26 lipiec 2016

Tytuł jest oczywistą "zarzutką" jednakże wokół pamięci o powstaniu warszawskim i pamięci o polskich ruchach niepodległościowych mają miejsce niepokojące zjawiska.

 

Mimo starań akuszerów III RP, w ostatnich latach oddolny polski patriotyzm przebił się przez kordon sanitarny i wdarł się do mainstreamu. I mam na myśli nie "sprzątanie kup po psie" (co swoją drogą jest zwykłą ludzką przyzwoitością, a nie patriotyzmem), tylko poczucie narodowej wspólnoty, emocjonalny stosunek do Polski, szacunek i zainteresowanie historią. W czasie świąt państwowych nareszcie zaczęły być widoczne polskie flagi, ulice eksplodowały różnej maści narodowymi koszulkami. Pojawiły się wyraziste marki o dopracowanej stylistyce, jak Red is Bad. Wszystkie te procesy następowały przy wzmożonym oporze antynarodowych środowisk. Jednakże klimat do patriotycznego odrodzenia stał się faktem i mimo że do prawidłowego obywatelskiego rozwoju Polaków potrzeba większego i trwalszego wsparcia instytucjonalnego niż obecnie, to obnoszenie się z polskością stało się wśród młodych ludzi mainstreamem. Dla tytułowych środowisk właśnie ten fakt stanowi poważny problem. Znośne byłoby dla nich istnienie małego świadomego polskiego marginesu, który konsekwentni we własnych przekazach można by parować z faszyzmem czy nazizmem i tłuc tym propagandowym konstruktem swoich oponentów. W momencie jednak, gdy statystyczny Polak afiszuje się ze znakiem PW, sytuacja się mocno zmieniła i lewicowi arbitrzy jedynych słusznych poglądów muszą najpierw zawalczyć o centrum albo przynajmniej zniechęcić owo centrum do patriotycznej estetyki czy postaw.

 

Nie należy lekceważyć przeciwnika nawet w czasie korzystnej dla nas koniunktury. Grabarze polskości nie składają broni, cały czas mają przewagę instytucjonalną i finansową, cały czas mogą liczyć na zachodnich donatorów, mają też możliwość sięgania do szerokich doświadczeń zachodnich ruchów, które doprowadziły wiele zachodnioeuropejskich społeczeństw do punktu, z którego już nie da rady ich cofnąć. Mocną stroną lewicowych ideologów jest konsekwencja w stosowaniu metody małych kroczków, kumulacja kolejnych żądań oraz marsz przez instytucje.

 

Jak gasić wulkan polskiego patriotyzmu? To proste w swoim schemacie, przerabialiśmy to kilkukrotnie w ostatnich latach. Gdy po tragedii smoleńskiej zaczął budzić się żywioł i ludzie zaczęli dostrzegać, jak jest ich wielu, reakcja zaatakowała samo epicentrum tych wydarzeń. Ludziom na Krakowskim Przedmieściu zaczęto robić wtręty, kasować znicze, zakazywać krzyża. W najaktywniejsze środowisko wprowadzono krety, jak Hardacz czy późniejsza suflerka prezydenta Komorowskiego. Walczyli oni o uwagę kamer, zachowywali się dziko, karykaturyzowali przedsięwzięcie. Budzili konfuzje swojego środowiska, ale nikt nie miał podstaw przypuszczać, co ich motywowało. Bardziej umiarkowani się wycofywali. Na obrońców krzyża napuszczono grupy mętów społecznych, naprzeciw nim stanęli Hardacz i spółka, a w tym czasie eleganccy dziennikarze w studiach relacjonowali zadymy. Społeczne poruszenie udało się stępić, mieszając Smoleńsk z niestrawną papką medialną i odstręczając w ten sposób umiarkowaną większość.

 

Walka z patriotyzmem polskiej ulicy i najbardziej medialnym jej aspektem odnoszącym się do powstania warszawskiego przybiera ostatnio bardzo podobne schematy. Tak samo trudno odróżnić, kto nieświadomie szkodzi sprawie, a kto cynicznie z nią walczy. Ostatnimi czasy namnożyło się niszowych komercyjnych projektów, które na granicy dobrego smaku wykorzystują wizerunki powstania warszawskiego czy żołnierzy wyklętych. Przytoczyć można pościel z małym powstańcem czy projekt, który z założenia ma się opierać jedynie na kontrowersji: napój energetyczny "Żołnierze Wyklęci". Na różnych internetowych platformach wymiany opinii, wszystkie te przypadki były nagłaśniane bardziej, niż na to zasługują i budziły naturalne oburzenie. Ludzie, którzy zazwyczaj animują w przestrzeni publicznej treści patriotyczne, w żaden sposób na to nie reagowali. W końcu obawy płytkości "gimbopatriotyzmu" są przedmiotem zmartwienia w naszym środowisku od dłuższego czasu.

 

Okazuje się, że piętnowanie nadużywania patriotycznej symboliki znalazło swój finał w skoordynowanym apelu o nieużywanie symboliki powstania warszawskiego. Hasłowo mówi się o nienadużywaniu, ale apele w tej kwestii sprowadzają się do całkowitego bana. Właściwym miejscem dla Kotwicy miałyby stać się stare pomniki i może jakieś urzędowe papiery. Jedną z ofiar tego nagłego zaszczucia stała się skądinąd świetna inicjatywa:www.facebook.com/mapaprzeszlosci

Istotną rolę w naszej antysymbolowej narracji odgrywa dwudziestosekundowy klip przedstawiany jako element kampanii społecznej sprzeciwiającej się nadużywania Symboli Polski Walczącej. www.youtube.com/watch?v=UxIB1A02zVw Tutaj mała własna refleksja: przekaz dynamicznego filmiku przy pierwszym podejściu zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Trzeba też im to przyznać: film technicznie jest bardzo dobrze zrobiony, można się wczuć (i dać zmanipulować). Dopiero po chwili doszło do mnie, że coś tu nie gra. Zacznijmy od początku. Filmik na Youtube jest opisany sławami: "Sprzeciw wobec używania znaku Polski Walczącej w kontekście ulicznej agresji". Pierwsza alarmowa lampka: kto kojarzy koszulki z Kotwicą z uliczną agresją?! Są pewne środowiska (i telewizje), które momentami bardzo się męczyły, by przedstawić narodowe czy patriotyczne ruchy jako pospolitych chuliganów. Idźmy jednak dalej: w samym filmie nie pada żadne odniesienie do agresji ulicznej. Widzimy za to wysportowanego mężczyznę, za którego narrator mówi: "Nie noszę jej [Polski Walczącej], idąc do sklepu, ani w barze. Nie noszę jej dla zabawy". I tu następuje dynamiczna sekwencja, w której okazuje się, że nasz protagonista jest żołnierzem prawdopodobnie JWK, a kotwicę nosi tylko przypiętą regulaminowo do munduru. Pomijając przeskok między uliczną agresją z symbolem PW w tle, a nienoszeniem tego symbolu w ogóle, warto zwrócić uwagę na małą, lecz znaczącą manipulację i sugestię kryjącą się pod słowami nosić ją "dla zabawy".

 

Ale kto w ogóle stoi za filmikiem i kampanią społeczną "sprzeciw wobec używania znaku Polski Walczącej w kontekście ulicznej agresji"? Otóż mamy problem, ponieważ nie jest łatwo namierzyć organizatora tak szlachetnej akcji. Najbardziej eksponowana jest nazwa i logo Muzeum Powstania Warszawskiego, jednak jest to tylko patron, który użyczył swoje logo. Producentem filmu jest firma: Film Produkcja. Wszystko wskazuje na to, że to ten podmiot odpowiada za tę całą inicjatywę. Wcześniejsza nazwa Film Produkcja to ITI Film Studio. Żeby długą historię uczynić krótką, mamy do czynienia z klasykiem: Dziennikarka TVNu z mikrofonem ze zdjętą kostką zagaduje uczestników manifestacji. Można tylko wyrazić nadzieję, że Muzeum tylko bezmyślnie użyczyło loga i nie finansowało tej hucpy, jednakże w obliczu np. dyskusji o polskim antysemityzmie, która się odbyła w tej instytucji, niewiele mnie już zdziwi. Warto przypomnieć, że Muzeum ma cały czas władze mianowane jeszcze przez Lecha Kaczyńskiego i do dziś aktywne w PiS. Swoją drogą widywałem, również ostatnio, w studiach telewizyjnych ludzi związanych z Prawem i Sprawiedliwością w koszulkach z Kotwicą. Czy noszone "dla zabawy"- tego nie wiem.

 

Kampania ma niestety potencjał, aby jakiś skutek odnieść. Natomiast można powiedzieć, że szczęśliwie nie wszyscy po tamtej stronie tak umiejętnie potrafią sączyć propagandę. Kilku polityków ze świecznika oraz propagandzistów pokroju Tomasza Lisa zaskakująco synchronicznie podjęło temat z pianą na ustach. Nie mamy jeszcze 1 sierpnia, więc nasi arbitrzy tego, co słuszne, nie mogą jeszcze zdzierać opasek z weteranów, ani koszulek z młodzieży oddającej hołd powstańcom. Odbija się to na wspomnianym już projekcie Mapa Przeszłości, którego uczestnicy nagrywają filmiki z emblematami Powstania. Dla dopełnienia obrazu sytuacji warto przytoczyć przykłady hipokryzji środowisk, które teraz w obronie symbolu Polski Walczącej czy opaski powstańczej chcą te symbole i emblematy wyrugować z przestrzeni publicznej.

 

 

 

Jak widać jeszcze nie tak dawno powstańcza opaska nie była passé, a nawet można jej było użyć w uwłaczającym jej kolażu. Podobnie obozowe pasiaki, których symbolika ma zbliżony ciężar gatunkowy, można było sobie ot tak nosić dla politycznej hucpy. Tak więc drogi czytelniku, jeżeli pod wpływem kampanii TVNu i spółki chciałeś spalić swoją koszulę z kotwicą, by nie stać się gimbopatriotą, to nie rób tego. Promotorzy tej akcji za nic mają symbolikę Polski Walczącej i bez skrupułów chwycą się każdej skutecznej metody, by wynarodowić Polaków. Mają środki, by robić rewelacyjnie audiowizualnie filmy, mają też wiedzę i determinację, by tam, gdzie stracili teren, zamiast "walić z dyńki", cierpliwe kroplą drążyć skałę. Tak samo jak eskalacją żądań usankcjonowano na zachodzie nieskrępowaną imigrację czy zrealizowano wiele genderowych postulatów.

 

Na marginesie tematu zorientowałem się, że poza organizacyjnymi koszulkami Młodzieży Wszechpolskiej nie posiadam w szafie ubrań typowo "patriotycznych". Myślę, że przed pierwszym sierpnia czas to zmienić. Na pewno będzie to coś ze wzorem kotwicy.

Wojciech Smólski 

Aleksander Sienicki

Człowiek z ćwierćwieczem na karku. Zatwardziały: nacjonalista, kapitalista i demokrata. Miłośnik: wina, techniki, nauki, fantastyki, poezji śpiewanej, astronomii, pięknych kobiet i własnych hektarów, różnymi sposobami jakoś próbujący łączyć te pasje, w różnych kombinacjach. Zajmuję się tu przede wszystkim działem "świat" ze szczególnym uwzględnieniem tego co nie jest Europą i co uważam za bardzo przyszłościowe zagadnienie. 

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree