10 marzec 2014

„Kamienie na Szaniec” to film, który od pierwszych pokazów wywołał burzę w mediach. Trudno się temu dziwić, film bazujący na kultowej już książce od momentu zapowiedzi tworzył napięcie. Zarówno krytycy filmowi, jak i fani książki czekali na efekt finalny. Co ciekawe, krytyka na film spadła ze środowisk skrajnie sobie przeciwnych – zarówno lewicowych, jak i prawicowych.

 

Lewica skrytykowała film między innymi za wzmacnianie mitycznego wizerunku bohaterów oraz…za mało odważne sceny erotyczne. Z kolei środowiska patriotyczne często atakowały film pod kątem zafałszowania historii, określając przy tym film jako antyakowski, hańbiący etos harcerstwa, zarzucając przy tym nawet antypolonizm.

Wydaje się jednak, że obie strony z natury nie mogły przyjąć tej adaptacji z pełną akceptacją. Z jednej strony – kultowi bohaterowie, ginący za ojczyznę zawsze są cierniem w oku środowisk lewicowych i nigdy nie przystaną na promowanie ich wizerunku, o ile nie będzie w nim wynaturzeń pokroju najnowszych analiz literackich, interpretujących przyjaźń bohaterów książki jako relację homoseksualistów. Z drugiej strony, wiele osób, którzy wychowali się na powieści Aleksandra Kamińskiego, nie chcą słyszeć nawet o najmniejszej zmianie postaw i cech bohaterów.

W takiej sytuacji aż prosi się by wybrać się osobiście do kina. Co możemy zauważyć? Jeszcze przed seansem warto zapoznać się z opisem promującym, w którym możemy przeczytać: „Film nie jest tradycyjną adaptacją, ale autorskim, współczesnym komentarzem do literackiej opowieści.”. Stąd też od razu pozostawmy kwestie autentyczności na bok.

Od pierwszych sekund film pokazuje wspomnianą współczesność – dynamiczna muzyka wzmaga się przy akcjach, obraz jest dynamiczny, poznajemy bohaterów jako zwyczajnych młodzieńców. W drugiej części filmu dynamiczna muzyka ustaje na rzecz bardziej klasycznej– o wiele bardziej dramatycznej. Warto podkreślić, że „Kamienie na Szaniec” od kwestii technicznej stoją na dobrym poziomie. Ciężko się nudzić, sceny zarówno poważne, jak i te lżejsze nie wloką się, co już jest zdecydowanie sprzyjające widzowi. Tym bardziej, że ostatnie produkcje polskiej kinematografii nie były pod tym względem rewelacyjne.

Z kolei to, co widzimy na ekranie to przede wszystkim ludzie, którzy mają osobiste dylematy, walczą ze swoimi słabościami i młodzieńczą porywczością. Taki obraz jest z pewnością bliższy dzisiejszej młodzieży, która dzięki tej zmianie może nawiązać pewną więź z bohaterami, których autentyczne postawy mogłyby się wydawać dość archaiczne w dzisiejszych czasach. Stąd też braterstwo, służba i dyscyplina zostały zamienione innymi wartościami – młodością, wolnością i przyjaźnią. Czy słusznie? Dla poprawnego zrozumienia powieści nie. Dla wywołania dyskusji o różnicach pomiędzy książką a filmem, jak i pomiędzy ówczesnym światem, a dzisiejszym wydaje się być korzystne. Dodatkowo wyłoniono więcej emocji – zarówno miłości, jak i przy dramatycznych chwilach po Akcji pod Arsenałem.

To czego w filmie zabrakło to przede wszystkim postaci „Alka”, który co prawda przewija się jako ważna postać, ale jego czas na ekranie wydaje się nawet mniejszy od „Słonia”. Należy uznać to za błąd, nie tylko biorąc pod uwagę kwestie autentyczności, ale przede wszystkim w każdym opisie widnieje zapowiedź opowieści o trzech przyjaciołach, trzech głównych bohaterach, z których „Alek” praktycznie nie istnieje na ekranie.

Po seansie nie pozostaje żaden niesmak, jednak z łatwością można zrozumieć skąd zarzuty o naruszenie autentyczności i antypolonizm się wzięły. Film przedstawia bowiem historycznych bohaterów, którzy pojawiają się w filmie pod tytułem takim samym jak kultowa książka. Z pewnością, gdyby opowieść była luźną adaptacją o innym tytule  ze zmienionymi nazwiskami bohaterów, film nie budziłby wśród kręgów patriotycznych większych sprzeciwów, podobnie jak np. „Jutro idziemy do kina”.

Pozostaje także jeden niewspomniany wyżej zarzut – film jest wyłącznie zbiciem kasy na uczniach, którzy masowo pójdą do kina. Oczywiście, szkolne wycieczki od poniedziałku staną się naturalne, co nie zmienia faktu, że może to przynieść pozytywny skutek. Przede wszystkim – młodzież, dzięki uwspółcześnieniu historii, nie podejdzie do obowiązkowej lektury jako „kolejnej, którą trzeba odklepać”. Nawiązany kontakt może spowodować wzrost zainteresowania wydarzeniami, jak i książką. Samo obejrzenie filmu z uwagi na niekompletne przedstawienie wszystkich faktów i wydarzeń, nie wystarczy, by rzetelnie przygotować się do lekcji, co wierna adaptacja mogła zastąpić. W ten sposób przeczytanie obowiązkowej lektury, jak i zobaczenie przez młodzież filmu, powinno doprowadzić do otwartej dyskusji na zajęciach w szkole – miejmy nadzieję, że rzetelnie moderowanej przez nauczycieli.

Na same kontrowersje i masę recenzji nie da się w pełni odpowiedzieć, podobnie trudno zająć w pełni obiektywne stanowisko. Nie pozostaje nic innego jak wybrać się osobiście do kina, by wyrobić własną opinię – a ta osobista wycieczka z pewnością nie będzie straceniem czasu.

Zwiastun filmu:

{youtube}zDqfdAG9YkI{/youtube}

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree