Łukasz Jabłoński: Postapokaliptyczny Gothic – recenzja | Narodowcy.net

Łukasz Jabłoński: Postapokaliptyczny Gothic – recenzja

Studio Piranha Bytes oraz jego sztandarowa seria Gothic są w Polsce otoczone niemalże kultem. Sądzę, iż nie ma w naszym kraju osoby, która miała jakąkolwiek styczność z grami fabularnymi i nie słyszała o serii Gothic czy późniejszym cyklu Risen. Piranha Bytes jest w Polsce marką nie do podrobienia, a każda kolejna informacja o nowej grze od twórców Gothica sprawia, iż społeczność graczy zamienia się w jeden wielki zegar odliczający dni do premiery.

Nie inaczej było z Elexem, aczkolwiek do długiego oczekiwania doszły poważne obawy (także moje) czy „Piranie” poradzą sobie z całkiem nową, dotychczas niespotykaną w ich grach konwencją.

W Elexie nie uświadczymy typowego klimatu fantasy jak w poprzednich produkcjach studia, nie będziemy grali kolejnymi bezimiennymi postaciami, a świat nieco odbiega od wyobrażeń fanów Gothica. To ostatnie nie jest tak do końca pewne, bo grając w Elexa czujemy jednak jakieś pierwiastki występujące w poprzednich grach od Piranha Bytes. Jaki jest więc Elex?

Tradycyjnie mamy trzy frakcje do których możemy dołączyć, a każda reprezentuje inny nurt fantastyki. Twórcy dość zgrabnie połączyli gothicowe fantasy (Berserkowie), madmaxową postapokalipsę (Banici) oraz fantastykę naukową rodem z Mass Effecta (Klerycy). Do dziś zastanawiam się, jak mogło się to udać.

Zaczynając grę nie spodziewałem się niczego wielkiego. W końcu każde studio musi kiedyś stworzyć gorszy tytuł. Obstawiałem Elexa, a ludzie z Piranha Bytes… zawiedli mnie, bo stworzyli coś zupełnie nowego, nie tracąc przy tym animuszu z poprzednich produkcji.

Przed rozpoczęciem gry przeczytałem kilka recenzji, które niezbyt pozytywnie oceniały tę produkcję. Większość krytykowała za masę błędów, niedoróbek, a inni za wyśrubowaną trudność gry. O ile pod zarzutami co do licznych niedoróbek mogę się podpisać, to nigdy nie zrozumiem narzekania na zbyt wygórowany poziom trudności. Wielu recenzentów obwinia twórców o umyślne zastosowanie takiego zabiegu, aby sztucznie przedłużyć grę i ograniczyć eksplorację!

Wymagająca rozgrywka i toporny system walki

Podczas całej gry nie odczułem, żeby ktokolwiek próbował mnie ograniczać. Gra nie należy do takich, które od początku do samego końca prowadzą nas za rękę i ostrzegają przed czyhającymi zewsząd zagrożeniami. Rozgrywka na początkowych poziomach jest wymagająca, czujemy się przytłoczeni ogromem świata i jeszcze większą ilością przeciwników, którzy z łatwością mogą nas uśmiercić. Co prawda nasza postać jest początkowo bezbronna, a jedynym sposobem na przetrwanie jest szybka ucieczka. Twórcy jednak nie pozostawili nas zupełnie bez niczego, bo już na początku dostajemy jetpack, który okazuje się być ratunkiem z niejednej opresji, a także ułatwia eksplorację (która wbrew wielu opiniom jest możliwa także na początkowych poziomach doświadczenia).

Już tradycją jest, że gry Piranha Bytes są „drewniane”, a system walki toporny. Nie inaczej jest w tym przypadku. Od czasów Gothica z 2001 roku niewiele się zmieniło. Sam nie wiem czy to dobrze czy też nie. W dobie takich gier jak Wiedźmin 3, Elex pozostaje daleko w tyle, jednak z drugiej strony te animacje są już znakiem rozpoznawczym twórców i nie przeszkadzają aż tak bardzo. Gra rekompensuje wszystkie swoje wady ogromnym i zróżnicowanym światem, klimatem oraz zadaniami. Może nie są one jakoś dobrze przemyślane, a powiązane z nimi wybory moralne niezbyt satysfakcjonujące, jednakże historia wciąga niemal od samego początku. Niemal, bo trudno było mi się przyzwyczaić do nowego kierunku, w jakim podążyli twórcy.

Duch Gothica wiecznie żywy

Grając w Elexa trudno wyzbyć się wrażenia, że jednak nie gramy w Gothica, gdyż jego duch ciągle drzemie w produkcji „Piranii”. Nawiązania do kultowej produkcji sprzed lat widać na każdym etapie gry. Sam początek przypomina scenkę strącenia Bezimiennego za magiczną barierę, możemy przyrządzić potrawkę z chrząszcza, napotkać ścierwojady czy zębacze (oczywiście pod zmienionymi nazwami), a także cieszyć się z każdego nowego osiągnięcia. Cały system gry skonstruowany jest tak, że osiągnięcie kolejnego poziomu postaci daje satysfakcję, a same umiejętności nabywamy u nauczycieli (a nie w panelu postaci). W tych kwestiach nic się nie zmieniło. Ciekawym pomysłem jest wymuszenie na graczu wszechstronności. Już nie podniesiemy jakiegoś topora czy miecza skupiając się na rozwoju tylko i wyłącznie jednego atrybutu. Przykładowo: chcąc władać toporami musimy rozwijać siłę i budowę ciała, a chcąc wziąć jakiś miecz do ręki siłę i zręczność.

Początek gry nie zachęca do dalszego kontynuowania rozgrywki, gdyż daje do zrozumienia, że całość będzie zaledwie kalką legendy sprzed szesnastu lat. Pierwsze kilka godzin sprawia, iż gracz nie czuje się zbyt komfortowo, a sama produkcja wydaje się być nijaka. Z czasem wrażenie to ustępuje, gdyż gra stara się nadrabiać wszystkie jej bolączki i wady. I robi to całkiem dobrze.

Jak wypada Elex na tle innych produkcji od Piranha Bytes?

Co tu dużo mówić. Twórcy gry wykorzystując kilka konwencji zapewne chcieli poszerzyć swoje grono odbiorców i sprawić, żeby trafiła ona do jak największej ilości graczy. Stworzyli przy tym coś nowego, a jednocześnie nadal podążają swoją starą ścieżką nie potrafiąc pozbyć się swoich korzeni. Elex trzyma się utartych schematów i jest tak naprawdę nowym Gothicem. Z wszystkimi jego zaletami i wadami. Pomimo wykorzystania sędziwego już silnika gra wygląda naprawdę dobrze, a widoki potrafią zachwycić. Cieszy postęp względem poprzednich dzieł studia. Zwykle w grach Piranha Bytes fabuła przebiegała w prosty sposób. Na początku poznawaliśmy świat, potem poznawaliśmy frakcje, a na koniec wszystko już pędziło w zastraszającym tempie. W Elexie jest inaczej. Fabuła wraz z postępem gry „dojrzewa” i nabiera kolorów z każdym następnym aktem. Pojawiają się dobrze rozpisane misje z naprawdę niezłymi zwrotami akcji, a to jest już zupełna nowość.

Elex to przede wszystkim masa tekstu i fabuły – coś obok czego nie można przejść obojętnie. Elex w Polsce ukazał się w pełnej lokalizacji dźwiękowej. Polscy aktorzy podkładający głosy poradzili sobie całkiem dobrze, aczkolwiek i w tej kwestii nie obyło się bez zgrzytów. Zachodni wydawca postanowił na własną rękę zająć się spolszczeniem nie dając szansy polskiemu wydawcy(CD Projekt nie brał udziału w całym procesie), co sprawiło, że w tekście mylone są rodzaje, przypadki czy liczby.

Wszystkie te wady i zalety sprawiają, że Elex jest godnym następcą Gothica, a przy okazji pokazuje tegorocznemu Mass Effectowi, gdzie jego miejsce. Elex dał też to, czego zabrakło mi w Wiedźminie z 2015 roku – naprawdę wymagającego poziomu trudności.  Pomimo wszystkich niedociągnięć tego tytułu daję Elexowi zasłużone 8/10.

 

Komentarze