Miłosz Tamulewicz: Pociąg zwany rewolucją

Zatłoczony peron zdaje się nie mieć końca. Gorące powietrze jest tak gęste, że ludzie kłębiący się w budynku dworca z największym trudem przedzierają się przez jego niewidzialną barierę. Wszyscy spływają potem. Ukradkiem ocieram czoło skrawkiem koszulki. Nie spodziewałem się takich warunków podróży. Ogromny zegar w  hallu jakimś cudem oparł się działaniu temperatury i nie zwinął się jak jego pobratymcy z obrazu Dalego. Pomimo panującego upału nie sposób nie zauważyć stanu dworca. Przepełnione kosze na śmieci zdają się błagać o opróżnienie przez niewidoczną obsługę. Niektórzy ludzie próbują zachować resztki przyzwoitości i wciskać do koszy pozostałości po drugim śniadaniu, pozostali zrezygnowali z pozorów i wyrzucają śmieci prosto na podłogę. Odrywam wzrok od tego przykrego widoku i zmierzam w stronę swojego pociągu. Tłum wciąga mnie w swój wir i ląduję mniej więcej w połowie składu. Siadam naprzeciw swojego rówieśnika o całkiem przyjemnej aparycji. Zaczynam rozmowę. Gwizd. Wyjeżdżamy z Kondominium Głównego.

Środowisko narodowe skupione wokół Marszu Niepodległości dość szybko wytworzyło sobie pewien szyld który, jak na tamte czasy, był propozycją nową i z bardzo dużym potencjałem. Warunki do rozwoju tej inicjatywy były wręcz idealne. Media alternatywne były w tamtym czasie jeszcze w zalążku, a Internet dopiero nabierał rozpędu. Nie było jeszcze gwiazd pokroju Maxa Kolonko czy podziemnaTV,  Witold Gadowski nie marzył nawet o własnym kanale na YouTube.  Istniała próżnia społeczno-informacyjna, którą ktoś musiał wypełnić. Niezadowolenie z władzy było wszechobecne: od trybun w stolicy po kopalnie na Górnym Śląsku. Każda kolejna wzmianka o nadużyciach dolewała kropel do czary, która niebawem miała się przepełnić. Narodowcy trafili w idealny moment.

Dosyć szybko szeregi ludzi popierających inicjatywę Marszu zostały zasilone przez znane osobistości: polityków (Artur Zawisza, Janusz Korwin-Mikke) publicystów (Rafał Ziemkiewicz, Jacek Bartyzel, Robert Nowak), muzyków (Paweł Kukiz, Adam „Pih” Piechocki), przedstawicieli świata nauki (Jan Żaryn, Ryszard Bender) i przedsiębiorców (Jan Kobylański).

Ciężko stwierdzić co stanowiło podwaliny tak szybkiego sukcesu organizacji narodowych w tamtym czasie, poza oczywistościami takimi jak: nowa formuła, apolityczność i wykorzystanie najważniejszego święta narodowego. Jedno jest pewne. Potencjału nie zmarnowano. Powstały:

Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, które skupia kilkanaście organizacji;

  • – partia polityczna Ruch Narodowy, której deklarację ideową podpisało kilkadziesiąt organizacji;
  • – Facebookowy profil Marszu Niepodległości, który do tej pory skolekcjonował ponad 250 tysięcy obserwujących i w chwili obecnej jest największym narodowym medium;
  • – a w chwili obecnej budowane są Media Narodowe, ale to inna część historii.

W międzyczasie, liderzy Ruchu Narodowego licznie zapraszani do telewizyjnych batalii „masakrowali” coraz to nowych adwersarzy. Młode pokolenie, którego jedyną stycznością z polityką był internet, zaczęło szturmować spotkania organizacji narodowych: Młodzieży Wszechpolskiej i ONR-u.

Byliśmy w natarciu.

Rozmowa się kleiła i to do tego stopnia, że nie zauważyliśmy jak w naszym przedziale szybko zaczęło przybywać pasażerów. Atmosfera była piknikowa. Za oknem krajobraz powoli ulegał przeobrażeniu. Wyschnięta ziemia szybko zazieleniła się trawą. Drzewa, które przy wyjeździe zdawały się jeszcze suchymi badylami, teraz nabrały masy, prężąc dumnie rozrośnięte konary. Taka sama zmiana zaszła w ludziach, którzy zdawali się być bardziej uprzejmi i uśmiechnięci. Tę prawdziwą sielankę przerwała komenda nadana intercomem, który obejmował nasz wagon. Kilka osób zostało poproszonych o przejście o jeden wagon do przodu. O dziwo, zauważyłem pewną prawidłowość w wybranych ludziach. Były to te osoby, przy których skupiały się największe ogniska rozmówców w naszym wagonie. Zacząłem zachodzić w głowę na czym polega owa nietypowa konspiracja. Zanim jednak zdążyłem znaleźć sensowne wytłumaczenie pociąg zaczął zwalniać. Wśród pasażerów zapanowało wielkie poruszenie. Matki zaczęły pakować swoje dzieci, studenci pozamykali laptopy, a mój rozmówca uścisnął mi rękę i podziękował za interesującą rozmowę. Zbliżał się czas wysiadania. Pociąg z lekkim piskiem stanął w miejscu. Spojrzałem przez okno. Stacja, którą widziałem przed sobą, przedstawiała zdecydowanie lepszy widok niż poprzednia. Tłum wysiadający z pociągu przeciął wpół peron, na którym gdzieniegdzie były widoczne wazony z kwiatami, a uprzejmi zawiadowcy kierowali ludzi w stronę wyjścia z peronu. Odkleiłem wzrok od szyby. Spojrzałem po wagonie, który nagle zaczął świecić pustkami. Kilka osób, widocznie wcześniej niezdecydowanych, biegło  czym prędzej do wyjścia. Niektórzy wstawali, żeby za chwilę usiąść ponownie i stwierdzić, że to chyba jeszcze nie ich stacja. Inni z kolei widząc, że stracili kompanów do rozmowy, zaczęli przenosić się do sąsiednich wagonów. Zostałem praktycznie sam. „Niedobitki” pasażerów pochowały się po kątach wagonu. Nagłe szarpnięcie oznajmiło mi, że pociąg jest znowu w ruchu. Kątem oka dostrzegłem oddalającą się powoli tabliczkę z nazwą stacji: DOBRA ZMIANA.  Po głębszym przyjrzeniu się widać było wychodzące na wierzch warstwy starej farby, ale to mógł dostrzec tylko wytrawny wzrok. Ruszyłem w dalszą podróż pogrążając się w rozmyślaniu.

Zwrot w rozwoju środowiska narodowego przyniosły wybory prezydenckie, a następnie parlamentarne. Możliwości politycznych miraży było mnóstwo. Przez chwilę w powietrzu wisiała propozycja wspólnego kandydata na prezydenta: środowiska narodowego, inicjatywy Grzegorza Brauna i Janusza Korwina Mikke. Miał nim zostać publicysta Rafał Ziemkiewicz, jednak odmówił.

W międzyczasie wybuchła afera podsłuchowa, której charakterystyka była bardzo dziwna. Oczywistym jej beneficjentem było środowisko PiS-u, jednak to nasze środowisko jako jedyne zareagowało i wyprowadziło ludzi na ulice. Cisza ze strony opozycji była tak ogłuszająca, że nawet pomniejsze organizacje skupione wokół inicjatywy Jarosława Kaczyńskiego odpowiedziały na nasze wezwanie, zaskoczone biernością „obozu patriotycznego”.

Środowiska prawicowe zdecydowały o oddzielnym starcie w wyborach prezydenckich. W mniejszym lub większym stopniu antysystemowców reprezentowali: Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun, Marian Kowalski, Jacek Wilk, Paweł Tanajno i Paweł Kukiz. Dla większości kandydatów wyniki były pogrążające, jednak wyłoniły one nowego lidera, który szybko odetnie się od wcześniejszych powiązań: Pawła Kukiza.  Ale nie wyprzedzajmy faktów. Od tej pory przygotowania do wyborów parlamentarnych zmieniły kierunek.

Nowa platforma Kukiz`15 zaczęła regularnie odnotowywać kilkuprocentowe poparcie w sondażach i to zdecydowanie powyżej progu wyborczego. W końcowym rozrachunku z list komitetu Kukiza startowali przedstawiciele Ruchu Narodowego (oraz UPR, który był częścią RN), KNP, Demokracji Bezpośredniej, Partii Libertariańskiej, Prawicy RP, Polski Razem, Solidarnej Polski i Samoobrony. Udało się zdobyć 42 mandaty z czego 5 przypadło  przedstawicielom RN (Adam Andruszkiewicz, Sylwester Chruszcz, Bartosz Józwiak, Tomasz Rzymkowski i Robert Winnicki).

23 kwietnia 2016 roku (dwa dni po opublikowaniu nagrania na którym Paweł Kukiz chwali się, że zniszczył Ruch Narodowy) rada polityczna RN zarekomendowała swoim posłom utworzenie własnego koła w sejmie. Jedyną osobą, która zastosowała się do wezwania był prezes RN Robert Winnicki.  Tym samym pozostała część posłów z naszego środowiska wysiadła na tej stacji…

Spojrzałem przez okno. Od jakiegoś czasu krajobraz pozostawał niezmienny. Szum pędzącęgo pociągu mocno kontrastował z przytłaczającą ciszą, która panowała w wagonie. Rozejrzałem się wokoło. Twarze, które widziałem, towarzyszyły mi od samego początku podróży. Nikt wyróżniający nie dosiadł się na poprzednich stacjach. Z rozmyślań wyrwała mnie wiadomość podana przez intercom, a dokładniej moje nazwisko. Zaciekawiony ruszyłem w kierunku przejścia do następnego wagonu. W przedziale pierwszej klasy siedziała grupka mężczyzn w dobrze skrojonych garniturach. Rozmowa miała poważny ton i z tego, co zdołałem uchwycić nim spostrzegli moją obecność, dotyczyła kierunku w jakim zmierza pociąg. Wszyscy obecni odwrócili się w moją stronę. Przemawiał tylko jeden z nich. Wytłumaczył mi, że od tej pory jestem jedną z osób, które mają dostęp do pociągowego intercomu. Mężczyzna nakreślił pokrótce moje zadania, powiedział jak wielkiej wagi jest moja misja, po czym zdecydowanym ruchem wskazał drzwi przedziału. Rozmowa była skończona. Od tej pory podróż dla mnie przebiegała zupełnie inaczej. Za każdym razem kiedy wychodziłem do pokoju z mikrofonem po powrocie do wagonu zachodziła pewna zmiana: ludzie na stacjach wsiadali do naszego wagonu, czasami go opuszczali, bywało tak, że mój przekaz był na tyle istotny, że podchwytywały go inne pociągi mijające nas w trakcie podróży. Kilka razy spotkałem się z ofertami biznesowymi, które z racji mojej pozycji były do mnie kierowane. Potrafiłem sprawić, że niektórzy podróżni byli bardziej lubiani od innych, a nawet mogłem wykluczyć  kogoś z naszego pociągu. Kilka razy wołano mnie do „przedziału w garniturach” żeby pochwalić bądź skrytykować moje działania. Pociąg cały czas jechał do celu. Czułem, że  w końcu odgrywam w nim jakąś rolę.

Sytuacja, która zastała nas po wyborach parlamentarnych nie należała do najprzyjemniejszych. Większość ludzi, która dotychczas popierała środowiska narodowe uwierzyła, że wygrana PiS to prawdziwa #DobraZmiana, że to docelowa stacja, że nikt lepiej nie zatroszczy się o dobro Polaków. Na nasze manifestacje nagle przestały przychodzić tłumy ludzi, a każda krytyka obecnej władzy wiązała się z szukaniem w naszym środowisku rosyjskich agentów. Doszło do tego, że ludzie potrafili wybaczyć PiS-owi odpuszczenie zakazu aborcji mimo, że ich elektorat pochodził w dużej mierze ze środowisk katolickich.

Podział naszego środowiska postępował. Kandydat na prezydenta Marian Kowalski przystał do pastora Chojeckiego i zaczął zarabiać pieniądze na telewizji internetowej, porzucając dotychczasowe ideały i atakując środowisko, z którego się wywodzi. Pojawiły się postaci: Wojciecha Olszańskiego/Jabłonowskiego, księdza Jacka Międlara, powstała Endecja z posłami: Jakubiakiem i Andruszkiewiczem na czele. Idea zaczęła się rozmywać. Zaostrzyły się podziały między niedawnymi kolegami. Ludzie, którzy pozostali antysystemowi, nie wiedzieli, w którą stronę się zwrócić.

Z drugiej jednak strony obok narodowcy.net pojawiły się nowe portale internetowe: Prosto z Mostu, DziennikNarodowy, Kierunki, Prawy.pl, Myśl.pl. Na nowo zaczęto wydawać Wszechpolaka i Politykę Narodową. Pojawiło się wiele kanałów na YouTube, których autorzy przedstawiali poglądy zbliżone do naszych: Max Kolonko czy PodziemnaTV. W końcowym rozrachunku pojawiły się Media Narodowe na czele z nową telewizją internetową. Zyskaliśmy nowy rodzaj oddziaływania na masy. W dalszym ciągu nasze uliczne demonstracje nie cieszyły się popularnością. To jednak straciło na znaczeniu.

Zaczęliśmy w inny sposób kreować rzeczywistość. Pokazaliśmy ludziom do czego prowadzi polityka multikulturalizmu prezentując liczne przykłady z zachodu – do tego stopnia, że ani obecna, ani poprzednia ekipa rządząca nigdy nie zdecydowały się na przyjęcie imigrantów. Powstała pewnego rodzaju sieć reakcji.

– Mamed Khalidov pozuje z bronią i mówi, że jest radykałem?

– Wszystkie związane z nami portale publikują informacje.

– Mamed zostaje wygwizdany na najbliższym KSW i prawdopodobnie nie przedłuży kontraktu.

– Zajęliśmy się tematem Żołnierzy Wyklętych w naszych mediach.

– Zaczęły powstawać ulice, ronda i pomniki nazwane ich imionami.

 

– Banderowcy organizują antypolskie marsze?

– Burzymy pomniki UPA w Polsce.

 

– Powstaje obrazoburcza sztuka w Teatrze?

– Kilkuset osobowa grupa blokuje wejście do budynku.

 

– Nie popieramy Unii Europejskiej.

– Na Sejmie Młodych dominują wypowiedzi eurosceptyczne.

 

Zyskaliśmy siłę tworzenia nowych trendów myślowych, blokowania szkodliwych rozwiązań, a przede wszystkim aktywizowania młodych ludzi. Nasza siła oddziaływania była tak wielka, że przy współdziałaniu z mediami władzy potrafiliśmy nawet niszczyć kariery osób publicznych: Petru, Kijowskiego, Wałęsy czy Palikota.

Wokół naszego środowiska wytworzyła się swego rodzaju specjalna strefa ekonomiczna. Powstały nowe patriotyczne marki odzieżowe, księgarnie internetowe, patriotyczne lokale w większych miastach, zapanowała moda na polskie produkty.

Mimo tego nasze środowisko w dalszym ciągu przeżywa kryzys. Braki w formacji są coraz częściej widoczne. Cierpimy na chroniczny zanik liderów, którzy mogliby pchnąć ten ruch do przodu, podczas gdy występuje ciągły drenaż młodych i ambitnych do konkurencyjnych projektów. Dominuje bierność i brak inicjatywy na niższych szczeblach. Stan osobowy organizacji stoi w miejscu a duża część ludzi, która mogłaby zasilić nasze szeregi, uważa, że nie trzeba już o nic walczyć, bo wraz z nowym obozem rządzącym „Polska wstała z kolan”.

Mocne szarpnięcie wybudziło mnie z lekkiej drzemki. Pociąg zdecydowanie przyśpieszył. Rozejrzałem się po wagonie. Zaszły tu zdecydowane zmiany. Rozsiane dotychczas grupki połączyły się w jedną, obejmującą całe pomieszczenie. Każdy brał udział w ożywionej dyskusji. Co ciekawe, wszyscy mieli merytoryczne argumenty i potrafili je doskonale wykorzystać w rozmowie, nie było wchodzenia w słowo ani posuwania się do złośliwości. Widać było, że wspólna podróż mocno nas wszystkich zbliżyła. Dźwięk z interkomu przeszył powietrze wagonu. Wiadomość zelektryzowała wszystkich podróżnych. Zbliżaliśmy się do stacji docelowej. Podbiegłem do okna, otworzyłem je i wychyliłem się jak tylko mogłem najdalej, nie zważając na mijające mnie z ogromną prędkością słupy.

Na końcu trasy majaczyła niewyraźnie tablica, którą z całych sił próbowałem odczytać. Mrużąc lekko oczy dostrzegłem warstwy świeżej farby, które zlewały się w napis. Serce stanęło mi na ułamek sekundy, a przez  głowę zaczęły przelatywać migawki z całej mojej wyczerpującej podróży. Otarłem wilgotne oko skrawkiem koszuli. Napis na szyldzie stacji majaczącej w oddali głosił: WIELKA POLSKA.

Komentarze