niechrześcijańska. Samodzielna twórczość wegetuje gdzieś na marginesie. Ta wyrosła na gruncie nam bliskich wartości – przez tchórzy i politycznych komisarzy nowego systemu skazana została na zamilczenie. Oni próbują nam ukraść świadomość! W logice popkultury to atrakcyjny komunikat. Na news wprawdzie się nie nadaje, ale koszulki z nim sprzedawały by się w sieci przypuszczalnie całkiem dobrze…

III

Czy jesteśmy w tej sytuacji bezbronni? Społeczeństwo z wolna się przekształca i nasiąka z ducha obcą nam treścią. Odpowiedź jest cicha i niewyraźna, o ile w ogóle jest jakaś. Przeważa przemożny strach przed jasnym sformułowaniem problemu i nakreśleniem linii frontu, bądź straszna nieudolność.

Mylą się srogo ci, którzy sądzą, że wygrać potrafią wyłącznie przez politykę, a problem kultury – w szerokim rozumieniu – ich nie dotyczy. Władza instytucjonalna ma dziś ograniczony wpływ na rzeczywistość, jest wysoce bezwładna i spętana szeregiem zewnętrznych uwarunkowań. Ostatecznie, każda partia jest zakładnikiem swojego elektoratu i jego przekształcenie jest prostą drogą do zmiany programu ludzi sprawujących władzę. Zboczenie z kursu w sprawach obyczajowych przez zachodnie siły konserwatywne jest przykładem aż nadto wymownym. Przeciw powszechnie zakorzenianym przekonaniom można robić rewolucję, ale nie demokratycznie rządzić. Szczególnie, gdy z braku wystarczającej inwencji i środków własnych, wrogowie formułują obraz, cele, język i mity naszego obozu w świadomości jego własnych członków!

Polska jednak tym różni się od innych państw i dlatego wielu spędza sen z powiek, że jest w niej wielki potencjał z którego czas już najwyższy zbudować silny ruch oporu. I ofensywy, ale o tym dalej. Są rodziny, są naukowcy, są politycy, są duchowni, są twórcy, są całe środowiska, są przyczółki tu i ówdzie, które funkcjonują wciąż dumnie i z uporem – poza systemem. Przypominają trochę rozbitą partyzantkę. Każdy prowadzi akcje zaczepno-obronne na własną rękę, z mniejszym lub większym skutkiem, ogólnie jednak dość słabo zauważalnym. Nie chodzi rzecz jasna o doraźny efekt organizacyjny, ale o wprowadzenie nowych wątków do publicznego obiegu, o zalegalizowanie na powrót w społecznym dyskursie spojrzeń dopiero co z niego wypartych, o uwiarygodnienie linii argumentacji grających na naszą stronę. Chodzi więc nie o pojedyncze fakty, ale o udział w kreacji tego co ludzie uważają za rzeczywistość.

Aby tego dokonać, trzeba właściwej taktyki. Zazwyczaj przedkłada się nam do wyboru – wszak wybór daje pozór wolności! – dwie drogi. Pierwsza to pozostanie w getcie. Zachowaj dziewictwo, wierność ideowej ortodoksji, strzeż świętego ognia, odizoluj się od świata i czekaj lepszych czasów. Wobec otaczającego zła taka pokusa wewnętrznej emigracji dla wielu okazuje się przekonująca, tymczasem świat dzieje się teraz! Droga druga to pokusa pragmatyków – kolaboracja. Lepiej osiągnąć cokolwiek niż nic, trzeba więc iść tam gdzie chcą słuchać i mówić to co chcą nagłośnić. A między wierszami przemycać. Ustawić się w dłuższej perspektywie, pozostawać częściowo w uśpieniu i czekać na sygnał do rozpoczęcia powstania. Absurd takiego myślenia potwierdzony został dziesiątkami zmarnowanych życiorysów…

Defensywa, brak wiary i aktywności łączy te dwie postawy. Przeciwstawić im musimy postawę twórczą i dynamiczną, a taktykę będącą wynikiem tej postawy określić – dywersją w świecie popkultury. By sformułować tezy, które pozwolą uciec od fałszywych dualizmów, jak getto – kolaboracja, ideowość – pragmatyzm i im podobne, trzeba nam realizmu i analitycznego spojrzenia.

IV

System – a więc ten cały zespół mechanizmów polityczno-kulturowo-medialnych który, prowadzi do cywilizacyjnego przewartościowania otoczenia w jakim żyjemy – opiera się na funkcjonariuszach rekrutowanych w dziewięćdziesięciudziewięciu procentach z otwartego rynku. To co sprawia, że wszystko idzie swoim torem to nie mityczny spisek, ale przede wszystkim proste i powszechne zasady postępowania – ograniczające: oportunizm, karierowiczostwo, konformizm i pchające do przodu: chciwość, zazdrość, ambicja. System jest więc słaby bo opiera się na ludziach nieideowych lub niezwykle ideowo płytkich. Odrabiają oni przysłowiową pańszczyznę, po cichu czasem wręcz nam kibicując. Oficerów politycznych, którzy doglądają całej tej trzódki nie jest wielu, i działają raczej przez tworzenie i promowanie schematów wykluczeń poza akceptowalny mainstraem, a nie przez formułowanie konkretnych zapisów cenzorskich. Zadekowani w instytutach, redakcjach i lożach nie mają możliwości patrzeć każdemu na ręce. Nie istnieje możliwość skutecznego uszczelnienia całego systemu, ponieważ nikt całości nie kontroluje. Nasuwa się więc prosty wniosek – znając reguły wykluczeń z życia zbiorowego, można je ominąć, a omijając je – zdobywać pole do budowania kolejnych przyczółków i wzmacniania potencjału kontrrewolucji. System potrzebuje legitymacji, jest więc skazany na pewną bierność wobec naszego rozwoju.

Podstawą działania „dywersanta” musi stać się roztropność. Jak podczas okupacji: raczej bez powodu nie rzucać się w oczy, by w dogodnej chwili dokonać skutecznego uderzenia. Umiejętne unikanie izolacji w szufladce z napisem „kontrowersyjny” wymaga ostrożności w doborze języka, daje jednak dużą dowolność w doborze treści! Aby reguły wykluczeń mogły być powszechne muszą się przecież opierać na wystarczająco prymitywnych kliszach ideologicznych. Etykietowanie epitetami takimi jak faszyzm, klerykalizm, rasizm, fundamentalizm, antysemityzm itp. wymaga dostarczenia odpowiednio użytecznego pretekstu. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest trudno ominąć takie pułapki, wszak przeciętny wyrobnik systemu nie poddaje analizie intelektualno-aksjologicznej naszych propozycji czy wypowiedzi, lecz jego reakcje są wynikiem wcześniejszej tresury i raczej objawem odruchu bezwarunkowego uaktywniającego się przy dostarczeniu odpowiedniego bodźca. Jeszcze lepiej rzecz się ma z bardziej mgławicowymi i dowolnie stosowanymi etykietkami, takimi jak homofobia, mowa nienawiści, czy antyeuropejskość – te nawet wśród funkcjonariuszy systemu traktowane są z przymrużeniem oka, o ile oskarżony sam nie dostarcza materiału obciążającego go.

Ignorując gromy ciskane z pozycji opcji „getto” za rzekome robienie kroku wstecz, gromy z radością witane i nagłaśniane przez naszych wrogów, chcących siać zamęt w naszych szeregach, możemy zrobić wiele kroków naprzód. Korzystając co więcej ze środków i kanałów komunikacji dotychczas dostępnych wyłącznie dla – nie niepokojonych przez konkurencję – pieszczochów systemu. Nie dając się po prostu wyeliminować, otwieramy przed sobą nowe horyzonty. Gdzie jednak przebiega granica, pomiędzy dywersją w świecie popkultury a kolaboracją z systemem? Postulat „nie dać się wyeliminować” od pomysłu „dobrze się ustawić” choć z pozoru mogą wyglądać podobnie rozdzielają trzy wielki pola, które wymagające dookreślenia: intencje, treść i styl działania.

V

Nieodgadnionym sekretem ludzkiej duszy nawet dla najbliższych towarzyszy walki pozostaną pobudki, dla których podejmujemy konkretny wysiłek. Należeć on musi do dwóch tylko osób – Boga i nas samych. Każdy z nas sam baczyć musi, by przed walkę o realizację swych idei, miłość ojczyzny, miłość bliźniego i pracę ad majorem Dei gloriam nie wysunęły się nigdy interesy osobiste. Sprzeciw wobec zła i niesprawiedliwości, tęsknota za prawdą, tym co szczere, autentyczne i dla czego warto się poświęcić to cechy prawdziwej młodości i dobre zarzewie buntu wobec cuchnącego rozkładem otaczającego nas świata. Zdecydowaliśmy się podjąć grę na terenie wroga, w toksycznym otoczeniu. Wymaga to odporności, elastyczności, i charakteru. Obyśmy nigdy nie nasiąkli tą dojrzałością, która wyraża się w fałszywym realizmie każącym zwątpić w sens walki o swe ideały i życia w zgodzie z przyjętymi zasadami!

Treścią naszej walki musi być twórczość! Zbyt dużo już straconego czasu na spory o kolejność wrogów na czarnych listach. Zło degraduje otaczający nas świat, my tymczasem chcemy wznieść go na wyższy poziom. Dokonać tego możemy tylko przez pracę pozytywną, pracę twórczą. Nie zadowala nas rola konsumentów odziedziczonych idei. Degeneracji przeciwstawić musimy coś więcej niż krytykę – budujące przykłady. Wzbogacenie rzeczywistości dokonywać się może przeróżnymi drogami. Wszak różne są talenty. Jedni mają rękę do ludzi – niech tworzą organizacje, w rękach innych dobrze leży pędzel czy pióro i z niego robią użytek. Kto obdarzony jest charyzmą – niech tworzy mowy i zapala dusze, kto inny intuicyjnie czuje rytm komunikacji – niech szuka nowych dróg i tworzy kanały dla przepływu idei. Tworzywem może być więc i człowiek i obraz i informacja i pieniądz. Celem – kulturowa niezależność od schematów głównego nurtu. W świecie w którym całe życiorysy, wojny czy wierzenia w informacyjnym obiegu komunikowane są za pomocą jednego znaku graficznego czy słów-kluczy – zdolność kreowania własnych symboli oznacza dla nas duchową, kulturową i polityczną niepodległość. Oznacza przetrwanie nie jako chmara podobnych jednostek, ale wspólnota ducha posiadająca swoją własną tożsamość i jej zbiorową świadomość.

Znakiem firmowym naszej walki musimy uczynić określony styl pracy twórczej. Po pierwsze samodyscyplina i inicjatywa. Każdy na odcinku swoich zdolności i zaangażowania odpowiada ze efekty swej pracy, której rytm często sam musi sobie narzucać. W imię poczucia obowiązku, z którego wypełnienia zda sprawę przed Bogiem. Jeśli potrafi, pozna smak radości stworzenia dzieła, które zaczyna żyć pośród innych. Więc przede wszystkim – czyny, nie tylko słowa! Idee interesujące naprawdę być zaczynają dopiero realizując się w konkretnych działaniach. Wtedy gdy odczytane z papieru materializują się w postaci wysiłku włożonego w czyn. To swoisty imperializm ducha, ograniczony tylko przez naszą własną ambicję. Dalej – dyskrecja! Każda dywersja – także ta ideowa – przygotowywana być musi w sposób niewidoczny. O rozgłos zabiegać najpierw nie może, a gdy wyjdzie na jaw – już nie musi. Cisza, w której się rodzi propaganda, jest warunkiem jej skuteczności. Kolejnym niemniej ważnym z wyznaczników naszego stylu musi być nowoczesność. Obcy nam być nie może, żaden nowy trend czy technologia. Prowokacja, ironia, Internet, multimedia – mogą służyć nam w tym samym stopniu, co naszym wrogom. Wyczucie pulsu popkultury jest dla nas tym czym biały wywiad dla armii.

I rzecz ostatnia to prostota. Przekaz nasz, aby miał siłę rażenia, musi być możliwy do wyrażenia w sposób sugestywny, przy pomocy pojęć, które ludzie znają. Zbyt wielu z naszej strony barykady ulega pokusie bezcelowego intelektualnego rozchwiania, które zwą twórczym poszukiwaniem lub uciekania w akademicki dyskurs. Wśród dialogujących elit, przyjmowani są jako kolejna ciekawostka, a wśród ludzi – niesłyszani. Podsumowując kwestię stylu – trzeba nam tego typu radykalizmu, który nie jest radykalizmem niewiele kosztujących słów, ale radykalizmem czynów i zasad. Radykalizmu, który pozwoli osiągnąć skuteczność i pozostać sobą.

VI

Dziś jeszcze my wszyscy, stojący po stronie tradycyjnych wartości, jesteśmy zbyt słabi by wygrać walkę o duszę narodu. Musimy jednak ją podjąć, solidnie okopać się na własnych pozycjach, stworzyć ruch oporu i organizować dywersję na terenie wroga. Rozstrzygnięcie, wbrew temu co niektórzy sądzą pochopnie, nie jest przesądzone i jest sprawą dłuższego czasu. Piszemy o tym ze spokojem, bo wiara chrześcijańska napełnia nasze dusze nadzieją zwycięstwa i radością z wykonywanej pracy. Podstawowe zadania na dziś to w sposób czytelny sformułować – przez wielu przecież niedostrzegany! – konflikt, określić symboliczną linię podziału. Obecne w powszechnej świadomości rozróżnienia to albo pusty polityczny frazes, albo mało mobilizujące do samookreślenia stare nazwy ideologii. Dalsze wyzwania to zaproponować porywający program i pchnąć ludzi do działania, stworzyć drogi poznania się, wymiany informacji, określić relacje ze środowiskami pokrewnymi w kraju i za granicą. Ostatecznie o ile dziś pozostajemy w kulturowej opozycji, mamy ambicje przejąć przywództwo! Stąd hasło dywersji w świecie popkultury. Zamyka ono w sobie i imperatyw pracy twórczej i szukania nowych form przekazu. A to są dwa najbardziej palące zadania zewnętrzne, które rozstrzygną o naszym znaczeniu w przyszłości.

Komentarze