„Kościół katolicki to jedyne, co broni człowieka przed panującą niewolą, jaką jest bycie typowym dzieckiem swoich czasów” – napisał wiele lat temu anglosaski myśliciel G.K. Chesterton. Idealizm – pomyśli wielu. Bujanie w obłokach. Każdy jest dzieckiem swoich czasów. Naukowcy dowiedli przecież, że środowisko, w jakim się wychowujemy w znacznym stopniu wpływa na nas, na nasze zachowania, upodobania, przyzwyczajenia. Czy katolik ma być jakimś wyjątkiem? Czy jest wyjątkiem? Jest ulepiony bowiem z tej samej gliny co ateista, agnostyk, antyklerykał wreszcie. Narażony na te same zagrożenia i pokusy. Mimochodem korzysta z tych samych uciech i doświadcza tych samych bolączek. Racja, to czynniki, na które nie mamy wpływu – słychać niejednokrotnie z ust usprawiedliwiających się katolików.

Dziś obchodzimy Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Marzenie każdego patrioty, narodowca - mogłoby się wydawać. Moje odczucia są jednak zupełnie inne.
 
Włączam telewizor. Gadające głowy trąbią o fladze. Mówią o tym, że jest ona dla nas niezwykle ważna, że wielu bohaterów oddało za nią swe życie, że za czasów wojen i rozbiorów Polacy marzyli, by na balkonie wywiesić biało-czerwony płat tkaniny. Wszystko prawda.
 
Włączam internet. Widzę, jak wszyscy - szumowiny, zdrajcy, plugawcy, ale również ludzie dobrej woli, uczciwi i prawi - fotografują się i filmują w świetle bieli i czerwieni. Widzę, jak politycy, na co dzień mający w głębokim poważaniu biało-czerwony sztandar, przed południem mówią o narodowej dumie, by wieczorem kpić i szydzić z polskości. Widzę, jak ci, którzy sprzedają nasz kraj, cynicznie drwią z naszych najważniejszych i najgłębszych wartości. Widzę, jak flaga narodowa - symbol wartości duchowych i czystości, krwi, odwagi i waleczności - staje się częścią homogenizowanej kultury, globalnego ścieku, zwanego "kulturą XXI wieku". Jak jest rzucana, poniewierana, hańbiona. Wszystko widzę.
 
Dlatego przychodzić do mnie dziś nieodparte wrażenie, że Dzień Flagi to najbardziej instrumentalnie wykorzystywane i trywializowane święto w roku kalendarzowym, że powoduje we mnie obrzydzenie, że gdybym miał możliwość wyboru, to wyłączyłbym się z rzeczywistości właśnie na ten jeden dzień.
 
Nim powiesicie na mnie wszystkie psy, dodam tylko, że kocham Polskę, kocham nasz kraj ze wszystkich sił, pracuję na jego rzecz każdego dnia i pewnie dlatego nie mogę patrzeć to całe obrzydlistwo.

Tematyka kresowa od kilkudziesięciu już lat wzbudza ogromne emocje. Nic w tym dziwnego, bo przecież ziemie, które utraciliśmy po II wojnie światowej były większą częścią polskiej tożsamości narodowej. To o niej pisali Mickiewicz i Sienkiewicz, to do niej tęsknił Słowacki. To właśnie na lwowskim rynku galicyjski Żyd, Ormianin i Polak dobijali targu. Do Matki Boskiej z Ostrej Bramy pielgrzymowali wspólnie nowogrodzki szlachcic i chłop spod Tarnopola. A na tamtejszych uniwersytetach powstawała, krzepła i rozwijała się polska nauka.

Ale wszystko to jest historią. Niezwykle ciekawą, romantyczną, pełną polskiej krwi i polskiego ducha, chwil chwały i klęski. Historią, która powinna być bliska sercu każdemu patriocie. Jednakże w społeczeństwie polskim, co z resztą nie jest niczym dziwnym dla uważnych badaczy i obserwatorów dziejów naszego życia publicznego, królują dwie, tyle absurdalne co szkodliwe, koncepcje rozwiązania sprawy kresowej.

Pierwsza traktuje ziemie II Rzeczpospolitej jako polską Atlantydę. Krainę baśniową mlekiem i miodem płynącą. Z dość powszechnym dla słowiańskiego ducha rozgoryczeniem i marzycielstwem podnosi hasła o jak najszybszej mobilizacji zbrojnej i odbiciu okupowanych ziem. Mitologiczne obrazy wsi, miast i ludzi całkowicie przesłaniają prawdę historyczną o Kresach Wschodnich. O czasach trudnych, ludziach skomplikowanych, o problemach narodowościowych, kulturowych, językowych.

Drugie zaś stronnictwo to stronnictwo kapitulanckie. Z jednej strony są oni w stanie przyznać, że tereny położone po prawej stronie Bugu mają historyczny związek z Polską, ale to w zasadzie wszystko. Nic dla polskości na wileńszczyźnie, grodzieńszczyźnie czy ziemi lwowskiej nie możemy zrobić, gdyż to już nie nasz „problem”. Co więcej, wszelkie próby głośnej artykulacji polskich interesów na Kresach Wschodnich traktują jako zamach na ustalony porządek międzynarodowy i na integralność terytorialną naszych wschodnich sąsiadów.   

Dlatego z tego właśnie miejsca chcę przypomnieć zarówno stronnictwu mitologiczno-insurekcyjnemu, jak i grupie kapitulanckiej, że Kresy Wschodnie to nie tylko ziemia, gospodarstwa, domy, dzieła architektury, które, niestety, pozostały poza granicami obecnego państwa polskiego. Kresy to przede wszystkim ludzie. Nasi rodacy, silnie związani z polską tożsamością, kulturą i religią. Dzielni i wierni, którzy w chwilach trudu i zwątpienia nie wyrzekli się polskiego dziedzictwa. Przez kilkadziesiąt lat w zaciszu domowym kultywowali i przekazywali swym dzieciom i wnukom to, co dla nich było najważniejsze.  To nie oni opuścili Polskę, to Polska opuściła ich. Ludzie wciąż osamotnieni, prześladowani, często żyjący w ubóstwie. Dlaczego? Bo po blisko 30 latach ta ukochana Polska nie potrafiła wyciągnąć do nich ręki.

Nie są oni, jak części społeczeństwa może się wydawać, ludem mitologicznym. Nie wywiesili też białej flagi. Są naszymi rodakami, braćmi i siostrami, którzy codziennie zmagają się z problemami. Nie możemy zasłaniać się rzewnymi baśniowymi opowieściami o Wilnie czy Lwowie, nie możemy tłumaczyć się powinnością przestrzegania prawa międzynarodowego. Pomoc dla nich to dla nas obowiązek.  

12 marca w warszawskim kinie „Luna” odbędzie się spotkanie z panią Marią Mirecką – Loryś, ostatnią żyjącą komendantką Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet, działaczką Narodowej Organizacji Wojskowej, uczestniczką walk podziemia niepodległościowego od 1939 roku. Pani Maria mimo pięknego wieku 101 lat, nadal działa m.in. na rzecz Polaków na Wschodzie.

Zaczniemy o godzinie 16:00 projekcją filmu biograficznego o Pani Marii „Szkic do życiorysu”, następnie o godz. 16:30 rozpocznie się rozmowa z bohaterką, w trakcie której będzie możliwość zadawania pytań.
Jedyna taka okazja spotkać bohaterkę z czasów II wojny na żywo.

Wydarzenie na facebooku – dołącz i zaproś swoich znajomych.

– Pani Maria 7 lutego obchodziła 101 urodziny,
– działalność narodowo- patriotyczną rozpoczęła w 1937 r. we Lwowie,
– jest ostatnim żyjącym dowódcą samodzielnej formacji okresu II wojny światowej, była Komendantką Główną Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet,
– w 1943 r. w konspiracji odnawiała Śluby Jasnogórskie młodzieży polskiej z 1936 r., Pani Maria była delegatką Lwowa, delegatem Krakowa był Karol Wojtyła,
– po wojnie prześladowana przez komunistów, wyjechała na Zachód i osiadła w Stanach Zjednoczonych,
– przez kilkadziesiąt lat była jedną z najważniejszych postaci Kongresu Polonii Amerykańskiej,
– od lat 70. odbyła setki wypraw do ZSRR, a później na Ukrainę, niosąc pomoc i wsparcie Polakom i Kościołowi na Kresach, otrzymała tytuł „Bożej Przemytniczki”,
– ostatnio Pani Maria z darami i pomocą dla Polaków na Ukrainie była… w grudniu 2016 roku, mając ponad sto lat!
 
Rok 2017 jest okrągłym, jubileuszowym rokiem – Pani Maria walczy i pracuje dla Narodu od 80 lat! Z tej okazji, w ramach Narodowego Tygodnia Kobiet, zapraszamy na pokaz filmu o Pani Marii i spotkanie z naszą Bohaterką!
 
Niedziela, 12 marca, godz. 16:00, Kino Luna, ul. Marszałkowska 28. Wstęp wolny.
 
Przyjdź, zabierz rodzinę, zaproś znajomych – wspólnie uczcijmy 80 lat działalności Bohaterki Niepodległej Polski!
 
Spotkanie organizowane jest w ramach Narodowego Tygodnia Kobiet – wejdź na stronę: www.tydzienkobiet.pl
#tydzienkobiet

Od kilku dobrych lat, co roku, w szeroko pojętym środowisku prawicowym końcówka lutego i pierwsze dni marca upływają pod znakiem pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Masowo zmieniane są zdjęcia profilowe na portalach społecznościowych, kwitnie handel patriotycznymi koszulkami, słychać deklaracje o gotowości stanięcia do walki w razie zagrożenia ojczyzny. Konkurs na internetowy patriotyzm trwa.

Niewiele jest takich spraw, w których tak duża część polskiego społeczeństwa przemawia jednym głosem. Niewiele jest takich spraw, które dotyczą tak dużej części polskiego społeczeństwa. Niewiele jest spraw takich spraw, które tak bardzo bolą naszą pamięć i tożsamość. Mowa tu oczywiście o utartym w głupkowatych społeczeństwach zachodu sloganie, że obozy koncentracyjne nie były dziełem Niemców, tylko działających na polskich ziemiach nazistów.

Jak wynika z deklaracji składanych przez firmy o powierzeniu pracy obywatelom innych państw, w okresie od stycznia do końca października 2015 roku liczba obcokrajowców pracujących w Polsce była równa 720 tys. osób. Wynik ten jest podwojeniem liczby pracujących cudzoziemców w porównaniu z rokiem 2014. 

Komitet Praw Człowieka działający w ramach litewskiego sejmu, podczas środowego posiedzenia zadecydował o przywróceniu zapisu do Ustawy o mniejszościach narodowych, dzięki któremu umożliwione zostanie umieszczanie dwujęzycznych nazw miejscowości, licznie zamieszkiwanych  przez mniejszości narodowe. 

Organizacja Narodów Zjednoczonych w celu rozliczenia się z hiszpańską "faszystowską" przeszłością, zaapelowała do władz o usunięcie zwłok generała Francisco Franco z jego dotychczasowego miejsca pochówku. 

Zgodnie z najnowszym francuskim sondażem prezydenckim, pierwszą turę wyborów wygrałaby przewodnicząca Frontu Narodowego, Marine Le Pen. 

Strona 1 z 11

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree