03 lipiec 2015

Wciąż pewną rzadkością są dyskusje na temat kondycji ruchu nacjonalistycznego oraz tego jaką ma on obrać drogę. Nie zmienia to jednak faktu, że w części środowisk częściej niż kiedyś podejmowane są pewne tematy. Pojęcia tzw. „gimbopatriotyzmu” czy „nacjolemingozy” weszły już do środowiskowego obiegu, ich funkcjonowanie sygnalizuje nam pewne, namacalnie istniejące problemy, z jakimi spotykamy się w środowiskach narodowych czy, szerzej mówiąc, patriotycznych.

Kilka miesięcy temu na portalu Autonom.pl ukazał się artykuł na ten temat. Jakkolwiek osobiście zgadzam się ze znaczną częścią postawionych tam tez, to dyskusja w jaką one obrosły zmusza do zdystansowania się tak od części z nich, jak i (równocześnie) polemiki z tym co głosi większość krytykujących ów, moim zdaniem, potrzebny tekst.

 

Czymże jest „gimbopatriotyzm”? W dużym skrócie mieszczą się w nim takie zjawiska jak: moda na patriotyczną odzież, ostentacyjny kult postaci takich jak rotmistrz Pilecki, walka z nieistniejącą przecież od 26 lat komuną, nadmierna aktywność na portalach społecznościowych, wyrażająca się w emocjonalnym zarzucaniu innym zdrady ojczyzny itd. Wszystko to, co chyba najistotniejsze w krytyce tego zjawiska, ma być nieprzemyślane, bardzo płytkie – nie wiążące się z jakąkolwiek głębszą refleksją na temat sytuacji, w jakiej znajduje się nasz kraj i jaką retorykę ma obrać ruch narodowy. Emocje zamiast rozsądku, wielkie symbole, za którymi nic konkretnego się nie kryje, uogólniając.

 

Krytycy powyższego poglądu uznają, że masy i tak nigdy nie będą wszystkiego rozumieć, wystarczy rzucić kilka patriotycznych haseł i… cieszyć się, że ludzie wolą Inkę od Che Guevary, że noszą jaszczurki, a nie sierpy i młoty. Do pewnego stopnia należy przyznać im rację – nie ma przecież sensu obrażanie się na ludzi, że po latach liberalnej indoktrynacji, jaką serwowały społeczeństwu „Gazeta Wyborcza” i TVN, zaczęło ono być podatne na patriotyczne odruchy i od jakiegoś czasu stara się to uzewnętrzniać. Podobnie w dzisiejszych czasach trudno byłoby uniknąć zjawiska żerowania przez osoby chciwe na takich modach, robienia przez nie pieniędzy na entuzjazmie młodych ludzi. Każda moda  ma to do siebie, że jej przejawy z czasem stają się płytkie, powszednie, dostosowane do gustów przeciętnego odbiorcy. Trudno, nie umniejsza to pozytywnego oddziaływania takich mód, jeśli faktycznie jest ono dodatnie. Czy jednak nie zwalnia to nas z obowiązku dbania o zachowywanie przynajmniej pewnego poziomu? O dbanie o niego szczególnie wśród kadr ugrupowań narodowych? Z pewnością nie.

 

Nie uprawnia to jednak do narzekania na wszystko co się w tej materii dzieje. Przecież jeszcze kilka lat temu z podziwem patrzyliśmy na kraje takie jak Węgry, gdzie zupełną normalnością były symbole patriotyczne na ulicach, ich obecność w popkulturze. Oczekiwaliśmy aż Polska dorobi się swojego Nemzeti Rocka albo chociaż jakiegoś tutejszego Daniela Landy. Kiedy jednak wykonawcy muzyki popularnej zaczęli śpiewać o Żołnierzach Wyklętych, także tych reprezentujących ich najbardziej bezkompromisowy nurt z NSZ, wielu z nas wybrzydza, że „nie o to chodziło”, że „nic to ze sobą nie niesie”.

 

Tkwi w tym trochę prawdy, ale jednocześnie sporo przekłamania. Bo przecież to, że młodzi ludzie fascynują się (może i powierzchownie, ale na tyle by włożyć koszulkę z symbolem NSZ a nie jakąkolwiek inną) prawdziwymi bohaterami z historii Polski jest czymś bezwzględnie pozytywnym. Kim mają się fascynować? Bohaterami ruchu skinheads? Ideologami radykalnego nacjonalizmu w wydaniu III Pozycji? Na to, mimo wszystko, za wcześnie, a w skali makro ciężko od młodego Polaka wymagać zainteresowania tak abstrakcyjnymi tematami. Żołnierze Wyklęci, Powstańcy Warszawscy czy husaria szarżująca na wielokrotnie liczniejszego wroga to właściwy wzór dla młodzieży i należy wyrażać radość, że takie przeświadczenie staje się powszechne.

 

W czym w takim razie tkwi problem? Chyba przede wszystkim w tym, że mało kto interesuje się realnym wypełnieniem tego zjawiska treścią. Treścią antysystemową sensu stricto. NSZ symbolizować więc powinien nie tylko patriotyzm, który oczywiście stanowi pewien fundament, na którym można budować, ale i postawę żywego buntu, sprzeciwu wobec panującego porządku. W jakimś bardzo ogólnym zarysie tak zresztą jest, młodzi ludzie w koszulkach z jaszczurkami pojawiają się na manifestacjach i mówią nawet o obalaniu rządu, ale dobrze wiemy, że to co najwyżej buńczuczna przenośnia, emocjonalnie rzucane hasła. Potrzeba tu czegoś więcej, realnej pracy nad tym by za symbolami, które niejako genetycznie zaprogramowaną mają w sobie antysystemowość, treść faktycznie była rewolucyjna. Niekoniecznie w tym sensie, że już dziś ludzie mają faktycznie obalać rządy, ale że powinni zacząć myśleć radykalnymi kategoriami. Być w przyszłości przygotowanymi na różne scenariusze.

 

Jak wygląda to w krajach, w których nacjonalizm jest „na topie” i młodzież ochoczo zasila szeregi grup narodowych? By przybliżyć o co nam dokładnie chodzi, odwołajmy się do najbardziej chyba wymownych przykładów z zagranicy. Węgierscy nacjonaliści od dawna eksponują przykład antykomunistycznego Powstania z 1956 roku. W 2006 roku, kiedy w wyniku afery taśmowej naród wyległ na ulice, odwołano się właśnie do tamtego przykładu. Zbiegło się to zresztą z 50. rocznicą zrywu. Wydarzenia przekroczyły rozmiary zwykłych zamieszek, nacjonaliści m.in. zdobyli budynek gadzinowej telewizji. Nikt w kierownictwie tamtejszych organizacji narodowych nawet przez chwilę nie miał przemyśleń na zasadzie „a może by do tego się nie przyznać?”. Po prostu uznano to za wyraz antysystemowego oporu, nie wyparto się nikogo  kto atakował policję i brał udział w zamieszkach. Władza oszukała i obraziła naród, więc ten miał prawo żywiołowo reagować, a my tę reakcję symbolizujemy, utożsamiamy się z jej wyrazicielami,  a nawet jeśli któryś niekulturalnie wygląda albo tak się wysławia to jest to zupełnie nieistotne. Gniew narodu, jego opór przeciw ograniczaniu wolności, tłumieniu realizacji jego interesów mają prawo mieć ujście w ten właśnie sposób – jest to naturalne i nasze szeregi przystosowujemy właśnie do takiego obrotu wydarzeń, masom naszych sympatyków niejako „proponujemy” narrację, że to kontynuacja oporu z 1956 roku. Słowo tu użyte (z braku lepszego) brzmi oczywiście niezręcznie, ale czy wszystko to jest nieuprawnione? Tak w skrócie wyglądał tok myślenia Węgrów z Jobbiku i HVIM. Rewolucyjne symbole z historii zostały wypełnione rewolucyjną w swej istocie treścią, to co robi dziś Jobbik ma być wypełnianiem testamentu dawnych powstańców i mało kto zwątpi w tę retorykę – w końcu węgierscy nacjonaliści pokazali już, że są w stanie dokonać rzeczy tak doniosłych. Tak tworzą się mity, którymi żyją grupy społeczne.

 

Z podobną sytuacją mamy do czynienia na Ukrainie. Jak byśmy nie oceniali Majdanu, bo przecież wielu z nas odnosi się do niego krytycznie, to tak wielkiego (obiektywnie) wysiłku społecznego dokonano między innymi właśnie dlatego, że potrafiono napełnić dawne, historyczne symbole nową treścią. Mit powstańca (kozackiego, dla niektórych upowskiego) został rewitalizowany, odżył w postaci bojownika Samoobrony Majdanu. Tak jawne łamanie prawa, w wielu innych sytuacjach postrzegane nagannie, stało się w oczach tych ludzi zupełnie uprawnionym – tego bowiem wymagała sytuacja rewolucyjna, ale też tego wymagał testament przodków.

 

Czy nas dziś stać na to, by tzw. „modę na patriotyzm” przekuć nie tylko na, bądźmy szczerzy, jednak dość bezproduktywne długofalowo pozytywne odczucia w stosunku do naszych historycznych bohaterów, ale także na realne bezkompromisowe postawy oporu wobec systemu? Wydaje się, że „gimbopatriotyzm” można uczynić wstępem do czegoś znacznie głębszego, należy jednak po pierwsze, poprawnie zdiagnozować patologie jakie wiążą się z tym zjawiskiem, po drugie, położyć nacisk na kształtowanie konkretnych postaw, a nie tylko zadowalać się tym, że młodzież mówi coś o Polsce i patriotyzmie. Jak zwykle, wszystko rozbija się o brak spójnych, przemyślanych wizji, które należy przedstawić społeczeństwu.

 

 

Jakub Siemiątkowski

Artykuł ukazał się w „Polsce Niepodległej” 17 czerwca 2015 r.

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree