15 marzec 2017

Goethe i Schiller w Weimarze, Bismarck w Berlinie, Cesarz Wilhelm I w Krefeld oraz wielu, wielu innch w całych Niemczech widzianych było 8 marca bieżącego roku w nietypowych nakryciach głowy...

Ach, ta przeurocza, iście kobieca troskliwość i czułość...! W zimny marcowy dzień, a zarazem Międzynarodowy Dzień Kobiet, o zdrowie szanownych rodaków postanowiły zadbać działaczki niemieckiej partii Die Grünen, to jest niemieckich Zielonych. Za akcją aktywistek niemieckiej lewicy stoi jednak inna, jeszcze bardziej absurdalna idea…

Tak zwane „pussy-hat”, czyli jaskrawo-różowe, żałosne czapeczki mają rzekomo symbolizować w niesubtelny sposób ujętą kobiecość. Fakt umieszczenia ich na głowach ważnych dla narodu niemieckiego, oczywiście męskich postaci należałoby chyba interpretować, jako próbę ekspozycji kobiecej dominacji. Nie wymaga rozbudowanego komentarza cała obrzydliwa otoczka, którą wokół swoich działań rozciągają feministki nie tylko z Niemiec – te jednak, powiedzieć można bez wahania, plasują się wysoko na podium bezwstydności i braku poczucia dobrego smaku. (Na myśli mamy głównie wątpliwą manierę często bardzo niewybrednego obnoszenia się z intymnościami.)

Do konkretnej tej akcji wracając, bezczeszczącym pomniki niemieckim feministkom towarzyszyły również zielone tabliczki z hasłem: „Mężczyźni mają pomniki – Kobiety mają przyszłość”, co wyrażać ma prawdziwą merytorykę tego kolorowego przedsięwzięcia. Wstrząsająca jest ignorancja, czy wręcz desperacja stojąca za próbą sprowadzenia wszelkiej płaszczyzny życia do abstrakcyjnej „wojny płci”. W tym kardynalnym myślowym bękarcie upatrywać można przedmiotu największej feministycznej zdrożności. Wszelaka ich dalsza dziwaczność i zboczenie (bo nie ma potrzeby, a nawet nie zaleca się nazywać tych wielu ich pomylonych wybryków „ideami”) to w sporej mierze wynik właśnie tego upośledzonego założenia.  

Tak oto i najwybitniejszych rodaków, najwyśmienitszych twórców i myślicieli oraz narodowych przywódców zdegradowano do roli błahych punktów odniesienia służących jedynie wykazaniu domniemanej wyższości płci żeńskiej. Tym, co zostało przez czyn ten wykazane, jest raczej niezmierzony kompleks przedstawicielek nowoczesnego ruchu feministycznego, również znajdujący źródło w patologicznej myśli, jakoby istniała w świecie potrzeba wytaczania dział przeciwko płci przeciwnej; jakoby niezbędną była zimna wojna między substancjami kobiety i mężczyzny; jakoby rozgrywał się na oczach naszych swoisty wyścig, a do mety dobiec mogła, triumfując, tylko jedna z płci. W aroganckiej wizji naszych pań byłaby to oczywiście triumfująca feministyczna bohaterka, swoim symbolicznym zwycięstwem wyzwalająca z pęt męskiej tyranii cały lud kobiecy. Przez całą swoją nienaturalność i wydumanie marzenie to z góry skazane jest więc na porażkę, a umysły tkające podobne sny – na zakompleksienie i desperację, gdyż harmonia reguł rządzących rzeczywistością w swej mądrości nie uzna nigdy prawa bytu dla tej pomylonej olimpiady, a więc i tym bardziej nie da zaistnieć feministycznej bohaterce. Wiadomo jednak, że rozprawiamy tu o istnych donkiszkach, które - niczym z wiatrakami – walczą chętnie z odwiecznymi prawidłami natury…

Czym jeszcze popisały się działaczki Zielonych, a co odpowiada istotnie charakterowi całego tego ugrupowania? Mowa o tym, co po niemiecku zgrabnie opisuje się mianem Selbstabschaffung, a co, stwierdzić można, stanowi największą zmorę dzisiejszego niemieckiego społeczeństwa i niczym wstrętny pasożyt, toczy je od środka. Selbstabschaffung, czyli czynna samolikwidacja – odrzucenie własnego dziedzictwa, odrzucenie faktu nie tylko etnicznej, ale i kulturowej przynależności, odrzucenie własnej tożsamości, o dumie nie wspominając, na rzecz nihilistycznej abstrakcji sprowadzającej się do pustki, szarej i nijakiej. Selbstabschaffung to jednak nie tylko negacja – niestety nie. To również niechęć, atak na to, co własne, chęć zdegradowania i zniszczenia tego. Selbstabschaffung, można powiedzieć, to swego rodzaju zaburzenie psychiczne, które determinuje następujący tok myślowy: Im bardziej nienawidzę tego, kim jestem oraz im bardziej zastępuję własną tożsamość uniwersalną ideą z zewnątrz, tym lepszym jestem człowiekiem i tym bardziej reprezentuję pożądany typ nowoczesnego obywatela świata. Oto właśnie, co pozwala tym niemieckim kobietom drwić nie tylko ze świętej i harmonijnej symbiozy między kobietą a mężczyzną, ale i z własnego narodowego dziedzictwa.

Małe upomnienie, drogie panie – nie ma wątpliwości, iż ci, których pomniki zwandalizowałyście, są już martwi, lecz stać będą tu oni jeszcze bardzo długo, kiedy o was i waszych bzdurnych czapeczkach nikt dawno nie będzie już pamiętał.

 

K.S.

Karolina Sawicka

Na co dzień zajmuje się upoetycznianiem chwili, pisuje dwujęzyczną prozę literacką, a potajemnie nawet liryki; orędowniczka sztuki tradycyjnej; Kocha się w niemieckojęzycznej literaturze i malarstwie romantycznym; Jako filolog i lingwista stoi na straży mowy i chętnie uprawia językoznawstwo; Ze słodyczą para się studium kultury, historii i filozofii;

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree