> Piękna Dziewczyna: Kobieta strażniczką życia - Narodowcy.net

Piękna Dziewczyna: Kobieta strażniczką życia

Bycie strażniczką życia to wielkie powołanie. Dla mnie wiąże się ono z osobistym doświadczeniem. Otóż w ubiegłym roku poważnie zachorowałam. Mogło się to źle skończyć. Traciłam siły, spadałam z wagi, nie mówiąc już o innych dolegliwościach. Dużo się wtedy modliłam  prosząc Jezusa, by był moim lekarzem i pokonał niszczącą mnie chorobę. Wstawiali się też za mną liczni przyjaciele, zwłaszcza w dniu, w którym szłam do szpitala. Od jednego z  nich dostałam smsa: „Niech Pan da życie”. Zabrzmiało to jak bardzo uroczysty nakaz.

I… tak też się stało. Nagle, zupełnie nieoczekiwanie odczułam niesamowity przypływ życia, radości i energii. Inne pacjentki oczekujące z niepokojem na zabieg patrzyły na mnie jak na zjawisko nie z tej ziemi (co tu dużo mówić, ja patrzyłam na siebie dokładnie w ten sam sposób): „Skąd w pani tyle pogody ducha?” – pytały. „Przy pani jestem dużo radośniejsza” – stwierdziła jedna z nich prosząc, bym przy niej posiedziała.

A ja? Zrozumiałam, że Bóg jest Dawcą i Miłośnikiem życia, silniejszego niż śmierć. Niszczy to, co niesie rozkład. I ostanie słowo należy właśnie do Niego.

Życie…. Od tamtej pory jakoś szczególnie mnie fascynuje… Stało się dla mnie tym, dla czego warto żyć i czemu warto służyć. Życie to coś, czym może obdarzyć tylko Bóg. Ale nie zrobi tego bez pomocy człowieka. On wręcz uzależnił się od nas w kwestii przekazywania życia. Nawet Aniołom nie dał takiej władzy!

Nasze ciało „sanktuarium życia”

Kobieta, Jego beniaminek, jest matką wszelkiego życia. Jego opiekunką i strażniczką. Tak przecież została stworzona. Jej ciało jest – jak mówił św. Jan Paweł II – „sanktuarium życia.”  Jest święte, bo stworzone przez Boga i zdolne przyjąć w siebie i pielęgnować życie, które On daje.

I całe funkcjonowanie naszego kobiecego organizmu jest nastawione właśnie na życie: produkcja estrogenów, dojrzewanie komórki jajowej, jej wędrówka do macicy, a potem pojawienie się ciałka żółtego, produkcja progesteronu. Oczekiwanie ( długość fazy poowulacyjnej trwa średnio od 12 do 16 dni)….

I wreszcie, gdy nie doszło do zapłodnienia –  miesiączka, zwana „płaczem zawiedzionej macicy”. Bo przecież wszystko było przygotowane: pokoik z klimatyzacją (określenie jednego z psychologów, przytaczane przez dr W. Półtawską) czekał na nowego człowieka…

Czasem dziewczynie trudno zaakceptować to, że jej organizm reaguje zależnie od fazy cyklu. Zazdrości chłopakom, że nie są tak zależni od działania hormonów. A przecież wszystko to wpisane jest w jej naturę, którą tak niezwykle stworzył Bóg.

Stanisława Leszczyńska

Kobieta – strażniczka życia. Czuwa nad życiem, opiekuje się. Potrafi być wręcz heroiczna jak nasza polska kandydatka na ołtarze, Stanisława Leszczyńska. Dopiero ostatnio nieco więcej się o niej pisze, a nawet powstaje film, nad którym pracuje Maria Stachurska, cioteczna wnuczka tej niezwykłej osoby. Skromnej, spokojnej, pracowitej, która w obozie zagłady Auschwitz  – Birkenau potrafiła  sprzeciwić się rozkazowi doktora  Mengele wydającego nakaz, by wszystkim dzieciom żydowskim po porodzie nie wiązać pępowiny, tylko razem z łożyskiem wyrzucać do kubła na nieczystości. Stanisława nie zgodziła się „być Herodem tych małych dzieci”. Za taką decyzję groziła jej kara śmierci. Miała tego świadomość, a jednak… Jak to się stało, że doktor Mengele nie skazał jej na śmierć? Jak to się stało, że przyjęła trzy tysiące porodów i nie było żadnego zakażenia połogowego, żadnych powikłań? Ponoć nawet najlepsze niemieckie kliniki nie mogły poszczycić się takimi wynikami!

Ta wyjątkowa położna była wierna złożonemu przez siebie ślubowi Maryji, że będzie godnie przyjmować dzieci przychodzące na świat. I mimo nieludzkich warunków robiła to, a miała potężne wsparcie z Góry. W najtrudniejszych przypadkach prosiła Matkę Bożą: „załóż, proszę, choć jeden pantofelek i  przybądź z pomocą.” I … bez Jej interwencji  takie cuda, o jakich wcześniej pisałam, by się nie zdarzały. Wszystkie dzieci rodziły się zdrowe i wszystkie też potajemnie chrzciła, a te które miały być wysłane do Niemiec, tatuowała, by matki mogły je w przyszłości odnaleźć. Po wojnie niewiele o sobie mówiła. Myślę, że nawet nie uważała się za kogoś niezwykłego. Po prostu spełniła swój obowiązek. Tak jak Inka „zachowała się jak trzeba”. I tyle. Aż tyle.  Bez wielkich słów.

 

 

Komentarze

Rafał Buca

Redaktor portalu Narodowcy.net, katolik oraz nacjonalista, zaangażowany w ruch Pro-Life. Od 2015 roku związany z Młodzieżą Wszechpolską. Interesuje się polityką, filozofią i socjologią, w szczególności wpływem doktryn politycznych na myślenie jednostki. Nacjonalizm uważa za złoty środek między liberalnym indywidualizmem, a kolektywistycznym totalizmem.