03 czerwiec 2014

W ostatnich kilku artykułach staraliśmy się przeciwstawić kilku modnym, funkcjonującym zarówno w kręgach naszych przeciwników jak i zwolenników, stereotypom. Innym z wielu rozpowszechnionych mitów dotyczących endecji jest skojarzenie jej z nurtem intelektualnym jakim był pozytywizm. Również wśród samych narodowców często można spotkać postawę pogardy dla jakichkolwiek przejawów romantyzmu, połączoną z czymś ocierającym się o dumę z bycia „pozytywistą”. Jakkolwiek żadnemu narodowcowi obce nie mogą być metody pracy u podstaw i pracy organicznej, to utożsamianie idei narodowej z pozytywizmem jako takim jest błędne, by nie powiedzieć ahistoryczne.

Na początku jednak zajmijmy się tym co rzeczywiście łączy ruch narodowy i pozytywizm. Często pisze się, że pierwsi endecy wyrastali w atmosferze przesiąkniętej ideałami pozytywistycznymi tj. laickimi, racjonalistycznymi, scjentystycznymi, ideami darwinizmu społecznego, a także liberalizmu. Oczywiście jest w tym niemało prawdy, co można wyczytać w pamiętnikach późniejszych polskich polityków np. Stanisława Grabskiego. Panujące w okresie popowstaniowym nastroje kazały młodzieży myśleć właśnie tymi kategoriami. Idee wczesnej endecji, mimo że same wyrastały (jak się za chwile przekonamy) z korzeni zupełnie niepozytywistycznych, nosiły na sobie wyraźnie odciśnięte piętno tej epoki. Przykładowo, mający pozytywistyczne źródła sceptycyzm wobec religii przetrwa w nurcie narodowym przez dobrych kilka dekad. Podobnie przeświadczenie o tym, że polityka jest niczym innym jak starciem silniejszego ze słabszym, walką gatunków podobną do tej opisanej przez Darwina. Ciężko czytając dzieła Balickiego czy wczesnego Dmowskiego nie dojrzeć tych pozytywistycznych znamion, które polski nacjonalizm ogołociły z pierwiastków humanitarystycznych i haseł ogólnoludzkiego braterstwa. Ewolucja idei narodowej w kierunku uwypuklenia pojęcia egoizmu narodowego w końcówce XIX-go wieku dokonała się m.in. pod wpływem zachodniego pozytywizmu.

 

Jak wspomniano wyżej, pozytywistycznymi były metody endeków. Docieranie do ludu, bezpośrednia praca z nim, oświecanie go połączone z uświadomieniem obywatelskim i narodowym, budowa szerokich struktur organizacji społecznych – ciężko bez tego wszystkiego wyobrazić sobie endecję, jej działania i owoce pracy narodowców.

 

Związana z pozytywistycznymi była wreszcie etniczna definicja narodu, jaką operowali wcześni endecy. Oczywiście wielu powie, że endecja stawiała nacisk na kulturę, wspólną historię, a mniej na krew. To jedynie część prawdy. Przecież to endecy jako jedni z pierwszych oparli kategorię narodu o pojęcia językowe. Jan Ludwik Popławski snuł kilka wariantów ukształtowania się granic przyszłej, zmartwychwstałej Polski, za każdym jednak razem jako czynnik ważący uznawał znaczenie etnicznego pierwiastka polskiego na danym terenie. Na zachodzie granica państwowa powinna była przebiegać wzdłuż granic językowych, pozostawiając po polskiej stronie nawet te terytoria, które od czasów średniowiecza nie wchodziły w skład Polski. Na wschodzie po naszej stronie miały znaleźć się te ziemie, gdzie etniczny czynnik polski miał w przyszłości widoki na asymilację niepolskich, co implikowało rezygnację ze znacznej części terenów położonych na wschodnich krańcach dawnej Rzeczypospolitej. To diametralnie różniło postulaty endeków od programów wcześniejszych grup patriotycznych, uznających granice z 1772 roku za obowiązujące, a całą ludność zamieszkującą objęte nimi terytoria za Polaków.

 

Nacjonalizm romantyczny?

Jak widzimy, wpływ pozytywizmu na rodzącą się endecję był spory, można powiedzieć że wręcz kluczowy dla szeregu wypracowanych przez nią pojęć. Nie wystarcza to jednak do określenia ruchu narodowego mianem dziecka pozytywizmu. Większość  spośród pozytywistycznych naleciałości (pomijając, rzecz jasna, etniczne, odarte z romantycznych wyobrażeń definiowanie narodu) na idei narodowo-demokratycznej funkcjonowała na zasadzie otoczki wokół rdzenia mającego charakter zupełnie odmienny. Endecja rodziła się z impulsów sprzeciwu wobec panującego w latach 70-tych i 80-tych pozytywizmu. Wiele po nim dziedziczyła, ale młode pokolenie ją tworzące motywowane było dążeniem do przełamania impasu, w jaki polskość wpędził ten nurt.

 

Okres po powstaniu styczniowym to czasy jednego z najpoważniejszych kryzysów polskości. Cytując nieocenionego Bohdana Cywińskiego, „terror był tak silny, że społeczeństwo, nie nawykłe na ogół do bierności i bojaźni, zastygło przerażone mnożącymi się represjami. O wielu rzeczach lepiej było nie mówić nawet w domu, zwłaszcza przy dzieciach. Unikano manifestacji uczuć patriotycznych, nie chciano wspominać niedawnych przecież przeżyć”. Elity, rezygnując z walki insurekcyjnej postanowiły skoncentrować się na rzeczach przyziemnych, działaniach bardzo często wyabstrahowanych z narodowych celów. Hasło walki o niepodległość przestało inspirować, politykę zdominowały prądy lojalistyczne, narodowo bierne. Gdzieniegdzie popularność traciły nawet hasła utrzymania narodowej odrębności.

 

Pomijając pojedyncze grupy takie jak Związek Synów Ojczyzny (nawiązujący do rewolucyjnej tradycji demokratycznej, zresztą swoją działalność rozpoczynał tam Jan Ludwik Popławski), dopiero w latach 80-tych na powrót budzą się wśród młodzieży zdrowe odruchy. W szkołach zakładane są kółka samokształceniowe m.in. adorujące pamięć o niedawnym powstaniu. Młodzież zaczyna myśleć kategoriami jeszcze kilka lat wcześniej zupełnie nieobecnymi. I inspirują ją do tego echa po tradycji romantycznej, tłumionej jak sama polskość. Młodzi chcieli jak ich przodkowie spiskować, walczyć o Polskę –  pozytywizm, minimalizm dążeń był tu jednoznacznym wrogiem. Jak wspominał Zygmunt Wasilewski, po raz pierwszy w życiu usłyszał Mazurka Dąbrowskiego na pomaturalnej wycieczce, pomimo że wywodził się z rodziny o tradycjach powstańczych. Poprzez obcowanie z rówieśnikami szerzącymi patriotyczne postawy odkrył w sobie polskość. I takich przebudzeń było w tamtych latach setki. Czasy tego swoistego odrodzenia polskości, buntu przeciw pozytywizmowi uchwycił w „Syzyfowych pracach” Stefan Żeromski. Najbardziej zapadająca w pamięć jest scena książki, kiedy jeden z gimnazjalistów recytuje w klasie „Redutę Ordona” Adama Mickiewicza. Sterroryzowany przez carską administrację belfer najpierw wzdraga się, a następnie, wiedziony wspomnieniami sam przyłącza do recytacji. Zafascynowana młodzież wsłuchuje się w treść wiersza. Żeromski opisuje tu czasy swojej własnej młodości – taka była atmosfera tych lat i w takiej atmosferze tworzyły się nowoczesne polskie ruchy polityczne: socjalistyczny, ludowy i narodowy. Historycznym punktem odniesienia dla nich był romantyzm. Prądem ideowo-kulturalnym najpełniej wyrażającym ich aspiracje neoromantyczny modernizm – Młoda Polska Żeromskiego, Wyspiańskiego, Przerwy-Tetmajera, Kasprowicza, Reymonta (notabene każdy z nich na trwałe bądź chwilowo związał swoje losy z ruchem narodowym), a nie pozujące na realistyczne wynurzenia pozytywistów. Charakterystyczna jest tu „uderzająca korelacja idei pomiędzy „Wyzwoleniem” a „Myślami nowoczesnego Polaka”, jak pisze prof. Jacek Bartyzel porównując dramat Wyspiańskiego ze sztandarowym dziełem lidera endecji. Starając się (pozytywistycznymi metodami!) przywrócić polskiemu ludowi narodową świadomość Popławski w adresowanym do chłopów „Polaku” pisał o kosynierach spod Racławic. Wcześniej Liga Narodowa organizowała manifestacje ku czci Jana Kilińskiego, przywódcy insurekcji w Warszawie. To przecież właśnie narodowcy doprowadzili w 1898 roku do odsłonięcia w Warszawie pomnika Adama Mickiewicza. W jego twórczości widziano najgłębsze przejawy polskości, polskiego ducha, choć polityczny mesjanizm odrzucano coraz częściej na rzecz narodowego egoizmu.

 

Ówczesne pokolenie polskiej inteligencji chciało obudzić naród do podobnych, wielkich czynów. Z czasem różne frakcje poróżniły metody, ale założenia były te same. Obudzić Polskę z marazmu, przerwać chocholi taniec. Pokolenie to ożywiała myśl starego członka Towarzystwa Demokratycznego Polskiego i przywódcy Ligi Polskiej Zygmunta Miłkowskiego, autora „Rzeczy o obronie czynnej i Skarbie Narodowym”, formułującego hasła zupełnie nierealnego przecież wówczas odzyskania niepodległości Polski. Choć oficjalne dokumenty Ligi ostrożniej formułowały swoje cele, to właśnie taki duch pobudzał działania ówczesnych nacjonalistów – zorganizować naród nie tyle w celu samej obrony stanu posiadania i zajęcia dogodnego miejsca na łonie trzech zaborczych mocarstw, co w celu wybicia się na niepodległość. I narodowcy czynili to jako pierwsi w tych czasach. Jak głosił statut LP, „Liga przyjmuje zasady wyrażone w manifeście byłego Towarzystwa [Demokratycznego – przyp. JS] Polskiego, które rozwijać, dopełniać i urzeczywistniać będzie w kierunku narodowym i społecznym”. Odwołania do demokratycznej, najsilniej przecież optującej za ideą powstania zbrojnego lewicy były wówczas w łonie rodzącej się endecji czymś oczywistym. Nie bez powodu konserwatyści  widzieli ideowych antenatów redakcji „Głosu” w osobach rewolucyjnie nastawionych radykałów - Hugona Kołłątaja, Joachima Lelewela, Ludwika Mierosławskiego.

 

Przeciwko bierności

Takie były początki endecji. Nikodem Bończa-Tomaszewski ocenia, że z nową jakością zaczynamy mieć do czynienia dopiero gdzieś ok. 1897 roku – wcześniej narodowcy w gruncie rzeczy po prostu rozwijali hasła rewolucjonistów z TDP, jak zresztą głosi wzmiankowany wyżej fragment statutu Ligi Polskiej. Jak wyżej zauważono, również i coraz większe rozdźwięki pomiędzy nowoczesnym nacjonalizmem a tradycyjnym demokratyzmem nie czyniły tego pierwszego prądem podporządkowanym hasłom pozytywizmu. Znamienne, że w manifeście nowych trendów w obozie narodowym jakim były „Myśli nowoczesnego Polaka” Hitler krytykując „patriotów i demokratów starej daty” za przywiązanie do nieaktualnych już pojęć czyni to z lekką nutą sympatii – widzi wspólny z nimi cel, jakim jest dobro narodu i niezawisłość Polski, dostrzega ewolucję wielu z nich w kierunku dlań pożądanym i naturalnym, zgodnym z duchem czasów. Podobnej przychylności nie okazuje pozytywistom z pisma „Kraj”, którzy chcą uczynić z Polski coś na kształt starożytnej Grecji, która wyzbyła się politycznej samodzielności, ale w tym stanie pozostała jeszcze przez wieki perłą kultury. Sytuacja taka nie może przecież zadowalać prawdziwego patrioty.

 

Oczywiście stosunek endeków do romantyzmu również nie miał znamion braku krytycyzmu. Do różnych jego aspektów potrafiono podchodzić nieraz bardzo negatywnie (z czasem zupełnie odrzucając idee politycznego romantyzmu na rzecz realizmu), podobnie jak do romantycznego demokratyzmu, niemniej jednak to one stanowiły źródło inspiracji dla pierwszych endeków. Nie należy deprecjonować wpływu myślicieli pozytywistycznych, takich jak Herbert Spencer na doktrynę narodowej demokracji. Ruch narodowy w latach swojego powstawania był środowiskiem twórczo asymilującym różne elementy. Nie ignorowano niczego co uznawano za mogące posłużyć realizacji narodowych interesów. Nie będzie chyba wielkim nadużyciem stwierdzenie, że ówczesna endecja stosowała pozytywistyczne metody dla realizacji romantycznych celów. Gdyby rzeczywiście Popławski, Hitler czy dozgonny wielbiciel romantyzmu Wasilewski mieli być nieodrodnymi dziećmi pozytywizmu, ruch ten nigdy nie zdobyłby się na działania, które zadecydowały o jego dziejowej wielkości.

 

 

Jakub Siemiątkowski

 

{youtube}O3efQ8yXmFg{/youtube}

 

Artykuł ukazał się w tygodniku „Polska Niepodległa” 26.05.2014.

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree