Piotr Głowacki: Czego uczy nas Maksymilian Kolbe? | Narodowcy.net

Piotr Głowacki: Czego uczy nas Maksymilian Kolbe?

Ważną częścią katolickiego kultu świętych jest studiowanie ich życiorysów i wyciąganie na ich podstawie konkretnych lekcji i wniosków dla swojego życia. Maksymilian Maria Kolbe jest świętym dość szczególnym, ponieważ jego osiągnięcia dotyczą różnych wymiarów i sfer życia. Można na niego patrzeć jak na męczennika, ascetę, mistyka czy misjonarza, ale również jak na wzór organizatora czy działacza. Św. Maksymilian może być przykładem dla wierzących, pokrzepieniem dla wątpiących i poszukujących, ale również patrząc czysto po ludzku – autorytetem dla każdego, niezależnie od wiary i stosunku do Pana Boga. Przyjrzyjmy się więc trzem naukom, jakie dał nam św. Maksymilian: pobożności, sztuki dobierania metod walki o swoje idee oraz radykalizmu.

Nie zrozumiemy dokonań św. Maksymiliana Kolbe, jeśli nie przyjrzymy się jego pobożności i życiu wewnętrznemu. Bóg jest celem samym w sobie, nie potrzebuje dodatkowych uzasadnień. Przypominamy o tym, żeby Czytelnik nie zapomniał o właściwej hierarchii – my jesteśmy dla Boga, nie odwrotnie. Nie zmienia to jednak faktu, że z wiary, pobożności i bogatego życia duchowego możemy czerpać siłę, natchnienie i osiągać rzeczy wielkie. Innymi słowy, wiara się opłaca, nie tylko w wymiarze wiecznym, ale często również tym ziemskim, ludzkim. Tak było w przypadku św. Maksymiliana – nie ulega wątpliwości, że bez siły czerpanej z głębokiej wiary, nie osiągnąłby on tak wiele.

Maksymilian szczególnym kultem otoczył Maryję. W modlitwach czy w publicystyce mówił o niej „Niepokalana” i od tego miana nazwę wzięły największe dzieła Maksymiliana. „Niepokalana” podkreśla szczególne przywiązanie do dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Prawda ta przez wieki, jeszcze na długo przed oficjalnym ogłoszeniem dogmatu w 1854 r., była szczególnie żywa wśród franciszkanów. Stwierdzenie, że Maryja była wolna od grzechu pierworodnego oznacza, że zajmuje ona wyjątkowe miejsce wśród ludzi i szczególną pozycję u Boga. Św. Maksymilian uważał ją za najlepszą pośredniczkę między Bogiem a człowiekiem. Za św. Bernardem powtarzał, że Bóg sobie pozostawił sprawiedliwość, zaś miłosierdzie oddał Maryi. Z tą myślą wszelkie prośby zanosił właśnie do Niej.

Kult Niepokalanej, jak i całą pobożność, wyniósł Maksymilian z domu rodzinnego. W skromnej izdebce rodziny Kolbów nie brakło miejsca na ołtarzyk dla Maryi, przy którym paliły się świece. Ciężko pracujący rodzice Maksymiliana znajdowali czas na codzienną Mszę Świętą, pomimo pracy od szóstej rano do dziewiętnastej. Maksymilian nasiąkał tą atmosferą i wierzyć było dlań czymś tak naturalnym, jak oddychać.

Życie wewnętrzne św. Maksymiliana nie ograniczało się bynajmniej do tradycyjnej pobożności i emocjonalnej więzi z Maryją. Jego wiara była solidne ugruntowana w wiedzy i opierała się na rozumie i systematyczności. Wiele o Maksymilianie mówi fakt, że już jako młody zakonnik stworzył dla siebie „regulamin życia”. Był to zbiór dwunastu najważniejszych cytatów i myśli, którymi kierował się franciszkanin. Regularnie (co miesiąc) czytany i przypominany stał się fundamentem na całe życie. Można domyślać się, że takie comiesięczne refleksje były okazją do przeglądu i rozliczenia samego siebie. Dziś wytyczanie celów i regularne ich weryfikowanie nazywa się rozwojem osobistym, a za szkolenia w tym temacie różnego rodzaju „trenerzy” pobierają solidne pensje. Nie pierwszy to przypadek, kiedy w modnym i nowoczesnym opakowaniu podaje się stare, tradycyjne prawdy.

Pierwszy punkt regulaminu Maksymiliana pokazuje, jak wysoko mierzył świeżo upieczony kapłan: „Muszę być świętym jak największym”. Zwięźle i na temat. Świętość brzmi dumnie i górnolotnie, w Kościele oznacza po prostu bezwzględne realizowanie Bożych przykazań. „Święty nie jest dziadygą, ciamajdą do popychania. Święty musi być dziarski, rzutki, pełen inicjatywy” – wyjaśniał już na innym etapie swojego życia Maksymilian i to zdanie kapitalnie uchwyca kluczową cechę pobożności zakonnika. Kłóci się ona z panującym stereotypem katolika jako nudnego, bojaźliwego i zniewieściałego świętoszka. Maksymilian przy wielu okazjach używał twardego, męskiego, militarnego języka, w którym nie pozostawiał wątpliwości – święty to znaczy mężny, szlachetny, oddany sprawie i ideałom, w które wierzy.

Kolejne punkty regulaminu w prostych słowach podkreślają m.in. wagę systematyczności („9. Przygotowanie, działanie, zakończenie”), walki z marnowaniem czasu (3. „Gorącością wynagródź czas stracony”), pracowitości i unikania rozproszeń (6. „Czyń co czynisz; na wszystko inne, dobre czy złe, nie zwracaj uwagi”) czy poczucia misji i odpowiedzialności (4. „Nie opuszczę: a) żadnego zła bez naprawienia go (zniszczenia go) i b) dobra, które bym mógł zrobić, powiększyć lub jakikolwiek inny sposób do niego przyczynić”).

Takie postanowienia powziął dwudziestoczteroletni zakonnik i z żelazną konsekwencją je realizował. Włącznie z postanowieniem o świętości.

Skąd siły? Maksymilian był przecież zwykłym śmiertelnikiem, podatnym na lenistwo i inne ludzkie słabości. Nieraz może się wydawać, że święci to inni ludzie, pełni szczególnych łask, bez których trudno im dorównać. Franciszkanin nie był jednak nadczłowiekiem, po prostu dzięki współpracy z Bogiem podejmował walkę życia codziennego i małymi czynami wykuwał swoją wielkość i świętość.

Ranne rozmyślanie jest planem walki na cały dzień, rachunki sumienia są przeglądem walki. Nieprzyjaciel duszy stara się skradać te ćwiczenia duchowne. Bez nich jednak żyć nie można. Kiedy jest nam nieraz ciężko to dobrze sobie przypomnieć, że życie jest krótkie. Wróg duszy stara się zająć ją jak najwięcej rzeczami zewnętrznymi, żeby się zachłysnęła i do śmierci tak doszła. Dusza, która ma przed oczami swój cel, dba o skupienie wewnętrzne, żeby nie stracić natchnień z góry, żeby być narzędziem w rękach Niepokalanej. Życie wewnętrzne, nie zewnętrzne, jest jej treścią.

Maksymilian był rygorystyczny nawet w najmniejszych rzeczach. “Z początku dusza nie zważa na te drobnostki, na przykład rano nie wstanie zaraz – [ale] choćby kilka sekund [później]. (…) W sprawie uświęcenia dusz trudno nazwać cokolwiek rzeczą małą, gdyż ze względu na tak ważny cel – wszystko jest bardzo ważne. (…) Dusza, która opuszcza się w małych rzeczach, czuje z początku wyrzuty sumienia. Po jakimś czasie wyrzuty ustają, bo się przyzwyczai do swoich błędów”.

Swojej imponującej bez wątpienia samodyscypliny, wewnętrznej organizacji i panowania nad słabościami Maksymilian nie uważał jednak za swoją zasługę. Nie byłoby to możliwe bez modlitwy, całkowitego oddania się Matce Bożej w opiekę. Maksymilian, choć był osobą oczytaną i inteligentną, wiedział, że jego siła i mądrość nie bierze się w pierwszej kolejności z wykształcenia. Za św. Tomaszem z Akwinu powtarzał, że więcej nauczył się od Krzyża niż z książek.

Chciałoby się rzec, że św. Maksymilian był osobą kompletną. Głęboko wierzył, ale nie czekał na mannę z nieba, lecz ciężko pracował nad swoim charakterem. Był wykształcony, światły i niewątpliwie cenił ludzi z szerokimi horyzontami, ale rozumiał, że mądrość tego świata nie wystarcza. Nie szczędził sobie trudu, podejmował walkę wewnętrzną i zwyciężał, ale wiedział, że bez modlitwy i wiary nie znaczyłby nic.

Metody walki

Maksymilian nieustannie mówił i pisał o walce jako nieodłącznej części czy wręcz treści życia. W kategoriach walki rozpatrywał nie tylko osobiste zmagania wewnętrzne, ale również starania o uczynienie świata lepszym. Wrogów nazywał wprost, po imieniu i bez poprawności politycznej. Nie miał złudzeń – czynienie dobra to także walka z nieprzyjacielem, nie tylko Szatanem, ale także z tymi, którzy mu służą, choćby nieświadomie. Był niewątpliwie przedstawicielem Kościoła Walczącego, Ecclesia Militians. Pojęcie to w dzisiejszym Kościele, który niestety niekiedy przynajmniej toleruje mentalność pacyfistyczną, zostało zastąpione przez bardziej nijaki Kościół Pielgrzymujący. Dziś militarna retoryka wielu uwiera, w czasach Maksymiliana pobudzała do czynu, myśli i świętości.

Cel walki Maksymiliana był jasny i często podkreślany – zdobyć jak najwięcej dusz. Zgodnie z nauczaniem Kościoła, podstawowym celem doczesnego życia każdego katolika jest dążenie do zbawienia, zaś troska o zbawienie innych jest najwyższym wymiarem miłości  bliźniego. Ta misyjność, poczucie odpowiedzialności i żywa apologetyka były treścią życia św. Maksymiliana.

Maksymilian może być nauczycielem dla wszystkich, chcących dzielić się dobrymi ideami z innymi. Nie poprzestawał on bowiem na gorliwej modlitwie, ale całe życie z pełnym zapałem doskonalił metody nawracania. Można je podzielić na dwie kategorie: bezpośrednią i pośrednią.

Przez metodę bezpośrednią rozumiemy po prostu tysiące rozmów, jakie Maksymilian odbył w trakcie swego życia. Treść wielu z nich zachowała się w jego zapiskach, dzięki czemu możemy inspirować się czymś, co nazywa się „ewangelizacją pociągową”, uprawianą przez franciszkanina przez całe życie. Jak można się domyślić, cała rzecz polegała na rozmowach z przypadkowymi ludźmi, toczonych głównie podczas licznych podróży pociągami. Sztukę takiego „nawracania przy okazji” można streścić w dwóch prostych słowach: chcieć i potrafić. Chcieć, a więc stwarzać okazje, zagadywać, nie zrażać się niepowodzeniami, nie tracić żadnej szansy na przekazanie swoich ideałów. Potrafić, ponieważ same dobre chęci nie wystarczą do dyskusji z obcymi ludźmi. Trzeba być przygotowanym zarówno mentalnie (odpowiednie podejście, dostosowanie do konkretnego rozmówcy, użycie miękkiej perswazji, wykorzystanie swoich zalet, uroku etc.) jak i merytorycznie (twarda wiedza, przemyślane, gotowe argumenty). Tak mówił o tym sam Maksymilian:

Z własnego doświadczenia wiem, że nie jest to samo nauczyć się czegoś dla szkoły, a być przygotowanym każdemu z jakiejkolwiek sfery społeczeństwa rzecz tak przedstawić, aby trafić do jego przekonania. Niech więc Bóg zachowa, aby członek MI będąc gdzieś w towarzystwie lub pociągu, miał zbyć jakiś zarzut przeciw religii odpowiedzią wymijającą i tak osłabić wiarę u słuchających.

Twórca Niepokalanowa swoją „pociągową ewangelizację” uprawiał w lekkim stylu. Nie wchodził w ostre spory, nie wygłaszał swoich tez ex cathedra, z patosem. Czasem można odnieść wrażenie, że dyskutanci przyjmujący taki styl zapominają o celu takich rozmów. Nie chodzi przecież o wygłoszenie swoich poglądów, występ dla samego występu, podbudowanie własnej samooceny abstrakcyjnym wywodem, czy w końcu wyśmianie lub zbesztanie rozmówcy. Skuteczność mierzy się ilością przekonanych. I znów, rzecz nie w zupełnej zmianie stanowiska interlokutora – to następuje niezmiernie rzadko po jednej rozmowie. Za sukces należy poczytywać zasianie ziarna niepewności, skłonienie do myślenia czy choćby ocieplenie wizerunku grupy, którą reprezentujemy. Nigdy nie wiemy, kiedy i w jaki sposób rzucone przy okazji ziarno wykiełkuje. Franciszkanin w każdym człowieku, z którym przyszło mu rozmawiać, nawet najodleglejszym ideowo, widział przede wszystkim nie wroga, ale duszę do nawrócenia, parę rąk do pozyskania dla sprawy.

W rozmowie z ateistą o istnieniu Boga i pochodzeniu świata Maksymilian zagajał: “Cóż by pan pomyślał o człowieku, który by tak panu dowodził o swym zegarku: Ten metal z okładki sam przypadkiem oderwał się w kopalni, sam dziwnym trafem przetopił się, przeczyścił i uformował wedle obecnego kształtu. Napis także przypadkiem się na nim wyrył. Szkiełko również przypadkiem się przetopiło i przyszlifowało”. Gdy ateista przyznał, że uznałby, iż człowiek ów cierpi na zboczenie umysłu, Maksymilian kontynuował wywód, dochodząc do dowodu na istnienie praprzyczyny wszystkich rzeczy, którą jest Bóg. Wiemy, że argument ten, jest jednym ze słynnych dowodów św. Tomasza z Akwinu na istnienie Boga. Św. Maksymilian potrafił złożone teologiczne tezy tłumaczyć na język praktyczny.

O innej podróży pisał:

W drodze do Włocławka znalazłem się w wagonie między innymi w towarzystwie jednego żyda (cywilizowanego, bez pejsów), żydóweczki, protestanta, jednego katolika z Kaukazu i innych. Rozmyślnie kierowałem rozmowę na temat religijny. Nie męczyłem się jednak dużo, bo pozwalałem im dysputować między sobą i tylko prostowałem, gdzie było trzeba, albo i szerzej wyjaśniałem. Niepokalana dała mi trochę jasności umysłu, więc szło gładko. Żydóweczka łatwo przyznała przeciw protestantom, iż jedna tylko wiara może być dobra; w mowie o złych katolikach przyznano, że dobry katolik jest lepszy od dobrego niedowiarka itd. W końcu podróży zabrałem głos i zaokrąglając wszystko, przeszedłem od prawa natury, wybrania Izraela, od protestantyzmu do katolicyzmu, pokrótce uzasadniając, poleciłem wreszcie bardzo modlitwę, jako środek do uznania prawdy. Gdym już stał na peronie, jeden z poprzednich towarzyszy podróży (katolik) powiedział mi, że gdym wyszedł z wagonu, ów żyd (czy protestant) rzekł: „To mądry ksiądz”. Może tam Niepokalana zaczęła robić wyłom w duszy…

Podkreślmy – umiejętność rozmawiania z innymi nie została Maksymilianowi podarowana. On sam podkreślał oczywiście działanie łaski i siłę modlitwy, ale niewątpliwie ważna była również po prostu ciężka praca intelektualna – czytanie książek, rozważanie i przygotowywanie argumentów. Dla swoich podopiecznych przygotowywał ćwiczenia, podczas których klerycy wcielali się w role różnych rozmówców i szlifowali umiejętność dyskusji.

Maksymilian siał dobry ferment w umysłach i sercach rozmówców w najważniejszej ze sfer – religijnej. Jednak powinien on być wzorem dla wszystkich, którzy chcą szerzyć inne piękne idee. Pociągi były dla niego miejscem, gdzie najczęściej spotykał się z ludźmi innej wiary. Dla nas naturalnym środowiskiem podobnej pracy może być szkoła, uczelnia czy spotkania rodzinne.

Wobec tak potężnych ataków nieprzyjaciół Bożego Kościoła, czy wolno nam stać bezczynnie? Czy wolno tylko biadać i łzy ronić? – Nie! Pamiętajmy, że na sądzie Bożym zdamy nie tylko ścisły rachunek z czynności wypełnionych, ale także Pan Bóg policzy wszystkie dobre uczynki, które mogliśmy zdziałać, a zaniedbaliśmy. Na każdym z nas ciąży święty obowiązek, by stanął na szańcu i piersią własną odparł zapędy wroga.

Drugą metodę, którą Maksymilian walczył o dusze, można nazwać pośrednią. Franciszkanin wiedział, że ideowi wrogowie urośli w siłę przede wszystkim nie przez pociągowe konwersacje, lecz dzięki potężnym instytucjom – organizacjom, stowarzyszeniom, mediom. Świetnie zorganizowanemu złu należy przeciwstawić więc jeszcze lepiej zorganizowane zastępy ludzi dobrej woli. Wszystko oczywiście podbudowane ma być wiarą i modlitwą.

“Nieraz można usłyszeć zdanie: Cóż ja mogę? – Taka silna organizacja. – Mają grube kapitały itd. Zapomniał zapewne, co mówi św. Paweł: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”.

Społeczne zaangażowanie franciszkanin wyniósł z domu. Jego ojciec, Juliusz, był aktywny w środowisku robotniczym, gdzie rozprowadzał endeckie pisma („Kiliński” i „Polak”). Związany był również ze środowiskami chadeckimi, z którymi współorganizował strajki robotnicze.

Pierwsze społeczne dzieło Maksymilian stworzył już jako młody, dwudziestojednoletni kleryk. Wraz z innymi młodymi braćmi założył Milicję (Rycerstwo) Niepokalanej – stowarzyszenie, w ramach którego z jednej strony modlono się za wrogów, z drugiej ostrzono na nich oręż – formowano i edukowano, tak duchownych jak i świeckich, uświadamiając zagrożenia i przygotowując się do walki z nimi. Bezpośrednim impulsem do powołania organizacji było rzymskie zetknięcie się z manifestacją masonerii, które święty opisywał następująco:

Gdy masoneria w Rzymie coraz śmielej występowała – wywiesiła swój sztandar przed oknami Watykanu, na sztandarze czarnym giordano-brunistów umieściła św. Michała Archanioła pod nogami Lucyfera i w ulotkach głośno występowała przeciw Ojcu Świętemu – powstała myśl założenia stowarzyszenia dla walki z masonerią i innymi sługami Lucyfera.

Do walki piórem podchodził z ogromną żarliwością. “Przedtem czułem, że nie potrafię się tym zająć, a teraz, może pod wrażeniem bezbożnictwa, ręce świerzbią”. Proponował, by potęgować propagandę Rycerstwa Niepokalanej oraz “opanować i wciągnąć do Rycerstwa agitatorów bezbożnictwa”. Masoneria do końca życia była dla Maksymiliana synonimem zła tego świata. Nie był w tym zresztą franciszkanin odosobniony – przeciw wolnomularzom i ich wpływom występowali wówczas papieże, kler, narodowi i konserwatywni myśliciele i politycy. I nawet jeśli w utożsamieniu całego zła tego świata z masonerią było nieco przesady, to jej przemożne wpływy i zaangażowanie przeciw Kościołowi i tradycyjnym wartościom nie podlegają dyskusji. Oceniając tak mocne akcentowanie kwestii masońskich, nie wolno więc popaść w błąd ahistorycyzmu poprzez przykładanie dzisiejszych miar do innej epoki. Masoneria co prawda nie zniknęła, ale jej wpływy wyraźnie osłabły, zaś podobną funkcję zaczęły pełnić inne, szersze środowiska i koła. Można zaryzykować tezę, że dziś Maksymilian z równym zapałem zwalczałby szerzący się liberalizm, postmodernizm czy marksizm kulturowy, które podobnie jak kiedyś wolnomularstwo są wymierzone przeciw tradycyjnym wartościom takim jak religia, rodzina czy naród. Następujące słowa franciszkanina odnoszące się do masonerii bez trudu jesteśmy w stanie odnieść do dobrze znanych, współczesnych środowisk: “Posługują się przy tym całą plejadą zrzeszeń o najrozmaitszych nazwach i celach, które jednak pod ich wpływem szerzą obojętność religijną i osłabiają moralność. Na osłabienie tej ostatniej baczną oni zwracają uwagę w myśl powziętej uchwały: „My religii katolickiej nie zwyciężymy rozumowaniem, tylko psuciem obyczajów”. I toną dusze w powodzi literatury i sztuki obliczonej na osłabienie poczucia moralności. Zaraza brudu moralnego szerokim korytarzem ścieka prawie że wszędzie. Osłabiają charaktery, rozrywają rodzinne ogniska i mnoży się smutek w głębi serc skalanych.

Rycerstwo Niepokalanej było jednak tylko początkiem twórczej społecznej działalności Maksymiliana. Dziełem jego życia był Niepokalanów – klasztor, a jednocześnie serce „medialnego imperium” franciszkanina. Zagłębienie się w arcyciekawe dzieje rozwoju Niepokalanowa pozostawmy Czytelnikowi, na potrzeby naszej opowieści dość wspomnieć, że Maksymilian wymyślił i od zera stworzył największy katolicki klasztor na świecie!

Oprócz typowych dla klasztorów zajęć jak modlitwa i formacja religijna, które Maksymilian zawsze stawiał na pierwszym miejscu, Niepokalanów pełnił jeszcze inną funkcję – był jednym z ważniejszych ośrodków medialnych w Polsce. Wydawane tam czasopisma, przede wszystkim Rycerz Niepokalanej i Mały Dziennik, osiągały pokaźne nakłady (w szczytowym momencie odpowiednio 750 tys. i 200 tys.)

Jak opisuje Tomasz Terlikowski w biografii poświęconej Maksymilianowi, “wszystkim zajmowali się bracia zakonni, podzieleni na sekcje, przypisani do zadań i systematycznie kształceni, ich działaniami zarządzano wedle najnowocześniejszych wówczas zasad organizacji pracy”.

O wcześniejszym, grodzieńskim okresie swojej pracy wydawniczej pisał Maksymilian tak: “Stół zawalony pismami, listami, książkami i innymi tego rodzaju „ami”. Obok – szeregi czasopism w porządku alfabetycznym. Z Polski one, z Włoch, Szwajcarii, Francji a nawet z Chin, Afryki i Ameryki. Z drugiej zaś strony szafka i przewrotne pisma – „pod kluczem”. Gdy już pierwsze dni miesiąca zaczną umykać, redakcja bierze znowu na stół uskładany materiał. Krytykuje, obmyśla, przemyśla, wyrabia sobie pogląd na stan walki między dobrem a złem na świecie i poprzez rozprawki, rozmówki czy opowiadania stara się przyczynić do zwycięstwa prawdy, dobra, piękna i szczęścia”.

Wcielany przez siebie ideał, święty franciszkanin streszczał następująco:

Wszelkie środki, wszelkie najnowsze wynalazki w maszynach czy systemach pracy, niechaj najsamprzód posłużą sprawie uświęcenia dusz przez Niepokalaną. Toteż ograniczając potrzeby prywatne, prowadząc życie jak najuboższe, będziemy używali choćby najnowocześniejszych środków. W połatanym habicie, w połatanych butach, na samolocie najnowszego typu, jeżeli to będzie potrzebne dla zbawienia i uświęcenia większej ilości dusz – pozostanie naszym ideałem.

Wspomniany samolot nie był zresztą bynajmniej figurą retoryczną. Maksymilian wysłał kilku zakonników na kursy pilotażu oraz planował zakup samolotów do kolportażu swojego dziennika. Zamierzenia ta przerwała wojna. Niepokalanów był wyposażony w najnowocześniejsze maszyny, których pozazdrościć mogło niejedno profesjonalne wydawnictwo z Europy Zachodniej. Mimo to, Niepokalanów pozostawał klasztorem o surowych regułach:

Zakonnicy mieszkali nie w pokojach, ale autentycznych celach, wieloosobowych pomieszczeniach wyposażonych jedynie w sprzęty absolutnie niezbędne: metalową prycz z siennikiem wypchaną słomą, miskę pod łóżkiem i „szafę”, którą stanowił wieszak, a na nim dwa habity: roboczy i świąteczny; do tego koniecznie figurka Niepokalanej. W celach nie było krzeseł, zakonnicy myli się w zimnej wodzie, klęcząc na kolanach przy misce.

Treści publikowanych w gazetach Maksymiliana nietrudno się domyślić. Były one przesiąknięte tradycyjnym katolicyzmem, nie bojącym się konfrontacji ze światem. Poruszały przede wszystkim tematy religijne, ale także społeczne i kulturalne. Maksymilian stronił jednakże raczej od bieżącej polityki, choć i od tej zasady były wyjątki. Bardzo istotnym rysem wydawnictw franciszkańskich był przystępny język i atrakcyjna forma. Wynikało to z życiowej misji Maksymiliana – dotrzeć do jak największej ilości dusz. Widać to już w Rycerzu Niepokalanej, ale w pełni tą myślą przesiąknięty był Mały Dziennik. Nasz święty wprost nazywał go katolickim brukowcem. Gazeta była tania, nieobszerna, zawierająca krótkie teksty i dużo ilustracji. Jeśli chodzi o formę, można ją istotnie przyrównać do dzisiejszych tabloidów (oczywiście treści i poziom były zdecydowanie inne). Z tak podanym katolickim przesłaniem Kolbe docierał codziennie do tysięcy ludzi w całej Polsce. W zasięgu wpływu wszystkich wydawnictw było zapewne kilka milionów Polaków.

Św. Maksymilian Kolbe to wzór dla wszystkich, którzy czują w sobie powołanie, by zmieniać otaczający świat na lepsze. Pokazuje, że trzeba korzystać z każdej okazji do głoszenia swojej idei; by ją szerzyć, trzeba wykorzystywać wszelkie godziwe środki. Działalność Maksymiliana to antyteza dzisiejszego zaangażowania społecznego Polaków. Narzekanie na polityków, złości wygłaszane do ekranu telewizora, frustracje wylewane w internetowych komentarzach. Pasywność, bierność, pieniactwo – antidotum na te przywary winien być przykład franciszkanina. Mimo różnorakich przeciwności, tryskał inicjatywą, kreatywnością i zaangażowaniem. Nie zbaczał z właściwej ścieżki, nie schodził na manowce zgorzknienia, zniechęcenia czy nienawiści, bo zawsze miał przed sobą swój wielki cel i ideał. Chciał łowić dusze, bo głęboko wierzył. Robił to skutecznie, bo podchodził do swojego życia systematycznie. Jeśli czegoś nie umiał, uczył się. Gdy uświadomił sobie, z jakimi potęgami przychodzi mu się mierzyć, podejmował rękawicę i tworzył wielkie dzieła. Wierzył w siłę organizacji, nie pospolitego ruszenia.

Radykalizm

Powiedzieliśmy już nieco o życiu wewnętrznym Maksymiliana. Pokazaliśmy również metody, jakie stosował na zewnątrz, by pozyskiwać wciąż to nowych ludzi dla dobrej sprawy. Te dwa aspekty życia naszego świętego spina jedna cecha – radykalizm.

W świecie, w którym za radykalne uważa się niekiedy wykrzyczenie groźnego hasła na manifestacji, obrażenie kogoś czy publiczne bluzganie, należy przypomnieć właściwy sens tego słowa.

Słowo „radykalizm” wzięło się od łacińskiego „radix” oznaczającego „korzeń”. Człowiek radykalny, to zatem człowiek zakorzeniony, pewny swoich idei i wartości, którym nie zachwieje żadna burza czy moda. Jeśli rzeczywistość społeczna zdecydowanie odbiega od „korzenia”, człowiek radykalny zdecydowanie się jej sprzeciwia i bezkompromisowo walczy o to, w co wierzy. Owszem, jednostkowy czyn może być radykalny, ale pełny radykalizm to głęboko zakorzeniona, niezłomna i konsekwentna postawa. To życiowy wybór. Radykalizm nie oznacza jednak wyobcowania, nie może sprowadzać się do sekciarstwa i utraty łączności ze światem w imię „czystości idei”. Bezkompromisowość nie odrzuca poszukiwania różnych dróg dotarcia ze swoją ideą do ludzi.

Takiego właśnie radykalizmu uczy święty Maksymilian. Ten radykalizm widzimy w jego uporządkowanym życiu wewnętrznym, stanowiącym fundament dla służby innym. Dzięki temu ładowi, franciszkanin był w stanie wyrzec się wygody, ludzkich przyjemności, świętego spokoju. Dzięki stabilnym podstawom, „korzeniom”, Maksymilian potrafił łączyć bezkompromisową walkę z wrogami Kościoła i Polski z wyzbyciem się nienawiści do nich. A wiedzmy, że nieraz nie przebierał w słowach. W Małym Dzienniku pisał: <em>Żydostwo szkodziło i szkodzi nam na każdym kroku, wżera się jak rak w ciało narodu, szerzy przekupstwo i zepsucie wśród dorosłych, a rozpustę i bezbożnictwo wśród młodzieży, wydziera nam handel, przemysł, rzemiosło, a nawet ziemię.

Na gruncie teologicznym nie stronił od mocnych wypowiedzi pod adresem judaizmu.

(…) Zobaczmy teraz jak wygląda niebo żydów, do którego wzdychają i na które całe życie pracują. Przede wszystkim zapytajmy się żyda chasyda, to jest żyda pobożnego, kto się znajduje w niebie żydowskim? On zaraz odpowie, że tam są wszyscy, których żyd kochał za życia, a nie ma nikogo, kim się żyd brzydził i kogo nienawidził w swym życiu. A więc w niebie żydowskim nie ma Pana Jezusa, ani Matki Bożej, ani św. Józefa, ani żadnych świętych, których czczą Chrześcijanie. A więc jest to piekło.

“W niebie żydowskim nie ma tych ludzi, którzy za życia kochali Pana Jezusa i Najświętszą Pannę Maryję. A więc jest to piekło (…)”. Wypowiedzi tego rodzaju dawały pożywkę krytyce oraz (a jakże) nieśmiertelnym zarzutom o antysemityzm. Niewątpliwie Maksymilian i jego wydawnictwa nie szczędziły krytyki pod adresem Żydów, dostrzegając ich negatywny wpływ na polskie społeczeństwo. Franciszkanin, nie ustępując przed czymś, co dziś nazwalibyśmy polityczną poprawnością, nie pozwolił jednak, by zawładnęły nim uprzedzenia czy nienawiść, które odciągałyby go od głównego celu. Pisał jasno:

Mówiąc o Żydach, poświęciłbym więcej uwagi temu, by nie wzniecać przypadkowo lub nie wzmagać nienawiści do nich naszych czytelników, którzy i tak nie są im przychylni, a czasem są do nich usposobieni wręcz wrogo. Ogólnie biorąc, poświęciłbym się w większym stopniu rozwojowi polskiego handlu i przemysłu, niż rzucał się przeciwko Żydom. Najwidoczniej w niektórych przypadkach, gdy działają oni w złej wierze, może być potrzebnym występować bardziej energicznie, jednak bez zapominania, że naszym głównym celem jest zawsze nawrócenie i uświęcenie dusz. (…) Miłość wobec każdej duszy, także i wobec Żydów, masonów i heretyków, jest więc jedyną drogą.

Radykalizm św. Maksymiliana objawiał się także w jego zawierzeniu spraw Maryi. Sam siebie określał mianem „półwariata Niepokalanej”, zaś jego najbardziej znana biografia nosi tytuł „Szaleniec Niepokalanej”. Maksymilian dzięki tej mentalności, dzięki bezgranicznej ufności Bogu, dokonywał nieraz wyborów niemal szalonych, niemieszczących się w racjonalnych kryteriach.

Jedną z takich decyzji był wyjazd z polskiego Niepokalanowa do Chin, by tam założyć kolejny klasztor. Podróż była nieprzygotowana, zaś Niepokalanów daleki był jeszcze od okrzepnięcia. Franciszkanin ruszył w nieznane, bez planu, znajomości języka czy kontaktów. W Chinach jego zamierzenia co prawda spaliły na panewce, nie zrażając się jednak ruszył dalej – do Japonii. Tam w zadziwiająco łatwy sposób udało mu się zorganizować klasztor i rozpocząć wydawanie japońskiego Rycerza Niepokalanej, który szybko stał się największą katolicką gazetą w Kraju Kwitnącej Wiśni. Klasztor w Nagasaki przetrwał wybuch amerykańskiej bomby atomowej i funkcjonuje, wraz z wydawanym japońskim Rycerzem Niepokalanej, do dziś.

Drugim wartym wspomnienia „szalonym” epizodem w życiu Maksymiliana, była próba wydawania Rycerza Niepokalanej podczas II Wojny Światowej. I nie mówimy tu bynajmniej o jakiejś konspiracyjnej inicjatywie. Franciszkanin w zadziwiający sposób podchodził do niemieckiego okupanta. Gdy w jednym z wydań antypolskiej gadzinówki wydawanej w Generalnej Guberni – „Warschauer Zeitung” opublikowano paszkwil na Niepokalanów, Maksymilian po prostu udał się do redakcji gazety, zażądał rozmowy z jej redaktorem naczelnym, podczas której wyjaśnił mu, że artykuł opisywał nieprawdę. Oczywiście nie sposób posądzać franciszkanina o naiwność czy nieznajomość realiów okupowanej Warszawy. Takie po prostu były jego metody. Na tym jednakże nie poprzestał. Niemcy zaraz po wkroczeniu do Polski zajęli Niepokalanów i zakazali druku Rycerza Niepokalanej, jednak po pewnym czasie Maksymilian rozpoczął pisanie podań i pism do władz okupacyjnych różnego szczebla z wnioskiem o zgodę na wznowienie wydawnictwa. Podkreślmy – działo się to w czasach bezwzględnego terroru, łapanek i rozstrzeliwań za najbłahsze niekiedy przewinienia. W swojej natarczywości czy wręcz dobrze rozumianej bezczelności Maksymilian posunął się do prób spotkania z Hansem Frankiem, generalnym gubernatorem. Do spotkania doszło, niestety nie znamy jego przebiegu. Nie wiadomo też, czy to ta wizyta poskutkowała szokującą decyzją władz niemieckich – zezwolono na niecenzurowany druk 120 tysięcy egzemplarzy Rycerza Niepokalanej! Przyczyny i kulisy pozostają nieznane. I faktycznie, w roku 1940 ukazał się jedyny wojenny numer niepokalanowskiego pisma. Maksymilian w zupełnie nietypowych okolicznościach dopiął swego. Numer ukazał się, nie zawierał artykułów politycznych czy antyniemieckich, ale i rzecz jasna próżno byłoby w nim szukać najmniejszych choćby ukłonów w stronę okupanta. Wśród tekstów numeru znalazł się jeden z bardziej znanych artykułów Maksymiliana pt. „Prawda”. Chociaż nie wszyscy miłują prawdę, to jednak ona jedna tylko może być podstawą trwałego szczęścia. “(…) <em>Prawda jest tylko jedna. (…) Prawda jest potężna”. Te proste słowa w okupowanej Polsce musiały mieć swoją moc – Niemcy cofnęli zgodę (choć bez represji) na wydawanie Rycerza.

Ostatnim aktem radykalnego oddania się bez reszty swoim ideałom była śmierć Maksymiliana. Warto dodać, że zanim trafił do Auschwitz, przetrzymywano go na Pawiaku. Na wieść o tym, do niemieckich władz zgłosiło się 20 zakonników, franciszkańskich współbraci, w zamian za uwolnienie ojca Maksymiliana gotowych dobrowolnie trafić do tego cieszącego się wyjątkowo złą sławą więzienia (z którego zazwyczaj się nie wychodziło). Okupacyjni decydenci nie wyrazili na to zgody. Stamtąd nasz święty trafił do Auschwitz.

W lipcu 1941 r. z obozu koncentracyjnego zbiegł jeden z więźniów. Niemcy stosowali w takich przypadkach zasadę, że w przypadku nieodnalezienia więźnia w 24 godziny, wybierali dziesięciu więźniów, których skazywano na okrutną śmierć głodową. Tak też stało się i tym razem, a jednym z wytypowanych był Franciszek Gajowniczek. Maksymilian wystąpił wówczas z szeregu i powiedział, że jako stary (choć miał 47 lat i był raptem siedem lat starszy od Gajowniczka) ksiądz katolicki chce umrzeć zamiast niego. Niemcy zgodzili się. Z bloku śmierci (franciszkanin trafił tam wraz z innymi skazańcami), z którego zwykle dobiegały przedśmiertne jęki i złorzeczenia, tym razem miała płynąć modlitwa i religijne pieśni. Świętego dobito zastrzykiem po dwutygodniowym głodzeniu, zaś ciało skremowano. Zachowały się jednak relikwie Maksymiliana. Fryzjer franciszkanina, niedługo przed zatrzymaniem Maksymiliana, ścinając jego charakterystyczną brodę, wiedziony zapewne przekonaniem o świętości, zachował ją. Uratowany Gajowniczek dożył starości (zmarł w 1995 r.) wziąwszy udział w procesie beatyfikacyjnym. Maksymilian został kanonizowany jako męczennik w 1982 r.

Wnioski

Przykład życia Maksymiliana uczy nas, że życie powinniśmy opierać na dwóch filarach. Pierwszym i ważniejszym jest życie wewnętrzne: pobożność, duchowość, praca nad sobą i samodyscyplina. One prowadzą nas do Boga – naczelnego celu, ale również dostarczają bezcennej siły i motywacji do spełniania innych zadań. Drugim filarem jest służba ludziom. To troska o zbawienie, silny imperatyw ewangelizacji, ale również działalność polityczna, społeczna czy charytatywna. Bez tego wymiaru życia, bez oddania choćby części swojego wysiłku i czasu dla innych, w najlepszym wypadku stajemy się swego rodzaju świętymi egoistami. Jest to postawa znana, spotykana u ludzi zamykających się tylko w gronie swojej rodziny czy małej wspólnoty, w ramach których wiedzie się dobre, a jednak nie w pełni pożyteczne życie.

Żywot św. Maksymiliana niewątpliwie był wielki, on zaś był prawdziwym tytanem duchowości. Czy ta wielkość nie czyni go odległym dla zwykłego człowieka XXI wieku? Czy nie jawi się nam franciszkanin jako postać nieomal mistyczna, zaś jego dzieła jako nieosiągalne? Być może. Nie zapominajmy jednak, że był on zwykłym śmiertelnikiem, pochodzącym ze zwyczajnej rodziny, tak samo jak my zmagał się ze swoimi słabościami. W gruncie rzeczy hołdował on w życiu bardzo prostym zasadom, które streszczał w dewizie<em>: Dobrze spełniać to co ode mnie zależy, a dobrze znosić to, co ode mnie nie zależy – oto jest cała doskonałość i źródło prawdziwego szczęścia na świecie</em>. Żelazna konsekwencja w wypełnianiu tej reguły doprowadziła go do świętości inspirującej ludzi na całym świecie.

Bibliografia:

o. Jerzy Domański, Co dzień ze św. Maksymilianem, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2010.

Jędrzej Giertych, Ojciec Kolbe a sprawa żydowska, Ostoja, Krzeszowice 2000.

Maksymilian M. Kolbe, Pisma (część I i II), Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2008.</p>

Tomasz P. Terlikowski, Maksymilian M. Kolbe. Biografia świętego męczennika, Wydawnictwo Abedik, Kraków 2017.

Komentarze