Łukasz Jabłoński: Tragedia w żydowskim getcie | Narodowcy.net

Łukasz Jabłoński: Tragedia w żydowskim getcie

19 kwietnia 1943 w północnej części Warszawy na terenie getta, niedożywieni i dozbrojeni przez Armię Krajową żydowscy bojownicy rozpoczynają swój rozpaczliwy zryw. Na jednej z najwyższych kamienic pojawiają się dwie flagi – polska i żydowska. Bezlitośnie tępione ofiary postanowiły stawić opór swojemu oprawcy.

Żydowska Policja była zależna zarówno od Niemców jak i częściowo od Judenratów

Preludium do mającego nastąpić piekła jest pomysł budowy gett, który wykrystalizował się w głowie Heinricha Himmlera. Miało to być jedynie rozwiązanie tymczasowe, pozwalające na zgromadzenie środków potrzebnych Niemcom do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Pierwszym krokiem było powołanie w październiku 1939 roku całkowicie podporządkowanego Niemcom i odpowiedzialnego za realizację wydawanych przez nich poleceń Judenratu (rady żydowskiej).

Na czele rady stanął przedwojenny żydowski działacz społeczny i samorządowy Adam Czerniaków. Jednym z pierwszych zadań Judenratu było dokładne przeprowadzenie spisu ludności żydowskiej oraz pomoc w przesiedleniach. Judenrat w obrębie getta miał zajmować się organizacją opieki lekarskiej, społecznej i szkolnictwa, a także prowadzeniem ewidencji. W getcie utworzono również kolaboracyjną policję żydowską, podlegającą Judenratowi, która wspomagała Niemców w prowadzeniu łapanek.

Początek końca

Podczas gdy Żydzi przygotowywali się do jednego z ich największych świąt, Jom Kippur (Dzień Pojednania), do Adama Czerniakowa dzwoni Odilo Globocnik, który oznajmia, że rozpoczęto budowę murów getta. Do szefa Judenratu powoli zaczyna docierać o co chodzi. Mimo wszystko nie odważył  się na głos sprzeciwu.

Adam Czerniaków

Do 15 listopada 1940 wszyscy Żydzi bez wyjątków muszą stawić się w getcie w północnej części Warszawy. Prawie 30 procent obywateli miasta zostaje spędzonych na terenie stanowiącym 2,4 proc. całej powierzchni. W tym czasie częściowo podległa Judenratom Żydowska Policja (niem. Jüdischer Ordnungsdienst) zaprowadza własne porządki nieuchronnie przybliżając Niemców do realizacji ich zbrodniczego planu.

Żydom stłoczonych w gettach nie pozostaje nic innego jak przyzwyczaić się do okrutnej rzeczywistości. Z pierwszym dniem grudnia 1940 ustalono głodowe racje żywności, w których polskim obywatelom przypadało  634 kalorie dziennie, zaś mieszkańcom getta – 184 (Niemcom przysługiwało 2, 5 tys. kalorii – przyp. aut.). Dla Żydów oznaczało to niecałe 3 kilograma chleba na miesiąc, kilogram ziemniaków i jakieś 10 dekagramów cukru na osobę. Taka dieta połączona z koszmarnymi warunkami panującymi w getcie, doprowadziła do szerzenia się groźnych chorób. Wiele osób umarło z głodu.

Polacy nie zawodzą

W styczniu 1941 roku umiera prawie tysiąc osób, w kwietniu dwa razy tyle, a w sierpniu liczba ofiar oscyluje w granicach sześciu tysięcy. Wszystko to realizuje się pod okiem Judenratu i członków żydowskiej policji. Całe szczęście Żydzi mogli liczyć na pomoc swoich polskich sąsiadów i choć trochę jedzenia, które udawało się od nich pozyskać. Jak wspomina Marek Edelman:

„Nawet 10-letnie dzieci nocą pokonywały trzymetrowy, opasany drutem kolczastym mur getta, aby w mieście, wymieniając kosztowności swych rodziców, zdobyć u Polaków lekarstwa i choć trochę jedzenia”

Polacy pomagali pomimo rozporządzenia Hansa Franka, zgodnie z którym wszystkim Polakom za ofiarowanie Żydom jakiejkolwiek pomocy czy niezgłoszenie miejsca ich ukrycia groziła śmierć. A wystarczyło dać choć odrobinę chleba… Za pomoc Żydom Niemcy mścili się okrutnie. Nieraz mordowano całe rodziny. Historia Polski pełna jest życiorysów ludzi niosących pomoc Żydom, pośród których można wyróżnić takie postaci jak Irena Sendlerowa czy Zofia Kossak – Szczucka. Kwestia ratowania Żydów przez Polaków to jednak temat na inny artykuł.

Grossaktion Warschau

Czerwiec 1942 zebrał ponure żniwo w getcie w postaci ponad 12 tys. ludzkich istnień, zaś lipiec to początek tzw. „wielkiej akcji likwidacyjnej”. Zostaje podjęta decyzja dotycząca ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.

Fotografia z Raportu Stroopa. Oryginalny niemiecki podpis: „Siłą wydobyci z bunkrów”

Jest to wyrok śmierci dla wszystkich europejskich Żydów. Niebawem rozpoczyna się likwidacja gett, a zbrodnicza niemiecka machina rozkręca się na dobre. Na biurku SS-Oberführera Ferdinanda von Sammern-Frankenegga (dowódca Policji w dystrykcie warszawskim – przyp. aut.) pojawiają się plany Grossaktion Warschau.

22 lipca Adam Czerniaków dostaje polecenie stawienia się z wszystkimi przedstawicielami Judenratu w wojskowym dowództwie miasta. Tam przedstawicieli żydowskich wita nieznany im wcześniej oficer – Herman Höfle, który przedstawia się jako komisarz do przesiedleń na wschód. Po kilku minutach na jaw wychodzi, czego tak naprawdę oczekują Niemcy. Czerniaków odmawia podpisania obwieszczenia o przymusowym wysiedleniu Żydów z Warszawy, które w rzeczywistości oznacza deportację do obozu zagłady w Treblince. Dzień później popełnia samobójstwo zażywając cyjanek potasu. Przed śmiercią napisał krótki list do żony:

„Żądają ode mnie bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć.”

i do zarządu Gminy Żydowskiej:

„Byli u mnie Worthoff i towarzysze i zażądali przygotowania na jutro transportu dzieci. To dopełnia mój kielich goryczy, przecież nie mogę wydawać na śmierć bezbronne dzieci. Postanowiłem odejść. Nie traktujcie tego jako akt tchórzostwa, względnie ucieczkę. Jestem bezsilny, serce mi pęka z żalu i litości, dłużej tego znieść nie mogę. Mój czyn wykaże wszystkim prawdę i może naprowadzi na właściwą drogę działania. Zdaję sobie sprawę, że zostawiam Wam ciężkie dziedzictwo.”

W Adamie Czerniakowie widocznie coś pękło, gdyż stwierdził, że na to co zamierzają zrobić Niemcy patrzeć nie może i nie będzie…

Ostatecznie został zastąpiony przez Marka Lichtenbauma, a 22 lipca 1942 na rozkaz Niemców wydano obwieszczenie warszawskiej Rady Żydowskiej, rozpoczynające wielką akcję likwidacyjną warszawskiego getta.

Do drugiej akcji wysiedleńczej doszło między 18 a 21 stycznia 1943. Tzw. „Akcja styczniowa” wywołała pierwszy zbrojny opór w getcie. Grupa bojowców pod dowództwem Mordechaja Anielewicza wmieszała się w kolumnę Żydów prowadzonych i zaatakowała niemieckich konwojentów. Większość żydowskich bojowników zginęła, jednak kilkudziesięciu Żydom udało się zbiec.

19 kwietnia 1943

O 6 rano na teren getta wkroczyły niemieckie oddziały policyjne i wojskowe oraz kolaboranckie formacje łotewskie i ukraińskie pod dowództwem Ferdinanda von Sammern-Frankenegga. Niemcy, którzy dość pewnie wkroczyli do getta zostali zaskoczeni, a ich pochód został zatrzymany w labiryncie uliczek żydowskiej dzielnicy. Do Sammern-Frankenegga dotarło, że nie wygra tej walki tak szybko, jak przewidywał. Niemcy zaczynają stosować taktykę „krok po kroku”, która nie przynosi oczekiwanego rezultatu. Pomoc nadchodzi ze strony Jürgena Stroopa, który na polecenie Himmlera przylatuje z Lwowa do Warszawy, aby stłumić powstanie.

Pomimo doświadczenia Stroopa i przeorganizowaniu przez niego oddziałów, Niemcy nadal napotykali na silny opór powstańców. 20 kwietnia zaczęły się walki na terenie tzw. szopu szczotkarzy (niemieckiej fabryki szczotek). Szopu broniły Żydowska Organizacja Bojowa oraz Żydowski Związek Bojowy. Zaminowano bramę do fabryki przy ul. Wałowej i zabito kilku Niemców.

Od tego czasu los powstańców był przesądzony. Regularne walki skończyły się 22 kwietnia. Powstańcy ŻOB, wobec przeważających sił wroga i jego taktyki palenia całych kwartałów, przenieśli się tego dnia do przygotowanych wcześniej bunkrów, zaopatrzonych w broń i zapasy żywności.

23 kwietnia Żydowska Organizacja Bojowa wydała odezwę do polskiej ludności Warszawy. Warto wspomnieć też o kilkukrotnej próbie wysadzenia murów getta 22 i 23 kwietnia przez jednostki Armii Krajowej. Tego samego dnia Stroop zarządza decydujące uderzenie i zaczyna wypierać powstańców coraz dalej w głąb getta.

Odezwa ŻOB wystosowana do ludności polskiej podczas powstania w getcie warszawskim 23 kwietnia 1943

25 kwietnia pozostałe w getcie oddziały ŻZW podejmują decyzję o wyjściu poza mury getta.

Miotacze ognia i bezbłędna taktyka Stroopa nie daje powstańcom wyboru. 29 kwietnia jest na tyle źle, że dowódca ŻOB – Mordechaj Anielewicz – daje podkomendnym możliwość wycofania się „bez utraty honoru”. Siły i środki, jakimi dysponowały żydowskie organizacje, pozwalały jedynie na wybór rodzaju śmierci. Nie pomogła nawet pomoc Armii Krajowej, która dostarczała broń.

Siły powstańcze składały się najprawdopodobniej z około 1000-1500 kiepsko uzbrojonych bojowników, zaś niemieckie z około 2000. Pewne szacunki liczby ofiar nie istnieją, a świadomie zawyżane  raporty Stroopa podają, iż w walce zginęło 60 tys. osób, prawie 60 tys. osób znajdowało się w wykrytych i zlikwidowanych bunkrach, z tej liczby 7 tys. zamordowano na miejscu, niemal 7 tys. wysłano do Treblinki, a około 36 tys. do innych obozów. Dane te są nieprawdziwe, gdyż w kwietniu 1943 roku w getcie znajdowało się nie więcej niż 40 tys. osób

Straty Niemców (wg. Raportu Stroopa) szacowane są na 16 zabitych i 85 rannych, zaś prasa podziemna podawała liczbę 86 zabitych i 420 rannych hitlerowców.

Zaledwie kilka dni

Zryw powstańców żydowskich był dla Niemców dużym zaskoczeniem, a dla samych mieszkańców getta odwlekaniem nieuchronnej śmierci. Z powstania ocalały tylko pojedyncze grupy bojowników, które zostały rozgromione przez Niemców.

Powstanie jako silny opór zbrojny trwało zaledwie trzy dni. Następne dni również nazywamy powstaniem w getcie, choć walka praktycznie się skończyła, a bojownicy się ukrywali. Niemcy palili dom po domu, szukali z psami schronów i wyprowadzali z nich ludzi na Umschlagplatz, aby później wysłać do obozów pracy. Trwało to do 16 maja.

Nie było absolutnie żadnych szans na uratowanie ludności cywilnej, którą dosłownie zmieciono miotaczami ognia. Na tych co zdołali jakimś cudem przeżyć czekał obóz śmierci w Treblince.

 

Komentarze