10 kwiecień 2017

Polityka historyczna państw ościennych potrafi wywołać burzę w Polsce. Kilka lat temu wielkie emocje budziły rewizjonizm historyczny odwołującej się do ZSRR Rosji i starających się o zrzucenie z siebie win historycznych Niemiec. Ostatnio najwięcej się mówi o kulcie UPA na Ukrainie. Mało kogo interesuje to, co w tym względzie dzieje się na Białorusi, a przecież jest to kraj patrzący na dzieje naszego regionu w sposób diametralnie inny niż Polacy, niejednokrotnie nam uwłaczający.

Nie budziłoby to zresztą specjalnego zdziwienia gdyby nie pewna rażąca niekonsekwencja, o czym za chwilę. Przypomnijmy – od 1994 roku Białoruś powróciła do gloryfikacji tradycji wprost odwołujących się do sowietyzmu. Wychowany w nich prezydent Łukaszenka legitymizuje swoją władzę odwołaniami do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, i to bez odcięcia się od największych jej patologii. Narodowa nekropolia w Kuropatach pod Mińskiem, gdzie w czasach stalinizmu rozstrzelano od 100 do 250 tys. przedstawicieli białoruskiej (ale i polskiej) inteligencji, nawiedzana jest dziś wyłącznie przez opozycjonistów – władzy to miejsce nie obchodzi wcale. Co prawda, w ostatnich czasach czynione są pewne gesty na rzecz dowartościowania także tradycji dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, ciężko jednak nie uznać ich za kosmetyczne. Na Białorusi – inaczej niż na Ukrainie – nikomu nie śni się burzenie wszechobecnych pomników Lenina, okres radziecki nie wzbudza tu (w kręgach władzy) żadnej krytycznej refleksji. Jak podaje pismo „DoRzeczy”, z jednego z oficjalnie obowiązujących podręczników szkolnych „białoruscy uczniowie dowiadują się, iż nie ma potwierdzenia w dokumentach, że za zbrodnię katyńską odpowiada NKWD”. W ogóle należy zaznaczyć, że od ponad 20 lat rząd w Mińsku neguje istnienie tzw. białoruskiej listy katyńskiej. Z kolei Operacja Polska NKWD z lat 1937-1938, w toku której sowieci wymordowali 111 tys. naszych rodaków jedynie za to, że byli Polakami w świadomości ludzi gloryfikujących te czasy nie istnieje zupełnie. Dodajmy, że na Białorusi Armia Krajowa, mimo że w ostatnich latach w mediach pojawiły się pojedyncze wypowiedzi w odmiennym tonie, generalnie przedstawiana jest tak jak w czasach sowieckich, w czym poniekąd można widzieć element prowadzonej przez rząd antypolskiej polityki. Wbrew serwowanym przez niektóre prawicowe ośrodki, absurdalnym tezom jakoby za wszystko co złego spotyka Polaków na Białorusi odpowiadała działalność nielegalnego Związku Polaków na Białorusi, nie da się nie widzieć, że nasi rodacy są tam gnębieni. Mimo, że według spisu powszechnego z 2009 r. żyje tam 295 tys. Polaków (spadek w ciągu 10 lat o 100 tys. ludzi!), w kraju tym działają… 2 polskie szkoły. Dla porównania – na silnie antypolskiej przecież Litwie polskich szkół działa wciąż kilkadziesiąt, polska partia jest w parlamencie i potrafi bardzo mocno kwestionować posunięcia litewskiego rządu. 

Wszystko to jest w środowiskach patriotycznych (niezależnie od tego czy mówimy o środowiskach G. Brauna, M. Kowalskiego, Korwina-Mikke czy RN) bardzo często niedostrzegane, deprecjonowane – „z Białorusią trzeba się dogadać”, słyszymy ciągle. I niżej podpisany nie przeczy, że trzeba. Nie można żyć na wojennej stopie z krajem tak nam bliskim, trzeba dążyć do stopniowego oddalania Mińska od Moskwy, jakkolwiek wydaje się to proces bardzo trudny, zakrojony na wiele lat, a pewnie i dekad. Z Białorusią mogą połączyć nas interesy na wielu polach, trzeba też w końcu podjąć wysiłki na rzecz poprawy bytu naszych rodaków – a to będzie ciężkie bez rozmów z Łukaszenką, czegokolwiek byśmy o nim nie sądzili (bo jakże inaczej o to zadbać bez kontaktów z rządem?). W czym więc problem? Chodzi tu raczej o brak symetrii w postrzeganiu tego, co się dzieje na polu polityki historycznej w krajach położonych na wschód od Polski.

Sprawa jest wygląda dziś następująco: rząd Ukrainy, nie będąc antypolskim w sensie prowadzenia takowej polityki w sprawach bieżących, promuje historyczne formacje, które były skrajnie antypolskie. Budzi to dość powszechną w polskich kręgach narodowych falę niechęci do Ukraińców, a w konsekwencji ogół narodowców uznaje, że „z Ukrainą można gadać dopiero kiedy potępi UPA” albo, że „przeprosiny za Wołyń są najważniejsze”. Z drugiej strony, jak widzieliśmy powyżej, Białoruś zachowuje się na tym polu nie lepiej, ale w Polsce mało kto sobie coś z tego robi –  nie słyszałem w kręgach narodowo-patriotycznych głosów typu „niech potępią komunizm, to wtedy będziemy rozmawiać o współpracy”. A przecież całego tego ogromu zbrodni nikt nigdy nie rozliczył, nikt nigdy za niego nie przeprosił i się nie odciął, skojarzenia z ZSRR promowane przez rząd w Mińsku są w zasadzie wyłącznie pozytywne, powszechny jest negacjonizm zbrodni i promowanie antypolskiego wizerunku naszych formacji.

Żeby była jasność – jak pisałem, sam nie poparłbym opierania polityki zagranicznej wobec Białorusi na antykomunistycznych resentymentach. Trzeba rozumieć skąd się bierze kult wzorców radzieckich w krajach wschodnich, a to, że (jak by to nie brzmiało) Białorusin uważający, iż w Katyniu mordowali Niemcy nie musi tego irracjonalnego przeświadczenia łączyć z niechęcią do współczesnej Polski i Polaków. Po prostu, mity historyczne często funkcjonują w oderwaniu od faktów historycznych. W powszechnej świadomości narodów dochodzi do zniekształceń, do zapominania o tym, co złe i wynoszenia na piedestał tego, co wydaje się wielkie. Polityka historyczna danego państwa nie jest sprawą najistotniejszą, za różnymi symbolami mogą kryć się różne rzeczy – trzeba to wiedzieć jeśli przychodzi do oceniania intencji współczesnych. Tak jak nie należy rezygnować z promowania swojego punktu widzenia, tak należy rozumieć dlaczego jakiś mit jest gdzieś popularny. Dopiero wtedy można formułować konstruktywne stanowisko. Możliwie dokładne poznanie jest warunkiem skuteczności podejmowanych działań – warto się tej uniwersalnej zasady nauczyć. Ciężko w związku z tym, jeśli chce się zachować zdrowy rozsądek, uznawać że Ukraina nie jest krajem godnym współpracy ze względu na kwestie historyczne, podczas gdy Białoruś ma być partnerem strategicznym, pomimo antypolskich inklinacji szeregu prowadzonych przez nią działań.

Jakub Siemiątkowski

 

Pierwotna wersja artykułu ukazała się w „Polsce Niepodległej” 30 listopada 2016 r.

 

Sprostowanie:

W ostatnich miesiącach, w wyniku narastających sporów z Rosją, po ponad 20 latach bojkotu i represjonowania tych, którzy dążyli do upamiętnienia ofiar, władze białoruskie zainteresowały się sprawą Kuropat. Wcześniej planowano m.in. budowę kompleksu rozrywkowego w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca kaźni. Dodajmy, że aktualna sytuacja nie ma odniesienia do polskiego wątku tego mordu. [JS]

JS

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree