Michał Nowak: Syria. Porażka strategii Zachodu | Narodowcy.net

Michał Nowak: Syria. Porażka strategii Zachodu

Artykuł ukazał się w XV numerze kwartalnika ,,Polityka Narodowa” (Wiosna, 2016)

Mimo trwającego od blisko pięciu lat konfliktu w Syrii, na polskim rynku wydawniczym brakowało publikacji dotyczącej tego tematu. Lukę tę spróbowało wypełnić Wydawnictwo Akademickie „Dialog” poprzez przełożenie na język polski i wydanie pracy francuskiego badacza sytuacji na Bliskim Wschodzie Frédérica Pichona.

Esej autora został wydany w formie niewielkich rozmiarów książki liczącej niewiele ponad 100 stron. Publikacja została podzielona przez autora na na pięć krótkich rozdziałów, które poruszają temat źródeł syryjskiego kryzysu, jego rozwoju, wielkiego powrotu Rosji na szachownicę stosunków międzynarodowych, a także francuskiej polityki wobec Syrii oraz konfliktu w perspektywie globalizacji.

Książka jest głęboką i dobrze uargumentowaną krytyką francuskiej, a szerzej zachodniej polityki wobec Syrii i jej władz. Pichon bez skrupułów rozbija ignorancję, hipokryzję i szeroką manipulację zarówno europejskich polityków jak i przedstawicieli mediów.

Badacz na początku swojej pracy spróbował ukazać skomplikowaną historię współczesnej Syrii oraz charakterystykę tamtejszego społeczeństwa, podzielonego pod względem zarówno religijnym i etnicznym, jak również plemiennym czy klanowym. Zdaniem autora to właśnie zróżnicowany i charakterystyczny dla Syrii podział społeczeństwa całkowicie zadaje kłam panującej wizji konfliktu. Według niego w istocie nie był to zryw znękanego narodu przeciwko opresyjnemu reżimowi. Za rebelię odpowiadali lokalni możnowładcy, którym na rękę było wyzwolenie się z więzów łączących ich z państwem. Przeciwko władzy nie opowiedzieli się mieszkańcy miast, a ludność wsi mieszkająca na peryferiach ośrodków miejskich, która do tej pory zajmowała się przemytem. Osoby te nie potrafiły odnaleźć się w nowoczesnym państwie, które dążyło do unifikacji. Rebelia nie objęła najwięszkych syryjskich miast, Aleppo i Damaszku, jej epicentrum były Homs i Dara, największe ośrodki sunnickie w kraju. Oba miasta słynęły z otwarcia na salafitów w przypadku Homs czy Bractwa Muzułmańskiego w Darze. Oba znane były również z dużej przestępczości i przemytu, gdyż znajdują się blisko granic z Libanem i Jordanią. Bez tej swoistej szarej strefy rebelia nie osiągnęłaby swoich lokalnych sukcesów.

Autor w swojej pracy ukazuje genezę wybuchu pierwszych zbrojnych starć między syryjską armią a różnymi niezidentyfikowanymi oddziałami zbrojnymi. Europejscy oraz amerykańscy dziennikarze i politycy do dziś zgodnie powtarzają za przedstawicielami syryjskiej opozycji przebywającymi w Londynie, że to syryjska armia doprowadziła do krwawych starć, gdyż strzelała do nieuzbrojonych demonstrantów. Prawda jest jednak zupełnie inna. W rzeczywistości pierwszymi ofiarami byli syryjscy policjanci i żołnierze. Autor przytacza liczne przypadki ich rozstrzeliwania, a nawet ścinania i ćwiartowania [sic!]. Dopiero po tych wydarzeniach syryjska armia weszła na tereny opanowane przez zbrojne ugrupowania.

Zdaniem pisarza syryjska „rewolucja” nie była zrywem politycznym. Przeciwko władzy nie wystąpiły grupy wyznaniowe czy etniczne, a mieszkańcy prowincji, którzy nie skorzystali z przemian syryjskiej gospodarki na przełomie wieków. Niezadowolenie wybuchło na skutek ogromnego wyżu demograficznego, inflacji, wycofania się państwa z gospodarki, bezrobocia i postępującej suszy, a nie – jak chcieliby tego zachodni komentatorzy – na skutek chęci obalenia opresyjnej władzy. Pierwsi protestujący nie chcieli zmiany władzy, a reform gospodarczych i społecznych. Zostali jednak błyskawicznie dzięki internetowi i nieszczelnym granicom zdominowani przez grupy salafickie, które chwyciły za broń.

Autor odrzuca mit spontaniczności pierwszych wystąpień przeciwko władzy poprzez przypomnienie często pomijanego faktu, że teren pod mobilizację siatek opozycjonistów przygotowało NGO, za pośrednictwem którego rząd Stanów Zjednoczonych finansował ruchy opozycyjne wobec niewygodnych dla nich władz. Organizacja deklaruje, że jej celem jest szerzenie demokracji i wolnego rynku oraz wspieranie społeczeństwa obywatelskiego. To właśnie NGO i NED, czyli Narodowy Fundusz na rzecz Demokracji, finansowane przez amerykański Kongres stoją za głównymi organizacjami syryjskiej opozycji takimi jak Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, które jest źródłem informacji bezkrytycznie podawanych przez światowe media. Drugim czynnikiem, który wpłynął na wybuch rebelii, a niedługo później na przybycie do Syrii dziesiątek tysięcy zagranicznych dżihadystów były działania arabskich telewizji satelitarnych, które pokazywały starannie wyselekcjonowane nagrania.

Pichon bezwzględnie rozprawia się z ignoracją europejskich polityków, którzy sytuację w Syrii widzieli tak, jak chcieli widzieć. Kolejne dowody zbrodni, w tym prześladowanie mniejszości religijnych w Syrii ze strony tzw. rebeliantów, w niczym nie przeszkadzały zarówno zachodnim przywódcom jak i publicystom w kreowaniu jednostronnego przekazu, w którym jedynym złym był reżim, z którym walczyli bojownicy o wolność i demokrację. Podobnie było i jest jeżeli chodzi o zbrojne formacje walczące z syryjską armią. Zachodni politycy i dziennikarze jak mantrę powtarzają mit Wolnej Armii Syryjskiej, mimo iż doskonale wiedzą, że jest ona fikcją i została zmarginalizowana lub wchłonięta przez silne bojówki islamistyczne. Mimo ogromu dowodów europejscy przywódcy nie chcą przyznać, że ta sama WAS, którą dozbrajali i finansowali, od samego początku współpracowała z Al-Kaidą. Dziś sam fakt, że dana organizacja rebeliancka walczy w Syrii z Państwem Islamskim wystarcza decydentom do chóralnego stwierdzenia o jej umiarkowalności i potrzebie wspierania. I to wszystko pomimo tego, że w rzeczywistości ci bojownicy niczym nie różnią się od tych z IS. Doszło między nimi po prostu do konliktu interesów. Tym sposobem jako umiarkowane przedstawia się nam dziś takie salafickie organizacje chcące wsprowadzania w Syrii prawa szariatu jak Ahrar asz-Szam czy Front Islamski. Obie są odpowiedzialne za masowe morderstwa na alawickich cywilach.

Ponadto pisarz jasno wskazuje, że w rzeczywistości w Syrii toczy się wojna ze światowym terroryzem i jasno stwierdza, że jest on wspierany i finansowany przez niektóre państwa Zatoki Perskiej z Arabią Saudyjską i Katarem na czele.

Autor wiele gorzkich słów skierował przeciwko przywódcom i dyplomatom własnego państwa, zwracając uwagę na ciekawy zbieg okoliczności. W tym samym czasie w roku 2013, gdy przedstawiciele francuskich władz domagali się interwencji w Syrii i obalenia prezydenta Asada oraz wykluczenia z rozmów pokojowych Iranu, francuskie przedsiębiorstwa podpisywały gigantyczne kontrakty zbrojeniowe z państwami, które najbardziej zainteresowane były pozbawieniem syryjskiego prezydenta władzy, a mianowicie z Arabią Saudyjską i Katarem. Współpraca ekonomiczna pomiędzy tymi państwami a Francją może tłumaczyć ich, mogłoby się wydawać zaskakującą, zbieżność interesów w Syrii.

Książka ta w istocie jest bardziej zbiorem kilku felietonów, które wydano pod jednym tytułem, niż całościową monografią poświęconą zagadnieniu konfliktu syryjskiego. Nie ujmuje to szczególnie całej pracy, ale nawet mało spostrzegawczy czytelnik zauważy w kolejnych rozdziałach powtórzenia tych samych informacji.

Pozycja ta skierowana jest bardziej do czytelników, którzy dotychczas nieszczególnie interesowali się trwającą w Syrii wojną. Ci zaś, którzy śledzą ten konflikt za pośrednictwem innych źródeł niż media mainstreamowe, raczej nie znajdą w publikacji Pichona niczego nowego. Pozwoli im ona jednak uporządkować posiadaną wiedzę i zaznajomić się z punktem widzenia obywatela państwa, które silnie optowało za obaleniam syryjskiej władzy i interwencją państw zachodnich.

Opisywana pozycja:

Frédéric Pichon, Syria. Porażka strategii Zachodu, Wydawnictwo Dialog, Warszawa 2015.

Komentarze