> Szpony i kły – recenzja opowieści z wiedźmińskiego świata

Łukasz Jabłoński: Szpony i kły – recenzja opowieści z wiedźmińskiego świata

Andrzej Sapkowski znany jest z hermetycznego podejścia do wykreowanego przez siebie świata. Wydawałoby się, że nikt ani nic nie zmusi go do zaaprobowania opowiadań pisanych przez innych ludzi. Stał się mały cud. Wydawnictwo SuperNowa wydało całkiem słuszny zbiór kilkunastu  fanowskich opowiadań ze świata wiedźmińskiego. Nie byłoby w tym nic zupełnie podejrzanego, gdyby nie fakt, iż zbiór ten został obdarzony osobistym błogosławieństwem Sapkowskiego. No w końcu nie każdy autor może pochwalić się opowiadaniem pod szyldem: Andrzej Sapkowski przedstawia…

Pan Sapkowski to temat-rzeka jeżeli chodzi o stosunek do tworów, które nie wyszły spod jego pióra. Warto w tym miejscu spuścić zasłonę milczenia i zająć się omawianiem nowego zbioru opowiadań. „Szpony i kły”, bo tak zatytułowana jest nowa książka, jest zbiorem dwunastu mniej lub bardziej udanych opowiadań.

Całość rozpoczyna przedmowa Marcina Zwierzchowskiego. Zwierzchowski próbuje na przykładzie Batmana czy innych tworów popkultury uzasadnić istnienie kilku równoległych uniwersów, w których istnieje kilka tzw. inkarnacji Geralta (z komiksów, gier czy seriali od Netflixa), a jednocześnie zaakcentować, że oryginalny Geralt jest tylko jeden (oczywiście ten od Sapkowskiego). Zabieg karkołomny i o dziwo nawet udany.

Myślę, że autor tej przedmowy powinien być z siebie dumny, gdyż w ten sposób udało mu się pogodzić wszystko i wszystkich, jednocześnie wystawiając lukrową laurkę Sapkowskiemu.

Coś się kończy, coś się zaczyna?

Nie chcę wnikać w plany wydawnictwa SuperNowa, jednakże w tym miejscu nasuwa się zasadnicze pytanie: czyżby wydawnictwo zapragnęło zostać spadkobiercą tego „najlepszego” literackiego wcielenia Geralta? Pierwszy krok został wykonany i myślę, że kwestią czasu jest pojawienie się kolejnego zbiorczego tomu, który nie pochodziłby od Pana Sapkowskiego. To tylko moje domysły, aczkolwiek popularność „Szponów i kłów” mogłaby pchnąć wydawnictwo w tym kierunku. Nie wiadomo też czy po drodze nie pojawi się coś bezpośrednio od oryginalnego twórcy.

Sięgając po książkę składającą się z fanowskich opowieści nie spodziewałem się zbyt wiele. I dobrze. Nie przeżyłem zawodu i nawet dobrze się bawiłem. Miałem świadomość, że całość będzie nierówna i tak w istocie jest. „Szpony i kły” są w zasadzie wesołą twórczością fanów, którzy podeszli bardzo poważnie do pisania opowiadań z wiedźmińskiego uniwersum. W wielu momentach jest niezwykle ciekawie, wiele opowiadań próbuje naśladować oryginał (co nie zawsze wychodzi na dobre), ale jest też kilka naprawdę dobrych, a zarazem wprowadzających coś nowego do książkowego świata.

Tylko bez spoilerów!

Trudno jest opowiedzieć o wadach i zaletach bez zdradzania jakichkolwiek szczegółów. Ogromnym mankamentem całego zbioru jest dysproporcja pomiędzy jednym opowiadaniem a drugim. Jest to główna wada wszystkich fanowskich opowiadań. Pomimo selekcji wydawnictwa, wiele z nich ma własny styl, który jest mniej lub bardziej przystępny.

W najgorszym wypadku niektóre opowiadania najzwyczajniej w świecie „przespałem” i na chwilę obecną nie potrafię powiedzieć o czym konkretnie były. Rzecz jasna musiałbym je przeczytać jeszcze raz, ale nie jestem do końca pewien czy tego chcę. Na szczęście takich opowiadań jest zdecydowana mniejszość. Większość stanowią te, w których nie zagrały jedynie pewne elementy, takie jak kreacja postaci czy niezbyt satysfakcjonujące zakończenie. Wspominając o tym drugim mam tu na myśli sytuację, gdy przez większość opowiadania autor cały czas misternie buduje napięcie i otoczkę świata tylko po to, żeby doprowadzić do mało zaskakującego zakończenia.

Dobrym przykładem ciekawie zapowiadającego się (przede wszystkim bogatego w opisy), ale średnio udanego jest opowiadanie „Co dwie głowy…” autorstwa Nadii Gasik. Największym grzechem jest zupełnie nieudana kreacja uwielbianej przeze mnie postaci Lamberta (z drugiej strony mamy całkiem sensowną Triss). W moim odczuciu wiedźmin znacznie różni się od oryginału. Myślę, że nawet gra od CD Projektu oddała lepiej jego złożony charakter niż sama autorka opowiadania. Koniec też nie robi dużego wrażenia. Przykładów takich opowiadań w tej książce jest wiele.

Jednym z ciekawszych opowiadań tekst autorstwa Przemysława Gula pt. „Lekcja samotności”. Wielką zaletą jest wykreowanie całkiem nowych ciekawych bohaterów, a tych stworzonych przez Sapkowskiego zepchnięcie na dalszy plan, co tylko wyszło opowiadaniu na dobre. Oprócz głównej bohaterki, która jest adeptką magii, w tle występują takie postacie jak Triss, Yennefer czy Vilgefortz. Nie mają one zbyt wielkiej roli, gdyż ton opowiadaniu nadaje właśnie główna bohaterka, a występujące postacie wykreowane przez Sapkowskiego stają się jedynie łącznikami, którzy pozwalają nam uwierzyć w prawdziwość świata.

Czy da się to czytać?

W mojej ocenie książka jest poprawna, w kilku momentach czuć całkiem inne i świeże podejście do twórczości Sapkowskiego. Widać, że niektórzy autorzy nie ograniczają się do kopiowania oryginalnego twórcy, a podążają własną ścieżką. W jednym opowiadaniu czuć bardziej przywiązanie do słowiańskości, w innym jest odwoływanie się do mitologii greckiej (co niezbyt przypadło mi do gustu).

Każde opowiadanie (nawet średnio udane) ma ciekawe elementy, w których czuć jakieś tam pierwiastki wiedźmińskiego świata. Całość to jednak typowy średniak, któremu nie udało się nawet dorównać oryginałowi. W mojej ocenie nie udało się dorównać nawet powieści „Sezon Burz”, który przez wielu jest uważany za najgorszą część z cyklu wiedźmińskiego.

Jednak jest coś, co sprawi, że książka stanie się dla wielu atrakcyjniejsza. Opowiadania wypełniają pewne luki fabularne w twórczości Sapkowskiego i kontynuują wątek Coena, Koral czy Triss. Bardzo umiejętnie bazują na niedopowiedzeniach, jakie mogliśmy spotkać w całej sadze wiedźmińskiej. Zaryzykuje nawet twierdzenie, że właśnie to wypełnianie luk po Sapkowskim jest najmocniejszą cechą tego zbioru.

„Szpony i kły” jako całość to książka taka sobie, jednakże mogę ją polecić każdemu prawdziwemu fanowi wiedźmina. Myślę, że każda okazja jest dobra, aby ponownie zagłębić się w ten niezwykły świat, a fanowskie opowiadania są właśnie kolejną z nich. „Szpony i kły” są jak fanowskie przygody do pierwszej odsłony gry „Wiedźmin” – mimo wszystko cieszą. Niestety nie są za darmo.

Podsumowanie

Cena premierowa książki wynosiła około pięćdziesięciu złotych (teraz pewnie spadła). Nie jest to mało zważywszy na to, że są to opowiadania fanowskie. Jestem niemal pewny, że wielu czytelników zawiodło się, gdyż napis „Andrzej Sapkowski przedstawia” na okładce jest bardzo mylący. Niezorientowani pewnie zakupili książkę tylko dlatego, że myśleli, że jest autorstwa samego Sapkowskiego, a później przeżyli oczywisty zawód. No cóż, tak działa marketing. Nie ma co obwiniać wydawnictwa.

Co z jakością samej książki? Chciałoby się powiedzieć, że jest dobrze, ale nie jest. Grafika na okładce jak najbardziej na plus. Co do tego nie mam żadnych zastrzeżeń. Muszę też pochwalić wydawnictwo za dodanie skrzydełek po wewnętrznej stronie okładki. Sama okładka nie jest jednak najlepszej jakości.

Największą wadą okładek w nowym wydaniu jest ich przyspieszony czas zużycia. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Już po kilku otwarciach pojawiają się zauważalne białe wytarcia na rantach a po pewnym czasie również w miejscach zgięcia okładki. Wszystko to pojawiło się w ramach następstwa czytania czy też zaledwie kilkukrotnego transportu w plecaku lub torbie. Nowe wydanie może i jest bardzo ładne, ale nadruk stosunkowo nietrwały.

Porównując wszystkie wady i zalety, myślę że mogę dać całości ocenę 6/10, ze specjalną rekomendacja dla prawdziwych fanów.

Komentarze