17 luty 2014

Kara śmierci w ujęciu modernistycznej i antropocentrycznej  doktryny II Soboru Watykańskiego.

Źródło zdjęcia: wikipedia.org

Istnieją instytucje społeczne wywodzące się z zasad prawa naturalnego, czemu zawdzięczają one swoją trwałość. Do takich należy rodzina, państwo, kapłaństwo. Są też inne, które z uwagi na to, że wynikały z pewnego stadium refleksji nad owymi zasadami bądź też z okoliczności historycznych, muszą upaść, kiedy refleksja wzniesie się na wyższy poziom lub gdy ustaną te okoliczności. Tak było np. w przypadku niewolnictwa.

 

Do niedawna kara śmierci była uzasadniona zarówno teoretycznie, jak i praktycznie jako najwyższa kara, którą społeczeństwo może wymierzyć złoczyńcy, i to w trojakim celu: przywróceni porządku i sprawiedliwości, bronienia się, a także odstraszenia innych przed popełnianiem podobnych czynów.

 

Zasadność kary śmierci opiera się na dwóch przesłankach:

1)  społeczeństwo ma prawo się bronić;

2)  do obrony należy wykorzystać wszelkie niezbędne środki.

 

Kara główna podpada więc pod tę drugą zasadę, pod warun­kiem, że odebranie życia członkowi danej społeczności stało się  niezbędne dla uchronienia jej przed śmiertelnym zagrożeniem.

 

Nasilająca się obecnie tendencja do łagodzenia kar wynika po części z ducha łagodności, jaki cechuje Ewangelię, chociaż przez wieki nie znajdowało to potwierdzenia w barbarzyńskich zwyczajach panujących w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości. Niemniej jest też  prawdą, że w Kościele utrzymywała się wyraźna niechęć do przele­wania krwi, wskutek pewnej niekonsekwencji, której nie chciałbym w tym miejscu analizować. Przypomnę tylko, że prawo kanoniczne obkładało tzw. „nieregularnością" nie tylko kata, lecz również sędziego zasądzającego karę śmierci zgodnie z przepisami prawa (iuxta ordinem iuris), a nadto oskarżycieli i świadków, jeśli w wyniku procesu doszło do wykonania wyroku na skazanym (CIC, 985, p. 4).

 

Kontrowersja nie dotyczy prawa społeczeństwa do tego, by się bronić, gdyż prawo to jest podstawowym paradygmatem kodeksów karnych. Dotyczy ona jedynie potrzeby fizycznego wyeliminowania zbrodniarza po to, aby obrona ta była skuteczna. Zgodnie z tradycyjną doktryną (poświadczoną przez św. Augustyna, przez św. Tomasza, a także przez Taparelliego d'Azeglio), ocena konieczności zastosowania kary głównej opiera się na przesłankach związanych z moralną zwar­tością społeczeństwa: chodzi o to, z jak dużą stanowczością państwo powinno reagować na rozkładający więzi społeczne indywidualizm. Nawet teorie abolicjonistów (por. Beccaria) nie lekceważą owego i czynnika, a mianowicie potrzeby wzięcia pod uwagę kontekstu historycznego, i dopuszczają sytuacje, w których zastosowanie kary głów­nej może być w drodze wyjątku konieczne. Warto pamiętać, że podczas II Wojny Światowej nawet sąd w Szwajcarii wydał rozkaz rozstrzelania siedemnastu osób, które dopuściły się zdrady stanu.

 

Sprzeciw wobec kary śmierci.

Sprzeciw wobec stosowania kary śmierci może wypływać z dwóch wzajemnie sprzecznych przesłanek. Z jednej strony może za stać argument, że pomimo ohydy zbrodni należy pochylić się nad ludzką słabością i uwzględnić fakt, że dopóki trwa życie czło­wieka, jest on w stanie podźwignąć się nawet z największego moralnego upadku. A z drugiej strony sprzeciw ten może wypływać z przekonania o nienaruszalności osoby w kontekście jej ziemskiej egzystencji - gdy życie doczesne traktowane jest jako samoistny cel, a jego odebranie jako zniweczenie ludzkiego przeznaczenia. Najdziwniejsze jest to, że w odczuciu wielu ludzi ten drugi argument opiera się na przesłankach religijnych, podczas gdy jest on z gruntu areligijny. Jego zwolennicy zapominają, że według religii życic ziemskie nie jest celem lecz środkiem mającym prowadzić do moralnego celu życia: celu, który wykracza poza wszystkie wartości doczesne.  Odebranie człowiekowi życia bynajmniej nie oznacza pozbawienia go nadprzyrodzonego przeznaczenia, dla którego został stworzony i które stanowi o jego godności. Mało tego: człowiek może, bardzo pragnąc żyć, zagubić głęboką rację życia (propter vitam, vivendi perdere causas) i stać się niegodnym życia, traktując je jako wartość, która istnieje sama dla siebie. W powyższym argumencie kryje się sofizmat, że człowiek (a praktycznie: państwo) jest zdolny - odbierając przestępcy życie - pozbawić go jego ostatecznego przeznaczenia, uniemożliwić mu spełnienie jego powołania. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Można skazanemu odebrać życie, ale nie można pozbawić go jego przeznaczenia, którym jest wieczność. Społeczeństwa, w których neguje się cel nadprzyrodzony i które za naj­wyższą wartość uznają prawo do życia w pomyślności, muszą widzieć w karze śmierci niesprawiedliwość przekreślającą szansę człowieka na to, by być szczęśliwym. Jest prawdziwym paradoksem, że przeciwnicy kary śmierci opowiadają się za państwem totalitar­nym - przypisując mu dużo większą władzę niźli ta, jaką rzeczywi­ście posiada,  a mianowicie władzę pozbawienia człowieka jego przeznaczenia. Śmierć zadana drugiemu człowiekowi nie może niweczyć jego moralnego przeznaczenia i jego ludzkiej godności, a tym bardziej nie przekreśla ona Bożej sprawiedliwości: to ona osta­tecznie osądzi wszystkie ludzkie wyroki. Dewiza, która jest wygra­werowana na mieczu oprawcy we Fryburgu (Szwajcaria): „Panie Boże, Tyś jest sędzią", nie oznacza utożsamienia ludzkiej sprawie­dliwości z boską, lecz uznanie, że Najwyższy Sędzia osądza spra­wiedliwość wymierzaną przez człowieka.

 

Bywa także poddawana w wątpliwość „funkcja odstraszająca" kary śmierci. Nierzadko jest w tym kontekście przywoływane słynne zdanie Cezara, wypowiedziane podczas procesu wspólników Katyliny, gdzie stwierdził, że dla złoczyńcy śmierć kładąca kres jego hańbie jest mniejszym złem, aniżeli dalsze życie z owym straszliwym piętnem. Ale kłam tej tezie zadaje po pierwsze powszechne odczucie, które znalazło odzwierciedlenie we wprowadzeniu do konstytucji prawa łaski, a po drugie fakt, że złoczyńcy wiążą się uroczystymi przysięgami, w których za zdradę należy się śmierć. Jest to najlepszy do wód na odstraszający charakter kary głównej. 

 

Zmiana w doktrynie Kościoła. 

Nawet w teologii karnej Kościoła zaznaczyła się istotna zmiana, że wspomnę dokument francuskiego Episkopatu z 1979 r. stwierdzający, że trzeba znieść karę śmierci, ponieważ jest ona „niezgodna z Ewangelią"; wyrazem podobnej ewolucji w myśleniu było stanowisko biskupów z Kanady i USA oraz dwa artykuły za­mieszczone w L'Osservatore Romano: z 22 stycznia 1977 i z 6 września 1978 roku, gdzie został wyrażony pogląd, iż kara śmierci kłóci się z ludzką godnością i z Dobrą Nowiną. Gdy chodzi o powyższy argument, należy zauważyć, że nawet dystansując się od idealizowania kary śmierci, co czynił Baudelaire, uznając ją za wzniosły akt sakralny (z czym nie sposób się zgo­dzić),    nie    można   przekreślić   jednym   pociągnięciem   pióra prawodawstwa starotestamentalnego, u podstaw którego leży zasada, że za śmierć należy się śmierć. Niepodobna też, by całkowicie abstrahować już nawet nie od prawa kanonicznego, ale od nauki płynącej z Nowego Testamentu. Zdaję sobie sprawę z tego, że cha­rakterystyczny fragment z Listu do Rzymian (XIII, 4), gdzie św. Paweł daje w ręce władców miecz sprawiedliwości (ius gladii) i nazywa ich „narzędziem Boga do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który czyni źle", jest odrzucany przez zwolenników nowo­czesnej hermeneutyki jako odbicie dawnych uwarunkowań historycznych, a więc coś, co dziś nie jest już wiążące. Jednak Pius XII otwarcie odrzucił tę interpretację, podkreślając w swym przemówieniu z 5 lutego 1955 r. skierowanym do prawników katolickich, że ten fragment Pisma Świętego ma trwałą i uniwersalną wartość, gdyż odnosi się do samego fundamentu wymiaru sprawiedliwości. Co więcej, w Ewangelii Chrystus dopuszcza pośrednio karę śmierci mówiąc, że „lepiej jest zawiesić człowiekowi kamień młyński u szyi i utopić go" (Mt, XVIII, 6) niż żeby miał się on stać przyczyną zgorszenia. A z Dziejów Apostolskich (V, 1-11) jasno wynika, że kara śmierci nie budziła odrazy w młodym Kościele, skoro Ananiasza, męża Safiry - który za jej wiedzą odłożył dla siebie część pie­niędzy uzyskanych za sprzedaż ziemi, zamiast złożyć całość u stóp św. Piotra - natychmiast dosięgła śmierć. Wiemy z komentarzy biblijnych, że kara ta została uznana za okrucieństwo przez ówczesnych przeciwników chrześcijan.

 

Zmiana, jaka zaszła w stanowisku Kościoła, dotyczy dwóch aspektów. Po pierwsze w nowej teologii karnej nie bierze się w ogóle pod uwagę sprawiedliwości, a jedynie kwestię przydatności kary oraz jej walorów resocjalizacyjnych. Pod tym względem (po obnie zresztą, jak pod wieloma innymi) myślenie „odnowicieli" nasuwa skojarzenie z utylitaryzmem, jaki cechował filozofię jakobinów: człowiek jest całkowicie niezależny; państwo może bronić się przed przestępcą, ale nie może karać go za naruszanie prawa moralnego, czyli w gruncie rzeczy przesądzać o winie. Takie abstrahowanie od moralnej odpowiedzialności sprawcy prowadzi do tego, że mniejszą uwagę zwraca się na ofiarę, a większymi wzglę­dami cieszy się przestępca. W Szwecji były osądzony korzysta z przywilejów w ubieganiu się o posadę państwową, czyli jest trak­towany lepiej od obywatela o nieposzlakowanej opinii.

 

Prowadzony na szafot morderca nazwiskiem Buffet wykrzy­kiwał swoją wiarę w to, że jest „ostatnim we Francji skazańcem, który zostanie ścięty na gilotynie". Powinien był raczej obwieścić, że jest ostatnim, którego uznano za mordercę. W dzisiejszych cza­sach kara wydaje się być czymś ohydniejszym od samej zbrodni, a o ofierze po prostu się zapomina. </b> Neguje się potrzebę przywrócenia ładu moralnego naruszonego przez popełnienie przestępstwa. Karę uważa się za zemstę na sprawcy. Tymczasem jest to wymóg sprawiedliwości. Należy uczynić mu zadość nawet wówczas, gdy nie­możliwe jest naprawienie wyrządzonego zła i gdy nie bardzo można liczyć na poprawę tego, który je spowodował. Nie trzeba chyba dodawać, że współczesna mentalność atakuje też samą ideę Bożej sprawiedliwości, w ramach której potępieni nie mają żadnej nadziei na „rewizję" wyroku skazującego (por. § 316). Samo my­ślenie o zadośćuczynieniu przez sprawcę jest dziś sprowadzane do potrzeby     zreformowania     porządku     społecznego.     Według L'Osservatore Romano z 6 września 1978 r. odpokutować, to „zy­skać świadomość, że jest się znów przydatnym dla swoich braci", podczas gdy zgodnie z nauką katolicką ekspiacja polega na tym, by czuć odrazę do wyrządzonego zła i by swoją wolę na nowo uczynić zgodną z absolutem prawa moralnego. Jednocześnie ci, którzy argumentują, że nie można odebrać przestępcy życia, gdyż w ten sposób odbiera się mu także możliwość odpokutowania, zapomina­ją, że najwyższa kara sama jest ekspiacją. Zapewne w „religii antropocentrycznej" ekspiacja polega głównie na poświęcaniu się innym ludziom - a na to trzeba dać skazanemu dostatecznie dużo czasu, zamiast ten czas skracać. Jednak w religii skierowanej na Boga ekspiacja polega przede wszystkim na uznaniu Boskiej mocy i Boskiego Majestatu. Cześć temu Majestatowi trzeba oddawać w każdym momencie, i w każdym momencie jest to możliwe.

 

W artykule będącym głosem przeciwko karze śmierci, który ukazał się w L'Osservatore Romano z 22 stycznia 1977 roku, napisano, że „społeczeństwo powinno umożliwić przestępcy oczyszczenie się, od­pokutowanie za swoje winy i zadośćuczynienie za popełnione zło; tymczasem kara śmierci tę możliwość odbiera." Tak oto zanegowano wartość ekspiacyjną śmierci oraz zignorowano ofiarę z życia, które skazany godzi się oddać tytułem ekspiacji. A przecież również ekspia­cja (ofiara przebłagalna), jaką było odkupienie naszych grzechów przez Chrystusa, wiązała się ze skazaniem na śmierć. Warto przypomnieć o skazańcach nawróconych tuż przed śmiercią przez św. Józefa Cafasso, oraz o tym, co pisali w listach na krótko przed swym straceniem niektó­rzy członkowie Ruchu Oporu. Wymierzenie najwyższej kary stawało się niejednokrotnie - m.in. dzięki obecności kapłana - okazją do nie­zwykłej przemiany moralnej, na co można podać szereg przykładów: od Mikołaja z Tuldo, pocieszonego przez Katarzynę z Sieny, o czyni napisał on w słynnym liście, poprzez Feliksa Robola, któremu na szalo cię towarzyszył ks. Antoni Rosmini, Marcina Merino, który w 1852 r. usiłował dokonać zamachu na królową hiszpańską, aż po współczesnego nam Jakuba Fescha, który został stracony na gilotynie w 1957 r. a którego listy więzienne są wzruszającym świadectwem duchowej doskonałości tego, którego Bóg do siebie powołał.

 

Najbardziej bezbożnym aspektem doktryny, która odrzuca ka­rę śmierci, jest właśnie zaprzeczanie jej wartości ekspiacyjnej, będącej wszak z punktu widzenia religii wartością najcenniejszą, gdyż ekspiacja oznacza tu zgodę skazanego na poświęcenie naj­wyższego doczesnego dobra. Przytoczmy zdanie św. Tomasza, według którego kara główna nie tylko „umarza dług" zaciągnięty wobec społeczeństwa, ale stanowi też zadośćuczynienie w wymiarze nadprzyrodzonym. Warto dokładnie zacytować jego słowa: „Śmierć wymierzona za zbrodnie gładzi całą karę [pozostałą do odpokutowania] lub jej część w zależności od ilości win, od od­prawionej pokuty i od skruchy, ku czemu nie daje sposobności śmierć naturalna". Niezwykła wartość aktu woli tego, który pragnie wynagrodzić za swoje winy, była powodem, dla którego towarzyszący skazańcom członkowie działającego w Rzymie Bractwa Miłosierdzia im. Świętego Jana Chrzciciela nie ustawali w wysiłkach i namowach, ażeby przywieść przestępców do zrozumienia i zgody, tak by chcieli umrzeć, jak dawniej powiadano, w łasce Boga. 

 

Nienaruszalność życia. - Charakter ludzkiej godności. - Pius XII. 

Głównym argumentem przedstawicieli nowej szkoły teologii karnej pozostaje nienaruszalne i niezbywalne prawo do życia, gwałcone, gdy państwo wymierza przestępcy karę śmierci. Autor wspomnianego artykułu z L'Osservatore Romano napisał, że „z punktu widzenia współczesnej świadomości, która jest szczególnie czuła na wartości ludzkie, na uprzywilejowane miejsce człowieka we wszechświecie, na jego godność i jego niezbywalne prawa, kara śmierci jest czymś odrażającym, nieludzkim i barbarzyńskim." Zanim skomentuję ów artykuł, który streszcza de facto stanowisko abolicjonistów, pozwolę sobie zauważyć, że takie powoływanie się na „współczesną świadomość" odnajdujemy również w pewnym dokumencie biskupów francuskich, gdzie czytamy, że „sprzeciw wobec kary śmierci jest dziś postrzegany jako coś, co naturalnie wynika z postępu, który został uczyniony w dziedzinie poszanowa­nia ludzkiego życia". W tego typu wypowiedziach widać skłonność do ulegania modom intelektualnym oraz do patrzenia na rzeczywi­stość przez pryzmat swoich pragnień: zbrodnie ludobójstwa doko­nywane na masową skalę przez hitlerowskie Niemcy i Rosję sowiecką, przemoc stosowana na co dzień przez dyktatorskie re­żymy, legalizacja aborcji, a w niektórych krajach wymuszanie jej w majestacie prawa, wreszcie takie niepokojące zjawiska, jak prze­stępczość i terroryzm, wobec których rządy wydają się coraz bar­dziej bezsilne, w sposób ewidentny zadają kłam tym mrzonkom.

 

W paragrafach 205-210 powrócimy jeszcze do aksjologii, by odnieść się do tego stawiania człowieka w centrum wszechświata.

 

W wielu wypowiedziach na temat kary śmierci zamazywana jest różnica między prawami człowieka niewinnego a prawami człowieka, który ma na sumieniu poważne przestępstwa. Prawo do życia próbuje się ukazywać jako wpisane bezpośrednio w istotę człowieka, podczas gdy wynika ono z jego moralnego przeznaczenia. Godność człowieka jest pochodną jego powołania do realizo­wania wartości wykraczających poza życie doczesne. To powoła­nie, wyryte w ludzkim umyśle, stanowi obraz Boga. Chociaż owo przeznaczenie jest absolutne, a obraz nieusuwalny, wolność czło­wieka sprawia, że grzesząc sprzeniewierza się on swej godności i zboczą z drogi wiodącej go do transcendentnego celu. Jednym z podstawowych założeń prawa karnego jest to, że człowiek narusza­jący ład moralny właśnie w sensie moralnym degraduje się, a jego czyn musi spotkać się z adekwatną retorsją w celu przywrócenia ładu. Niestety ci, którzy za kryterium stosowania sankcji uznają wyłącznie szkodliwość społeczną, odbierają prawu jego wymiar etyczny, czyniąc zeń mechaniczną obronę przed „szkodnikiem": nie wnikają w to, czy działał on z własnej woli, czy pod przymu­sem, z wyrachowania, czy też pod wpływem emocji. W systemie katolickim zasada wymiaru sprawiedliwości polega na tym, że w ślad za naruszeniem prawa, gdzie winowajca szukał osobistej korzyści albo przyjemności, lekceważąc nakaz moralny, musi iść pomniejszenie jego dóbr lub jego „satysfakcji". Jeśli usuniemy ową korelację, kara stanie się czysto utylitarną retorsją, w ramach której abstrahuje się od ludzkiej godności i sprowadza egzekwowanie prawa do aspektu czysto materialnego - trochę tak, jak w starożyt­nej Grecji, gdzie sąd w Prytanii skazywał skały, drzewa i zwierzęta, k lorę spowodowały jakąś szkodę...

 

Niewątpliwie ludzka godność jest cechą przynależną istocie rozumnej. Jednak dochodzi ona do głosu, umacnia się lub osłabia, w zależności od działania dobrej lub złej woli człowieka. Nie spo­sób zrównać pod względem godności Żyda zgładzonego w Auschwitz z jego katem Eichmannem, czy porównywać św. Katarzynę z  ladacznicą Tais. Trzeba zarazem pamiętać, że godność ludzka nie i moż zostać uszczuplona wskutek faktów lub czynów, które nie są nacechowane moralnie. Wbrew szerzącemu się ostatnio poglądowi nie  jest ona wprost proporcjonalna do stopnia uczestnictwa w zdobyczach techniki (§ 210), do wykształcenia, dostępu do opieki me­dycznej, dóbr kultury, rozrywki itp. Nie należy więc mylić ludzkiej godności, która jest przymiotem moralnym, z dobrobytem, czyli udziałem w dobrach materialnych, w które opływają jakże często ludzie niegodni (§ 210 i 218).

 

Kara śmierci i każda kara dolegliwa - o ile jej sens nie został wypaczony, tj. nie ma ona wyłącznie charakteru obronnego i nie wynika z jakiegoś planu selektywnej eliminacji - implikuje zawsze moralną degradację osoby, która na nią zasłużyła i której jest ona wymierzana. Nie może więc tutaj być mowy o naruszeniu niezby­walnego prawa: nie jest tak, że społeczeństwo pozbawia winowajcę jakiegoś prawa, lecz jak nauczał Pius XII w swym przemówieniu z 14 września 1952 r. do neurologów: „Nawet w przypadku stracenia osoby skazanej na śmierć państwo nie rozporządza prawem tej osoby do życia. Organowi państwowemu pozostaje tylko pozbawić ją dobra, jakim jest życie, tytułem ekspiacji - po tym, jak przez swoją zbrodnię sama odebrała sobie prawo do życia" (AAS, 1952, str. 779 i nast.).

 

To, że prawo do życia, nienaruszalne w przypadku niewinne­go, nie jest nim w przypadku winowajcy, jest czymś, co nabiera wyrazistości, jeżeli porównamy to prawo z tak samo niezbywalnym prawem człowieka do wolności. Otóż wszystkie kodeksy karne uznają za zasadne pozbawienie tego prawa przestępcy.

 

Ogólnie rzecz biorąc nie ma czegoś takiego, jak bezwarunko­we prawo do jakiegokolwiek dobra doczesnego. Jedynym prawem naprawdę niezbywalnym i nienaruszalnym jest prawo do ostatecz­nego przeznaczenia, czyli do prawdy, cnoty i szczęśliwości, a także do środków mających służyć realizacji tego przeznaczenia. Powyż­szego prawa nijak nie narusza zastosowanie kary śmierci.

 

W konkluzji pozwolę sobie ująć omawiany tu problem w na stepujący sposób: kara śmierci i w ogóle jakakolwiek kara jest bezzasadna, jeśli przyjmiemy założenie, że człowiek jest niezależny od prawa moralnego (a mianowicie ustala on swe własne reguły etyczne), a w konsekwencji - również od prawa stanowionego. Kara główna uchodzi za barbarzyństwo w społeczeństwie wyzby­tym religii, zamykającym się w horyzoncie doczesności. Takie spo­łeczeństwo nie przyznaje sobie prawa do pozbawienia człowieka dobra traktowanego jako cafe jego dobro. 

 

 

Redakcja portalu omp publikuje niniejszy fragment za zgodą właściciela praw autorskich do polskiego przekładu książki: Wydawcy – Wydawnictwa „Antyk” www.ksiegarnia.antyk.org.pl

 

Romano Amerio, Iota Unum, Komorów 2009, ss.508-516. (tytuł rozdziału pochodzi od redakcji)

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree