Przecież płacą podatki... | Narodowcy.net

“Pracujo i płaco podatki”. Nie tylko ekonomia, głupcze!

Post Karola Kaźmierczaka wywołał oburzenie pipi-prawicowców, że niby imigracja zarobkowa Ukraińców nie może mieć negatywnych skutków, ponieważ ci PŁACĄ PODATKI, a na dodatek są z Polakami ZWIĄZANI KULTUROWO.

R ę c e o p a d a j ą, gdy słucha się takich farmazonów głoszonych przez osoby, często określające siebie jako “narodowcy”. Zatem podsumujmy:

I co z tego, że Ukraińcy przyjeżdżają do pracy? To, że ktoś pracuje oznacza, że znikają różnice w tożsamości i solidarności grupowej? To, że ktoś pracuje oznacza, że łatwiej wyrzeknie się własnej tożsamości i lojalności na rzecz tożsamości naszej i lojalności wobec nas – polskiego narodu i państwa?

Nie ma mowy także o żadnej asymilacji. Ukraińcy pracują ze sobą, mieszkają ze sobą, bawią się ze sobą na rosyjskojęzycznych imprezach, przebywają na wewnętrznych, ukraińskich forach na vKontakte. Niektóre samorządy dofinansowują rosyjskojęzyczne przedszkola, wielki (mały zresztą też) kapitał dostosowuje się do nowych potrzeb rynkowych – język ukraiński w reklamach, biletomatach czy na witrynach sklepowych to standard w wielkich miastach.

Ile znaczenia ma “bliskość kulturowa” pokazuje sytuacja na Bałkanach, gdzie kilka narodów mówiących praktycznie tym samym językiem i wyglądających identycznie, co kilkadziesiąt lat rzuca się sobie do gardeł. Polacy w zdecydowanej większości nie znają cyrylicy, wyznają inną religię, gardzą wschodnią, “kacapską” mentalnością, nie wspominając już o świeżych zaszłościach historycznych.

Podobną drogę przebyły Francja i Niemcy, zapraszając do siebie Algierczyków i Turków. Gastarbeiterzy na początku również byli bardzo pracowici, płacili podatki i wykazywali skłonności asymilacyjne. Ich dzieci i wnuki mieszkają dzisiaj w gettach, często zasilając szeregi organizacji terrorystycznych i potężnych europejskich mafii.

Z biegiem czasu gospodarka coraz rzadziej będzie opierać się na machaniu łopatą. Wskutek postępu technologicznego i zwiększającej się automatyzacji pracy, czołowi ekonomiści na serio rozważają wprowadzenie w przyszłości gwarantowanego dochodu podstawowego lub skrócenie ustawowego czasu pracy. Dla polskiego pipiprawicowca to jest rzecz jasna faszyzm, socjalizm, komunizm i bolszewizm w jednym, ale ten sam pipiprawicowiec nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co zrobić z potencjalnymi milionowymi rzeszami bezrobotnych. A nawet pomijając już ten nieco futurystyczny wątek – kapitalizm ma to do siebie, że przechodzi przez fazy cyklu koniunkturalnego. Dzisiaj nie ma bezrobocia, ale za kilka lat może nastąpić recesja i wówczas osiedleni na stałe migranci upomną się o swoje, a o ich prawa obywatelskie upomni się lewica i liberałowie.

Sprowadzanie relacji międzyludzkich do relacji ekonomicznych (“pracujo i płaco podatki”) to pokłosie filisterskiej mentalności, tak głęboko zakorzenionej w mózgach polskiej prawicy. Być albo nie być narodu, jest tutaj kwestią grubości portfela jego obywateli. Polskiemu husarzowi nie przeszkadza jednocześnie kpić z zachodniej Europy, której obecna kondycja moralna jest między innymi skutkiem takiej właśnie postawy.

Powszechna akceptacja, a nawet głośne oburzanie się na krytykę migracji ukraińskiej to także dowód, że Polacy w swojej masie są pozbawieni jakichkolwiek instynktów nacjonalistycznych. Mówienie w Polsce o etniczności (która jest kategorią kulturową, a nie rasową czy biologiczną!) wiąże się z rytualnym biciem się w piersi i przepraszaniem za to, że nie jesteśmy wielbłądami.

Komentarz Młodzieży Wszechpolskiej

Komentarze