03 kwiecień 2017

W styczniu na Ukrainie miały miejsce dwa akty wandalizmu, wymierzone w polską pamięć historyczną. W Bykowni pomazano farbą cmentarz ofiar zbrodni stalinowskich, a 3 tygodnie wcześniej, w Hucie Pieniackiej zdemolowano pomnik upamiętniający Polaków zamordowanych w 1944 r. przez UPA i ukraińskich SS-manów, notabene wbrew popularnej tezie, nie wchodzących wówczas w skład SS-Galizien. Kto tego dokonał? Najprostszy trop wskazywałby na ukraińskich nacjonalistów, i zdaje się że większość bezkrytycznie taką teorię przyjęła. Wydaje się jednak, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.

Na „malunkach” w Bykowni pojawiły się bardzo podobne motywy co w Hucie Pieniackiej. W obu miejscach umieszczono motywy nawiązujące z jednej strony do UPA, z drugiej do SS-Galizien. Takie łączenie wątków powiązanych z obiema formacjami oczywiście zdarza się w środowiskach nacjonalistycznych, choć mało racjonalnie wyglądałoby epatowanie zestawieniem ich nazw na profanowanych grobach (szczególnie w Bykowni). Zwraca uwagę także bliskość w czasie obu aktów dewastacji – mylne wrażenie miałby ten, kto sądziłby, że takie sytuacje zdarzają się na Ukrainie często (jest wręcz przeciwnie). Trudno oprzeć się myśli, że autorom napisów przyświecały podobne motywy.

W całej tej sprawie są jednak znacznie bardziej intrygujące wątki. Film, który jako pierwszy ukazał skutki wydarzeń w Hucie Pieniackiej nosił tytuł „знищен польський пам'ятник” (zniszczony polski pomnik). Jak zauważył dziennikarz Paweł Bobołowicz, słowo „знищен” to kalka z języka rosyjskiego, nie występująca w języku ukraińskim, a już tym bardziej wśród Ukraińców galicyjskich (Huta Pieniacka leży w Galicji, a jest to najmniej zrusyfikowany językowo region Ukrainy). Na profilu, na którym umieszczono to nagranie, widniało logo Prawego Sektora, który jednak szybko odciął się i potępił to wydarzenie, podobnie jak cała ukraińska opinia publiczna, z szefem ukraińskiego IPN, niesławnym Wołodymyrem Wiatrowyczem włącznie (remont pomnika mają sfinansować Ukraińcy).

Znamienne, że wersja o winie ukraińskiej kwestionowana jest także przez osoby, które aktywnie działają przeciw kultowi UPA na Ukrainie, jak poseł Michał Dworczyk. Także Ewa Siemaszko, jedna z najbardziej zasłużonych na polu upamiętniania ofiar wołyńskiego ludobójstwa, stwierdziła, że „Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na łapki rosyjskie”.

Jeszcze więcej niejasności znajdziemy wokół aktu wandalizmu na cmentarzu w Bykowni. W umieszczonym na nazwiskach zabitych Ukraińców (!) wyrazie „SS-Галичина” zamiast liter „И”, narysowano dwukrotnie coś przypominającego łacińskie „N”. Kto zna cyrylicę, ten od razu zauważy, że w tym alfabecie w ogóle nie ma takiej litery, a jej brzmienie jest zupełnie innej niż samogłoski „И”. Jest to typowy błąd, popełniany przez ludzi nie znających cyrylicy czy dopiero zaczynających naukę jednego ze wschodniosłowiańskich języków. Równie dobrze należałoby bez zdziwienia przejść do porządku dziennego np. nad hipotetycznym napisem „ИACJOИALIZM”, wymalowanym na jakimś miejscu pamięci w Polsce. Dla autorów tych napisów cyrylica nie była alfabetem ojczystym – zapewne nie byli to więc ani Ukraińcy, ani Rosjanie, chyba że założymy iż mieliśmy tu do czynienia z autentycznymi analfabetami, którzy nie wiedzą jak wyglądają podstawowe litery używane w ich kraju. Wobec sprawnego  zorganizowania samej akcji, wygląda to szczególnie dziwnie.

Jak wspomniano, w Bykowni leżą także zamordowani Ukraińcy – zdaniem niektórych, namalowane na tablicach zawierających ich nazwiska słowo „k***a” miałoby powstać za sprawą ukraińskich nacjonalistów. Wersja to równie nieprawdopodobna jak napisanie tegoż wyrazu na polskich grobach przez narodowców polskich. Dodajmy na marginesie, że za czyszczenie pomnika w Bykowni wzięli się m.in. ukraińscy nacjonaliści z demonizowanego często Ruchu Azowskiego.

Wobec błędów w zapisie stanąć musimy jednak przed na pozór absurdalnym pytaniem, czy Polak byłby w stanie dopuścić się takiego czynu. Zaprzeczenia muszą ustąpić miejsca uznaniu, że w każdym narodzie znajdą się osoby zdolne do rzeczy najbardziej haniebnych. Dodajmy, że są u nas (zupełnie marginalne) grupki, które negują odpowiedzialność Stalina za zbrodnie katyńską, czy w ogóle są skłonne deprecjonować charakter zła jakie niósł ze sobą komunizm. Jak doskonale wiadomo, malowanie pomników również leży w standardowym asortymencie ich działań.

Nie mam zamiaru nikogo bezpośrednio oskarżać – dowodów brak, można jedynie szukać racjonalnych wyjaśnień. Nie ma też twardych dowodów na to, że obie sprawy łączą się ze sobą, choć widać pewne analogie. Podobnych, dziwnych sytuacji jest zresztą więcej. Nie dalej jak kilkanaście dni temu na facebooku ukazał się film przedstawiający dwóch zamaskowanych ludzi, którzy przedstawili się jako ukraińska grupa nacjonalistyczna „Alternatywny Opór” i po ukraińsku, z ewidentnie polskim akcentem, przyznali się do dewastacji pomnika w Hucie Pieniackiej. W ciągu kilku godzin sprawa została wyjaśniona, a strona na facebooku, jak i sam film zostały usunięte. Nie chodzi oczywiście o to, że sprawcami tego aktu wandalizmu byli akurat ci niezbyt poważni ludzie – dobrze pokazuje to jednak jak łatwo jest manipulować masami. Przeróżnych trollerskich stron, zniekształcających fakty, żerujących na ludzkiej bezmyślności jest na wymienionym portalu społecznościowym mnóstwo. Zbiega się to z zalewem mediów historiami o rzekomych zbrodniach, dokonywanych w Donbasie, krzyżowaniu rosyjskich dzieci i masowych gwałtach. Na demolowaniu polskich pomników i zrzucaniu winy na Ukraińców korzystać może tak naprawdę jedynie Rosja – z drugiej jednak strony, jak było napisane powyżej, w niektórych wypadkach wydaje się to trop błędny. Nie należy zresztą wykluczać w pełni winy ukraińskiej (przynajmniej w przypadku Huty Pieniackiej) – mimo, że absurdalnie brzmią głoszone gdzieniegdzie tezy o powszechnej rzekomo nienawiści tego narodu do Polaków, to nie ma wątpliwości, że znajdą się jednostki żywiące i takie uczucia, zdolne do tak szkodliwych czynów.

Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym. Jesteśmy non stop zalewani doniesieniami medialnymi na różne tematy – mało kto zadaje sobie trud jakiejkolwiek weryfikacji źródeł czy refleksji nad  owymi treściami. To doskonałe żerowisko dla ludzi zdeterminowanych by kreować odpowiednie nastroje społeczne – bynajmniej nie w interesie ogółu. Uniknąć takich min można jedynie poprzez nieustanne poszerzanie swojej wiedzy i krytyczne myślenie. Nie ma tu aż takiego znaczenia to co sądzimy o konflikcie na wschodniej Ukrainie – jakich byśmy nie zajmowali pozycji, nie dajmy sobie robić wody z mózgu.

Jakub Siemiątkowski

 

Artykuł ukazał się w tygodniku „Polska Niepodległa” 1 lutego 2017 r.

JS

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree