Morderstwo P. Adamowicza – nienawiść czy choroba? | Narodowcy.net

Morderstwo P. Adamowicza – nienawiść czy choroba?

Od czasu śmierci Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w mediach pojawia się znaczna liczba opinii dotyczących przyczyn tragedii oraz hipotez dotyczących ludzi, których można by obarczyć za nią odpowiedzialnością. Pomimo padających z różnych stron sceny politycznej  apeli, by nie czynić z tego wydarzenia przedmiotu rozgrywek politycznych, wydarzenia potoczyły się wręcz odwrotnie. Do samego faktu morderstwa oraz jego potencjalnych przyczyn odniosło się wiele osób, m.in. Prezydent Andrzej Duda, liczni politycy oraz internauci. Nic więc dziwnego, że głos w tej sprawie zabrały również instytucje związane ze zdrowiem psychicznym, takie jak Polskie Towarzystwo Psychiatryczne oraz Polskie Towarzystwo Psychoanalityczne.

Można się spodziewać, że z racji charakteru swoich specjalizacji, przedstawiciele obu tych środowisk mogą posiadać opiniotwórczy wpływ na swoich odbiorców – nie tylko w temacie szeroko pojętego zdrowia psychicznego, ale także ewentualnych hipotez dotyczących stanu Stefana W. lub potencjalnych przyczyn, dla których mógł dopuścić się zbrodni. Właśnie z tego powodu oraz przez świadomość wpływu, jaki może wywierać autorytet w danej dziedzinie na jednostki, członkowie obu Towarzystw powinni być ostrożni i możliwie bezstronni w formułowaniu publikowanych przez siebie uwag i komentarzy, dotyczących tej bardzo delikatnej sprawy, szczególnie ze względu na jej wysoki ładunek emocjonalny wśród społeczeństwa oraz istotne znaczenie polityczne narracji, w jaką ubierze się okoliczności zabójstwa prezydenta Gdańska.

14 i 15 stycznia br. na profilach portali społecznościowych obu organizacji (Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz Polskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego) pojawiły się oświadczenia sugerujące konieczność oddzielenia przemocy i zbrodni od zaburzeń psychicznych, jednocześnie wskazujące na istotną rolę obecnej w przestrzeni publicznej mowy nienawiści w kształtowaniu postaw agresywnych. Pełną treść obu oświadczeń przeczytać można poniżej.

Jakkolwiek nie byłaby oceniana treść powyższych oświadczeń, należy oddać im przynajmniej częściowo poprawny fundament merytoryczny – oczywiście w świetle aktualnej wiedzy psychologicznej nie ma miejsca na utożsamianie każdej choroby psychicznej z tendencją do nienawiści czy przemocy oraz nie jest prawdą, że każda osoba łamiąca porządek społeczny lub dopuszczająca się przemocy może być uznana za chorą psychicznie. Jednocześnie na każdą, zarówno chorą jak i zdrową jednostkę, istotny wpływ wywiera otoczenie, w jakim się znajduje.

W wyciąganiu dalej idących wniosków trzeba jednak być ostrożnym i opierać się na solidnych przesłankach, by nie popełnić poważnego błędu i tych właśnie podstaw w powyższych oświadczeniach zabrakło, przez co są one sformułowane w sposób nierzetelny i stronniczy. O przekazie wypowiedzi może bowiem zaważyć sposób jej sformułowania czy akcent położony mniej lub bardziej na pewne aspekty, w sposób delikatny sugerujący odbiorcom sposób myślenia. Można zauważyć, że właśnie to zostało uczynione w przytoczonych wypowiedziach.  Jest to szczególnie niedopuszczalne ze względu na fakt, że diagnoza psychiatryczna Stefana W. jeszcze się nie zakończyła, a informacje na jej temat nie zostały do tej pory upowszechnione. Każde więc hipotezy na temat jego psychologicznego funkcjonowania czy motywów zbrodni muszą zostać uznane za niepodparte wystarczającymi argumentami, o ile nie wygłasza ich osoba mająca dostęp do przebiegu śledztwa i badań, które wliczają się w jego przebieg.

Wróćmy na chwilę do tematu psychologii człowieka, żeby rozwinąć, dlaczego oświadczenia były sformułowane w sposób błędny. Można w uproszczeniu powiedzieć, że według większości uznawanych aktualnie koncepcji psychologicznych na zachowanie każdej osoby wpływ mają dwie grupy czynników: te pochodzące „z wnętrza” człowieka (dotyczące płaszczyzny emocjonalnej, intelektualnej oraz woli) a także wszelkie zmienne wpływające na niego z otoczenia, m.in. najbliższe środowisko społeczne, media, autorytety.

Jednocześnie cała dziedzina psychologii nie wykształciła do tej pory jednoznacznej konceptualizacji określającej  granice wolnej woli, a więc nie ustalono w sposób zgodny, w jakim stopniu osoba jest zdolna sama decydować o swoim zachowaniu, a w jakiej części jest zdeterminowana przez czynniki od niej niezależne (np. cechy wrodzone, własne wychowanie, aktualny stan psychiczny, chorobę psychiczną, wpływ otoczenia). Należy więc na tę chwilę widzieć zachowanie człowieka jako wynik skomplikowanych mechanizmów polegających na interakcji czynników wrodzonych i nabytych, wewnętrznych i zewnętrznych, świadomych i nieświadomych, zależnych i niezależnych od naszej woli.

W warunkach pracy indywidualnej psychologa lub psychiatry z konkretną osobą, na drodze złożonego procesu diagnostycznego, niejednokrotnie możliwa jest przybliżona identyfikacja czynników wpływających na jego zachowanie. Nie jest jednak możliwe dokonanie rzetelnej, generalnej oceny, jakie grupy czynników ogólnie bardziej wpływają  na ludzi, a które odgrywają mniejszą rolę w kształtowaniu zachowania ani też zdiagnozowanie tego samego w odniesieniu do jednej osoby, o której posiadamy tyle informacji, ile udostępnia nam przekaz publiczny na temat Stefana W. Każda próba przesunięcia ciężaru przyczynowego z jednego bieguna na drugi bez odpowiedniego fundamentu merytorycznego może grozić poważnymi w konsekwencjami.

Takie zagrożenia, wynikające z błędnych założeń i nietrafionych ocen specjalistów znane są powszechnie psychologom z teorii oraz praktyki klinicznej, i tak na przykład (mówiąc w dużym uproszczeniu): przecenienie wpływu jednostki na własne zachowanie może doprowadzić z jednej strony do zwiększenia w niej poczucia odpowiedzialności za swoje czyny, z drugiej jednak strony może przyczynić się do wytworzenia się w niej nadmiernego poczucia winy, dotyczącego nawet spraw leżących poza granicami jej indywidualnych możliwości. Może mieć także miejsce sytuacja odwrotna: przeceniając wpływ środowiska zewnętrznego możemy doprowadzić do nieuzasadnionego zdejmowania odpowiedzialności z osoby za jej własne zachowanie, co zadziałać może demoralizująco. Jednocześnie przecenienie znaczenia świadomych wyborów jednostki oraz wpływu środowiska może doprowadzić do niedowartościowania wpływu złego stanu psychicznego (spowodowanego na przykład niewystarczającą opieką specjalistyczną) czy wręcz choroby psychicznej na wybory jednostki, a to skutkować może niedocenieniem znaczenia opieki społecznej i psychologicznej/psychiatrycznej, szczególnie w odniesieniu do jednostek znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej.

Wracając do tematu oświadczeń obu Towarzystw, w moim odbiorze akcentują one w sposób nieproporcjonalny wpływ środowiska zewnętrznego na czyn Stefana W., sugerując jednocześnie mniejsze znaczenie czynników psychologicznych (świadomych lub nieświadomych) w kształtowaniu jego zachowania, a nawet sugerując możliwość ich zupełnego wykluczenia. Łatwo zauważyć, że oświadczenia te przeceniają odpowiedzialność osób kształtujących w Polsce debatę publiczną za niedawną tragedię, jednocześnie w ogóle nie wskazując na możliwy udział innych, szalenie istotnych czynników, które z pewnością wywarły na Stefana W. mniejszy lub większy wpływ. Nie uwzględniają one wpływu okoliczności życia Stefana W. w latach poprzedzających popełnienie zbrodni (5 lat spędzonych w zakładzie karnym, a więc w warunkach izolacji od bezpośredniego obiegu informacji i debaty publicznej). Ignorują one również obiektywną możliwość wpływu choroby psychicznej na właściwy odbiór rzeczywistości oraz wybory mężczyzny. Ta znacząca i niedopuszczalna manipulacja łatwo może wprowadzić w błąd grupy uznające te Towarzystwa za autorytet w dziedzinie psychologii.

Obok wyżej wskazanych niepoprawności, nie da się w tym wszystkim pominąć przebijającego się szczególnie przez oświadczenie Polskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego manifestu sympatii i antypatii politycznych, co w świetle etyki zawodu psychologa pozostawia wiele zastrzeżeń. Warto przytoczyć w tym miejscu dwa z punktów Kodeksu Etyczno-Zawodowego Psychologa:

  • Psycholog jest świadomy faktu, że ze względu na specyfikę dyscypliny jego osobiste przekonania, wartości i prywatne normy etyczne wpływać mogą na dobór i sposób przekazywania treści dydaktycznych. Występując w roli nauczyciela pokazującego wiedzę psychologiczną, psycholog powinien zaznaczyć, kiedy prezentuje osobisty punkt widzenia; obowiązuje go jednak znajomość i rzetelne przedstawienie innych stanowisk. 
  • Upowszechniając wiedzę psychologiczną, psycholog dba o zgodność przekazywanych treści ze współczesnym stanem nauki, uwzględnia różnice między hipotezami i dobrze udokumentowanymi twierdzeniami i w sposób rzetelny przedstawia praktyczne możliwości psychologii. Szczególnie starannie psycholog przedstawia te treści, które są niezgodne z obiegową wiedzą psychologiczną lub podatne na różnorakie interpretacje.

Źródło: Kodeks Etyczno-Zawodowy Psychologa zatwierdzony przez Walne Zgromadzenie Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w 1931 r.

Podsumowując i jednocześnie zbliżając się do końca wywodu, śmiem wysnuć wniosek, iż z pozoru bezstronne oświadczenia środowisk, które w swojej publicznej działalności z założenia powinny pozostawać w bezpiecznym dystansie od wpływu osobistych przekonań i prywatnych preferencji politycznych, zostały sformułowane w sposób sugerujący określone, nieuzasadnione żadnymi argumentami tezy związane z określonymi nastrojami jednej ze stron sceny politycznej, tym samym sporządzone zostały w sposób nieprofesjonalny, godzący w etos zawodu zaufania publicznego, do którego aspirują specjaliści wykształceni w ramach dziedzin psychologii czy psychiatrii. W kontekście zwiększającego się znaczenia obu tych dziedzin w kształtowaniu poglądów dotyczących nie tylko rozmaitych aspektów życia prywatnego, ale także licznych spraw o szerokim znaczeniu społecznym, w interesie wszystkich jest zwracanie uwagi na podobne próby manipulacji i reagowanie na nie stanowczym sprzeciwem.

 

Komentarze