> Piotr Pomykała: Niepodległość nie na sprzedaż - Narodowcy.net

Piotr Pomykała: Niepodległość nie na sprzedaż

Przed nami setna rocznica odzyskania niepodległości. Im bliżej 11 listopada, tym mocniej będziemy ten fakt odczuwać. Nie mam wątpliwości, że skala tego wydarzenia zmobilizuje polskich patriotów do godnego uczczenia tego święta. Jednak, by dobrze przygotować się do tych obchodów, warto zastanowić się, co jest istotą tej uroczystości.

 Niepodległość jest obecnie w przestrzeni publicznej odmieniana przez wszystkie przypadki. Mam wrażenie, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy, co ten termin oznacza. Przesłanie jakie powinno towarzyszyć nam przy tej rocznicy to dosadne hasło: “Niepodległość nie na sprzedaż!”.

Za słownikiem PWN niepodległość to:

niezależność jednego państwa (narodu) od innych państw w sprawach wewnętrznych (wykonywanie przez nie zwierzchnictwa terytorialnego i prawa do normowania stosunków wewnętrznych) i w stosunkach zewnętrznych (zdolność do samodzielnego, niezależnego od jakiegokolwiek podmiotu występowania w stosunkach międzynarodowych).

Najważniejszym nie jest ile koncertów niepodległościowych się odbędzie, czy ile osób zamanifestuje swój patriotyzm. Okrągła rocznica powrotu Polski na mapy Europy to dla nas szansa, by trafić do wielu polskich serc z przekazem: dążmy ku niezależności od innych, brońmy niepodległości. Być może brzmi to patetycznie, ale tak musi być. To kwestia naszego istnienia. Jeśli nie wykorzystamy tej szansy, to istnieje zagrożenie, że zostaną nam piękne, ale jednak ulotne przeżycia z ładnej oprawy tego święta. Przed spłyceniem ważnych rocznic ostrzegał Roman Dmowski w książce “Myśli Nowoczesnego Polaka”. Pisał tam:

Jeden z humorystów naszych w żartobliwym felietonie kiedyś powiedział, że Trzeci Maj zszedł do grobu bezpotomnie. Jest w tym głęboka prawda. Naród instynktownie odczuwał wartość tej wielkiej daty i rocznica Konstytucji stała się świętem niezapomnianym, ale stronnictwa demokratyczne polskie, uległszy wpływom obcym, nie poszły wskazaną przez swych poprzedników drogą. Skutkiem tego idea niepodległości stopniowo zwyrodniała: największymi bodaj wrogami jej stali się dziś ci, co najgłośniej o niej mówią – bo kto powiada, że chce niepodległej Polski, ale zastrzega się, że musi ona być koniecznie rzecząpospolitą socjalistyczną, lub obraża się na myśl, że Polska mogłaby mieć swych żandarmów, policję, więzienia, że mogłaby się opierać na bagnetach i panować nad kimś, co sobie nie życzy jej panowania, ten sobie drwi z idei niepodległości. Takich, co wolą obce panowanie niż silny rząd własny, jest w Polsce o wiele więcej, niż się może zdawać, i niejeden z tych, co szczerze przeklinają pamięć Targowicy, jest sam w istocie przekonań swoich w połowie przynajmniej targowiczaninem.

Odnieść te słowa należy do wszystkich rządów w III RP i niemal całej klasy politycznej od lewa do prawa. Poza organizacjami narodowymi ciężko o stronnictwa, które widzą Polskę jako silne, podmiotowe państwo pozbawione obcych wpływów. Kiedyś SLD decyzje polityczne chciało konsultować z Moskwą, PO widziało główny ośrodek decyzyjny w Berlinie. Jak jest z rządząca partią? Kreuje się ona na jedyną opcję propolską. Premier Mateusz Morawiecki cytuje słowa księcia Adama Jerzego Czartoryskiego o tym, że znał on tylko dwie partie: polską i antypolską. Jak twierdzi: My (PiS) na pewno jesteśmy partią polską. Należy jednak zauważyć, że wpisuje się to w taktykę rządzącej partii, którą streścić można słowami: nie ma prawicy (patriotów? ) poza nami. PiS umiejętnie mobilizuje elektorat, dzieląc przy okazji Polaków i rysując podział na PiS (polscy patrioci) i anty-PiS (zdrajcy).

PiS prowadzi lepszą politykę historyczną niż poprzednicy. Jest więcej miejsca dla bohaterów walk o niepodległość, uroczystości patriotyczne są organizowane na lepszym poziomie itd. Jednak jest to partia na wskroś przesiąknięta wpływami amerykańskimi czy żydowskimi. Niepodległość oznacza, że podmiotem i suwerenem jest dany naród. Czy euroentuzjastyczna partia, która dopuściła się zdrady lizbońskiej, jest w stanie wypełnić te kryteria? Opieranie się w polityce zagranicznej o mit Giedroycia to kolejny dowód na to, że idea niepodległości jest w tym obozie “zwyrodniała”.

Parafrazując Dmowskiego można rzec:

największymi bodaj wrogami jej stali się dziś ci, co najgłośniej o niej mówią – bo kto powiada, że chce niepodległej Polski, ale zastrzega się, że musi ona być koniecznie w Unii Europejskiej, lub obraża się na myśl, że Polska mogłaby mieć swoją politykę zagraniczną i wspólne interesy (inne niż interesy amerykańskie) z Rosją, czy Chinami i stawiać wymagania dotychczasowym partnerom (Ukraina, Litwa), ten sobie drwi z idei niepodległości.

Zagrożeniem dla niepodległości jest nie tylko uległość wobec innych państw czy instytucji ponadpaństwowych. Utrata tożsamości związana z ciągłym wynarodowieniem i wymianą populacji serwowaną przez obecny rząd powoduje osłabienie wewnętrzne i rozerwanie naturalnej struktury społecznej. Zadaniem polskich patriotów jest więc dbanie o niepodległość poprzez negowanie antynarodowej polityki rządów. PiS skutecznie od lat wykorzystuje bierność narodu do kontrolowania i wykorzystywania grup społecznych takich jak środowiska pro-life, rolnicy, pielęgniarki itd. Środowisko narodowe również jest traktowane po macoszemu. Mimo że to my zaczęliśmy przywracać świętu niepodległości odpowiednią rangę, nie zaproszono reprezentantów naszego ruchu do prezydenckiego Komitetu Organizacji Obchodów Stulecia Odzyskania Niepodległości. Dziś jednak środowisko PiS-owskie zaprasza wszystkich Polaków do wspólnego świętowania.

Nas nie interesuje świętowanie samo w sobie ani fasadowa niepodległość. Jak pisał Jan Mosdorf: Dostaliśmy Polskę z rąk poprzedników i mamy ją przekazać następcom. Przed Bogiem odpowie z nas każdy osobiście za to, jaką Ją oddał: większą czy mniejszą, lepszą czy gorszą, silniejszą czy słabszą.

Komentarze