Michał Karpiński: Rola sfery duchowej w życiu ludzkim

W dzisiejszych, jakże laickich czasach, dla świata można być wartościowym zazwyczaj tylko posiadając i podążając za „postępowymi” trendami. Rządza posiadania omamiła nas (jako ogół gatunku ludzkiego) do tego stopnia, że często nie widzimy potrzebujących, którzy są dookoła nas, a co gorsza zapominamy o swoim życiu duchowym, życiu po śmierci, naszych Celach Wyższych i roli Boga w naszej egzystencji.

Na samym początku warto jest się zastanowić, czym jest w ogóle człowiek i dusza ludzka. W filozoficznym aspekcie, dusza, jest to niematerialny pierwiastek istoty żywej (człowieka), który zapewnia mu byt. Sokrates uważał, że jest to właściwe sumienie i charakter człowieka. Św. Augustyn z Hippony natomiast, pisał: „Nie wszystko, co żyje, ma świadomość tego, że żyje, podczas gdy wszystko, co jest świadome swojego życia, na pewno żyje.”. Można wywnioskować, że uważa duszę za świadomość życia. Pisał również, że to dzięki części duszy, której nie posiadają zwierzęta, ludzie mogą łączyć się duchowo z Bogiem.

Wzorując się więc na św. Augustynie i Sokratesie, którzy rozpatrywali temat sfery duchowej i duszy możemy skojarzyć ją z hasłami takimi jak: sumienie, moralność, charakter, niematerialny pierwiastek życia, element złączenia świata materialnego z niematerialnym czy życie po śmierci i wiele innych. Oczywiście, z upływem czasu niektóre z wymienionych mogą się zmieniać, jak np. charakter czy moralność. I kiedy, mówiąc potocznie, że nasz charakter zmienia się z dobrego na zły czy nasza moralność zostaje zaburzona, wtedy to właśnie potrzebujemy czegoś, co reguluje naszą duchowość, co daje nam zbiór określonych zasad, gdyż jest ono niezmienne. Dzisiejsze (jak bardzo humanistyczne) trendy wyrzucenia sfery duchowej z życia określają „to coś” jako… właściwie sami nie wiedzą jak to nazwać. Mówi się o energii, o nieznanej sile, o prądach, które nawiedzają nas wraz z wiatrem północnym czy poprostu o szczęściu…

Z czego to może wynikać? Wynika to z coraz bardziej rozpowszechniającego się liberalizmu, materialzmu czy hedonizmu. Wszystkie te niszczące czynniki (jak np. alkoholizm, obojętność, pornografia, aborcja, brak odpowiedzialności i konsekwencji) zabijają w narodach (zwłaszcza zachodniej Europy) chęć jakiejkolwiek walki, jakiejkolwiek chęci przetrwania i samodoskonalenia. Zdaje się, że duża część społeczeństwa zadowala się takim stanem rzeczy.

Innym czynnikiem wpływającym na taki stan rzeczy z pewnością jest odrzucenie elementu, który przez lata tworzył fundament europejskiej cywilizacji. Fundamentem tym jest chrześcijaństwo, które pomagało budować silne społeczeństwa, napawać nadzieją całe narody i poszczególne jednostki, dając Wiarę w sens życia i jego Tajemnicę, którą pomagało odkrywać. To właśnie chrześcijaństwo nakierowuje na prawidłowe „traktowanie” o sferę duchową poprzez modlitwę, sakramenty i nie tylko. Odrzucony został kult Boga w Trójcy Jedynego, Maryi Zawsze Dziewicy, nieskalanego grzechem Chrystusa, a Anioły są dziś już tylko dobrymi wróżkami w bajkach dla dzieci. Naturalnie, po odrzuceniu tegoż fundamentu wytworzyła się w duszy pustka, która prędzej czy później musi zostać czymś zapełniona. I w ten sposób powstają różnorakie teorie nt. duchowości.

„Sprawnie działająca” sfera duchowa pomaga człowiekowi wytworzyć szlachetne cechy, takie jak chociażby odwaga, godność, męstwo, sprawiedliwość czy honor. Jeśli jest ona zakłócona wytwarzają się uczucia i cechy takie jak np. nienawiść, nieprawość, kłamstwo.

Niezwykle ważnym czynnikiem, często zapominanym, a niezwykle ważnym dla wsparcia duchowego jest siła autorytetu i motywacja. Dlaczego? Otóż wielu z nas potrzebuje kogoś, kto wskaże mu właściwą drogę lub chociaż jej namiastkę. Kogoś, kto będzie w stanie wytłumaczyć nam niektóre trudne dla nas do pojęcia sprawy. Kogoś, kto w końcu nas tak zainspiruje swoją postawą i tak zmotywuje swoimi słowami, a przede wszystkim czynami, że będziemy prawdziwie niezachwianym bytem ludzkim.

Te dwie rzeczy, jakimi są duchowość i autorytet przenikają się wzajemnie i są od siebie zależne. Dzieje się tak, ponieważ autrytet może nas zainspirować swoją postawą do naprawy moralnej lub kiedy nasza sfera duchowa jest stabilna, szukamy autorytetu, który mógłby nas inspirować do dalszego działania czy pogłębiania relacji Bóg – człowiek.

Dla większości z nas pierwszymi autorytetami są rodzice. I to od nich w większości zależy jak będzie wyglądać nasza moralność w przyszłości. Jednak z czasem dorastania, dojrzewamy do podejmowania samodzielnych decyzji i samodzielnego myślenia. Wtedy to właśnie zaczynamy się inspirować innymi ludźmi, jak np. nasi rówieśnicy, postaci historyczne, religijne czy (o zgrozo!) „idole” telewizyjni.

Oczywiście największym autorytetm dla każdego człowieka, który utożsamia się z kulturą chrześcijańską powinien być Jezus Chrystus. Jak bardzo zainspirowani, a wręcz wpatrzeni w Niego byli św. Franciszek z Asyżu, św. Joanna d’Arc, bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Św. Michał Archanioł, który najbardziej ze wszystkich Aniołów umiłował Boga, swoimi nieskazitelnie czystymi intencjami jako pierwszy przeciwstawił się Lucyferowi krzycząc: „Któż jak Bóg!”. Spotkała go nagroda w postaci bycia największym i najbardziej umiłowanym spośród Aniołów. Jak bardzo tego duchowego wsparcia Jezusowego i Maryjnego potrzebowali Polacy broniący Jasnej Góry, meksykańscy Cristeros broniący swoich wartości, hiszpańscy księża i klerykowie, którzy pod groźbą śmierci podczas rewolucji 1936-39 nie wyrzekli się imienia Chrystusa.

To wszystko właśnie dzięki temu niematerialnemu pierwiastkowi, który napędza do życia. Śmiało można potwierdzić, że to co niematerialne jest najcenniejsze. Wnętrze jest jak nieoszlifowany diament. Tylko od nas to zależy w jaki sposób i czym będziemy go szlifować.

Komentarze