Wraz z wybuchem wojny ukraińsko-rosyjskiej, zapoczątkowanej aneksją Krymu, masowo wzrosło zainteresowanie Polaków stosunkami z Ukrainą. Spotęgowane zostało ono również poprzez dużo częstsze, bezpośrednie, kontakty z sąsiadami ze wschodu – a to z kolei jest wynikiem masowej migracji Ukraińców do Polski. Szacuje się, że tylko w ostatnich latach nad Wisłę przybyło około 2 mln imigrantów, głównie ekonomicznych, szukających w naszym kraju lepszych warunków życia.

Kondycja dzisiejszego Kościoła Katolickiego jest w nienajlepszym stanie. Modernistyczny duch wkradł się do Jego wnętrza, co, w mojej ocenie, ściśle związane jest z ogólnym spadkiem liczby praktykujących katolików oraz liberalizacją poglądów dużej części tych, którzy przy Kościele pozostali.
Jednak im sytuacja w Kościele staje się trudniejsza, im większe dokonują się herezje czy odstępstwa od tradycji, tym silniejszy powstaje prąd, chcący zapobiec negatywnym zmianom.

Za sprawą licznych demonstracji środowisk narodowych ostatnimi czasy zrobiło się głośno o masowym napływie imigrantów z Ukrainy do Polski.

Muzułmańscy terroryści po raz kolejny wręczyli Europejczykom "prezent".

Marsz Orląt czyli coroczna inicjatywa przemyskich środowisk narodowych i patriotycznych przeszedł ulicami Przemyśla w dniu 10 grudnia, by uczcić pamięć o poległej młodzieży szkolnej walczącej o Przemyśl w latach 1918-19 z wojskami ukraińskimi.

Bardzo często kibice i narodowcy wrzucani są do jednego worka. Zdaje się, że wiele osób zupełnie nie rozróżnia tych dwóch środowisk, pomimo wielu zasadniczych różnic dzielących obie grupy.

Aby móc lepiej zrozumieć dzisiejsze stosunki polsko-ukraińskie, należy cofnąć się nieco w czasie, do drugiej połowy XIX oraz początku XX wieku, kiedy to w całej Europie powstawać zaczęło zupełnie nowe, dotychczas nieznane zjawisko tworzenia się nowoczesnych narodów – takich jakie znamy dzisiaj, czyli obejmujących wszystkie grupy społeczne, wszystkie stany – wszystkich ludzi, których łączyła wspólna więź tradycji historycznej, języka, kultury, religii, pochodzenia, rasy itd.(oczywiście w zależności od narodu poszczególne czynniki miały większe, bądź mniejsze znaczenie), a nie tylko najbogatszą klasę jak miało to miejsce do tej pory.


I tak na widowni dziejowej pojawiać zaczęły się narody – niektóre, jak np. Czesi – po kilkusetletniej przerwie, niektóre całkiem nowe. Było to wówczas zjawisko najczęściej zupełnie naturalne.
Nieco inaczej było jednak z Rusinami(Ukraińcami), którzy co prawda w dużej mierze posługiwali się własnym językiem, byli członkami Kościoła prawosławnego bądź katolikami obrządku wschodniego, lecz pozostawali pod bardzo silnym polskim wpływem kulturowym – żyjąc przecież, aż do rozbiorów w granicach Rzeczpospolitej -  a na wschodnich rubieżach pod wpływem rosyjskim.

Przez setki lat Polacy i Rusini w granicach Rzeczpospolitej żyli obok siebie w ogólnej zgodzie, bez wzajemnej nienawiści. Sytuacja zmieniła się, gdy Polska znalazła się pod zaborami. Im bliżej było do wybuchu „wielkiej wojny”, tym silniejsze były starania Niemiec i Austrii  zapoczątkowane w drugiej połowie XIX wieku,  w kierunku osłabienia Polski, przy jednoczesnym „hodowaniu” narodowości ruskiej. Po co nasi ciemiężyciele to robili ? W przypadku Austro-Węgier, państwa wielonarodowego, chodziło o wytworzenie jednej więcej narodowości austriackiej i odebrania tym samym Polakom siły w państwie. Było to raczej przedsięwzięcie lokalne, choć dla nas wielkiej wagi. Niemcy natomiast stworzenie narodu ukraińskiego na przestrzeni od Karpat do Kaukazu i zbudowania w następstwie ukraińskiego państwa, uważali za wytwór swego politycznego geniuszu.
Tak o ich zamiarach pisał Roman Dmowski :

„Pozostawało trzecie dzieło, nad którem Niemcy, przy pomocy Austrji, pracowały na długo już przed wojną – stworzenie państwa ukraińskiego. Do budowy tego państwa cegła była krucha i piasek był miast cementu; cel wszakże był tak ponętny, że żadne trudności budowniczych nie odstraszały. Cóż mogło bardziej nęcić wyobraźnię narodu, dążącego do panowania nad całą Europą wschodnią? Rozbić Rosję, odciąć ją od Morza Czarnego, pozbawić ją najurodzajniejszych ziem, żelaza i węgla kamiennego, a w konsekwencji i nafty; okroić Polskę tak, żeby w najlepszym razie już mogła być tylko małem, słabem państewkiem; stworzyć państwo, które będzie nieprzejednanym wrogiem jednej i drugiej, a które przy słabości swoich wiązań wewnętrznych, będzie musiało trzymać się opieki niemieckiej i pod komendą niemiecką maszerować.”

Konsekwencją wspólnych działań zaborców i uzbrajanych przez nich Rusinów, było morze polskiej krwi przelanej w obronie Lwowa, Przemyśla i innych miast tzw. Galicji Wschodniej. Warto tutaj podkreślić, że „W Galicji Wschodniej Polacy mieli niezaprzeczalne prawa historyczne za sobą, mieli znaczną część ludności polskiej z jej rolą przodującą cywilizacyjnie i gospodarczo”(R. Dmowski).
Ostatecznie Lwów pozostał w granicach II Rzeczpospolitej. Ale pozostała również w umysłach  polskich jak i ukraińskich wzajemna niechęć, a często i nienawiść…

Błędne decyzje w ustalaniu granic po zakończeniu I Wojny Światowej, nie kazały długo czekać na powiązane z nimi zgubne dla Europy konsekwencje. Wybuch II Wojny Światowej i rola, jaką odegrała w niej Ukraina, spotęgowane odebraniem Polsce Kresów Wschodnich, pogłębiły jeszcze polsko-ukraińskie animozje. Stosunków nie poprawiały również walki toczone na Kresach jeszcze w początkach lat 50. oraz akcja „Wisła”.

Współczesna, suwerenna Ukraina powstała w 1991 roku, a więc zaledwie 25 lat temu, a pierwszym państwem, które uznało jej suwerenność była Polska.
Czy możemy jednak mówić już o powstaniu narodu ukraińskiego ?
Biorąc pod uwagę całość ziem wchodzących w skład państwa Ukraina – zdecydowanie nie.
Na wschodzie tego kraju, od 59 do prawie 93% ludzi preferuje używanie języka rosyjskiego(dane 2003r.).
Na Krymie jedynie 24,3% ludzi ocenia swoją przynależność narodową jako ukraińską, a zaledwie 10% uważa język ukraiński za ojczysty…(dane z 2001 roku.).

Zresztą łatwość zdobycia Krymu przez Rosję, praktycznie brak oporu ludności cywilnej, masowe składanie broni przez ukraińskich żołnierzy, dobitnie pokazują, że ludność ziem wschodnich bardziej identyfikuje się z Rosją niż Ukrainą. Ponadto widocznym jest, że Ukraińcy z zachodniej części kraju nie garną się zbytnio do wojny na wschodzie, częściej wybierając albo zupełną bierność, albo wyjazd za granicę, najczęściej do Polski – ale o tym w dalszej części artykułu.

Niemniej jednak, wojna z Rosją znacznie przyspieszyła procesy narodowotwórcze, szczególnie w zachodniej Ukrainie i jasno należy stwierdzić, że ludność  mieszkająca na naszych Kresach Wschodnich oraz w centralnej i po części wschodniej Ukrainie tworzy współczesny naród ukraiński.

O dalszych losach stosunków polsko-ukraińskich, będę pisał w kontekście tego właśnie współczesnego narodu.
Jeśliby ktoś próbował określać nasze stosunki z Ukraińcami, nie biorąc w ogóle pod uwagę przemian w granicach ich państwa, jakie miały miejsce szczególnie na przestrzeni ostatnich 25 lat,  z założenia musiałby dojść do błędnych twierdzeń i wniosków. Czy nam się to podoba, czy też nie, dziś niemożliwym jest już pomijanie istnienia narodu ukraińskiego, jako w pełni niezależnego bytu, z prawem do własnej państwowości. Osobną kwestią oczywiście jest  to, w jakich granicach naród ten powinien się znajdować, bo tak jak było już wyżej wspomniane, państwo Ukraina jest tak nienaturalnym tworem, że wcześniej czy później będzie musiało się ono rozpaść.

Uznanie suwerennego państwa Ukraina przez Polskę otworzyło nowy rozdział w stosunkach między oba narodami. Polska wyciągnęła pomocną dłoń, a Ukraińcy w dużej mierze pomoc tę przyjęli. W 2004 roku za naszą wschodnią granicą wybuchła tzw. „pomarańczowa rewolucja” – masowe protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym, która zakończyła się ponownymi wyborami oraz przejęciem władzy przez „prozachodnich” polityków. Niemały udział w tych wydarzeniach mieli polscy politycy, którzy wspierali rewolucjonistów nie tylko słownie, ale także swoją obecnością. Na terenie całej Polski odbywały się wiece poparcia, koncerty, promowano ukraińską sztukę, na ulicach pojawiało się coraz więcej osób z wpiętymi w ubranie pomarańczowymi wstążkami, będącymi symbolem poparcia i solidarności z ruchem „pro-zachodnim” na Ukrainie. Jak nie trudno się domyśleć, cała ta sytuacja sprawiła, że nasze wzajemne stosunki uległy dalszej poprawie, spory historyczne zeszły gdzieś na drugi, a może nawet trzeci plan – co w dalszej perspektywie okazało się być wielkim błędem.

Polityka zagraniczna Polski, a zwłaszcza ta wschodnia, ma to do siebie, że  prowadzona jest albo zupełnie źle, bez zrozumienia zadań jakie przed nią stoją, albo właściwie jej nie ma.
I tak, zamiast wykorzystania całej sytuacji w ten sposób, aby udzielić jak największej pomocy Kresowiakom mieszkającym od stuleci na ziemiach, leżących dzisiaj w granicach Ukrainy, starając się dla nich o uzyskanie jak największych przywilejów i praw, poprawiając ich warunki bytowe, poświęcono ich w pierwszej kolejności na ołtarzu dobrych relacji z sąsiadem ze wschodu.

W imię owych dobrych relacji, wyzbyliśmy się godności, a rodaków z Kresów traktowaliśmy i wciąż traktujemy (przynajmniej, jeżeli chodzi o rządzących) jak obywateli drugiej kategorii. To wszystko odbija się na nich coraz mocniej, szczególnie w dobie szerzącego się dzisiaj na Ukrainie banderyzmu, którego znaczne nasilenie możemy zaobserwować po wybuchu kolejnej już rewolucji, tym razem nazwanej Euromajdanem, do której stosunek naszych rządzących, niezależnie czy mówimy o Platformie Obywatelskiej czy o Prawie i Sprawiedliwości jest mniej więcej taki sam jak podczas „pomarańczowej rewolucji”. Ci pierwsi wspierali Ukraińców, będąc bezrefleksyjnymi zwolennikami „solidarności” europejskiej, drudzy natomiast kierując się bardziej nienawiścią do Rosji niż dobrem Polaków i utopijną myślą polityczną J. Piłsudskiego.

Nierozliczone sprawy z przeszłości, które trzeba było załatwiać wtedy, gdy były ku temu sprzyjające warunki, dziś powracają, uderzając  z podwójną siłą. Prozachodni politycy ukraińscy korzystają z pomocy polskiego rządu, a w zamian oferują gloryfikację pseudobohaterów – ludobójców odpowiedzialnych za śmierć dziesiątków, a nawet setek tysięcy Polaków. Co więcej, wojna z Rosją znacznie pogłębiła świadomość narodową wśród zwykłych obywateli Ukrainy, szukających wzorców wśród ludzi, którzy już dawno powinni znaleźć się na śmietniku historii. Pomaga im w tym oczywiście odpowiednio skonstruowany system edukacji historycznej.

Spór, który dotyczy przede wszystkim ludobójstwa na Wołyniu i mordów dokonywanych przez UPA na ludności polskiej coraz bardziej dzieli oba narody, pomimo prób naszego rządu, w kierunku spychania tej kwestii na dalszy plan.
Całkiem dobre relacje, które udało zbudować się na przestrzeni ostatnich lat, nabierają tendencji zwrotnej i nic nie wskazuje na to, aby szybko miało się to zmienić.
Sprawy kresowe, tak zaniedbywane do tej pory, stają się dla nas coraz ważniejsze, o czym świadczą choćby coraz liczniejsze akcje, których celem jest dotarcie z bezpośrednią pomocą do naszych rodaków z Kresów.
Rolą rządów obu państw, powinno być zatem rozwiązanie toczącego się sporu historycznego, ale aby tak się stało, potrzeba odwagi i chęci stanięcia w prawdzie ze strony ukraińskiej oraz twardego, klarownego i pozbawionego kompleksów stanowiska ze strony polskiej.
Zdrowe relacje można budować jedynie na trwałym fundamencie, którym jest PRAWDA.

Dziś wśród Polaków panują mieszane uczucia względem wschodnich sąsiadów, zresztą podobnie sytuacja przedstawia się na Ukrainie. W obu przypadkach znajdzie się mnóstwo ludzi żywiących niechęć, czy wręcz nienawiść, z drugiej zaś strony szczerą sympatię bądź nieszkodliwą obojętność, choć  pojawia się coraz większe grono tych pierwszych.
Wiele wskazuje na to, że tendencja ta w najbliższych latach nabierze cech stałych, gdyż stajemy w obliczu kolejnego zagrożenia, czyli masowej imigracji ukraińskiej do Polski, która jawi się jako  realny problemem społeczny – problem, z którego w wielu regionach naszego kraju ludzie nie zdają sobie sprawy, nie mając bezpośredniego kontaktu z Ukraińcami, a który bardzo mocno daje się już we znaki w miastach ściany wschodniej, a także w Warszawie i we Wrocławiu, do którego co miesiąc przybywa nowych 5 tysięcy zatrudnionych pracowników ze wschodu…

Szacuje się, że w ostatnich latach przyjechało do Polski grubo ponad milion Ukraińców. Niezależnie od naszego indywidualnego podejścia do nich, problem imigracji zarobkowej wschodnich sąsiadów musimy rozpatrywać w kategoriach szerszych – społecznych.
Nasi rodacy, przede wszystkich młodzi, masowo opuszczają ojczyznę w poszukiwaniu lepszych warunków życia, sytuacja demograficzna Polski jest katastrofalna, a my, zamiast tworzyć warunki do ich rychłego powrotu, w ogromnych liczbach przyjmujemy Ukraińców, stanowiących tanią siłę roboczą i.. wielki problem w przyszłości.

Sytuacja w Europie jest niestabilna, wybuch konfliktu zbrojnego, w który zamieszana będzie również Polska wydaje się wcześniej czy później całkiem realny. Biorąc pod uwagę „banderyzację” nastrojów na Ukrainie, połączoną z roszczeniami terytorialnymi co do „odwiecznie ukraińskiego” Przemyśla i innych Ziem wschodnich, nauczeni faktami z przeszłości, powinniśmy żywić poważne obawy co do Ukraińców, gromadzących się w coraz większe skupiska w polskich miastach.
Uważam, że myśląc kategoriami narodowymi, nawet żywiąc do Ukraińców sympatię, indywidualnie podchodząc do nich bez żadnych uprzedzeń, winniśmy podjąć działania w kierunku zatrzymania napływu wschodniej taniej siły roboczej.
Pamiętać musimy, że roszczenia terytorialne, zresztą jak najbardziej uzasadnione, co raz wysuwane są także i ze strony polskiej i mają wcale niemałą rzeszę zwolenników.

Piszę o tym, bo jest to również bardzo ważny czynnik w naszych relacjach z Ukraińcami, ale ta kwestia wymagałaby osobnej rozprawki, na co tutaj miejsca już nie ma.

Reasumując, relacje polsko-ukraińskie nie należą do najłatwiejszych. Z naszej strony nie możemy pozwolić na jakiekolwiek przejawy banderyzmu na polskiej ziemi i na krok nie możemy ustąpić z jasnego stanowiska w sprawie ludobójstwa wołyńskiego. Pomocną dłoń wyciągaliśmy już kilkakrotnie, w mojej ocenie zbyt wiele razy, teraz pałeczka jest po stronie ukraińskiej. Jeśli Ci odważą się stanąć w prawdzie, będą potrafili realnie ocenić swoje położenie i wysunąć z niego odpowiednie wnioski, jesteśmy w stanie wypracować znormalizowane stosunki, z obopólną korzyścią.

                                                                                                                        Bartek Bochnia, Dębiccy Patrioci (MW Dębica)

Potrafisz wymienić trzy nazwiska polityków Nowoczesnej – poza Ryszardem Petru ? Nie potrafisz ? Nie szkodzi. Tę partię według „niezależnych” sondaży popiera 20% Polaków…

O dzisiejszym nacjonalizmie chrześcijańskim.

W ostatnim czasie, wśród największych organizacji narodowych w Polsce, możemy zaobserwować wyraźny ruch w kierunku idei, którą moglibyśmy nazwać narodowo-katolicką.

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree