Marian Piłka: Zwyciestwo Białej Flagi

Informacje z Polski | Grudzień 11, 2011 o godzinie 14:26

Marsz NiepodległościŚrodowiska narodowe i nacjonalistyczne, zwłaszcza te, które organizowały Marsz Niepodległości, kwestionują moralne i polityczne prawo Jarosława Kaczyńskiego i PISu do organizowania 13 grudnia Marszu  Niepodległości i Solidarności. Swój sprzeciw motywują poparciem PISu dla ratyfikacji tego traktatu i osobistym udziałem Jarosława Kaczyńskiego w jego wynegocjowaniu.

Traktat ten, nie tylko w ich wypowiedziach urasta do rangi symbolu polityki degradacji Polski. Został on oficjalnie został podpisany 13 grudnia 2007 roku w Lizbonie. Natomiast Jarosław Kaczyński, podobnie jak i ostatnio wiceprezes PISu Mariusz Kamiński bronią tego traktatu uważając go za pomnik prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Czym zatem jest ten traktat i jak doszło do jego ratyfikacji?

Po upadku ratyfikacji traktatu konstytucyjnego, któremu PIS się zdecydowanie sprzeciwiał, czego wyrazem jest opracowanie programowe „Silna Polska w chrześcijańskiej Europie”, Niemcy i Francja zabiegały o przygotowanie nowego, nieznacznie zmienionego traktatu. Bez zgody wszystkich członków Unii niemożliwe było  rozpoczęcie formalnych negocjacji. Prezydent Lech Kaczyński wyraził na to zgodę w czasie wizyty Angeli Merkel na Helu w kwietniu 2007. Zaś na czerwcowym szczycie w Brukseli został on wynegocjowany z udziałem polskiego prezydenta. Jak donosiły media, także Jarosław Kaczyński telefonicznie brał udział w negocjacjach. Prezydent Kaczyński wielokrotnie  podkreślał, że w tym traktacie osiągnął „wszystko” o co zabiegał, w tym wyłączenie Polski spod obligu stosowania Karty Praw Podstawowych. Uważał go za swój sukces i ostatecznie go ratyfikował.

Jakie zmiany wprowadza ten traktat? Przede wszystkim w preambule definiuje tożsamość Europy. Pomimo wielu protestów, w tym traktacie nie znalazło się żadne odniesienie do chrześcijaństwa. W ten sposób formalnie, dziedzictwo chrześcijańskiej Europy zostało zanegowane jako współtworzące tożsamość europejską. Wartości chrześcijańskie zostały wyrugowane z  unijnego porządku prawnego. W traktacie w katalogu wartości nie znalazły się także  prawa  rodziny, natomiast znalazł się koncept „orientacji seksualnych”, jako  instrument umożliwiając ingerencję w politykę wewnętrzną państw członkowskich. Wbrew oficjalnym stwierdzeniom ten koncept znajdował się nie tylko w Karcie Praw Podstawowych, ale w samym tekście traktatu. Największe zmiany traktat lizboński wprowadzał w funkcjonowaniu Rady Europejskiej – najważniejszego decyzyjnego organu Unii. W traktacie nicejskim Polska, podobnie, jak Hiszpania posiadała 27 głosów, gdy Niemcy, Francja Włochy i Wlk. Brytania 29 głosów. Wartość polskiego głosu wynosiła 93% wartości głosu niemieckiego. Traktat lizboński uzależnił siłę głosu, od ludności poszczególnych państw. W ten sposób wartość polskiego głosu w stosunku do niemieckiego spadła do poziomu 48%. Ale nie to jeszcze było najważniejsze. W systemie nicejskim, praktycznie nie można było podejmować decyzji bez zgody Polski, to w systemie lizbońskim przy niemiecko-francuskiej zgodzie , polski głos był zbędny przy podejmowaniu decyzji. System podejmowania decyzji, wraz z ograniczeniem możliwości stosowania veta , stwarzał formalne podstawy niemiecko-francuskiej hegemoni w Unii. Ponadto traktat ustanawiał wspólną, wiążącą dla państw członkowskich, politykę zagraniczną Unii, bez wcześniejszego określenia jej charakteru. Ten zapis powodował, że Niemcy i Francja praktycznie byli w stanie podporządkować sobie politykę zagraniczna Unii, bez względu na interesy innych państw. Ten traktat prowadził do ubezwłasnowolnienia naszego państwa w strukturach unijnych i radykalnego ograniczenia naszej suwerenności.

Nie ulega wątpliwości, że ten traktat był największą klęska polskiej polityki zagranicznej od czasu upadku komunizmu i odzyskania niepodległości. Żaden traktat, ani żaden polityk polski od czasu rozbiorów nie zgodził się na przyznanie Niemcom tak wielkiej władzy i to kosztem międzynarodowej pozycji Rzeczpospolitej. Rzeczywiste znaczenie tego traktatu nie dotarło do opinii publicznej, ponieważ zarówno PIS, jak i PO oraz SLD i PSL nie były zainteresowane w debacie na jego temat i ujawnieniu jego prawdziwego charakteru. Prezydent Kaczyński i PIS ogłosiły go „sukcesem”, a pozostałe partie akceptowały jego „europejski”  charakter.  W ten sposób praktycznie zablokowano publiczną debatę na jego temat. Dopiero obecnie wraz z kryzysem europejskim i ubezwłasnowolnieniem  Grecji,czy Włoch, do opinii publicznej powoli dociera świadomość rzeczywistego charakteru tego traktatu.

Jedynym środowiskiem, które starało się publicznie występować przeciwko traktatowi lizbońskiemu była Prawica Rzeczpospolitej. Już na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych na początku lipca 2007 roku Marek Jurek publicznie pytał minister Fotygę, czy ze strony polskiej delegacji były podejmowane wysiłki w celu wpisania wartości chrześcijańskich do preambuły określającej  aksjologię europejskiej  tożsamości. Minister stwierdziła, że żadne tego typu inicjatywy nie były podejmowane. Autor tego tekstu skoncentrował się na tym posiedzeniu Komisji na degradacji pozycji Polski w strukturach unijnych i stwierdził, że jedynym „sukcesem’ tego traktatu było przejęcie przez braci Kaczyńskich przewodnictwa w partii Białe Flagi, terminu ukutego przez Jarosława Kaczyńskiego dla określenia  polityki rezygnacji  z walki o polskie interesy na płaszczyźnie międzynarodowej..

Afera gruntowa i rozwiązanie Sejmu zepchnęły sprawę traktatu na plan dalszy. Dopiero po wyborach Donald Tusk zadeklarował w swej gorliwości, że pragnie aby Polska pierwsza ratyfikowała ten układ. W tej sytuacji 11 grudnia Prawica Rzeczpospolitej wystąpiła z Deklaracją  W Sprawie Nowego Traktatu Unii Europejskiej. W Deklaracji tej sformułowano najważniejsze zarzuty  i wezwano do jego odrzucenia. Deklaracja też ustanawiała zasadę,”tyle wspólnych instytucji i kompetencji, ile wspólnych wartości i interesów’, jako wytyczną dla polskiej polityki europejskiej.  Natomiast w artykule opublikowanym w Rzeczpospolitej w dniu 9 stycznia 2008 roku, Marek Jurek , uznając, że traktat ten należy odrzucić, zwrócił się do sił politycznych o odroczenie wszczynania procedury ratyfikującej do czasu ratyfikacji w Czechach, Wlk. Brytanii i Irlandii, najbardziej krytycznych państw wobec tego układu. Autor wskazywał, iż to wstrzymanie się z rozpoczęciem procedury ratyfikacyjnej ułatwi Polsce formułowanie własnych postulatów dotyczących polityki europejskiej. Jednocześnie wskazywał, że PIS ma wystarczającą ilość głosów ( ponad 154)  nieumożliwiających zablokowanie tej ratyfikacji.To wystąpienie, podobnie jak i wcześniejsza Deklaracja zapoczątkowała kampanię Prawicy Rzeczpospolitej na rzecz zablokowania tego traktatu. Prawica Rzeczpospolitej nie ograniczyła się do zajęcia stanowiska w tej kwestii, ale na miarę własnych możliwości, samotnie,  prowadziła intensywną ,kampanię przeciwko ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Na łamach Naszego Dziennika ukazało się szereg artykułów i wypowiedzi Marka Jurka i niżej podpisanego, ukazujących szkodliwy dla Polski charakter tego traktatu. Także w  wystąpieniach w radio „Maryja”, Telewizji „Trwam” i sporadycznie w innych mediach  ( na przykład w  Dzienniku  Polskim)przedstawiciele Prawicy Rzeczpospolitej walczyli o zablokowanie tego traktatu. Intensywnie wykorzystywany był także internet. Samych wpisów dotyczących Lizbony, na blogu Marka Jurka jest 41.Sejmowa akceptacja  traktatu w maju tego roku nie zakończyła naszej batalii, choć nasze możliwości w wymienionych wcześniej mediach uległy radykalnemu ograniczeniu.Ta kampania, niezauważona przez wielu obserwatorów, nie korzystających z  Naszego Dziennika i związanych z nim mediów, wywołała jednak duży niepokój w PISie, który, głównie ze wyglądów wyborczych obawiał się utraty poparcia wyborców tradycyjnych Dlatego Jarosław Kaczyński  zgodził się, aby część  posłów jego partii głosowała przeciwko ustawie upoważniającej prezydenta do ratyfikacji.  W ten sposób chciał doprowadzić  i do ratyfikacji traktatu,  i do  zachowania wyborców tradycyjnych. Bez głosów PISu niemożliwa była bowiem ratyfikacja tego traktatu. PIS posiadał wystarczającą ilość posłów, aby go zablokować. Jednak Jarosław Kaczyński zdecydował, wbrew apelom Marka Jurka, zgodził się na przyśpieszoną ratyfikacji traktatu. Jednak debata , przede wszystkim na łamach Naszym Dziennika spowodowała, ze prezydent, aby nie stracić poparcia tradycyjnych wyborców,  zaczął grać traktatem  zwlekając  z jego ratyfikacją. W czerwcu 2008 roku,  w referendum , Irlandia odrzuciła traktat.  W sensie formalnym, akt ten powinien zakończyć procedury ratyfikacyjne, ponieważ prawo unijne wymagało jednomyślności wszystkich  państw do przyjęcia nowych traktatów. Tak było w przypadku traktatu konstytucyjnego, gdy referenda we Francji i Holandii odrzuciły traktat konstytucyjny. Natomiast w przypadku Irlandii, Niemcy i Francja, wbrew unijnej zasadzie równości wszystkich państw członkowskich, podjęły działania wymuszające na Irlandii powtórne referendum. Prezydent Kaczyński nie tylko nie stanął w obronie Irlandii, ale stwierdził w tej sytuacji, że ze strony Polski nie będzie problemów z rektyfikacją, jeżeli Irlandia w powtórnym referendum zgodzi się na ten traktat. W ten sposób polski prezydent wziął udział w kampanii moralnego szantażu , zmuszającego to państwo do przeprowadzenia powtórnego, upokarzającego go referendum. Ten precedens wymuszania powtórnego referendum, w praktyce pokazywał nowy charakter Unii, po wprowadzeniu traktatu lizbońskiego, w której nie będzie miejsca na równość państw, ani na solidarność europejską. Ten precedens , groźny dla przyszłej  pozycji mniejszych państw w Unii, nie zniechęcił prezydenta, który, po irlandzkiej akceptacji traktatu lizbońskiego, podpisał jego ratyfikację.Ta ratyfikacja stworzyła nową architekturę Unii Europejskiej. Przede wszystkim ustanowiła niemiecko-francuską hegemonię i radykalnie ograniczyła możliwości decyzyjne mniejszych państw. Zmniejszyła ilość decyzji podejmowanych jednomyślnie, a w przypadku sprzeciwu, Unia przetestowała  wystarczające,  pozaprawne możliwości dyscyplinowania jej członków, radykalnie ograniczając ich podmiotowość. Ustanowienie hegemoni niemiecko-francuskiej, złamało dotychczas obowiązującą zasadę solidarności europejskiej.Narzucanie decyzji rządowych Grecji czy Włochom możliwe jest tylko dzięki zapisom lizbońskim. Postępująca germanizacje Unii zawdzięczamy właśnie decyzjom wówczas podjętym.Ustanowiono prezydenta Unii i jej ‘ministra spraw zagranicznych’ oswajając obywateli państw unijnych ze strukturami, którym w przyszłości nada się bardziej państwowe kompetencję. Odrzucając wartości chrześcijańskie i prawa rodziny z katalogu unijnych wartości i wprowadzając koncept „orientacji seksualnych’ uderzono w podstawy europejskiej tożsamości jakim jest Chrześcijaństwo. W ten sposób traktat pogłębił kryzys aksjologiczny naszego kontynentu. I  poprzez stworzenie instrumentów prawnych umożliwiających ingerowanie w wewnętrzną politykę państw członkowskich przez rozstrzygnięcia unijnych trybunałów,  tym samym umożliwił narzucanie narodom europejskim  rozwiązań ustrojowych  sprzecznych z ich przekonaniami.Traktat  w znacznej mierze ubezwłasnowolnił Polskę w strukturach unijnych, radykalnie ograniczając jej podmiotowość. Polska straciła prawie połowę siły swego głosu w porównaniu z siłą głosu niemieckiego, ale najistotniejsze, że straciła możliwość realnego wpływu na unijne decyzję. Ograniczenie podmiotowości państw członkowskich należy widzieć w perspektywie  budowy europejskiego superpaństwa rządzonego, za parawanem Komisji Europejskiej, z Berlina i Paryża. Obecny kryzys, ujawnił, także słabość Francji, która musi się godzić na dyktat Niemiec, a ustanowiony duumvirat niemiecko-francuski staje się fasadą hegemoni wyłącznie niemieckiej. Ten traktat jest wielkim zagrożeniem naszej wolności i podmiotowości i nic nie usprawiedliwia jego akceptacji. To wielka klęska naszego narodu, niestety w znacznej mierze, tak, jak w pierwszej połowie XVIII wieku stopniowa utrata niepodległości, niezauważona przez przeważającą część polskiej opinii publicznej.

Dziś w sytuacji kryzysu  europejskiego stajemy przed wyzwaniem dalszej  stopniowej utraty niepodległości i możliwości  zaprzepaszczenia szans gospodarczego rozwoju. Zaproponowany międzyrządowy traktat na szczycie w Marsylii zagraża tzw harmonizacją podatkową, ograniczeniem wolności europejskiego rynku , kontrolą naszego budżetu, a w przyszłości  najprawdopodobniej także „wspólną” polityka obronna , socjalną i przemysłową. Tym bardziej, ze już dziś niektórzy politycy polscy (Jarosław Kaczyński) proponują podważenie systemu NATO, poprzez stworzenie armii europejskiej.To wszystko prowadzi do likwidacji suwerenności państw europejskich. Zadeklarowany przez Donalda Tuska udział Polski w tym „międzyrządowym” układzie musi być zdecydowanie odrzucony.

Chrześcijańska koncepcja polityki zdecydowanie odrzuca zapominanie i rozmywanie odpowiedzialności za podejmowane w przeszłości decyzje. Jednak za najważniejsze uznaje współpracę różnych środowisk w przeciwdziałaniu obecnym i przyszłym zagrożeniom. Dlatego  dziś najważniejszym zadaniem jest współpraca wszystkich środowisk opowiadających się przeciwko postępującej likwidacji naszej suwerenności, bez względu na podejmowane w przeszłości decyzje i zachowania.Porozumienie w tej sprawie jest wymogiem racji stanu, a każde partyjne rozgrywanie  obecnego zagrożenia jest przejawem niedojrzałości i nieodpowiedzialności.Jesteśmy w stanie powstrzymać ten marsz ku samounicestwieniu naszej suwerenności we wspólnym solidarnym działaniu. I dlatego parlamentarne partie sprzeciwiając się degradacji Polski, powinny zapoczątkować konsolidacje na rzecz odrzucenia  tego zagrożenia. Czas polityki Białej Flagi powinien dobiec kresu.

Marian Piłka

Tags: , , ,

6 Komentarze

  1. Radek pisze:

    Całkowicie się zgadzam – nie może być zgody na podszywanie się Jarka K pod Ruch Narodowy. Aborcja? PIS głosował za! Traktat Lizboński? PIS głosował za! UE w 2004 roku? PIS głosował za! Atak Izraela i USA na Serbię w 1999 roku? PIS głosował za!

  2. GSTW pisze:

    Pis i reszta bandy czworga to partie z jednego miotu spokrwnione genetycznie. Mówiąc Pis mam na myśli partię i jej mózg a nie elektorat. A wygląda to tak, że po prostu banda się dogadała że wy bierzecie młodych, wykształconych, wy bogo-ojczyźniany ciemnogród, wy wieś a wy czerwonych i różowych komuszków i tym sposobem bez względu na wynik wyborów, wszystko zostaje w rodzinie.
    *
    Ten Pis to nie jest żadna opozycja, ich zadaniem jest jedynie blokować tzw. prawicę. Jeśli się już zdarzy że do głosu dojdzie jakaś nowa siła spoza układu to ma tańczyć i śpiewać jak jej zagra banda czworga albo trzeba ją zniszczyć.
    *
    Przydałoby się w tym kraju wymienić wreszcie te tzw „elity”, tyle.

  3. Niewierny pisze:

    Kiedy PiS do reszty się rozpadnie, może uda się stworzyć sojusz prawdziwej prawicy…

  4. PolskiNarodowiecNR pisze:

    Niby wszystko ok ale ja już nie wierzę ani polskiej prawicy ani prawicy jako takiej.To są demoliberałowie,zawsze umiarkowani,miałcy,nijacy,mali,kompromisowi,sprzedający swoich zwolenników w tajnych negocjacjach politycznych,sami nie wiedzą czego chcą,wiecznie się kłócą i mają tą dZiwną cechę wspólną z lewicą,że nie znoszą Narodowców.Przecież Kaczyński,gdy był premierem,rozkazał policji stworzenie wydziałów do walki ze ,,skrajną prawicą” (czytaj.z Obozem Narodowym),oboje Kaczyńscy są państwowcami i demonstracyjnie odcinali się od Dmowskiego.Co tacy ludzie mają wspólnego z dobrem Polaków?Ich zadaniem jest mamić porządnych Polaków po to żeby na nich zagłosowali utrwalając tym samym fałszywy podział na prawicę i lewicę,w którym System zawsze wygrywa.

  5. CBA pisze:

    Tak na marginesie to RAZ również określił Kaczyńskich mianem polityków salonowych, którzy się zbuntowali. Dla których określenie per narodowiec było wielką obelgą.

  6. Kupała pisze:

    Co za brednie! Z tego co pamietam to LPR prowadziła najglosniejsza kampanię anty-lizbonska a Piłka nie wspomniał nawet o tej partii, zacietrzewienie wychodzi na wierzch. PR chyba dalej chce być pierwsza partia na kanapie.

Wyraź swoją opinię