Mateusz Lewicki: Duchowa szkoła Rumunów – Legion Michała Archanioła | Narodowcy.net

Mateusz Lewicki: Duchowa szkoła Rumunów – Legion Michała Archanioła

„Legionista boi się wyłącznie Boga, grzechu i chwili, w której siła materialna lub duchowa wyrwie go z walki.”

Dwudziestolecie międzywojenne to burzliwy okres w dziejach naszego kontynentu. Poczynając od intensywnego wzrostu poparcia dla narodowych socjalistów w Niemczech, a kończąc na Rosji, w której popularyzowała się idea „walki klas”.  To czas wewnętrznych niepokojów i zawirowań, kryzysu parlamentaryzmu, różnych – udanych lub nie – przewrotów i zamachów stanu. To także okres, w którym walka polityczna przenoszona była z parlamentów na ulice. Nie dziwi więc fakt, że wówczas w Europie pojawiło się wiele formacji, które w obecnej nomenklaturze wielu lewicowych publicystów uchodzą za „faszystowskie” lub „nazistowskie”. Czy wykreowane przez lewicę epitety określające owe ugrupowania są słuszne?

Wspólnym mianownikiem wielu z nich było pełne żarliwości pragnienie odbudowania potęgi swej Ojczyzny i swego Narodu. Różnie wyglądało to w poszczególnych krajach Europy. W Polsce istniało w tym okresie wiele tego typu ruchów narodowych. Celem niniejszego artykułu jest przybliżenie rumuńskiej mistyczno-ideowej organizacji powstałej w roku religijnej rewolucji wśród narodowców polskich (wydanie przed Dmowskiego „Kościół, naród, państwo”), którą zwano Legionem Michała Archanioła (data powstania: 24 czerwca 1927). Według jej założyciela, Corneliu Zelea Codreanu, miała służyć jedynie pogłębianiu narodowej i religijnej świadomości wśród Rumunów.

Rumuńska “Żelazna Gwardia” była ewenementem wśród organizacji politycznych początku XX wieku. Wyróżniała ją surowa dyscyplina wewnętrzna, asceza, kult poświęcenia i męczeństwa, głęboka religijność, heroizm pracy i walki, a do tego fascynacja bohaterską śmiercią. Wszystko to upodabniało Legion Archanioła Michała raczej do średniowiecznego zakonu rycerskiego lub bractwa religijnego niż do organizacji politycznej. Jej przywódcą został oczywiście sam założyciel, którego członkowie nazwali “Kapitanem”. Wielu historyków uważa do dziś, że był on bardziej kimś w rodzaju proroka nowej wiary i religijnego mistyka niż polityka. Jego Legion miał być narzędziem kształtowania postaw i charakterów, a nie narzędziem politycznych rozgrywek. Corneliu Codreanu chciał dokonać w Rumunii przewrotu, ale miała to być raczej rewolucja duchowa, nie społeczna czy polityczna, rewolucja w imię tradycyjnych wartości narodowych i chrześcijańskich. Kapitan uważał bowiem, że naród posiada trzy dziedzictwa: fizyczne (krew i charakter), materialne (ziemia ojczysta i jej bogactwa) i duchowe (honor, kultura, koncepcja Boga, świata i życia).

Jego Legion był szkołą poświęcenia, męczeństwa, walki i pracy. Nacisk kładziono głównie na formowanie duchowej postawy Legionistów, przygotowanie ich do ofiar i poświęceń, a nie na ich ideologiczne szkolenie. Pierwsi Legioniści (było ich zaledwie 19 i to oni stanowili później elitę tej organizacji, która w dniu ostatecznej delegalizacji liczyła około pół miliona członków)  żyli jak zakonnicy w zbudowanym własnymi rękami domu i nie prowadzili żadnej działalności zewnętrznej, żadnego werbunku. Mimo to szybko przybywało im zwolenników. Zasady etyki legionowej były proste: czystość moralna, bezinteresowność w walce, wiara w Boga, praca, porządek, dyscyplina, entuzjazm, sprawiedliwość, szacunek do przodków i wcześniejszych pokoleń oraz prawo do milczenia (czyny – nie słowa). Oryginalność tego ruchu nie kończyła się jednak na samej ideologii i paru rytuałach. Prawdziwy Legionista musiał przejść trzy próby: Górę cierpienia, Las dzikich Bestii i Trzęsawisko Rozpaczy.

Góra cierpienia – Legionista nie powinien oczekiwać, że zastanie nakryty stół przygotowany dla niego, lecz musi być gotowy ponieść jarzmo Zbawiciela Jezusa Chrystusa i to ta właśnie droga na szczyt, szczyt zwany Górą Cierpienia.

Las Dzikich Bestii – Po pokonaniu Góry Cierpienia Legionista staje przed drugą próbą, Lasem Dzikich Bestii, gdzie już na jego krawędzi słychać ryki owych stworów, i gdzie wejdzie jedynie ten, który ma serce mężne i niemal nieskończoną odwagę moralną. ] Chodzi tu głównie o to, że tylko prawdziwy Legionista nie próbuje unikać walki, tylko staje do niej z uniesioną przyłbicą zmierza tam, gdzie niebezpieczeństwo jest największe.

Trzęsawisko rozpaczy – Droga nagle urywa się przed Legionistą i rozpościerają się rozległe moczary. Niektórzy nawet nie mają odwagi aby tu wejść, zaczynają wątpić w sukces ostateczny, w zwycięstwo, które wydaje im się odległe, a pokonanie trzęsawiska wydaje im się niemożliwe. Ale prawdziwy Legionista nigdy nie traci nadziei, pokonuje i tę przeszkodę, i osiągając drugi brzeg, zostaje okryty wieczną chwałą.

Tylko ludzie, którzy pokonali te trzy próby mogli nazywać się prawdziwymi Legionistami. Legion nie uznawał ludzi obawiających się ryzyka i poświęcenia. Codreanu twierdził bowiem, że „Tam gdzie nie ma ryzyka, nie ma też chwały”. Rezygnowano również z tych, którzy chcieli brać udział w walce, ale wyraźnie dawali do zrozumienia, że kierują nimi inne, często tak niskie pobudki jak żądza zysku, osiąganie osobistych korzyści czy zdobycie stanowisk. Bardzo szybko wokół tej organizacji i jej przywódcy urosła legenda. Pierwsze publiczne wystąpienia Legionu miały znamiona ludowej krucjaty. Ubrani w chłopskie stroje Legioniści, w zwartym szyku, śpiewając religijne i patriotyczne pieśni, wędrowali przez wsie i miasteczka. Na czele pochodu niesiono ikonę przedstawiającą Świętego Michała. Za obrazem zaś, na białym koniu, jechał Kapitan. Tak zrodziła się legenda o Wysłanniku Archanioła, który przybył, aby ukrócić niesprawiedliwość i dać ludowi nadzieję…

Wzrastająca popularność ruchu legionowego i jego sukcesy wyborcze (w roku 1937 był trzecią siłą polityczną w Rumunii) skłoniły zaniepokojoną władzę do podjęcia brutalnych represji wobec jego członków. Codreanu był wielokrotnie aresztowany (oskarżano go m. in. o szpiegostwo na rzecz obcych mocarstw), a sam Legion kilkakrotnie delegalizowany (jego członkom przypisywano również morderstwa kilku rumuńskich polityków, w tym Iona Duki, ówczesnego premiera).  W 1938r. Codreanu został skazany (wraz z trzynastoma innymi legionistami) podczas pokazowego procesu na dziesięć lat ciężkich robót i wysłany do więzienia w Jilavie. Podczas transportu wszyscy zostali uduszeni przez eskortujących ich żandarmów, podlegających ministrowi spraw wewnętrznych, Armandowi Călinescu. Ich zwłoki dla pewności przestrzelono, oblano kwasem siarkowym i zakopano w lesie Tincabesti (Călinescu, który wydał rozkaz zamordowania Kapitana i jego ludzi, został w niecały rok później zlikwidowany przez dziewięcioosobowe komando Legionu zwane Rasbunatori – Mściciele). W rewanżu władze dokonały prawdziwej rzezi Legionistów. Zamordowano około 2-3 tysiące członków Legionu, którzy znajdowali się w rumuńskich więzieniach.

Do dziś historycy spierają się w ocenie tej organizacji. Nie brakuje naturalnie takich, którzy uważają, że miała ona charakter iście faszystowski, stawiając ją w jednym szeregu z innymi ugrupowaniami tego typu w Europie. Są też tacy, którzy twierdzą, że to ewidentne nadużycie (Rumuńska Cerkiew Prawosławna ogłosiła np. Codreanu i jego ludzi “męczennikami za Wiarę   i Ojczyznę”). Co by jednak nie mówić, była to organizacja niezwykła, na swój sposób osobliwa i chyba nieporównywalna z żadną inną. Organizacja, której motto brzmiało: “Tylko ten, kto potrafi znosić cierpienia, zwycięży.”

Komentarze