Piotr Korzeniowski: Dylematy współczesnej narracji historycznej nowej ekipy politycznej Ukrainy | Narodowcy.net

Piotr Korzeniowski: Dylematy współczesnej narracji historycznej nowej ekipy politycznej Ukrainy

Przez kilka ostatnich lat, 14 października na Ukrainie odbywają się obchody święta Obrońcy Ojczyzny. Jest to odpowiednik naszego Święta Wojska Polskiego. Na Ukrainie dzień ten jest świętem państwowym wolnym od pracy. Dzień Obrońcy Ojczyzny początkowo był świętem propagandowym obchodzonym w okresie ZSRR każdego roku 23 lutego. Po upadku ZSRR większość państw należących do WNP kontynuowała tradycje obchodów tego święta.

W związku z toczoną wojną na wschodnich peryferiach własnego państwa, ukraińskie władze państwowe w 2014 r. uznały za konieczne dokonanie zmiany daty obchodów dnia Obrońcy Ojczyzny. Zmianę daty uzasadniał też fakt, że wcześniej święto było jednocześnie obchodzone tego samego dnia, tj. 23 lutego w Rosji, którą władze ukraińskie zaczęły uznawać jako agresora wojennego.

14 października 2014 r. ówczesny prezydent Ukrainy Petro Poroszenko dekretem ustalił nowy dzień Obrońcy Ojczyzny. Wybór tej daty nie był przypadkowy ponieważ 14 października 1942 r. jest symboliczną datą założenia Ukraińskiej Powstańczej Armii. Pierwszy oddział UPA w miejscowości Sarny na Wołyniu został założony przez działacza politycznego OUN-b oraz dowódcę wojskowego Serhija Kaczyńskiego ps. Ostap. Komendantami UPA byli Dmytro Kliaczkiwskij ps. Klym Sawur (1943 r.), Roman Szuchewycz ps. Gen. Czuprynka (1944 -1950) oraz Wasyl Kuk (1950- 1954).

Ustalenie Dnia Obrońcy Ojczyzny na 14 października przez ówczesne ukraińskie władze miało wskazywać, że po udanej rewolucji i początku wojny na wschodzie, zamierzają odwoływać się do innych wartości i tradycji niż Rosja. O ile Rosja budowała tożsamość własnej armii na etosie Armii Czerwonej, o tyle władze Ukrainy zadeklarowały, że ukraińska tożsamość zostanie zbudowana na gloryfikacji UPA.

W Polsce ustalenie nowego święta na Ukrainie przeszło prawie bez echa sprzeciwu. Funkcjonariusze ideologii giedroyciowskiej nawet jakoby tego nie zauważyli. Opierając się na zmanipulowanych badaniach głosili nadal, że nie istnieje problem banderyzmu na Ukrainie, a „marginalny” ukraiński ruch nacjonalistyczny wcale nie jest antypolski. Udało im się zmobilizować polskich polityków do udzielenia Ukrainie jeszcze większego wsparcia militarnego i gospodarczego. Należy też zwrócić uwagę z jaką pewnością władze ukraińskie prowadziły politykę tożsamościową. Jeszcze w 2014 r. wiedząc, że ukraińskie wojsko jest słabe, gospodarka upada, a państwo pogrąża się w anarchii i dodatkowo, że potrzebują wsparcia, szczególnie ze strony Polski, nie zawahali się dokonać gloryfikacji formacji wojskowej mającej na sumieniu dokonanie ludobójstwa na Kresach Płd. Wsch. II RP. Ukraińskie władze doskonale wiedziały, że opętane giedroyciowskim zabobonem polskie elity polityczne, nawet bez względu na gloryfikację UPA, będą wspierać państwowość ukraińską. Ponadto ukraińskim władzom poprzez różnego rodzaju funkcjonariuszy giedroyciowskiej dezinformacji udało się wmówić niektórym polskim politykom, że wpieranie państwowości Ukraińskiej jest ich obowiązkiem. Bezsilność polskich polityków ukazywała się niejednokrotnie, gdy „zaprzyjaźnione” ukraińskie władze przekraczały kolejne granice przyzwoitości.

Budowa tożsamości narodowej opartej na gloryfikacji UPA przyniosła częściowe efekty. Nie możemy stwierdzić, że polityka tożsamościowa ekipy Poroszenki była porażką, ponieważ odsetek Ukraińców uważających UPA za formację bohaterską znacznie wzrósł. Z drugiej strony, uprawiana polityka nie była też wielkim sukcesem, ponieważ w drugiej turze wyborów prezydenckich, które okazały się plebiscytem „za” albo „przeciw” Poroszence, urzędujący prezydent poniósł sromotną klęskę przegrywając z Włodzimierzem Zeleńskim prawie we wszystkich obwodach Ukrainy. Poroszenko opierając się w kampanii wyborczej na silnym eksponowaniu własnego przywiązania do UPA (na wiecach wyborczych był grany hymn tej organizacji) zwyciężył tylko w obwodzie lwowskim.

Nowe władze Ukrainy stają dziś przed dylematem czy kontynuować politykę tożsamościową Poroszenki, a z kolei nowe – stare władze Polski wcale nie mają żadnego pomysłu na prowadzenie polityki wschodniej. Należy zauważyć, że Włodzimierz Zeleński w kampanii przedwyborczej ogółem unikał tematów związanych z historią. Od niedawna władze Ukrainy zadeklarowały zniesienie zakazu ekshumacji ofiar Rzezi Wołyńskiej. Nie należy jednakże pochopnie wpadać w optymizm. Poroszenko w 2014 r. zwyciężył w I turze wyborów prezydenckich, ponieważ obiecał zakończyć wojnę w pokojowy sposób w kilka tygodni. Jego narracja polityczna w tamtym okresie wcale nie odwoływała się do historii. Pod wpływem sytuacji politycznej dokonał jednak korekty własnej polityki opierając swoje rządy w znacznej mierze na osobach powiązanych wcześniej z ukraińskim ruchem nacjonalistycznym. Ulegał też coraz bardziej szantażowi płynącemu z pewnych radykalnych środowisk. Gdy oddziały wojskowe ukraińskich nacjonalistów przystępowały najpierw do blokady gospodarczej Krymu, a następnie Donbasu, Poroszenko początkowo deklarował, że jest przeciwnikiem tego rozwiązania, jednakże zdając sobie sprawę, że nie ma możliwości przełamania oporu tych ugrupowań, być może obawiając się zamachu stanu, zmienił w końcu zdanie.

Prezydent Ukrainy Włodzimierz Zelenski i jego partia „Sługa Narodu”, która uzyskała po raz pierwszy w historii liczbę głosów pozwalającą na ukształtowanie większości parlamentarnej, nie deklarują chęci kontynuowania polityki tożsamościowej Poroszenki, jednakże nie przedstawili dotychczas żadnego programu alternatywnego. Możliwie, że obawiając się reakcji uzbrojonych ugrupowań nacjonalistycznych, nie będą w stanie dokonać żadnych zmian w polityce tożsamościowej prowadzonej od 2014 r. Z praktycznego punktu widzenia będzie wyglądało to na otwartym kontestowaniu polityki poprzedniej ekipy, jednakże z obawy przed reakcją środowisk nacjonalistycznych, ukraińscy urzędnicy państwowi nie będą zajmowali się ukazywaniem zbrodniczej działalności UPA, nie będą też dążyć do obalenia zmian w edukacji wprowadzonych przez ekipę Poroszenki, które uszczuplają prawa mniejszości narodowych do nauki w ich językach narodowych, etc. Należy obawiać się, że próba rozwiązania problemów skończy się tylko na deklaracjach nowych ukraińskich polityków o „odcinaniu się od UPA”. Z kolei deklaracje a nie konkretne czyny, zostaną podchwycone przez środowiska giedroyciowskie w Polsce dla uzasadnieni dalszego udzielania wsparcia dla państwowości ukraińskiej.

Niewątpliwie w nadchodzącym sezonie politycznym czeka nas gra polityczna, w której będziemy obserwatorami czy PiS-owe elity polityczne po raz kolejny, na własne życzenie zostaną wykorzystane, okłamane i ośmieszone przez ich przyjaciół znad Dniepru.

Komentarze