Rafał Buca: „Największy totalitaryzm w historii Europy” – rozmowa z Maciejem Wiewiórką, przedstawicielem ruchu pro-life

Od jakiegoś czasu na ulicach polskich miast zauważalni są lewicowi aktywiści, zbierający podpisy pod projektem noszącym nazwę ,,Ratujmy Kobiety”. Czego dotyczy ten projekt i jaki rzeczywiście ma związek z ratowaniem kobiet? Na te i inne pytania odpowiedział w wywiadzie dla naszego portalu przedstawiciel Fundacji PRO-Prawo do Życia – Maciej Wiewiórka. Wywiad przeprowadził członek Młodzieży Wszechpolskiej oraz redaktor portalu Narodowcy.net – Rafał Buca.

 

Rafał Buca: Środowiska feministyczne z początkiem sierpnia rozpoczęły zbiórkę podpisów pod projektem „Ratujmy kobiety”. Co sądzi Pan na temat tego projektu?

Maciej Wiewiórka: Osobiście jestem zaskoczony, że w cywilizowanym, demokratycznym państwie, jakim jest Polska, tego typu postulaty są traktowane poważnie. To, czego żądają środowiska “anty lajf”, to największy totalitaryzm w historii Europy. Zabijanie nienarodzonych dzieci na życzenie do 12-go tygodnia ciąży, a w niektórych przypadkach nawet do samych narodzin; deprawacja w szkołach od zerówki do końca edukacji, niezależnie od sprzeciwu rodziców; stawianie małoletnich dziewczyn i ich rodzin przed sądem za odmowę aborcji; ograniczanie władzy rodzicielskiej; przymusowe aborcje; zdjęcie karalności z osoby, która przemocą wymierzoną w kobietę doprowadzi do okaleczenia jej nienarodzonego dziecka; ograniczenie wolności zgromadzeń; odebranie obywatelom wolności słowa; wprowadzenie cenzury, również w internecie oraz postawienie lewicowych organizacji ponad prawem. Ten projekt to gwałt nie tylko na prawie do życia, ale również na prawach kobiet i rodziców oraz na konstytucji.

R.B: Bardzo poważne zarzuty. Zacznijmy może od początku. Nie jest tajemnicą, że autorzy projektu domagają się prawa do aborcji. Jednak w wypowiedziach słyszymy raczej o aborcjach w pierwszym trymestrze.

MW: Aborcja, nieważne na jakim etapie ciąży, to zabicie niewinnego człowieka. Mam wrażenie że również zwolennicy aborcji to rozumieją. Niestety, zamiast podjąć refleksję nad tym, że niewinnych ludzi się nie zabija, dochodzą oni do wniosku, że równie dobrze można ich zabijać w późniejszej fazie życia prenatalnego. Warto przy tej okazji przypomnieć, że już dziś zdecydowana większość wykonywanych w Polsce aborcji, to aborcje późne, wykonywane pod koniec drugiego trymestru. Żądanie wprowadzenia aborcji eugenicznych również w trzecim trymestrze, pokazuje jak wielka jest pogarda środowisk „anty lajf” wobec osób chorych i niepełnosprawnych.

R.B: Zwolennicy prawa do aborcji często podnoszą, że w przypadku niektórych ciężkich chorób aborcja jest działaniem humanitarnym.

MW: Rozerwanie człowieka na strzępy, w dodatku bez jakiegokolwiek znieczulenia, miałoby być działaniem humanitarnym? Aż ciężko to skomentować…

R.B: Wspomniał Pan także o deprawacji dzieci. Chodzi o edukację seksualną?

MW: Tak zwana „edukacja seksualna”, postulowana przez autorów projektu, opiera się na zachęcaniu do jak najwcześniejszego podejmowania aktywności seksualnej, rozwiązłości, akceptacji dla seksualnych dewiacji, wchodzenia w związki jednopłciowe, negowaniu tożsamości płciowej oraz jest miejscem promowania antykoncepcji i aborcji. O modelu edukacji seksualnej mówiliśmy bardzo dużo podczas inicjatywy obywatelskiej „Stop pedofilii”, kilka lat temu. Osobami prowadzącymi te zajęcia mieliby być lewicowi aktywiści po tak zwanym gender studies. Co ważne, zajęcia miałyby być obowiązkowe, niezależnie od woli uczęszczających na nie osób i ich rodziców. Żądanie wprowadzenia tak skrajnie ideologicznej propagandy w formie przedmiotu szkolnego jest tym bardziej kuriozalne, że lewicowe organizacje od lat walczą o usunięcie ze szkół lekcji religii, mimo że są one zupełnie dobrowolne.

R.B: Zarzucił Pan organizacjom feministycznym również chęć zmuszania kobiet do aborcji i stawianie ich przed sądem. Jak to się ma do sztandarowego hasła feministek, jakim jest „Prawo do wyboru”?

MW: Autorzy projektu postulują, aby w przypadku osób małoletnich lub ubezwłasnowolnionych decyzję o aborcji podejmował opiekun prawny, nawet bez zgody matki nienarodzonego dziecka. Co więcej, zgoda na aborcję jest wystarczająca i ostateczna, natomiast w przypadku podjęcia decyzji o urodzeniu dziecka, decyzję w sprawie miałby wydawać sąd opiekuńczy. Oznacza to, że w przypadku odmowy aborcji, zarówno małoletnia matka, jak i jej opiekunowie prawni musieliby tłumaczyć się przed sądem, który miałby prawo wydać wyrok zabicia nienarodzonego dziecka mimo sprzeciwu dziewczyny i jej rodziców. Jak widać zwolennicy zabijania dość specyficznie pojmują „prawo do wyboru”.

R.B: Przejdźmy dalej, mówił Pan wcześniej, że projekt postuluje zmniejszenie ochrony prawnej kobiet w ciąży. To dość zaskakujące, biorąc pod uwagę nazwę projektu.

MW: Projekt zakłada uchylenie art. 157a Kodeksu Karnego, który mówi o tym, że osoba, która doprowadzi do uszkodzenia ciała dziecka poczętego, podlega karze. Co istotne, wyłączeni z karalności są matka dziecka i lekarz podejmujący działania w celu ratowania zdrowia matki. Usunięcie tego artykułu spowoduje, że osoba, która przemocą wymierzoną w matkę doprowadzi do uszkodzenia nienarodzonego dziecka, pozostanie bezkarna. Co do nazwy projektu, to kłamstwa ze strony zwolenników zabijania nie są niczym nowym i nie powinny zaskakiwać. Starczy przytoczyć tu kłamstwa dotyczące treści zeszłorocznego projektu „Stop aborcji” lub te dotyczące rzekomych manipulacji przy pokazywanych przez obrońców życia zdjęciach, przedstawiających ofiary aborcji, które są konsekwentnie powtarzane, mimo że dawno wykazaliśmy ich nieprawdziwość.

R.B: Czyli nazwa projektu „Ratujmy kobiety” jest kłamstwem?

MW: Oczywiście. Mamy tu do czynienia z manipulacją, mającą na celu wprowadzenie w błąd osoby, które podpiszą projekt bez zapoznania się z jego treścią. Swoją drogą to pokazuje szerszy problem z naszą demokracją. Społeczeństwo polskie nauczyło się już, że musi patrzeć na ręce rządzącym i bardzo dobrze. Niestety nie nauczyliśmy się jeszcze, że taką samą, a nawet większą ostrożność musimy wykazywać przy korzystaniu z demokracji bezpośredniej. Nie twierdzę oczywiście, że mamy nie podpisywać żadnych inicjatyw czy petycji. To nasze obywatelskie prawo i obowiązek. Natomiast do obowiązku tego musimy podchodzić odpowiedzialnie. Każda osoba zbierająca podpisy pod jakąkolwiek inicjatywą obywatelską, ma obowiązek posiadać przy sobie jej treść. Warto poświęcić te kilka minut, żeby ze zrozumieniem przeczytać projekt. Taka postawa jest przejawem rozsądku i budzi szacunek, również u zbierającego. Nie znamy przecież osobiście autora projektu ani osoby, która prosi nas o podpis.

R.B: Nie sposób nie spytać również na czym polega wspomniane na początku ograniczanie wolności słowa.

MW: Środowiska „anty life” domagają się, aby za krytykę postanowień projektu groziła kara do dwóch lat więzienia. Co więcej, taka sama kara miałaby grozić, za jakąkolwiek krytykę organizacji działających na rzecz realizacji postanowień tej ustawy. Trzeba to podkreślić, w Polsce miałoby grozić do dwóch lat więzienia za jakąkolwiek krytykę organizacji pro aborcyjnych, organizacji LGBT, lewicowych partii politycznych czy instytucji państwowych związanych z systemem zdrowia lub szkolnictwem. Ponadto projekt zwraca uwagę na „konieczność” ścigania nieprawomyślności również w internecie, co poza faktycznym wprowadzeniem cenzury, otwiera również furtkę do jeszcze większej inwigilacji użytkowników sieci i kontroli udostępnianych treści. Projekt postuluje również ograniczenie wolności zgromadzeń, uniemożliwiając odbycie w niektórych miejscach zgromadzeń broniących konserwatywnych wartości. Środowiska lewicowe są na tyle bezczelne, że w jednej ustawie domagają się równocześnie finansowania działalności ze środków publicznych oraz postawienia ich ponad prawem i ponad wolnością słowa.

R.B: Odnoszę wrażenie, że celowo w trakcie naszej rozmowy nie używa Pan określenia feministki.

MW: Nazywanie zwolenników mordowania bezbronnych ludzi feministkami lub ruchami „pro choice”, czyli za wyborem, to całkowite nieporozumienie. Feminizm był szlachetnym ruchem walczącym o zniesienie barier społecznych i równość wobec prawa. Feministki były przeciwne aborcji i traktowały ją jako sposób na uprzedmiotowienie kobiet. Stawianie ich w jednym szeregu z wulgarną, proaborcyjną hołotą jaką znamy chociażby z tak zwanych „Manif”, należy traktować jak obelgę. Postulaty zawarte w projekcie jasno pokazują, że mamy do czynienia z całkowitymi wrogami wolności i wyboru.

R.B: Jakie działania zamierza podjąć Fundacja PRO – Prawo do życia w związku z projektem?

MW: Rozpoczęliśmy akcję informacyjną, mającą na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa na treść projektu. Ponadto, 3-go września w Trójmieście odbędzie się “Niedziela dla życia”, w ramach której odbędzie się kilkadziesiąt pikiet antyabocyjnych, zakończonych Mszą Świętą w intencji ochrony życia I marszem pod hasłem “Stop aborcji”, który przejdzie głównymi ulicami Gdyni. Cały czas trwa również akcja “Szpitale bez aborterów”, polegająca na organizowaniu pikiet pod szpitalami, w których dokonywane są aborcje. Planujemy także akcję “Prawo do życia od morza do Tatr”, polegającą na kupnie ciężarówki i oklejeniu jej plakatami pokazującymi prawdę o aborcji. Dzięki temu będziemy w stanie dotrzeć również do mniejszych miejscowości, w których dotychczas nie działaliśmy.

R.B: Dziękuję za rozmowę.

MW: Również dziękuję.

Komentarze