Łukasz Jabłoński: Najbardziej wyklęci z wyklętych

Wątek NSZ w naszej historii przewija się coraz częściej i z każdym rokiem poznajemywięcej szczegółów – ukazują się publikacje i filmy dokumentalne, które niewątpliwie zasługują na naszą uwagę i stoją w opozycji do komunistycznych kłamstw na temat tej formacji wojskowej. Długoletnia propaganda i cały wachlarz oszczerstw do dziś odciskają wyraźne piętno w umysłach wielu ludzi, którzy nie mają problemu przy stawianiu znaku równości pomiędzy bohaterami z Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych czy innych organizacji niepodległościowych, a komunistycznymi bandytami z Gwardii Ludowej czy Armii Ludowej. Propaganda stalinowska uczyniła z żołnierzy NSZ (podobnie jak z AKowców) faszystów kolaborujących z Niemcami, a z wszystkich komunistów bojowników o wolność. Prawda jest jednak taka, że żołnierze NSZ walczyli tak samo dzielnie z komunistami, jak i hitlerowcami.

Słyszałem bardzo wiele o chwalebnych wyczynach AL polegających na niezłomnej walce z okupantem niemieckim czy o ludziach pragnących prawdziwie wolnej Polski. Trudno to jakkolwiek skomentować, gdyż oddziały GL, a tym samym wywodzącej się z niej AL bardzo często złożone były z przedwojennych kryminalistów, drobnych złodziejaszków i Rosjan i stały się postrachem polskich wsi. Warto spuścić na to zasłonę milczenia i oddać głos Piotrowi Gontarczykowi z IPN-u, który w jednym z wywiadów stwierdził:

„Dorobek tej organizacji w walce z Niemcami to mniej więcej w 90% powojenna mistyfikacja”.

Co w takim razie robili „żołnierze” spod sztandaru AL-GL? Z historii wynika, że razem z sowieckimi partyzantami napadali na wsie, kradli, gwałcili, mordowali ludność cywilną, członków podziemia niepodległościowego i ich rodziny, często podszywając się pod nich tym samym próbując zrzucić ciężar winy ze swoich barków. Z każdym swoim działaniem przyczyniali się do umacniania reżimu komunistycznego – w końcu była stworzona na bezpośrednie polecenie Stalina. Ten twór przesiąknięty sowieckimi agentami wcale nie był stworzony do walki z Niemcami tylko do walki z polskim podziemiem niepodległościowym. Na ich drodze do zniewolenia Polski często stawały tak znienawidzone przez nich oddziały NSZ. I to właśnie żołnierze NSZ i ich rodziny często stawały się ich ofiarami ich zbrodni.

Jeden z żołnierzy NSZ Bohdan Szucki ps. „Artur” w swojej książce pt. „Narodowe Siły Zbrojne w moim życiu” wymienia tylko niektóre z nich dokonane przez GL- AL –  łącznie 34 udokumentowane przypadki morderstw, napadów rabunkowych i donosów do Niemców, w wyniku których przeprowadzono akcje pacyfikacje, w których zginęły setki osób. Należy nadmienić, że ta niepełna lista zbrodni AL-GL obejmuje tylko mieszkańców ówczesnego powiatu Janów Lubelski – Kraśnik. Lista zbrodni jest znacznie dłuższa, a pewnie byłaby dłuższa, gdyby nie nagła reakcja państwa podziemnego – w tym dowódców NSZ. Do dowództwa zewsząd napływały sygnały o wrogiej działalności grup komunistycznych i zbrodniach dokonywanych na ludności cywilnej. Poniżej przedstawiam jeden z komunikatów Biura Informacji NSZ o napadach rabunkowych grup komunistycznych, które podszywały się pod oddziały NSZ:

1944 styczeń 3. Warszawa – komunikat Biura Informacji NSZ o napadach rabunkowych grup komunistycznych, które podszywają się pod oddziały NSZ

„Dąb”
M[iejsce] P[Ostoju]. dn 3 stycznia 1944B[iuro] I[nformacji]Komunikat nr 9/Z/44
Stwierdzono, że w szeregu wypadków organizacje komunistyczne oraz zwykli oszuści, wymuszając od Polaków pieniądze na cele „organizacyjne” lub urządzające napady, używają nazw narodowych, między innymi legitymuja się jako „Egzekutywa NSZ”. W paru wypadkach bandy rabujące zostawiły na miejscu napadu egzemplarze pism narodowych. W związku z tym Dowództwo NSZ stwierdza, że NSZ nie przeprowadziły wśród społeczeństwa polskiego żadnych akcji finansowanych pod przymusem. Wypadki wymuszeń należy meldować Komendantom NSZ.
Pełnomocnik BI
(-) Orski
(ppor. Mirosław Ostromęcki)
Źródło: AAN, NSZ, sygn. 19, s. 139.

 

Takich komunikatów było o wiele więcej. NSZ traktował GL-AL jako wrogów Polski – i słusznie, gdyż zbrojne ramię PPR-u nie miało do zaoferowania swojej ojczyźnie nic poza widmem sowieckiej okupacji.

Faszyści z NSZ

Przez długi czas trwania reżimu komunistyczna propaganda starała się ukazać żołnierzy NSZ-u jako bandytów, którzy dopuszczali się kolaboracji z Niemcami i wraz z nimi dopuszczających się ogromnych morderstw. Przez cały okres trwania komunizmu drukowano plakaty, ulotki i organizowano marsze, które miały wyrobić odpowiednia opinię społeczeństwa na temat NSZ-u. Historię tej formacji wojskowej przez lata pisali zdrajcy Narodu Polskiego, a wiele kłamstw na jej temat krąży do dziś. Te kłamstwa z lubością powielają kontynuatorzy peerelowskiej retoryki i na wielu stronach (również na wikipedii) w bibliografii możemy natknąć się na opracowania wydane jeszcze w złotych latach komunizmu.

Takich chwytów jest znacznie więcej, a internet przyjmie wszystko. Tak więc w wybiórczych artykułach znajdziemy potwierdzenie, że Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych działała razem z Niemcami w walce przeciw lewicowej partyzantce, albo jak co roku jakiś celebryta wyskoczy ze swoimi niczym nie popartymi tezami, czy któryś raz z kolei głośno skrytykuje się narodowców za udział w obchodach Powstania Warszawskiego (jakby w Powstaniu nie walczyli narodowcy). Wszystkie te osobiste wycieczki w stronę NSZ rodzą kolejne pytania wśród osób nie znających historii i sprawiają, że historycy mają masę pracy, jeżeli chodzi o jej odkłamanie.

Niestety zwykłe odwołanie się do wikipedii może nie pomóc, gdyż np. Bitwę pod Rząbcem pomiędzy NSZ, a Sowietami i AL, w skład którego wchodzili zbrodniarze z Wachmannschaften (byli to Rosjanie, którzy pomagali Niemcom, a później zaproponowano im przejście na  „dobrą” stronę mocy) ukazuje jako oczywistą współpracę tych pierwszych z Niemcami i… walkę bratobójczą. Rzecz w tym, że nie ma jakichkolwiek dowodów (poza tymi komunistycznymi) na współpracę Brygady Świętokrzyskiej z Niemcami, a bohaterski dowódca AL – Tadeusz Grochal ps. Tadek Biały był jedynie zwykłym zbirem terroryzującym cywilów na którego polowała nie tylko partyzantka NSZ, ale i AK. Jednym z najbardziej zasłużonych historyków w obalaniu komunistycznych mitów jest Leszek Żebrowski, który nie odpuszcza, ani na krok ludziom, którzy starają się „błysnąć” wiedzą, a którzy tej wiedzy nie mają. Parę dni temu zamieścił on na swojej stronie na facebook’u krótka konwersację, w której obnażył kłamstwa powielane przez Krzysztofa Skibę, tym samym starając się wytłumaczyć niezbyt dokształconemu muzykowi jak naprawdę było:

Krzysztof Skiba: „Narodowcy mają na koncie sporo trupów. I ci sprzed lat i ci obecni. Te zbrodnie są dość dobrze opisane, ale komu by tam się chciało czytać. No nie?”
Leszek Żebrowski: „Chętnie bym poczytał, gdzie i kiedy padło owe „sporo trupów”, również obecnie? Ale nasz amaturszczik historyczny przecież dopiero zaczyna (na douczanie nie bardzo ma czas, przebierając się w fatałaszki), więc jest u niego groza jak u Alfreda Josepha Hitchcocka, następnie zwiększa napięcie, biorąc się za… dzieje NSZ, które wyłożył zgodnie z linią Marksa – Engelsa – Lenina – Stalina – Zandberga i jak im tam jeszcze.”
KS: „Praktycznie nie walczyli z Niemcami. W kierownictwie NSZ działało kilku agentów gestapo dzięki którym oddziały narodowców nie były atakowane przez Wehrmacht”.
LŻ: „Chętnie bym się dowiedział o tej „praktycznie nie walce” z Niemcami. Które głośne akcje tej formacji Skiba chciałby im odebrać? Może likwidację gen. Kurta Rennera? – to już dawno zrobili komuniści, przypisując błyskotliwą akcję sobie. I jak zechce pozbawić ich udziału np. w Powstaniu Warszawskim? No i o tych rzekomych agentach gestapo. To byłoby faktycznie odkrycie naukowe na skalę większą niż zwykłe „skibnięcie”. Wiem, wiem, nie dowiem się. Pozostaniemy w sferze domysłów, dlaczego autor tych słów stale chodzi (a może i śpi) w kapeluszu. Coś tam mu paruje, ale niekoniecznie to jest jest to, o czym myślimy i co tam być powinno.”
KS: „W czasie wojny walczyli z partyzantką lewicową i strzelali do ukrywających się Żydów”.
LŻ: To też jest niezłe, bo przecież walnął jak chory w kubeł, ale… tak jakby już gdzieś to było i to wielokrotnie. Gdzie? W „radosnej tfurczości” b. oficerów UB, w PRL oddelegowanych na front komunistycznej „nauki”. Gdzie była ta „lewicowa partyzantka”? Czy chodzi „skibniętemu” felietoniście o bandycką grupę zbrodniarzy spod znaku Izraela Ajzenmana [działacz komunistyczny, oficer GL, AL i UB – przyp. Ł.J.], która 22 stycznia 1943 r. dokonała ohydnego mordu cywilów w Drzewicy? Faktycznie sprawcami byli Żydzi, ale zaraz „lewicowa partyzantka”? Pół roku później kilku z nich zostało osądzonych przez partyzantów NSZ i zlikwidowanych.

Nawet wśród swoich Ajzenman dorobił się opinii mordercy, a przecież nie było to łatwe wyróżnić się w taki sposób wśród jemu podobnych zbójów. Herszt tej bandy był przed wojną wielokrotnie karany więzieniem za napady z bronią w ręku, również na bogatych Żydów. Może chodzi Skibie o złodziejską grupę niejakiego Jana Liska, przekształconą w „oddział GL im. Kilińskiego”, do której oddelegowano NKWD-zistę, ale i tak nie dało się z nią nic zrobić, a jej nominalny herszt z ramienia PPR napisał po wojnie, że grupa ta zajmowała się głównie bandyckimi napadami. Bandyci zostali wreszcie – na prośbę miejscowej ludności – spacyfikowani 9 sierpnia 1943 r. pod Borowem przez NSZ.

Warto zapoznać się z raportem z tej akcji, sporządzonym przez mjr. cc Leonarda Zub-Zdanowicza „Zęba” dla komendanta głównego AK. A może „skibniętemu” chodzi o rozstrzelanie 67 bandziorów z SS-Wachmannschaften w dniu 8 września 1944 r. pod Rząbcem? Zostali oni przyjęci w szeregi… Armii Ludowej (i kierownictwo nad nimi objęli sowieccy oficerowie z NKGB!) ale, jak napisał po wojnie ich kamrat Władysław Machejek (następnie też… literat, jak Skiba), nawet broń im zabrali, bo się ich po prostu panicznie bali. Ci SS-mani w służbie niemieckiej osławili się pacyfikacjami okolicznej ludności. Czy akcja oddziałów Brygady Świętokrzyskiej przeciwko tym łajdakom była „walką z lewicową partyzantką”?

Po tej oczywistej przegranej Skiba zaczął wymyślać Żebrowskiemu od agentów komunistycznych, zaczął grozić ujawnieniem jego teczek mających świadczyć o agenturalnej przeszłości. Do takiego ujawnienia nie doszło, gdyż uświadomiono mu, iż w tych teczkach rzekomo „dyskwalifikujących Leszka Żebrowskiego jako działacza naukowego” nie znajdzie nic poza osobistymi notatkami funkcjonariuszy SB na temat jego osoby, rodziny i powiązań ze środowiskiem solidarnościowym.

Antysemityzm i kolaboracja

Od lat wiele antypolskich środowisk próbuje przypiąć formacji NSZ łatkę antysemickiej i kolaboranckiej  tym samym próbując kontynuować retorykę poprzedniego ustroju i jeszcze bardziej wykrzywić już i tak zakłamaną historię. Kolejne pokolenie ubeków próbuje walczyć z pokoleniem niepodległościowców – na darmo. Ludzie z takich środowisk starają się udowadniać najbardziej absurdalne teorie, zapominając, że to NSZ, zaraz po AK, było jedną z najważniejszych formacji wojskowych podziemia niepodległościowego. NSZ w przeciwieństwie do band z GL-AL nie zabijało Bogu ducha winnych Żydów, a w jego szeregach możemy znaleźć wielu żołnierzy pochodzenia żydowskiego, takich jak: Feliks Pisarewski ps. „Parry” – odbity przez NSZ z transportu na Pawiak, potem oficer NSZ, kawaler Krzyża Narodowego Czynu Zbrojnego, Elijahu Szaundcer ps. „Dzik” – uciekinier z getta, przygarnięty przez NSZ, zginął w walce z Niemcami, pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych w Powstaniu Warszawskim, Jerzy Zmidygier-Konopka (ps. „Poręba”) i podchorąży Natanson, niedawno udekorowany Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego.

Żołnierze NSZ nieśli (oczywiście na miarę swoich możliwości) pomoc wszystkim ludziom pochodzenia żydowskiego. 22 września 1943 r. we wsi Dąbrówka (powiat włoszczowski) powstał oddział partyzancki NSZ pod dowództwem kpt. Władysława Kołacińskiego „Żbika”. Oddział ten miał w swoich szeregach Żyda – lekarza, dr Kamińskiego. Brat „Żbika” – Józef w okresie istnienia getta w Piotrkowie utrzymywał z nim stały kontakt, a nawet organizował ucieczki Żydów. Na jego prośbę kpt. Kołaciński wyprowadził grupę Żydów (11 kobiet i 2 dzieci) z piotrkowskiego cmentarza w lasy spalskie, a następnie przekazał gospodarzom z sąsiednich wsi.

W relacji ppłk. NSZ Tadeusza Boguszewskiego, który zresztą uważał się za piłsudczyka, możemy przeczytać:

Stwierdzam jednak kategorycznie, że w latach 1939-1947 tępiono we własnych szeregach politycznych, w Związku Jaszczurczym i w Narodowych Siłach Zbrojnych wszelkie zapędy antysemickie. Współczucie dla tępionego nieludzko narodu żydowskiego, pamięć na piętno antysemickie z lat 1934-1939 i obawa przed własnoręcznym włożeniem broni w ręce Moskwy i dygnitarzy w rodzaju Tatara, Rzepeckiego, Sanojcy i legionu innych – były gwarancją, że grupa „Szańca” i NSZ będą się trzymać jak najdalej od jakichkolwiek czynnych wystąpień antyżydowskich!

Autor powyższej relacji opracował również pod kierunkiem ówczesnego dowódcy NSZ, płk. Kurcyusza wytyczne do Akcji Specjalnej NSZ. W wytycznych tych wyraźnie podkreślano, iż jakiekolwiek wystąpienia przeciwko Żydom miały być surowo karane. Wypowiedź Boguszewskiego współgra z relacją Stefana Marcinkowskiego, który 12 lat temu, goszcząc u rodziny w Brzegu, stwierdził w obecności piszącego te słowa:

Żydzi? Mieliśmy 100 innych problemów. Ciężkie potyczki z Niemcami, prący do przodu krasnoarmiejcy, komunistyczne watahy w terenie, brak broni…”

W NSZ nie było ani jednego przypadku mordu na Żydach z przyczyn rasowych. Historycy przewalili tony literatury na ten temat („Zeszyty do dziejów NSZ”, wspomnienia żołnierzy, relacje itd. oraz prace powojennych, komunistycznych historyków) i… nic. Nawet historycy w rodzaju p. Tereja, którzy pisali o „NSZ-owskich mordach na członkach Armii Ludowej”, nigdy nie podali przypadku zabicia Żyda z przyczyn rasowych (data, miejscowość, godzina itd.).

Zarzuty o kolaborację z Niemcami też się wydają śmieszne, gdy przed oczami mamy rozkaz Tadeusza Kurcyusza ps. „Żegota”:

M[iejsce] P[ostoju], dnia 5 marca 1944
Dowództwo
L.43/44
Rozkaz szczególny nr 6
Stwierdziłem, że niemieckie władze bezpieczeństwa w GG, a szczególnie w dystrykcie radomskim i lubelskim, usiłują nawiązać kontakt z polskimi organizacjami powstańczymi, celem zorganizowania wspólnej akcji antykomunistycznej.
Aczkolwiek usiłowania te nie doprowadziły i doprowadzić nie mogą do konkretnych wyników, zdarzyć się może, że poszczególni dowódcy niższych szczebli dadzą się nakłonić do podobnej „współpracy”.
Pod groźbą oddania pod sąd wojenny zabraniam żołnierzom NSZ nie tylko współpracy z Niemcami w akcji zwalczania komunistycznych band, lecz nawet godzenie się na pertraktacje będę uważał za zbrodnię przeciwko Państwu.
Wszystkie organizacje polskie podlegają w tej czy innej formie Rządowi Rzplitej i jego reprezentantom w Kraju z czego jasno wynika, że jakiekolwiek pertraktacje z wrogiem należą do wyłącznej kompetencji Rzplitej.
Fakt, że bandy komunistyczne są wrogami Polski, nakłada na nas obowiązek walki, lecz walki w oparciu o własne siły i według dyrektyw własnych Władz w Kraju.
Nakładam na wszystkich żołnierzy NSZ obowiązek zameldowania mi o wszelkich niemieckich próbach nawiązania kontaktu z organizacjami wolnościowymi (nie tylko z NSZ). Komendanci Okręgów i Powiatów sprawdzą natychmiast, czy na ich terenach były próby tego rodzaju i jakie konsekwencje z tego wynikły. W wypadku pozytywnym meldować natychmiast, gdzie i jakie władze niemieckie starają się nawiązać kontakt z jakimi organizacjami powstańczymi.
Treść niniejszego rozkazu podać do wiadomości wszystkich żołnierzy NSZ.
Dowódca NSZ
(-) Żegota

 To dopiero początek

Walka o dobre imię żołnierzy NSZ, AK i innych organizacji niepodległościowych trwa cały czas. Przy każdej większej rocznicy Ci żołnierze są opluwani i szkalowani, a publikacje ukazujące się na ich temat często mają niewiele wspólnego z prawdą historyczną i bazują na zakłamanych źródłach. Często autorzy takich publikacji starają się dorobić własną historię dopasowaną do odpowiadającej im wizji świata. Bardzo często zdarza się, iż niekoniecznie historyczne teksty pisane przez niedzielnych redaktorów i historyków na zlecenie działają na powszechną świadomość przy okazji wywołując ogromne spustoszenie w umysłach ludzi.

Mnogość przepływu informacji wcale nie służy odkłamywaniu i wiele z nich pozostaje bez merytorycznej odpowiedzi. Chcąc czerpać wiedzę na temat NSZ warto sięgnąć po dobre i rzetelne publikacje od ludzi, którzy zajmują się tematem od bardzo dawna, a przede wszystkim odwiedzać żyjących jeszcze żołnierzy tejże formacji, którzy opowiedzą nam jak było naprawdę.

Bibliografia:

Bohdan Szucki „Artur” – „Narodowe Siły Zbrojne w moim życiu”, Związek Żołnierzy narodowych Sił Zbrojnych Fundacja im. Kazimierza Wielkiego, Lublin 2013, s. 55-63

„Narodowe Siły Zbrojne. Dokumenty 1942-1944.” – wybór opracowanie i wstęp: Marek J. Chodakiewicz, Wojciech j. Muszyński, Leszek Żebrowski, Fundacja im. Kazimierza Wielkiego, Lublin-Warszawa 2014

nsz.com.pl/index.php/artykuly-i-opracowania/35-nsz-a-ydzi

 

Komentarze