08 kwiecień 2017

Zawsze reprezentowałam raczej powściągliwy typ - reagowałam nieznacznym uśmiechem, gdy innym w sercach zakwitała euforia mająca zaś nagle energicznie wybuchnąć. Patrząc przez pryzmat ostatnich wydarzeń, stwierdzam bez pychy, że sceptycyzm to wdzięczna cecha, cenna zwłaszcza w gorzkim świecie polityki. Tak oto wiosenne pąki kwitną już pełną mocą, a w środowisku chwalców opiewających Trumpa jakby coś zwiędło…

W nocy z czwartku na piątek (to jest z 6. na 7. kwietnia) prezydent Stanów Zjednoczonych Donald J. Trump polecił ostrzał pozycji wojsk syryjskich za pomocą niemal 60 rakiet Tomahawk. Wczorajszy dzień na całym świecie upłynął pod znakiem rozmaitych analiz i relacji, dlatego bez obszernej egzegezy tych wypadków przejdę do swojego krótkiego komentarza, który spraw tych w sposób bezpośredni nie będzie poruszał. Refleksję roztoczyć pragnę raczej nad statusem wszystkich boleśnie niepokrzepionych, rozczarowanych i złych i w tym celu kieruję wzrok na Zachód.

To bowiem właśnie na Zachodzie, wśród środowisk prawicowych i konserwatywnych, z fali przedwyborczego entuzjazmu i napięcia wynurzył się wątpliwy kult – kult Donalda Trumpa – „Wielkiego Imperatora z Boskiego nadania” (God Emperor Trump), który (mając oczywiście charakter kultu internetowego) rozszalał się na dobre przez późniejsze zwycięstwo bystrego blond miliardera nad Hilary Clinton. Często nie szczędzę słów uznania wobec niemieckojęzycznych Identytarystów, dziś otoczenie to posłuży mi jednak za podstawę mojej krytyki, gdyż to między innymi im szaleństwo to udzieliło się w dużym stopniu, czego nie dało się przeoczyć, śledząc ich internetową aktywność.

Ze zdziwieniem obserwowałam jak świetnie prosperujące środowisko intelektualistów pada urokowi czegoś porównywalnego do znanej z polskiego podwórka świty „króla Korwina”, - czegoś, co nosi jednak dużo większe znamiona cenionego u tożsamościowców „hipsteryzmu”, ale co również charakteryzuje się dużą dysproporcją podniety i rozumności.

Każdy kult odznacza się właściwymi sobie rytuałami. I wśród nieszczęśników z pochwalnych orszaków Trumpa pielęgnowano pewne zwyczaje. Wątpliwej jakości nurt estetyczny „vaporwave” ewoluował w antynomijny „trumpwave” i w bliżej niesprecyzowanym celu zalał internet przykrymi dla oczu obrazami. Na (nie)szczęście różowo-błękitne mozaiki przeplatały się z wizerunkiem antropomorficznej żabki, według podań noszącej imię „Pepe”, której okazjonalnie domalowywano ikoniczną blond grzywkę. Tylko nieliczni „wierni” decydowali się na afiszowanie z obrazami ukazującymi Donalda Trumpa, jako, po prostu, Boga. Niczym w anielskie objawienia wpatrywano się w nagrania „masakr” Trumpa na Clinton. Odzieniem charakterystycznym wyznawców imperatora były noszone z dumą – specjalna czapka z hasłem wyborczym oraz obuwie firmy New Balance kupowane specjalnie na okazję powyborczego świętowania. [Każdy wie przecież, że N oznacza New Right (Neue Rechte).]

Nie trudno wyobrazić sobie jak bardzo wciągające z punktu widzenia psychologii społecznej są tego typu nurty - to samonapędzające się koło młyńskie. Któżby nie chciał brać udziału we wspólnej radości, mogąc tym samym częściowo politycznie zatriumfować i dogryźć pogrążonej w rozpaczy lewicy? Za tym ostatnim - za odegraniem się lewicy właśnie - szczególnie tęsknią środowiska prawicowe z Zachodu, w tym z Austrii i Niemiec, i zapewne również to miało wpływ na ich tak aktywny udział w tym zwycięskim MAGA-festynie.

Dziś z tych wesołych harców przyszło się rozliczyć, wyrzucenie czapki z hasłem „Make America great again” do kosza (co z resztą niejedna osoba zapowiedziała) to jednak za mało. Wielu, których wraz z posunięciem Trumpa względem Syrii dotknęło chłodne otrzeźwienie, z niemrawymi minami publicznie ogłosiło już zrewidowanie swojej postawy wobec amerykańskiego prezydenta. – Zdaje się, że przez wzgląd na atmosferę budowaną przez nich przez ostatnie miesiące nie mieli innego wyboru, gdyż „Im większa zabawa, tym więcej do sprzątania” odpowiada życie. Jedynie nieliczni wprost przyznali się do lekkomyślności, co jednak musi nadejść z czasem. Póki co, panuje wielka konsternacja, której można było uniknąć...

Nie jest moim celem nieprzychylne o kimś świadectwo. Przytaczam ten stan rzeczy, jako podporę dla jednego prostego apelu: Nie ulegajmy politycznym modom i nie uczestniczmy w nagłych zrywach wewnętrznych trendów – nieprzemyślanych i niekonstruktywnych, zacieśniających jedynie nasz horyzont. Analizujmy i myślmy za to  p o l i t y c z n i e, czyli zawsze bystro i perspektywicznie, a zagwarantuje to nam conajmniej mniej potrzebnych kroków w tył.

K.S.

 

Karolina Sawicka

Na co dzień zajmuje się upoetycznianiem chwili, pisuje dwujęzyczną prozę literacką, a potajemnie nawet liryki; orędowniczka sztuki tradycyjnej; Kocha się w niemieckojęzycznej literaturze i malarstwie romantycznym; Jako filolog i lingwista stoi na straży mowy i chętnie uprawia językoznawstwo; Ze słodyczą para się studium kultury, historii i filozofii;

Wspieraj Media Narodowe

Komentarze

Narodowcy.net

Narodowcy.net to portal młodego pokolenia polskich nacjonalistów. W świecie przesiąkniętym ideami multikuluralizmu i liberalizmu, chcemy przypominać o wartościach za które Polacy od zawsze walczyli i umierali: Bogu, Honorze, Ojczyźnie. 

Najczęściej komentowane

We use cookies to improve our website. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. For more information visit our Cookie policy. I accept cookies from this site. Agree