20 wrzesień 2016

11 sierpnia obchodziliśmy kolejną rocznicę wydania wyroku śmierci na Polaków mieszkających w ZSRR. W ciągu dwóch lat ofiarą mordów padło mniej więcej tylu naszych rodaków, co w toku Rzezi Wołyńsko-Galicyjskiej. Ofiary te, zupełnie przez społeczeństwo zapomniane, czekają na upamiętnienie – także przez środowiska narodowe i patriotyczne, często nieświadome skali tej zbrodni.

Wydaje się, że okazja ku temu nadarzy się już wkrótce. W przyszłym roku przypada 80. rocznica rozpoczęcia Operacji Polskiej (1937-1938), na mocy rozkazu dowódcy NKWD Nikołaja Jeżowa. Rządzący PiS zapowiedział ostatnio, że będzie dążył do ustanowienia 2017 r. rokiem pamięci o ofiarach tej rzezi – spełniającej ponad wszelką wątpliwość wymogi uznania jej za ludobójstwo.

Przyjmuje się, że w toku Operacji Polskiej zamordowano bezpośrednio 111 tys. Polaków, choć pojawiają się głosy, że w szerszym przedziale czasowym zginęło ich nawet 200 tys. Jeden z zachodnich historyków obliczył, że w tych latach Polak mieszkający w ZSRR miał 31 razy większą szansę być rozstrzelanym, niż wynosiła średnia dla innych grup narodowościowych, a przypomnijmy, że był to czas tzw. „Wielkiego Terroru”, masowych czystek stalinowskich. Oprócz mordów były także deportacje, które objęły ok. 100 tys. Polaków. Jak pisze zajmujący się tą sprawą prof. Mikołaj Iwanow, Polacy byli pierwszą grupą społeczną w ZSRR, którą Stalin skazał na zagładę z powodów narodowych. 200 tys. to niemal dziesięciokrotnie więcej niż w szeroko ujętej zbrodni katyńskiej, uznawanej za symbol komunistycznych mordów na Polakach. Katyń jednak doczekał się upamiętnienia na różne sposoby w Polsce. Wiedza o nim przebija się gdzieniegdzie nawet za granicą. Nawet rosyjscy oficjele kilkukrotnie, dość niemrawo, sugerowali, że wina leży po stronie ZSRR, choć w Rosji wciąż popularny jest pogląd, że mordów dokonali Niemcy, a przy okazji podnoszenia tego tematu automatycznie tabuny rosyjskich „specjalistów” przypominają o rzekomym zamęczeniu tysięcy jeńców rosyjskich po wojnie polsko-bolszewickiej. Zbrodnie z lat 1937-1938 nie doczekały się jednak w zakresie przywracania pamięci nawet ułamka tego co Katyń. Tym większa chwała osobom dopominającym się o tę pamięć, takim jak wspomniany prof. Iwanow (Rosjanin z pochodzenia) czy Tomasz Sommer, autor książki „Operacja Antypolska NKWD 1937-1938”.

Jest to ludobójstwo zapomniane, niewygodne jak mało które – zauważmy to zresztą ze wstydem, także dla endeków. Polacy za Zbruczem znaleźli się w wyniku postanowień Traktatu Ryskiego z 1921 r., w którego kształtowaniu od strony polskiej główny udział miał Stanisław Grabski, jeden z liderów endecji. Granica odbiegała od postulowanej wcześniej, słynnej „linii Dmowskiego”, ale powiedzmy to sobie szczerze – także Roman Dmowski zaakceptował tę granicę, zostawiającą poza obrębem odradzającej się II RP setki tysięcy Polaków-autochtonów. Endecy nie chcieli wówczas zbyt wielu mniejszości narodowych w obrębie państwa, nie ulegali ułudzie, której hołdowało późniejsze pokolenie „młodych”, skłonnych wierzyć w nieograniczone możliwości asymilacyjne państwa polskiego. Dmowski bronił swojej retoryki jeszcze w latach 30-tych, kiedy nastawieni mocarstwowo „młodzi” krytykowali ów minimalizm. Oczywiście przesadnymi należy nazwać opowiastki o tym, że Grabski miał „krew na rękach”, przecież nikt nie mógł przewidywać, że w warunkach pokoju państwo sowieckie – w którego trwałość w 1921 r., a nawet i znacznie później endecy nie wierzyli – będzie skłonne dokonywać mordów na taką skalę. Niemniej jednak zdawajmy sobie sprawę z tego jak przewrotna bywa historia. Ostrożność także może mieć katastrofalne konsekwencje.

Kto jest dziś dziedzicem winowajców tej wielkiej zbrodni? Mimo, że państwo sowieckie nie istnieje, odpowiedź jest dość oczywista – Federacja Rosyjska, jako bezpośredni prawny spadkobierca ZSRR, co jest faktem uznawanym tak przez wspólnotę międzynarodową, jak i państwo rosyjskie oraz ogół jego społeczeństwa. Nie rozwodziłbym się być może nad takimi oczywistościami dłużej gdybym nie miał pewności, że znajdą się tacy, którzy będą dowodzić, że „ZSRR to nie Rosja”, „NKWD to Żydzi” etc. Po pierwsze, jak już wspomniano, prawnie to Rosja jest kontynuatorem ZSRR. Po drugie, sami Rosjanie uznają ZSRR za historyczną emanację swojej państwowości. To na terytoriach rosyjskich komuniści zdobyli władzę i poparcie, by zniewolić następnie narody sąsiednie. Po trzecie, w omawianym okresie ZSRR nie było już internacjonalistycznym tworem potępiającym rosyjskie tradycje, tak jak w latach dwudziestych, ale wręcz przeciwnie – po okresie liberalnej korienizacji, wróciło do wielkoruskiego szowinizmu (warto zapoznać się z tym, co staliniści zrobili z narodowymi komunistami Białorusi i Ukrainy). Po czwarte, nie jest racjonalnym argumentem stwierdzenie, że także w latach 30-tych i 40-tych pewien procent sowieckich elit był etnicznie nierosyjski – za Romanowów elity państwa były w dużym stopniu niemieckie, Iwan Groźny przyjmował w poczet bojarstwa tysiące świeżo ochrzczonych Tatarów, elita państwa Rurykowiczów (jeśli zaryzykować tezę, że Rosja ma tam korzenie) była w dużej mierze pochodzenia skandynawskiego. Imperium rosyjskie nigdy nie było państwem narodowym, czynnik etniczny pełnił tam rolę na ogół podrzędną względem rosyjskiego imperializmu – zabawnie zresztą obserwuje się poszukiwaczy nierosyjskich korzeni przywódców ZSRR, którzy jednocześnie odcinają się od etnicznego pojmowania narodu. Po piąte, ludzie operujący takimi argumentami często gardłują „przecież Rosja przeprosiła za Katyń” – no skoro miała za co przepraszać w tym wypadku, to chyba jeśli mowa o mordach kilkukrotnie większych, dokonanych ledwie 3-4 lata wcześniej, potrzeba taka zachodzi tym bardziej. Dodajmy tu pewne zastrzeżenie – nie jest w mojej intencji oskarżanie ponad 50% Rosjan uważających Stalina za wielkiego przywódcę, ani nawet tych dziesiątek tysięcy sympatyków partii komunistycznej, wychodzących z jego podobiznami na ulicę 1 maja, o poparcie dla masowego mordowania Polaków. Zapewne ich ogół nie zdaje sobie z tego sprawy, niektórzy uważają, że Katyń to dzieło Niemców (jak domniemywał niedawno słynny „bohater Noworosji”, popularny także wśród niektórych narodowców w Polsce, ponoć „monarchista”, Igor Striełkow), pewnie większość nawet nie czuje antypatii do Polaków. Stalin dla nich to symbol wielkości państwa, zwycięstwa nad Hitlerem – tak definiują swoją ojczyznę, nawet jeśli komuś wydaje się kuriozalnym milczenie albo zasłanianie eufemizmami jego zbrodni. Stosujmy jednak równe standardy wobec Ukraińców pozytywnie odnoszących się do mitu UPA – z faktu tego nie wynika chęć powtarzania mordów. Mity żyją swoim życiem, taka ich natura.

Przywołuję tu temat Wołynia nieprzypadkowo. Da się zauważyć ogromną dysproporcję w traktowaniu obu ludobójstw w Polsce. Posmak tego zjawiska mieliśmy 11 sierpnia, kiedy odbyła się pikieta pod pałacem prezydenckim, w sprawie upamiętnienia ludobójstwa na Polakach, dokonanego przez UPA. Czemu akurat tego dnia? Organizatorzy twierdzą, że wzorem PiS będą organizować „miesięcznice wołyńskie”. Upamiętniania ofiar Rzezi Wołyńsko-Galicyjskiej nigdy za wiele. Piszę to jako wnuk Wołyniaka, ale i zwolennik pojednania pomiędzy Polakami a Ukraińcami (nie wiedzieć czemu niektórym się to zestawienie w głowie nie mieści). Także współpraca polsko-ukraińska będzie przebiegać bardziej harmonijnie jeśli wyjaśnimy sobie wydarzenia z historii, co zapewne zajmie jeszcze niemało czasu. Niesmacznie – eufemistycznie rzecz ujmując – wygląda natomiast manifestowanie w imię uznania tych rzezi za ludobójstwo akurat 11 sierpnia, w rocznicę wydania rozkazu o eksterminacji Polaków w ZSRR. Nie oskarżam nikogo o celowe działanie, może po prostu zaszło nieporozumienie, może wynikło to z niewiedzy... ale ciężko nie stwierdzić, że nazywanie Rzezi Wołyńskiej „tematem tabu III RP”, „przemilczanym ludobójstwem” akurat w rocznicę ludobójstwa dokonanego na podobną skalę, o którym w Polsce nie pamięta niemal nikt, narodowców nie wyłączając, wygląda dość niezręcznie. Po prostu Polak zabity przez NKWD nie zasługuje na upamiętnienie w mniejszym stopniu niż Polak zabity przez UPA. Nie można wartościować niewinnie przelanej polskiej krwi – i choćby dlatego absurdalnym jest domaganie się zbiorowej ekspiacji ze strony Ukraińców, którzy dopiero co się o Wołyniu dowiadują, przy milczeniu wobec zbrodni w ZSRR ze strony spadkobierców tego państwa. Nieprzypadkowo piszę, że Ukraińcy dopiero co się dowiadują o Wołyniu – naprawdę dziwi nas to dziwi w sytuacji, w której w samej Polsce, w ojczyźnie narodu w tych rzeziach poszkodowanego, do niedawna o tym się nie mówiło, a poza hermetycznymi środowiskami narodowymi i kresowymi, mało kto o tym wiedział?

Może ktoś inicjatywę PiS-u postrzegać jako zagrywkę taktyczną, realizację przez tę partię działań, w których cele polityczne splatają się z historycznymi. Przy okazji można skrytykować kunktatorstwo PiS w sprawie wołyńskiej, choć słowo „ludobójstwo” przecież padło. Być może nawet to wszystko prawda, ale czy zmienia to fakt, że wraz z podniesieniem sprawy masowych mordów na Polakach w ZSRR podjęty został temat, o którym ogół środowisk patriotyczno-narodowych mówił niewiele albo podnosił je w sposób niewspółmierny do wagi? Kończąc, powiedzmy to sobie zresztą otwarcie – są zapewne i tacy, którzy chętnie będą wypominać Rzeź Wołyńską, dawać jej prymat nad innymi zbrodniami na narodzie polskim w imię czystej ukrainofobii, nie podejmując jednocześnie tematu Operacji Polskiej NKWD, gdyż mogłoby to zdjąć z Ukrainy odium „jedynego państwa, które nie przeprosiło za swoich zbrodniarzy” albo wręcz rzucić cień na ubóstwianych przez nich bezpośrednich spadkobierców NKWD, jakimi są zasiadający dziś na Kremlu politycy (KGB, którego Putin był podpułkownikiem do 1991 r., to przecież bezpośredni następca NKWD). Wszystko w imię – a jakże – „realizmu”. Te ludobójstwa trzeba rozliczyć, potępić, a ich ofiarom oddać hołd – niezależnie od tego jak będą się rozkładać stosunki pomiędzy państwami. To wymóg elementarnych zasad moralnych.

Jakub Siemiątkowski

 

Artykuł ukazał się w „Polsce Niepodległej” 24.08.2016.

 

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree