20 kwiecień 2017

Atak na polski konsulat w Łucku wzbudził w naszym kraju powszechne wzburzenie. Tym razem zareagował nawet prezydent RP. Słusznie, bo dopuszczenie do takiej sytuacji mocno uderza w prestiż naszego państwa – pośrednia wina państwa ukraińskiego za dopuszczenie do tego wydarzenia jest niewątpliwa. Zastanówmy się jednak, kto może być odpowiedzialny za nie w sposób bezpośredni.

Istotnym jest postawienie pytania, kto na tym wszystkim korzysta?  Z pewnością nie Ukraina, która na takim incydencie nie zyskuje absolutnie nic, natomiast traci wizerunkowo – i to na dwa różne sposoby. Po pierwsze, incydent pokazuje że państwo to nie potrafi zadbać o bezpieczeństwo placówek dyplomatycznych swoich sąsiadów. Po drugie, sytuacja może ściągnąć na Ukraińców podejrzenie o zorganizowany antypolonizm, gdyby oczywiście udało się udowodnić sprawstwo którejś z ukraińskich grup. Będą oczywiście i tacy, którzy uznają, że to władze Ukrainy chciały upokorzyć Polskę – no ale bądźmy poważni, nie ma co rozpatrywać scenariuszy absurdalnych.

Czynnikiem na tym wydarzeniu (podobnie jak i na poprzednich incydentach, takich jak wybitnie podejrzane dewastacje w Hucie Pieniackiej i Bykowni) korzystającym jest niewątpliwie Moskwa. Pojawiające się w środowiskach narodowych i patriotycznych próby wykpienia takiego scenariusza mogą budzić jedynie uśmiech politowania. Nie ma oczywiście dowodów na trop rosyjski, ale jak można z góry to wykluczać? Na jakiej podstawie? Czy Rosja, obsadzająca swą agenturą wpływu przeróżne ukraińskie stanowiska, nie miałaby do tego środków? Czy naprawdę ktoś jest w stanie szczerze uznać, że faktycznie prowadząca wojnę z Ukraińcami Rosja, ze swoimi wielowiekowymi tradycjami, z elitą wywodzącą się wprost z KGB, z imperialnymi zapędami, nie ingeruje w narastający konflikt historyczny Kijowa z jednym z jego najgłośniejszych sojuszników? Rosja nie byłaby sobą, gdyby tego sporu nie chciała wykorzystać. Co więcej, trudno mieć o to do niej pretensje. Byłoby to działanie uzasadnione interesami państwa rosyjskiego. Osobiście na miejscu Putina robiłbym właśnie to.

Około pół roku temu, po skandalizującym wywiadzie jakiego udzielił polskiej gazecie Jurij Szuchewycz, centroprawicowy dziennikarz Wojciech Mucha puścił wodze fantazji i zarysował obraz stosunków polsko-ukraińskich dramatycznie pogarszających się pod wpływem kolejnych, sprowokowanych przez czynnik zewnętrzny incydentów. Na pewnym etapie niemożliwym byłoby już ustalenie czy za dane wydarzenie odpowiadają służby państwa trzeciego, czy jacyś nadgorliwi „ideowcy”, a właściwie to pożyteczni idioci. Skutki mogłyby być tragiczne... Nie trzeba być wielbicielem publicystyki tego autora (z pewnością nacechowanej sympatią do Ukrainy), by nie dostrzec pewnej trafności jaka może tkwić w tych prognozach.

Nie znaczy to bynajmniej, że za wszystkimi tymi incydentami na pewno stoi Rosja. Nie jest niczym dziwnym w historii sytuacja, w której rozemocjonowani nacjonaliści czy po prostu patrioci wyrządzają swojemu krajowi niepowetowane szkody. Bo – z ukraińskiego punktu widzenia – to w kategoriach szkód należałoby nazwać działalność na odcinku antypolskim.

Warto zauważyć, że od lat w ukraińskim ruchu narodowym występują silne tendencje do budowania z Polakami zgody. Przykłady można mnożyć – co ciekawe, obecnie przoduje w tych działaniach środowisko uchodzące w Polsce za ultraradykalne, czyli Ruch Azowski. Jego władze wielokrotnie potępiały różne wymierzone w Polaków incydenty, występując także w obronie polskich miejsc pamięci, nawet przeciwstawiając się na tym polu politykom partii Swoboda.

Podobne głosy można słyszeć także w innych organizacjach, choć zaznaczyć należy, iż nie idzie za tym dążenie do rezygnacji z gloryfikowania UPA jako formacji walczącej o niepodległość Ukrainy. Kultywowanie tego mitu (idące często w parze z relatywizacją zbrodni na Polakach), coraz mocniej zakorzenia się na Ukrainie, co będzie budzić w Polsce budzić niepokój – niemniej jednak należy jasno zaznaczyć, że bardzo często nie wiąże się to z antypolskimi poglądami w odniesieniu do dzisiejszych warunków (co przyznają nawet publicyści portalu Kresy.pl). W interesującym nas dziś przypadku większy problem stanowią ci nieliczni Ukraińcy, którzy przez kilkadziesiąt lat zupełnie niczego się nie nauczyli i nadal pałają niechęcią do Polski. W 40-milionowym narodzie niejeden taki się znajdzie, i choćby dlatego nie można wykluczyć, że przynajmniej niektóre z tych incydentów dokonane zostały przez Ukraińców.

Warto zresztą zauważyć inny element kontekstu jaki mają opisywane wydarzenia. W zeszłym roku internet obiegło kilka nagrań przedstawiających niszczenie pomników i grobów żołnierzy UPA – czy nam się to podoba, czy nie, z ukraińskiej (jakże odmiennej od naszej) perspektywy wygląda to na profanowanie grobów ukraińskich żołnierzy. Bardzo dużym echem odbiło się na Ukrainie również zakłócenie połączonego z procesją pochodu Ukraińców w Przemyślu, który zmierzał na cmentarz poległych w 1920 r. żołnierzy URL. Abstrahując od niuansów – takie wydarzenia z pewnością podnoszą ciśnienie niejednemu patriotycznie usposobionemu Ukraińcowi. Być może to pod ich wpływem ktoś zdecydował się na gesty tak barbarzyńskie jak profanacja polskich pomników czy atak na placówkę w Łucku? Nie ma to usprawiedliwienia, ale jeśli chcemy dojść do prawdy, i taki czynnik musimy uwzględnić.

Dominujący w tym artykule tryb przypuszczający z pewnością nie zadowoli ludzi, którzy mają na wszystko jasną receptę – niezależnie od tego czy w każdym takim wydarzeniu widzą rękę Putina czy Bandery. Wobec braku twardych dowodów, w większości wypadków musimy zadowolić się bardzo ostrożną formą postawienia sprawy. Niezależnie od faktycznego autorstwa ww. wydarzeń najbardziej martwiący jest fakt ciągłego podgrzewania polsko-ukraińskiego sporu, choć niewolnego od sytuacji rzeczywiście problematycznych i aktualnych (skala imigracji ukraińskiej), to sprowadzanego do wydarzeń z historii. Najgorsze jest to, że wielu ludziom po prostu zależy na tym, by ten konflikt narastał – i znów, niezależnie od ich intencji, należy uznać, że szkodzą oni naszym interesom narodowym. Polskę łączą z Ukrainą wspólne interesy geopolityczne, które realizować znacznie łatwiej w atmosferze jeśli nie miłości, to chociaż dążenia do zrozumienia. Także troska o nasze dziedzictwo kulturowe na Kresach oraz byt pozostałych tam Polaków pozbawiona jest możliwości przełożenia na skuteczne działania jeśli będziemy w permanentnym konflikcie z Ukraińcami, podgrzewanym na dodatek przez Moskwę. Warto czasem pomyśleć o tym wszystkim w szerszej perspektywie, wyjść w swych rozważaniach ponad akty wandalizmu. O to chyba przecież nam chodzi kiedy używamy terminu interes narodowy.

Jakub Siemiątkowski

 

Artykuł ukazał się w tygodniku „Polska Niepodległa” 5 kwietnia 2017 r.

JS

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree