02 czerwiec 2017

Środowe popołudnie w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Na konwersatorium o nazwie Antropologia kultury został zaproszony gość i spotkanie miało przebiec spokojnie, w atmosferze dialogu i wzajemnego zrozumienia. Jednak plany bardzo często rozmijają się z rzeczywistością.

Gościem zajęć był Hubert Sobecki, przedstawiciel organizacji „Miłość nie wyklucza”, zajmującej się wprowadzeniem „równości” małżeńskiej. Planował zaprezentować działania, jakie podejmuje jego stowarzyszenie i na końcu wysłuchać pytań od zainteresowanych studentów. Prelegent musiał się zdziwić, że jego wystąpienie wzbudziło coś więcej, niż tylko nudne pytania pod koniec prezentacji, jak to zwykle bywa na uniwersytecie.

Sobecki przytaczał historie homoseksualnych par, które, ograniczone przez polskie prawo, nie mogą funkcjonować na równi z parami heteroseksualnymi. Używał słowa „rodzina” mówiąc o związkach gejów i lesbijek wychowujących adoptowane dzieci. Podkreślał, według niego i jego organizacji, absurdy polskiej legislacji, która nie pozwala na zawarcie związku małżeńskiego z partnerem tej samej płci, pochodzącym z innego państwa, zezwalającego na tego rodzaju układy. Dawał do zrozumienia jak trudno jest funkcjonować w Polsce będąc homoseksualistą. Jednym z przykładów był chociażby zgon – „bo wiecie, śmierć bliskiej osoby to nie jest taka sexy sprawa, z którą można sobie łatwo poradzić”. Jednak użycie kolokwializmów nie było najbardziej irytujące w całej tej uczelnianej farsie. O ból głowy przyprawiał fakt, w jaki sposób Sobecki odzywał się do gości zadających pytania (należy zauważyć, że prezentacja była tak obszerna, interesująca i szczegółowa, że nie dało się zaczekać do końca z zadawaniem pytań – prelegent mógłby sobie z nimi po prostu nie poradzić), które nie były ani napastliwe, ani nie na temat. Po drugim czy trzecim pytaniu prelegent zaczął nerwowo drapać się po głowie i powtarzać, że atmosfera się zagęszcza i że „wszyscy powinniśmy nieco ochłonąć”, jednak wydaje mi się, że wśród osób zebranych na sali to on był najbardziej zdenerwowany. Dowodem tego była kolejna sprzeczka słowna, jaka wywiązała się parę chwil później. Sobecki nawiązał do „interwencji”, jakie jego organizacja przeprowadza, m.in. w związku z wizytą profesora Paula Camerona w Polsce. Otwarcie szkalował osobę profesora, a przy okazji drwił z jednego z zebranych, który przyznał, że w trakcie owej wizyty był tłumaczem i szoferem amerykańskiego badacza. „Gratuluję tego dokonania życiowego, że jesteś czyimś szoferem” powiedział prelegent i nieudolnie usiłował kontynuować swoje wystąpienie. Na kolejną wypowiedź, która zawierała wyrażenie „my, narodowcy”, Sobecki krzyknął „no tak, sądzę, że zaraz byś chciał wy*ierdolić mnie przez okno”. Ku ogólnemu zdziwieniu osoba prowadząca zajęcia (która podobno miała panować nad sytuacją i moderować spotkanie) nie zareagowała na ten wybuch wściekłości i ewidentny brak okrzesania i nawet się nie zająknęła. Widać jaki Instytut – taka kultura.

Ponadto była mowa o kwestiach finansowania tej organizacji i jej zamiarach wobec rozszerzenia swojej działalności. Nietrudno się domyślić, że stowarzyszenie pobierało dotacje od np. Fundacji Batorego [sic!] i że liczy na wspieranie swoich inicjatyw. Jedną z nich jest plan wprowadzenia programów edukacyjnych dla szkół, które miałyby na celu edukowanie młodzieży, oswajanie ich z tematem homoseksualizmu, a przede wszystkim zachęcanie do odważnych „coming outów”, które wpływałyby pozytywnie na społeczeństwo, zwiększając poziom akceptacji wobec tych osób.

Dzień po spotkaniu w IKP UW jedna z osób uczestniczących w spotkaniu udostępniła na Facebooku swoją głęboką refleksję, dotyczącą zachowania słuchaczy zajęć. Osoba ta sugeruje, jakoby nacjonalistyczne bojówki przyszły zrobić szum, który miał służyć wyłącznie obrażaniu prowadzącego i niedopuszczaniu go do głosu. Nie jest to prawdą, ponieważ to z jego strony padały wulgaryzmy, a do głosu był aż zanadto dopuszczany. Jego niechęć odpowiedzi na proste, logiczne pytania i awersja do zebranej audiencji wydaje się szalenie nietolerancyjna i poniżej kreski. Zebrane osoby chciały usłyszeć spójne i wiarygodne odpowiedzi, których jednak nie dało się uzyskać. Ponadto warte podkreślenia jest zachowanie innych osób uczestniczących w zajęciach, przyszłych antropologów. Siedzenie cicho jak myszy pod miotłą jest taktyką może i naukową, ale mało skuteczną. Zasłuchani studenci sprawiali wrażenie chłonnych gąbek, które, jak to gąbki, są pozbawione umiejętności dogłębnej refleksji nad przyjmowanymi informacjami. Zasłaniali się „kulturą”, niepozwalającą wejść w polemikę z „napastliwymi bojówkami nacjonalistów”, które śmiały wyrażać swoje zdanie. Jednak myślę, że po prostu się bali, bo nie sprawiali wrażenia szczególnie mocnych w swoich argumentach. Może przez to mają teraz takiego moralniaka, że nie obronili jednego geja na uniwersytecie, który się zdenerwował, bo ktoś podważył jego święte tezy? A może dlatego, że usiłują zasłonić się wolnością słowa, która jest dla nich taką świętością?

Z tego doświadczenia wynika, że owa wolność jest dobrem luksusowym, dostępnym dla niewielu.

Zuzanna Orczyc-Musiałek

Studentka Dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Wychowana w domu historyków, w duchu silnie patriotycznym i jeszcze silniejszym katolickim. Lubi Sapkowskiego, Cherezińską i muzykę (prawie) każdą, a w szczególności filmową. 

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree