Bartłomiej Pytka: Tolerancja represywna

W środowisku dzisiejszej lewicy istnieje przekonanie, że nie ma żadnej prawdy, są tylko różne przekonania. W imię tej prawdy rodzi się przekonanie o potrzebie tolerancji. Tolerancji rozumianej jako nie narzucanie się ze swoimi przekonaniami, w końcu wszystkie przekonania, nie będąc ani prawdziwe, ani fałszywe, są sobie równe. Jednak  w tym przekonaniu nie zwraca się uwagi na jeden paradoks, mianowicie: twierdzenie, że nie ma żadnej prawdy już samo w sobie jest prawdą.  Mówiąc inaczej: Ludzie, którzy głoszą przekonanie, że nie można narzucać się ze swoją prawdą, już sami narzucają się ze swoją prawdą.

Należy w takim razie postawić pytanie: czy człowiek ma jakieś przesłanki aby wierzyć, że nie ma żadnej prawdy? Jest to przekonanie już samo w sobie wewnętrznie ze sobą sprzeczne, dlatego prawdziwe być nie może. W próbie weryfikacji z rzeczywistością jest tak samo absurdalne. Łatwo stwierdzić, że nauczanie Jezusa Chrystusa to nie to samo co nauczanie  Mahometa, a chrześcijańska powściągliwość to nie to samo co rozpusta. Takie błędne przekonanie powszechnie stara się wpoić środowisko dzisiejszej lewicy.

Skoro prawdziwość nie jest przesłanką do wiary w tolerancję, to może tolerancja jest wartością samą w sobie, która nie wymaga uzasadnienia. Gdyby tak było, to z tego by wynikało, że można tolerować tylko ludzi tolerancyjnych. To nie może być przekonaniem prawdziwym, gdyż forsując przekonanie o tolerancji, sami już się narzucamy ze swoim przekonaniem wobec innych, zatem nie jesteśmy już tolerancyjni, a skoro tak to nie można nas tolerować.

Biorąc pod uwagę fakt, że tolerancja sama w sobie jest absurdalna, więc wszystkie przekonania wywodzące się z niej też koniecznie muszą być absurdalne. Z wiary w ten absurd wynika całe zachowanie dzisiejszej lewicy, która głosząc tolerancję sama nie toleruje tych, którzy zwolennikami tolerancji nie są. Mówiąc inaczej: głoszą, że nie można się innym narzucać ze swoimi przekonaniami, tym samym sami narzucają się ze swoim przekonaniem (o tym, że nie można się innym narzucać).

Na lewicy często jest głoszone przekonanie o ateistycznym racjonalizmie, który sprzeciwia się wierze. Ale czy można uznać wiarę w absurd jako przejaw racjonalizmu? I trzeba tu podkreślić słowo „wiarę” gdyż w absurd można tylko „wierzyć”, nie można go „wiedzieć” jak to dzisiaj stara się lewica wpoić, że jest to przykład logicznego myślenia. Dlatego jeżeli przeciwstawiamy ideologię lewicy z wiarą chrześcijańską powinniśmy rozumieć, że nie jest to przeciwstawienie racjonalizmu przeciwko wierze, ale przeciwstawienie „wiary w tolerancję” przeciwko „wierze w Boga”, z czego to ta druga jest bardziej racjonalna, gdyż nie opiera się na założeniu wewnętrznie sprzecznym.

W stronę wiary chrześcijańskiej padają również oskarżenia o dogmatyzm, czyli prawdy wiary w które, wierny musi wierzyć, żeby móc się szczerze nazywać „wiernym”. Oskarżenia te bazują na tym, że kościół narzuca się ze swoimi prawdami, odrzucając wszystkich którzy się z tymi prawdami nie zgadzają się lub mają do nich wątpliwości. Jest to według ich przekonań przejaw nietolerancji. Ale przecież na lewicy również panują wiara i dogmaty, tak jak w Kościele Katolickim. Przecież jeżeli ktoś nie uznaje dogmatu o nadprzyrodzonej słuszności tolerancji, musi być z lewicowego środowiska natychmiast wyłączony, ze wszelkimi wyrazami nienawiści i potępienia.

Teoria teorią ale jak to ma się do obecnej rzeczywistości? Mianowicie tak, że ludzie którzy określają się „tolerancyjnymi”, w imię tej tolerancji prześladują wszystkich, których uznają za „nietolerancyjnych”. Oczywiście sami siebie za nietolerancyjnych nie uważają. A skoro sami będąc „nietolerancyjni” oskarżają innych o „nietolerancję”, najwyraźniej tkwią w przekonaniu, że przysługuje im jakiegoś rodzaju monopol na określanie, kto tolerancyjny jest, a kto nie.

Sami siebie określają jako racjonalistów, którzy sprzeciwiają się jakimś „prawdom wiary i dogmatom ” a sami przecież w „prawdy wiary i dogmaty” wierzą. Mało tego wierzą w takim stopniu, że takiej wiary mógłby im niejeden święty pozazdrościć ,aby tak mocno wierzyć w Boga, jak niektórzy lewacy wierzą w nadprzyrodzoną słuszność tolerancji.

Mówią, że nie wolno się innym narzucać w imię tolerancji, a jak się z nimi nie zgodzisz to zostaniesz tą tolerancją zaatakowany.

Kolejnym lewackim zabobonem jest mit o neutralności tolerancji. Często się słyszy, że ci wyznają jedną wiarę, inni inną, a ja jestem neutralny i uważam wszystkie za jednakowe. Jest to zasadniczo tożsame z twierdzeniem, że ja wyznaję jeszcze inną wiarę, a mianowicie „wiarę w tolerancję”. Wiara w tolerancję oznacza mniej więcej tyle że wierze że Jezus, Mahomet czy Budda głosili to samo i, że Jezus który umarł na krzyżu za to ,aby wyzwolić nas z pod władzy pożądliwości ,to tyle samo co Mahomet, który w imię swoich porządliwości poświęcił dobro tak wielu. Takie przekonanie jest hańbiące i nietolerancyjne wobec wiary katolickiej, a skoro tak, to neutralne być nie może. Poza tym łatwo stwierdzić, że jest to przekonanie wywodzące się jedynie z wiary we własna ideologię, a nie wynik logicznego myślenia.

Wszystkie te przekonania są wynikiem tzw. tolerancji represywnej, już sama nazwa świetnie sugeruje jej prawdziwy charakter.

Podsumowując „tolerancja represywna” jest ideologią skrajnie nietolerancyjną, narzucającą się każdemu, ekspansywną, nie tolerującą sprzeciwu, agresywną, opartą na absurdzie, pełną hipokryzji, wywodzącą się z wiary, nieracjonalną, dogmatyczną, a w końcu wyznającą, że jest tylko jedna prawda i że tylko ta prawda ma prawo być głoszona mianowicie „prawda, o braku prawdy”.

Komentarze