Michał Adamczyk: Pilotażowy projekt Legii Akademickiej MON – garść przemyśleń | Narodowcy.net

Michał Adamczyk: Pilotażowy projekt Legii Akademickiej MON – garść przemyśleń

Legia Akademicka MON – czyli służba wojskowa dla studentów. Wziąłem udział w pierwszej, pilotażowej edycji projektu w wakacje 2018 roku. Był to zdecydowanie dobry wybór, ponieważ jako studentowi trudno byłoby mi w inny sposób odbyć służbę wojskową, do której ciągnie prawdopodobnie każdego młodego chłopaka. W ciągu 6 tygodni przeszedłem przez dwa moduły – podstawowy (zakończony przysięgą wojskową) i podoficerski, dzięki czemu otrzymałem stopień kaprala.

Mimo tego, że w internecie wylała się fala krytyki na rządowy projekt powołania Legii Akademickiej, uważam, że jest to wartościowe szkolenie dla studentów, którzy zdecydowali się wziąć w nim udział. Krytycy przedsięwzięcia zwracali uwagę na zbyt krótki czas na przygotowanie przyszłego żołnierza, lecz nie wzięli pod uwagę tego, że legioniści nie stają się automatycznie żołnierzami zawodowymi, a jedynie zasilają szeregi rezerwy. Być może część uczestników programu postara się o etat w wojsku, chociaż zapewne będzie ich garstka.

Druga ważna kwestia, którą pominęli krytycy, to fakt, że student nie ma czasu na 4 miesięczne szkolenie przygotowawcze w ramach Narodowych Sił Rezerwowych, bo jednak priorytetem jest nauka i zdobycie wykształcenia. Dlatego Legia Akademicka jest alternatywą dla tych studentów, którzy w czasie wakacji mogli sobie pozwolić na 6-tygodniowy wyjazd.

Po zakończonym szkoleniu naszło mnie kilka przemyśleń, którymi chciałbym się podzielić z osobami, które być może zdecydują się w przyszłości na wzięcie udziału w programie Legii.

Legia Akademicka

Historia Legii Akademickiej sięga roku 1918, a dokładniej 11 listopada 1918, kiedy to powołano ją do życia. Była to organizacja złożona głównie ze studentów uczelni warszawskich, którzy w znaczniej większości byli członkami Polskiej Organizacji Wojskowej. Szybko przeformowano ją w regularny oddział piechoty, a następnie zmieniono jej nazwę na 36 pułk piechoty.

Ponowne powołanie Legii nastąpiło w 1929 roku. Była to organizacja przysposobienia wojskowego dla studentów uczelni wyższych w Polsce. W 1932 roku ponownie rozwiązana i reaktywowana dopiero w 1937 roku. W 1944 roku oddziały Legii Akademickiej Narodowych Sił Zbrojnych walczyły na barykadach podczas Powstania Warszawskiego.

Powołanie Legii Akademickiej MON

Ministerstwo Obrony Narodowej przywróciło idee ochotniczego szkolenia wojskowego dla studentów w ramach Legii Akademickiej. Tradycja do której odwołały się osoby tworzące nowy projekt są bardzo chlubne i zobowiązujące dla studentów-ochotników.

21 sierpnia 2017 roku nastąpiło uroczyste podpisanie porozumienia w sprawie realizacji programu pilotażowego Koncepcja edukacji wojskowej studentów w ramach Legii Akademickiej. Porozumienie podpisali: sekretarz stanu w MON – Michał Dworczyk oraz wiceminister Nauki i Szkolnictwa wyższego – Aleksander Bobko. Celem projektu jest uzupełnienie przez młodych ludzi rezerw polskich sił zbrojnych, które po zakończeniu odbywania zasadniczej służby wojskowej z roku na rok ciągle się kurczą. Drugim ważnym aspektem jest próba zaangażowania studentów w ramach szkolenia, które pozwala wykorzystać czas wolny dostępny w trakcie studiów.

Z dniem 1 października, a więc z rozpoczęciem nowego roku akademickiego, projekt został wdrożony i nastąpiła rekrutacja ochotników w 59 wyższych uczelniach na terenie naszego kraju. Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło, że jest w stanie przyjąć 10 tysięcy studentów na szkolenie. Smuci fakt, że mimo to, wszystkie miejsca nie zostały wykorzystane ze względu na słabe zainteresowanie wśród studentów.

Sam projekt przewiduje zajęcia teoretyczne (na uczelni) oraz zajęcia praktyczne (szkolenie w centrach szkolenia bądź jednostce wojskowej). Szkolenie teoretyczne trwa 30h, w jego trakcie ochotnicy zapoznają się z podstawami rzemiosła wojskowego w ramach wykładów odbywających się na uczelniach. Wykłady dotyczą m.in. regulaminów, prawa międzynarodowego czy elementów taktyki. Po szkoleniu teoretycznym następuje egzamin, weryfikujący zdobytą wiedzę. Po zaliczeniu egzaminu i złożeniu wniosku, student otrzymuje kartę powołania z Wojskowej Komendy Uzupełnień pod którą podlegał.

Szkolenia praktyczne odbywają się w 8 centrach i ośrodkach szkolenia oraz w jedynej jednostce wojskowej – 22 Batalionie Piechoty Górskiej w Kłodzku. Podzielone jest na 2 tury (1 lipca – 10 sierpnia, 13 sierpnia – 22 września w 2018 roku). Na obie tury składają się 2 moduły: podstawowy i podoficerski, trwające po 21 dni. Pierwszy moduł kończy się egzaminem oraz uroczystą przysięgą wojskową i nadaniem stopnia starszego szeregowego rezerwy. Dla osób aspirujących wyżej, przewidziany jest moduł podoficerski, który kończy się egzaminem i nadaniem stopnia kaprala rezerwy.

Przejdę teraz do opisania tego, jak to wyglądało „od kuchni”, dzieląc się swoimi odczuciami oraz wnioskami, które nasunęły się po szkoleniu.

Szkolenie teoretyczne

Po wysłaniu zgłoszenia i pozytywnym jego rozpatrzeniu, otrzymałem informację o zakwalifikowaniu na szkolenie wojskowe w ramach Legii Akademickiej. Następnie przez dwa weekendy odbywało się szkolenie teoretyczne.

Samo szkolenie teoretyczne to oklepany schemat, czyli czytanie z kartki, czasem mówienie i puszczanie slajdów na komputerze – jednym słowem nuda. Był to zdecydowanie najsłabszy element całego programu Legii ze względu na słabe przygotowanie materiałów, które mieliśmy sobie przyswoić oraz formę w jakiej zostały zaprezentowane.

Treści, które zostały nam przedłożone w zdecydowanej większości pokrywały się z tym, czego uczyliśmy się ponownie na szkoleniu, a więc nie było ciągłości w zdobywaniu wiedzy, tylko powtarzanie tego samego drugi raz. Zdecydowanie można to zrobić lepiej i treści przedstawione na szkoleniu teoretycznym pogłębić na szkoleniu praktycznym, a nie odtwarzać na nowo. Według mnie szkolenie teoretyczne w takiej formie to strata cennego czasu, którego i tak nie było za dużo.

Kolejna ważna kwestia to brak jednolitości programu szkolenia teoretycznego w całej Polsce. Nie zawsze materiał był taki sam na różnych uczelniach – brak było stałego programu dla wszystkich ośrodków nauki biorących udział w projekcie.

To tyle z wad, które są dość istotne dla prowadzenia takich szkoleń. Być może z tego powodu warto byłoby zastanowić się i przygotować jeden, konkretny i jednolity plan szkolenia teoretycznego, obejmujący swoim obszarem najważniejsze rzeczy, które trzeba by było przyswoić przed udaniem się na szkolenie praktyczne.

Szkolenie praktyczne

Po „fali hejtu” wylanej na szkolenie teoretyczne, przejdę teraz do rzeczy pozytywnych, a więc do szkolenia praktycznego w jednostce wojskowej. Nie ma co ukrywać, że był to najlepszy element całej Legii i wszyscy, którzy wyrazili chęć do wzięcia udziału w projekcie, nie mogli się go doczekać.

Po przybyciu na miejsce, tj. do wyznaczonego ośrodka odbycia szkolenia, wpadliśmy w „tryby” pracy wojskowej. Już na samym wejściu zniknęły złe wrażenia pozostawione przez szkolenie teoretyczne, a było to spowodowane dobrą i sprawną organizacją w jednostce. Ewidentnie wszystko na nas czekało i z miejsca na miejsce uzupełnialiśmy stany w takie rzeczy jak: mundury, kamizelki czy buty oraz inny sprzęt wojskowy potrzebny do życia przez najbliższe 6 tygodni (3 tygodnie w przypadku odbycia szkolenia w ramach modułu podstawowego). Tak zaopatrzeni zostaliśmy podzieleni na kompanie, plutony i drużyny oraz przydzielono nas do odpowiednich izb – wszystko równo, dokładnie i według schematów, jak to bywa w wojsku. Nikt z osób biorących udział w szkoleniu nie wiedział, co spotka go w kolejnych dniach.

Pierwszy dzień – zaprawa, godzina 6 rano – większość studentów których znam ma problem z wstawaniem o tak wczesnych porach. Tutaj nie było osób, które „jeszcze chwileczkę” się zdrzemną, była za to poranna aktywność. Pierwsze ze spostrzeżeń dotyczące szkolenia – nie wszystkim spodobały się poranne zaprawy, jeszcze inni mieli problemy z bieganiem oraz innym ćwiczeniami, dlatego postanowili napisać list i poinformować przełożonych o swych problemach. Takim sposobem garść osób doprowadziła do zaprzestania porannej zaprawy już w 3 dniu szkolenia. Niestety, odpowiadali za to wszyscy i mimo wyrażanych chęci porannego rozruchu, nie przywrócono nam zaprawy do końca szkolenia. Pokazuje to również pewien problem jaki mamy ze współczesnym społeczeństwem, które jest roszczeniowe i wszystkiego się domaga – przychodzi do wojska i nie potrafi zaakceptować hierarchii, pewnych zasad, które w wojsku są od zawsze. Przychodzą na chwilę i chcą wszystko reformować, bo nie są w stanie zmobilizować się działania i podnoszenia w tym przypadku swojej kondycji fizycznej.

Po śniadaniu następowało właściwe szkolenie, a więc poligon, sale wykładowe, strzelnica i inne rzeczy potrzebne w wojskowym rzemiośle. Pierwszy tydzień był w zasadzie tym decydującym i tutaj odpadło najwięcej osób. Część nie radziła sobie z wysiłkiem, który należało włożyć w intensywne szkolenie (sami dowódcy i instruktorzy często powtarzali, że mamy zbyt mało czasu i zbyt dużo wiedzy do opanowania). Kolejni odchodzili stwierdzając, że wojsko nie jest dla nich, a jeszcze innych eliminowały kontuzje (odgniecione stopy, skręcenia, złamania).

Intensywność dało się odczuć wieczorem, już po skończonym dniu szkolenia, kiedy szczęśliwi z kolejnego dnia padaliśmy na łóżka, wcześniej jeszcze powtarzając nabytą w ciągu dnia wiedzę.

Zajęcia były różnorodne, prowadzone przez wykształconą kadrę, która miała na koncie m.in. zagraniczne misje. Czuć było „fach w ręku” instruktorów przekazujących nam swoja wiedzę oraz doświadczenia zdobyte podczas wieloletniej służby. Widać było pełne zaangażowanie w projekt. Mimo jego intensywności dowódcy znajdowali czas, aby porozmawiać ze swoimi żołnierzami na bardziej luźne tematy.

Tak przebiegło pierwsze 21 dni szkolenia podstawowego, po nim odbył się egzamin, na którym należało się wykazać wiedzą i umiejętnościami zdobytymi podczas szkolenia. Nie był to egzamin wyłącznie teoretyczny, a w zdecydowanej większości odbywał się na poligonie, gdzie każdy legionista musiał wykonać konkretne normy zaliczeniowe. Zmęczeni po trwającym blisko 12h teście, udaliśmy się na specjalną mszę świętą w kaplicy garnizonowej. Warto zauważyć, że na mszy była obecna znaczna liczba legionistów. Nie była to jedyna msza święta w ciągu szkolenia, ponieważ co niedzielę odbywały się one w kaplicy i gromadziły sporą część legionistów.

Wartym odnotowania jest też fakt, że do samego szkolenia praktycznego w ramach projektu według danych przystąpiło ponad 3 tysiące studentów, a do przysięgi przystąpiło nieco ponad 1800 legionistów. Wyraźnie widać, jak wiele osób zrezygnowało ze szkolenia.

Po pozytywnym zaliczeniu egzaminu nastąpiła najbardziej podniosła chwila w czasie całego szkolenia, a więc przysięga wojskowa. Każdy żołnierz pamięta swoją przysięgę i zapewne z uśmiechem na ustach ją wspomina. Wypowiedzenie słów roty przysięgi, którą przed nami wypowiadało tak wielu znamienitych wojowników w naszej historii i wypowiadać będą kolejne pokolenia, przysięgi, wiążącej nas z Ojczyzną czymś więcej niż tylko obywatelstwem. Rota przysięgi, która zobowiązuje nas do walki za nasz kraj w chwili zagrożenia.

Słowa przysięgi wojskowej

Ja, żołnierz Wojska Polskiego

przysięgam

służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej,

bronić jej niepodległości i granic.

Stać na straży Konstytucji,

strzec honoru żołnierza polskiego,

sztandaru wojskowego bronić.

Za sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie,

krwi własnej ani życia nie szczędzić.

Tak mi dopomóż Bóg.

Po 3 tygodniach szkolenia część legionistów opuściła koszary i wróciła do cywilnego życia, a reszta zdeterminowanych osób pozostała na szkoleniu podoficerskim na kolejne 3 tygodnie. Szkolenie na module podoficerskim różniło się tym, że teraz to my staraliśmy się być dowódcami drużyn jako przyszli podoficerowie. Staraliśmy się wykazać jako dowódcy i wykonywać należycie powierzone zadania, aby osiągnąć wyznaczone cele. Zdecydowanie więcej wiedzy zdobywaliśmy już teraz na salach wykładowych niż na poligonie. Zostaliśmy zapoznani z metodyką prowadzenia szkolenia, z działaniami drużyn w różnych sytuacjach oraz tego, jak być dowódcą drużyny. Podobnie jak poprzedni moduł, ten również kończył się egzaminem – teoretycznym i praktycznym. Po zaliczeniu egzaminu nastąpiło wręczenie dyplomów oraz nadanie stopnia kaprala rezerwy.

Podsumowanie

Czy był to czas stracony? Zdecydowanie nie! Był to czas bardzo dobrze wykorzystany na przeszkolenie wojskowe, którego nie mógłbym odbyć w innym trybie. Warto było poświęcić te kilka tygodni i mieć teraz chociaż pojęcie jak wygląda żołnierskie życie oraz jak obsługiwać broń, co może się przydać w różnych sytuacjach.

Warto było również z tego powodu, że szkolenie pozwala spojrzeć na kwestie inaczej i pomaga w późniejszym życiu. Nawet jeśli ktoś nie wiąże przyszłości z wojskiem, to po szkoleniu będzie mógł wykorzystać nabytą wiedzę w życiu codziennym, np. w zarządzaniu ludźmi bądź radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami w ekstremalnych warunkach. Zdecydowanie dużo bardziej w całym projekcie chodziło o nauczenie studentów małych rzeczy, które zostaną wykorzystane w życiu niż o późniejszą karierę wojskową.

Wielu kolegów, a więc studentów, ma problemy z zorganizowaniem sobie czasu, z wczesnym wstawaniem oraz innymi, błahymi zdawałoby się, podobnymi problemami. Służba wojskowa dawała im szansę na poprawę tych elementów w swoim życiu.

Kolejny ważny aspekt to nowe przyjaźnie i znajomości, które nawiązały się podczas szkolenia. To wspólnie przeżyte chwile, wspieranie się w trudnych sytuacjach oraz swoiste braterstwo, które dało się we znaki po przebytych przygodach.

Czy poszedłbym na szkolenie jeszcze raz? Pewnie, że tak! Choćby dla tego potu, który wylewał się w mundury podczas intensywnych ćwiczeń oraz dla kolegów, których przyszło mi poznać podczas trwania projektu.

 

Komentarze