> Maria Gondek: Grüß Gott - czyli jak z sacrum zrobić profanum - Narodowcy.net

Maria Gondek: Grüß Gott – czyli jak z sacrum zrobić profanum

Już nic mnie w życiu nie zdziwi – myślałam. Przecież tyle wokół chamstwa, dziwactwa, przemocy, łamania zasad. Tak było do wczoraj. Mieszkam z Polką, która od dzieciństwa wychowywała się z w Niemczech. Język niemiecki zna zatem biegle i co jakiś czas dostarcza mi wiadomości z tamtejszego “świata mediów”.

Jakiś czas temu niemiecki RTL wypuścił premierowy odcinek serialu Sankt Maik. Jak na niemieckie seriale przystało, scenariusz jest porywający – oszust Maik Schäfer ucieka przed policją i podszywając się pod konduktora, okrada pasażerów. Los chciał, że trafia na księdza, który… właśnie zmarł. Bez skrupułów zatem “pożycza” od niego sutannę i wysiada na pobliskiej stacji Läuterberg, skąd odbiera go gosposia, witając nowego kapłana w parafii. Teraz nie ma już odwrotu.

Sacrum nie istnieje

Zapowiada się ciekawie, nieprawdaż? Był już kiedyś film o zakonnicy w przebraniu, teraz przyszedł czas na księdza. Serial na początku wydawał się być zabawnym zapychaczem czasu, ale z odcinka na odcinek jest niestety coraz gorzej. Oczywiste jest, że nie można oczekiwać od hochsztaplera głębokiej duchowości, ale pewne sceny wykraczają poza ramy dobrego smaku.

Tytułowy Maik uwodzi policjantkę, która bada sprawę śmierci księdza z pociągu (i nie może uporać się z odkryciem jego tożsamości), tańczy w prezbiterium ze słuchawkami na uszach czy liże tabernakulum, które z kolei planuje ukraść, by spłacić długi brata. Szalona parafianka napada na księdza i całuje go na ołtarzu. W innym odcinku staje się personalnym trenerem bankowca, który brzuszki na macie robi… w kościele z krzyżem w tle. Maik pod nosem pogwizduje sobie hymn Unii Europejskiej. Parafianie natomiast na porządku dziennym odbierają telefony w kościele i dziwnym trafem nikt nie spostrzega się, że Pfarrer nie potrafi odprawić mszy, którą zaczyna od łyku kościelnego wina na odwagę i odśpiewania I say a little prayer Arethy Franklin. Do tego dołącza się skandujący tłum i… mamy protestancką imprezę.

RTL, czy możecie mnie wyspowiadać? – pyta na swoim Twitterze Daniel Donskoy.

Jak to się robi?

Aktor odgrywający głównego bohatera urodził się w Rosji, a wychowywał się w Tel-awiwie i Berlinie. W wywiadzie dla Bild opowiada, że jest jedynakiem, ale rodzice po rozpadzie małżeństwa, znaleźli sobie nowych partnerów, więc reasumując, ma dużo rodzeństwa. Woli przeklinać po hebrajsku i rosyjsku, bo przekleństwa po angielsku czy niemiecku brzmią po prostu słabo. Ma nadzieję, że katolicy mają poczucie humoru i nie zostaną urażeni tym, co zobaczą. Przygotowując się do filmu, nie wiedział nawet którą ręką i w jakiej kolejności zrobić znak krzyża. Właściwie, nikt z ekipy filmowej nie miał pojęcia. To jedynie pokazuje, kto stoi za przygotowaniem serialu. Jednakże, zgodnie z zapewnieniami stacji RTL, produkcja była konsultowana z prawdziwym kapłanem. To jednak skłania do zadania pytania – jaka była natura tego doradztwa i jakiej jakości jest dzisiejszy Kościół niemiecki?

RTL zafundował sobie tort w kształcie monstrancji, przy nim zaś ze skrzyżowanymi środkowymi palcami pozuje główny bohater serialu.

Nowoczesny Kościół

Czy to tylko ja mam mieszane uczucia w stosunku do tego co zobaczyłam? Możecie zarzucić mi staroświeckość lub  konserwatyzm. Nie jest jednak tajemnicą, że od kilku lat niemiecki Kościół Katolicki słabnie. Liczba wiernych spada, brak jest kapłanów, kościoły są sprzedawane lub przeznaczane na inne cele. Katolicy w Niemczech są na wymarciu.  Dlaczego zatem ktoś, kto nie ma żadnej wiedzy na temat Kościoła Katolickiego podejmuje się nagrania takiego serialu? Tutaj pojawiają się dwie odpowiedzi: może to tylko nowoczesna koncepcja Kościoła wykreowana przez reżysera, a może jednak jest w tym trochę prawdy. Okazuje się, że Niemcy do Eucharystii podchodzą nieco swobodniej niż np. Polacy. Choć konfesjonały rzadko działają, to do Komunii Św. idą wszyscy. Na podniesieniu można sobie usiąść, kiedy nogi zabolą, albo odpisać na SMSa czy odebrać telefon. Widać to bardzo dobrze w serialu. I tak postępuje sekularyzacja Kościoła…

To tylko żarty

“Es könnte sogar als eine Kraft bezeichnet werden, die „stets das Böse will und stets das Gute schafft” – pisze Die Tagespost – to siła,  która “zawsze chce zła, a zawsze tworzy dobro”. Tak w ułaskawiający sposób chce się wytłumaczyć działania Maika. Jak widać, nawet niemiecki portal katolicki nie wypowiada się na temat serialu krytycznie. Próżno szukać takich, które mówią o nim coś negatywnego. Jedynym portalem, który skrytykował ten temat był konserwatywny blog Holyzont. Reszta twierdzi, że serial ociepla wizerunek Kościoła, pokazując go od tej komicznej, przyjaznej strony. Jak gdyby Kościół stał się swego rodzaju show, oglądanym regularnie przez audytorium, które zachęcone występami wodzireja, zdecydowało się przyjść jeszcze raz.

Z drugiej strony, w głowie pojawia się myśl, że skoro brak jest jakiejkolwiek reakcji, kwestionowania, oburzenia, to może taka naprawdę jest rzeczywistość? Niestety, nowocześnie zmodyfikowany obraz Mszy Św. jest coraz częstszy. Wielu przychodzi do kościoła, by doznawać emocji, przeżywać uniesienia, śpiewać, tańczyć, śmiać się. Nie dziwi już ksiądz odśpiewujący świeckie piosenki zamiast religijnych pieśni czy podawanie przez wiernych kielicha z winem z rąk do rąk albo modlitwy świeckich wokół prezbiterium. Przynajmniej, nie w Niemczech.

Co dalej?

W Polsce taki serial nie miałby racji bytu. Skandal! – krzyczałyby konserwatywne media. Skargi posypałyby się do KRRiT, a na telewizję nałożona zostałaby odpowiednia kara. W przypadkach, takich jak ten, zawsze zadajemy sobie pytanie: jak cienka jest granica między sacrum a profanum? Mimo, iż producenci przekonują, że to jedynie satyra, warto zatrzymać się i zastanowić głębiej: jakiego Kościoła dzisiaj potrzebujemy i  oczekujemy? W Sankt Maik kościół niewiele różni się od dworca głównego. Ktoś wchodzi, wychodzi, wbiega, rozmawia przez telefon, słucha muzyki. To także skłania do refleksji – jak my w dzisiejszych czasach traktujemy Dom Boży? Czy to nadal miejsce kultu, a może tylko cotygodniowa rozrywka?

Źródło: tvnow.de/katholisch.de/bild.de/die-tagespost.de

Komentarze

Maria Gondek

Patriotka, studentka dziennikarstwa, zakochana w świecie miłośniczka podróży.