ks. Marek Różycki: My chcemy Boga

Bardzo się ucieszyłem, gdy ogłoszono hasło tegorocznego Marszu Niepodległości. Pomyślałem, że w dobie szeroko posuniętej laicyzacji, liberalizacji życia i mnóstwa widocznych nadużyć w liturgii motywowanych „wyjściem do ludzi i koniecznością uwspółcześnienia”, że w czasach, gdy modnym i niejednokrotnie popieranym przez duchownych staje się sakralny „event” wypierający medytację i ciszę modlitwy, takie hasło jest po prostu doskonałe.

Opadły już trochę emocje po jego ogłoszeniu i przyszedł czas na przemyślenia czy faktycznie jest ono właściwym do podniesienia na sztandarach największej w Europie manifestacji patriotycznej.

Co dla nas, młodych ludzi, znaczą te słowa i czy rzeczywiście są one zgodne z tym, co się kryje w sercach młodzieży? Jest prawdą, że hasło to zdaje się być ogólnym i pozostawiającym szerokie pole interpretacji.

Powrót do tradycji

Można mówić, że to powrót do tradycji, że to wyraz niezgody na tolerancję zboczeń i dominację chorych ideologii promowanych przez europejskie instytucje. Zapewne już niedługo lewicowe media będą także wykazywały obłudę zestawiając je z przekleństwami i okrzykami dotyczącymi telewizji TVN, rządów Platformy, członków postkomunistycznych organizacji czy też z krytycznymi wypowiedziami będącymi reakcją na nauczanie papieża lub polskich biskupów.

Nie mogę się już doczekać głosów zatroskanych redaktorów przytaczających wypowiedzi papieża i ilustrujących swoje tendencyjne smutki obrazkami z obozów dla emigrantów i pytających jak polski episkopat się na to zapatruje i dlaczego nie potępi wreszcie faszyzujących narodowców.

Wiem, że to jest nieuniknione i dlatego właśnie, nie zważając na to co będą mówić musimy sztandary z hasłem „My chcemy Boga” podnieść bardzo wysoko. To hasło nie tyle powinno być sprzeciwem, ale wyrazem głębokiego pragnienia. Pewnie, że nie każdy uczestnik Marszu Niepodległości musi być wierzącym i praktykującym katolikiem, ale jednak większość uczestników to ludzie Kościoła liczący się z nauczaniem Jezusa Chrystusa.

Nie możemy odłączyć troski o kształt i przyszłość naszego Narodu od spraw wiary. Troska o Naród to troska o człowieka, a największym jej wyrazem jest zabieganie o zbawienie.

„My chcemy Boga” w kontekście Święta Niepodległości to doskonała okazja by zastanowić się nad tym czy w całej aktywności dla dobra Ojczyzny nie zapomnieliśmy o tym co najważniejsze. Można do tego stopnia rozbudzić w sobie aktywizm, że daleko za nim zostaną sprawy duchowe i tym samym zaburzy się właściwe w kontekście wiary proporcje.

Cóż za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał a na swojej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16, 23)

Drogi życia

Zastanówmy się jaki tytuł do wołania „My chcemy Boga” ma człowiek ochrzczony, który przyjął bierzmowanie, czyli powiedział wobec Kościoła, że chce by Duch Święty umocnił go do mężnego wyznawania wiary i postępowania według jej zasad, ale który jednak od siebie nic nie wymaga albo wymaga tylko wtedy, kiedy byłoby to medialnie potrzebne. Jaki tytuł do wędrowania pod sztandarem z takim hasłem ma ten, kto przez wiele miesięcy czy nawet lat nie przystępował do sakramentów świętych? Jaki tytuł do wołania z przekonaniem „My chcemy Boga” ma ten, kto już dawno od świadomości bycia Bożym dzieckiem przeszedł własnymi wyborami do bycia „dalekim krewnym Jezusa”?

Wykorzystajmy wszyscy tegoroczny Marsz Niepodległości nie tylko do tego, by upamiętnić naszych bohaterów i im za niepodległość Ojczyzny podziękować, ale wykorzystajmy to zrządzenie Bożej Opatrzności, że takie hasło wybrali odpowiedzialni, by przemyśleć sprawy naszej osobistej relacji do Boga.

Nie chodzi o to, by z Marszu Niepodległości uczynić pielgrzymkę, ale proponuję, by to co on daje, czyli podniesienie ducha, poczucie wielkości Narodu, który tworzymy, poczucie jedności i misji budowania Wielkiej Polski, wykorzystać także dla wzrostu swojej wiary i wyprostowania tych dróg życia, które się być może pogmatwały. Jesteśmy Narodem który w poczuciu jedności dokonywał rzeczy niemożliwych i dlatego trzeba nam również przed sobą, bez lęku, wzajemnie dawać świadectwo wiary, tak by będąc jednością złączoną miłością do Ojczyzny wzajemnie się pociągać ku zbawieniu, ku Bogu.

Świadectwo patriotyzmu i wiary

„My chcemy Boga” to nie tylko hasło, ale to pragnienie i postawa, którą chcemy Polsce pokazać. A później nieustannie sobie przypominać, zwłaszcza gdy w sercu będzie się rodzić pokusa kompromisu ze złem.

Jeżeli tak podejdziemy do sprawy, to nie ma się co przejmować medialnym gadaniem i płynącymi zarzutami. Jeżeli zaś to hasło potraktujemy jako kolejne z wielu wykrzyczanych, to będziemy jak wspomniane przez Chrystusa groby pobielane, które tylko z zewnątrz wyglądają pięknie, a wewnątrz pełne są kości trupich i plugastwa (por. Mt 23, 27). To jest obłuda i faryzeizm. Na to sobie pozwolić nie możemy.

Pewnie, że to brzmi jak kazanie, ale takie jest moje zadanie i dlatego jako kapłan proszę, byśmy nie zmarnowali okazji do pogłębienia naszej wiary i dania pięknego świadectwa, nie tylko na Mszy Świętej przed Marszem Niepodległości, ale także gdy wrócimy do domów, na uczelnie, do pracy. Czołem Wielkiej Polsce! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Komentarze