Łukasz Jabłoński: Stulecie niepodległości nie dla narodowców | Narodowcy.net

Łukasz Jabłoński: Stulecie niepodległości nie dla narodowców

Wyobraźcie sobie kraj, w którym prezydent w ramach obchodów stulecia jakiejś rocznicy nie zaprasza pewnych środowisk tylko z jednego powodu – ich obecność jest po prostu niewygodna dla obecnej polityki rządu. Nietrudno domyślić się o jaki kraj i o jakiego prezydenta chodzi. Tak, chodzi o Polskę i o okrągłą rocznicę odzyskania niepodległości, która nie jest dla narodowców, a co najsmutniejsze – nie dla środowisk kresowych. W tym przypadku jakiekolwiek deklaracje o pojednaniu, które padały niejednokrotnie z ust prezydenta, okazały się puste. No, bo jaki sposób można się pojednać bez obecności jednej ze stron?

Nie od dziś możemy zaobserwować proukraińskość naszego rządu, niemrawe próby pojednania polsko-ukraińskiego czy ukazywanie Polski jako głównego przyjaciela i sojusznika Ukrainy, jednakże za tym wszystkim idzie próba załagodzenia historii, a wręcz przemilczenia. Wszystko, byleby tylko nie rozjuszyć strony ukraińskiej. Problem w tym, że całe to „pojednanie” odbywa się kosztem środowisk kresowych, które niestrudzenie starają się kultywować pamięć o pomordowanych przez OUN-UPA bliskich, co już nie odpowiada Ukraińcom. Obecny rząd stara się udobruchać Ukraińców, a jednocześnie sprawiać wrażenie, że troszczy się o Kresowiaków. Temat Kresów jest nadal żywy i zbyt niewygodny w kontaktach międzysąsiedzkich, a PiS stara się lawirować pomiędzy jednymi i drugimi. Szkoda tylko, że takimi działaniami niszczy się pamięć o ofiarach Rzezi Wołyńskiej. Często zdarzało się, że środowiska kresowe były niezbyt mile widziane podczas różnych uroczystości, ale niezaproszenie tychże środowisk do Komitetu Narodowego Obchodów Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej to już postępek niehonorowy.

Do całej tej sytuacji odniósł się ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski:

„Dwa dni temu pan prezydent Andrzej Duda ogłosił skład Komitetu Narodowego Obchodów Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej. Pomysł powołania takiego ciała społecznego jest bardzo dobry. Niestety jednak rodzą się wątpliwościco do nieobecności w tym komitecie przedstawicieli wielu ważnych środowisk. Podam kilka przykładów.

Spośród partii i ugrupowań politycznych powołano przedstawiciela Polskiej Partii Socjalistycznej (kiedyś znaczącej, dziś kompletnie niszowej), ale zabrakło miejsca dla przedstawicieli tak Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Nowoczesnej, jak i Ruchu Narodowego i partii KORWIN. Ugrupowania te mają takie a nie inne poglądy, raczej sprzeczne z prezydenckimi, ale przecież w wyborach swoje głosy oddał na nie znaczący procent polskich obywateli. Zabrakło także miejsca dla organizacji, które przyczyniły się kontynuowania tradycji niepodległościowych w czasach komunizmu. Mam tutaj na myśli np. Niezależne Zrzeszenie Studentów, „Solidarność Walczącą” czy Konfederację Polski Niepodległej.

Z kolei spośród licznych organizacji kombatanckich pan prezydent wybrał tylko jedną jedyną – Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. A gdzie podziali się żołnierze Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych oraz ci, co przelewali krew w kampanii wrześniowej 1939 roku oraz w czasie walk polskich formacjach wojskowych na Zachodzie i Wschodzie?

W omawianym komitecie znalazło się miejsce dla przedstawiciela Związku Piłsudczyków, ale zabrakło dla środowisk pielęgnujących spuściznę Romana Dmowskiego i Wojciecha Korfantego. Rażące jest też pominięcie środowisk kultywujących pamięć o bohaterach Powstania Wielkopolskiego i trzech Powstań Śląskich oraz o walecznych Orlętach Lwowskich i żołnierzach „Błękitnej Armii” Józefa Hallera. Nikt nie neguje roli marszałka Józefa Piłsudskiego, ale przecież o niepodległość Polski i kształt jej granic w latach 1914-1921 walczyły nie tylko Legiony Polskie.

Jeszcze gorzej jest z przedstawicielami mniejszości narodowych, etnicznych i wyznaniowych. Swoje miejsce otrzymali przedstawiciele Związku Karaimów Polskich (liczącego zaledwie kilkudziesięciu członków) oraz – uwaga! – Towarzystwa Społeczno-Kulturalne Niemców na Śląsku Opolskim, a także Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich i Muzułmańskiego Związku Religijnego. Pominięci zostali natomiast przedstawiciele np. Białorusinów, Ormian, Romów czy Łemków, a także zawsze wiernych Polsce Kaszubów, których język, jako jedyny w naszym kraju, ma statut języka regionalnego.

Najgorzej jest jednak z Kresowianami i ich potomkami, bo tych pan prezydent Andrzej Duda w ogóle pominął. Zresztą nie po raz pierwszy. I to mimo że kilka milionów Polaków ma swoje korzenie rodzinne nad Niemnem, Prypecią i Dniestrem.

No cóż, intencje były dobre, ale po raz kolejny okazało się, że „poprawność polityczna” jest ważniejsza od deklaracji składanych w czasie kampanii wyborczej w 2015 r. Jeżeli więc pan prezydent Andrzej Duda poważnie myśli o drugiej kadencji, to powinien dokooptować do komitetu pominięte środowiska. Tak też nakazuje zwykła uczciwość wobec obywateli Rzeczypospolitej Polskiej.”

Powyższa wypowiedź w zasadzie opisuje w całości skalę problemu i nie chodzi tu tylko o środowiska nacjonalistyczne (pomimo tego, iż podczas przemówienia za plecami Pana Prezydenta można było zaobserwować Romana Dmowskiego), które i tak współtworzą największe wydarzenie w roku jakim jest Marsz Niepodległości, ale o „wybiórczość” całego tego komitetu.

Nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony lekceważącym stosunkiem do środowiska narodowego. Polityka obecnego rządu wcześniej czy później musiała ukazać swą prawdziwą twarz i tak się stało. Szkoda tylko, że stało się to przy omawianiu tak ważnej rocznicy i bez udziału tak wielu, a zaproszono ludzi, którzy z patriotyzmem nie mają nic wspólnego.

Bardzo dobitnie całą tę sytuację skomentował poseł Robert Winnicki na twitterze:

W 2015 i 2016 zapraszaliśmy Andrzeja Dudę na Marsze Niepodległości, wyrażając tym ocenę, że mimo wszystko, dostrzegamy różnicę między nim a jego poprzednikiem. Prezydent w odpowiedzi przysyłał kurtuazyjne listy.

W 2017 w jego komitecie obchodów 100 – lecia niepodległości jest miejsce dla radykalnej lewicy, w tym dla tych, którzy blokowali doroczne marsze 11 listopada. Jest miejsce dla liberałów, w tym HGW [Hanna Gronkiewicz Waltz – przyp. Ł. J.] – politycznej patronki warszawskich przekrętów, dla mniejszości etnicznych, religijnych. Z obozu narodowego, z organizatorów Marszu Niepodległości zaproszenia nie dostał nikt.

Nawet kombatanci obchodzącego w tym roku 75. Rocznicę powstania Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, o narodowych organizacjach czy Ruchu Narodowym nie wspominając. Niektórzy w naszym środowisku narzekają i mają to prezydentowi za złe. Ja jestem zadowolony – dzięki temu uniknęliśmy kłopotliwych momentów i trudnych decyzji. Sytuacja jest klarowna, jak w 89. Okrągły stół znów razem, my, narodowcy, poza tym układem, naprzeciw umownych podziałów na prawicę i lewicę. Sytuacja jest klarowna nie tylko w wymiarze symbolicznym. Nich ci, co zawsze popierali i popierają podporządkowanie

Polski euro-sojuzowi święcą razem kotyliony. My, narodowcy, zawsze staliśmy pryncypialnie przeciw Brukseli a za realną niepodległością. Nasze poglądy podziela coraz więcej Polaków, zwłaszcza młodych. Nasz cierpliwy marsz ku Niepodległości będzie szedł ku zwycięstwu bez oglądania się na tych, co realna suwerenność maja w pustych, zazwyczaj, deklaracjach.”

Myślę, że środowisko narodowe, pomimo tak oczywistego pominięcia, jakoś nieszczególnie nad tym ubolewa, gdyż jest skupione wokół organizacji Marszu Niepodległości, w którym corocznie uczestniczy ponad 100 tysięcy osób. W przeciwieństwie do obłudnych deklaracji prezydenta, ta oddolna inicjatywa jednoczy wielu ludzi, a w ten jedyny w swoim rodzaju dzień możemy poczuć łączące nas więzi i dumę z bycia Polakiem. Takiej atmosfery nie zapewni żadne państwowe wydarzenie, bo Polska to my, a nie ci, co tkwią w pookrągłostołowym układzie.

 

Komentarze