20 marzec 2017

Potencjalne wyjście Polski z Unii Europejskiej stało się narzędziem opozycji w walce z rządem, który wzorem poprzednich jest entuzjastycznie nastawiony do UE. Skąd zatem wziął się pomysł aby z Jarosława Kaczyńskiego zrobić eurosceptyka takiego jak Nigel Farage?  

 

Opadł kurz po emocjach związanych z wyborami na przewodniczącego Rady Europejskiej. Jak doskonale wiemy w szranki stanęło dwóch kandydatów z polskim obywatelstwem– ubiegający się o reelekcję Donald Tusk oraz kandydat rządu RP, europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Wynik był do przewidzenia i zakończył się stosunkiem 27-1 na korzyść Tuska. Lewicowo-liberalna opozycja była bardzo usatysfakcjonowana klęską polskiego rządu oraz ponownym wyborem urzędującego przewodniczącego.

 

Stanowisko szefa Rady Europejskiej tak naprawdę ma bardzo małe znaczenie. Można postawić śmiałą tezę, iż jest to przedłużenie polityki niemieckiej. Media związane z Prawem i Sprawiedliwością, jak i sama partia, również ogłosiły sukces, bo Polska jako jedyna postawiła na swoim). Swoją drogą chyba tylko piłkarze San Marino potrafią cieszyć się z takich porażek. Wizerunkowo jest to klęska i nie ma co dyskutować. Jest to również porażka polityki zagranicznej, która była i jest beznadziejna. Dodatkowo Donald Tusk jest osobą mściwą i bardzo prawdopodobne, że będzie działał wbrew interesom Polski.

 

Obok tej polsko-niemieckiej „bitwy” (Donald Tusk miał wsparcie kanclerz Merkel) były sceptyczne głosy spoza Polski co do reelekcji Tuska. Jednym z nich był głos Marine Le Pen, kandydatki Frontu Narodowego na prezydenta Francji. Oczywiście, tak jak duża część frakcji eurosceptycznej, nie popierała obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej, ale Le Pen w jednym z wywiadów powiedziała, że jest w stanie współpracować w pewnych kwestiach z Viktorem Orbanem oraz z Jarosławem Kaczyńskim. Jeden z głównych dzienników w Polsce podał fałszywą wiadomość, jakoby Marine Le Pen wraz z Orbanem i Kaczyńskim chciała zdemontować Unię Europejską. Dla eurosceptyka taki scenariusz spotkałby się z aprobatą, ale tak jednak nie będzie.

 

Po tej sytuacji doszło do tego, że prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński i jego partia zostali postawieni w roli eurosceptyków. Jest to zjawisko kuriozalne, albowiem pan Kaczyński jest zagorzałym entuzjastą UE. Przecież to on postulował utworzenie armii europejskiej, a niedawno sam podkreślił, że nie wyobraża sobie, by miał miejsce tzw. #PolExit (swoja drogą środowiska narodowe w maju 2016 r. zorganizowały pikietę o tej właśnie nazwie). Jarosław Kaczyński idzie dalej – chce, aby Unia Europejska była supermocarstwem, a co za tym idzie superpaństwem z jednym rządem, jednym trybunałem, jedną walutą i jedną armią. I gdzie tu ten narzucany przez liberałów eurosceptycyzm?! Nigdzie! Prezes Kaczyński, tak jak jego śp. brat prof. Lech Kaczyński, wywodzi się z Porozumienia Centrum, partii składającej się z liberałów, euroentuzjastów i chadeków. Z PC wywodzą się min. Kongres Liberalno-Demokratyczny (protoplasta PO) oraz PiS. Od lat 90. Jarosław Kaczyński był przez cały czas orędownikiem wstąpienia Polski do struktur europejskich. Stąd oskarżenia o niechęć do UE są bezpodstawne. Podkreślam jeszcze raz – Jarosław  Kaczyński nie jest eurosceptykiem! Owszem nastroje anty-unijne są w narodzie polskim, ale tylko 12% Polaków jest za opuszczeniem UE. Dlaczego zatem Polacy są tak pro-unijni?

 

Czynników jest wiele, przede wszystkim finansowe. Utarł się pogląd, że „Unia daje”. Tyle, że zanim da, to najpierw musi zabrać. Na członkostwie Polski w UE zyskały bogate państwa Europy zachodniej, poprzez wkroczenie ze swoim kapitałem, jego pomnażanie i transferowanie do siebie. Wspólny rynek wewnątrz UE wydaje się być kolejnym czynnikiem pro-unijnym. Jednak gdy Polska otworzyła swój rynek na inne kraje, tak państwa zachodnie tego nie zrobiły. I tak w Polsce mamy do czynienia z sytuacją, która we Francji czy w Niemczech byłaby nie do pomyślenia. Większość sklepów, fabryk, montowni, a także media są w obcych rękach. Następnym pro-unijnym czynnikiem jest fakt, że nie jesteśmy w strefie wpływów Rosji. Zgoda, pozostając w strefie wpływów Kremla prawdopodobnie bylibyśmy w miejscu, w którym jest obecnie Ukraina. Jednak nie można obrażać się na Rosję, bo to tylko stworzy nowe konflikty, a sporów z naszym wschodnim sąsiadem mamy już dużo i warto by je w końcu zakończyć. Pragnę zaznaczyć, że nie jestem rusofilem.

 

Czynnikiem pro-unijnym, o którym się nie mówi jest fakt, iż elity pookrągłostołowe, składające się z komunistów oraz działaczy drugiej „Solidarności”, nie były w stanie wyobrazić sobie Polski jako państwa silnego i suwerennego. Stąd dążenia do bycia zależnym od silniejszego. Tak jak PRL był zależny od ZSRS, tak elity po 1989 roku (w tym Porozumienie Centrum) dążyły do wstąpienia do UE

 

Wstępując do Unii zrezygnowaliśmy z suwerenności. Przez lata 90. dostosowywaliśmy prawo tak, aby było zgodne z unijnym. Dostosowywaliśmy gospodarkę tak, aby spełniała wymagania Brukseli, przez co gospodarka nie rozwijała się tak szybko, co odbiło się na społeczeństwie i było przyczynkiem do masowej emigracji do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Holandii.

 

Wracając do Jarosława Kaczyńskiego i rzekomego demontażu UE razem z Orbanem i Le Pen. Prawo i Sprawiedliwość podnosi argument, że należy powrócić do „Europy ojczyzn”. Wizji Charlesa de Gaulle’a, która polegała na integracji w oparciu o suwerenne państwa narodowe. Koncepcja jak najbardziej do zaakceptowania, nawet dla wielu eurosceptyków. Viktor Orban, podobnie jak Le Pen, podnosi tenże argument, że należy ograniczyć biurokrację i przekazać kompetencje państwom narodowym. Marine Le Pen oraz eurosceptycy idą dalej i chcą demontażu UE. Pytanie – gdzie jest haczyk? Jarosław Kaczyński, jak już wcześniej wspomniałem, chciałby, aby UE była supermocarstwem. Popierając powrót do koncepcji „Europy ojczyzn” wykonuje krok w tył, ponieważ obecna integracja europejska nie jest zgodna z wizją prezesa Kaczyńskiego. W cudzych myślach nie potrafię czytać, mogę tylko przypuszczać jak może wyglądać UE według Jarosława Kaczyńskiego. Skoro ma to być supermocarstwo należałoby utrzymać brak pełnej suwerenności państw członkowskich, wprowadzić jeden rząd, jeden parlament, jednego „prezydenta”, jeden trybunał, jedną armię. Niemal identycznie jak jest teraz, z wyjątkiem wspólnej armii europejskiej. No i takie supermocarstwo należałoby obstawić „swoimi” ludźmi.

 

Co ciekawe podobna sytuacja miała miejsce w Polsce w 2015 roku, przy okazji wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Mamy do czynienia ze zderzeniem dwóch wizji Polski, Polski Michnika i Polski Kaczyńskiego. Polska Michnika to ta postępowa, liberalna, pro-unijna, moralnie zdegenerowana. Ta, która była do 2015 roku. To ta Polska, która wyrzekała się swoich chrześcijańskich korzeni na rzecz europejskości polegającej na zależności od Niemiec i byciu poklepywanym po plecach.

 

Polska Kaczyńskiego to ta, do której zmierzamy od 2015 roku. IV RP z ludzką twarzą, wspieranie rodziny poprzez rozdawanie pieniędzy, a w dłuższej perspektywie mieszkań. To państwo, które daję pracę Ukraińcom, zamiast stworzyć warunki do powrotu Polaków z emigracji zarobkowej. To państwo konserwatywne światopoglądowo, które szanuje Katolicką Naukę Społeczną mimo, iż katolicyzm w wydaniu PiS-owskim jest fasadowy (dobitny przykład to głosowanie nad projektem Ordo Iuris, który chronił życie od momentu poczęcia). Polska Kaczyńskiego to ta, która kurczowo trzyma się UE i nie lubi Niemiec, wstaje z kolan i zmienia klęcznik przed, którym jest USA, a za ich plecami Izrael. To Polska, która nienawidzi Rosji (zwłaszcza od tragedii Smoleńskiej). Dlaczego więc Polacy popierają Prawo i Sprawiedliwość? A no między innymi dlatego, że w sprytny sposób polskie społeczeństwo łatwo jest zwieść grając na uczuciach patriotycznych, narodowych i katolickich. Wystarczy, że polityk PiS pojawi się na Mszy w kościele i mamy obraz porządnego Polaka-katolika i to jeszcze patriotę z PiS-u. Gdyby przyjrzeć się co poniektórym obecnym lub byłym politykom Prawa i Sprawiedliwości to można się oszukać.

 

Wymienione wyżej wizje to wizje dwóch osób, które się wzajemnie nie cierpią. Osób, które, co ciekawe, były w antykomunistycznej opozycji. Jednak są to wizje, które nie zakładają Polski jako państwa suwerennego, silnego, z dobrze zorganizowanym i solidarnym narodem, szanującego w pełni tradycję katolicką. Aby to mogło nastąpić konieczny jest #PolExit, czyli wyjście z Unii Europejskiej, bo w tym kształcie prędzej czy później się rozpadnie. Na reformy, które spowolnią nieunikniony rozpad, nie ma co liczyć. Wyjście Polski z UE czy w ogóle jej rozwiązanie jest możliwe przy współpracy z Viktorem Orbanem, Marine Le Pen oraz innym eurosceptykami, ale z Jarosławem Kaczyńskim i rządem PiS jest to niemożliwe. To tak jakby opozycja w ZSRS wspólnie ze Stalinem chciałaby zniszczyć tenże Związek Sowiecki. Nierealnie, niemożliwe i niewykonalne. Tak właśnie jest z PolExitem i rozpadem UE za sprawą prezesa Kaczyńskiego.

 

Tak czy inaczej PolExit jest pieśnią przyszłości, która będzie miała miejsce prędzej czy później. Sama Unia do tego dąży poprzez niewyciągnięcie wniosków z Brexitu i lekceważenie głosu narodów Europy. Wystarczy przypomnieć referendum w Grecji, gdzie Grecy sprzeciwili się Eurokołchoźnikom, a Bruksela robiła swoje. Unia Europejska całkowicie zapomniała od czego się wywodzi i na jakim fundamencie została zbudowana. Ratunkiem dla Europy i cywilizacji łacińskiej jest chrześcijański nacjonalizm, który nie zakłada nienawiści do innych nacji, tylko poświęcenie i miłość do własnego narodu, bo przecież fakt, iż kochamy swoich rodziców nie oznacza, że nienawidzimy cudzych.

Tomasz Cynkier

Tomasz Cynkier

Student politologii na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Chrześcijański nacjonalista, tradycjonalista. Pasjonat polityki, systemów autorytarnych i totalitarnych, ruchów nacjonalistycznych i faszystowskich. Otwarty na krytykę. Gospodarczo zwolennik korporacjonizmu.

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree