> Tomasz Cynkier: Jak z AfD robi się NSDAP - Narodowcy.net

Tomasz Cynkier: Jak z AfD robi się NSDAP

Wynik wyborczy Alternatywy dla Niemiec (AfD) budzi jeszcze większe emocje niż zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich. Mimo, że ta partia zajęła trzecie miejsce w wyborach i wprowadzi ok. 90 posłów do Bundestagu, to wszystkie pozostałe ugrupowania wykluczyły jakąkolwiek współpracę z AfD.

Co to jest AfD?

Alternative fur Deutschland, bo tak w oryginale nazywa się Alternatywa dla Niemiec, jest partią, którą założyli przedstawiciele chadeckiej koalicji CDU/CSU. Jak wiadomo, jest to ugrupowanie anty-imigranckie i anty-islamskie. Mówi się o nim, że jest eurosceptyczne i jest to prawda, ponieważ chcą opuszczenia przez RFN strefy euro (co ciekawe euro jest de facto marką niemiecką, dawna walutą RFN połączoną z byłym frankiem francuskim, więc wyjście ze strefy euro zniszczyłoby ją – przyp. T.C.), wyjścia ze struktur UE i NATO.

AfD określana jest jako partia nacjonalistyczna, według mnie jest to trochę na wyrost, ale wyjaśnię to w dalszej części artykułu. Niemniej jednak ta partia ma postulaty podobne do innych partii narodowych w Europie, czyli poza opuszczeniem strefy euro, UE i NATO, ograniczenie imigracji przedstawicieli obcej (niełacińskiej – przyp. T.C.) cywilizacji. Niemała rolę odgrywa tu kolor skóry, co z automatu rodzi oskarżenie o rasizm, co też jest nadużyciem.

Gospodarczo ta partia opowiada się za liberalizmem. Spowodowane jest to przede wszystkim przez imigrantów, którzy korzystają z wysokiego socjalu. Wiara w wolny rynek i inne thatcheryzmy schodzi na drugi plan. Ponadto większość partii w RFN jest bardziej lub mnie socjalistyczna w sprawach gospodarczych, co daje AfD argumenty w debacie nt. gospodarki.

Sama partia jest wewnętrznie podzielona, znajdziemy w niej tych, którzy są dumni z Wehrmachtu oraz tych, którzy wspierają syjonizm. Taka rozbieżność potwierdza tezę, która mówi, iż AfD jest „partią buntu”, czyli gromadzi elektorat, który ma po prostu dość.

Przemysł pogardy

Jak to bywa z partiami, ruchami lub organizacjami sprzeciwiającymi się obecnemu porządkowi, tak i wobec AfD stosuje się różne sposoby, by ich zdyskredytować i wrzucić do brunatnego worka o nazwie „faszyzm”.

Oczywiście Alternatywa dla Niemiec nie jest partią faszystowską (w Niemczech nie było ustroju faszystowskiego tylko narodowy socjalizm; to są dwa różne systemy, niestety są używane przez lewicowo-liberalne media jako synonimy co jest błędem – przyp. T.C.) jednak tak była, jest i zapewne będzie przedstawiana. NSDAP i AfD więcej różni niż dzieli.

Pierwszym aspektem są sprawy gospodarcze (NSDAP- socjalizm, AfD – kapitalizm).

Drugim stosunek do Żydów. Narodowi socjaliści wiadomo jaki mieli, zaś niektórzy przedstawiciele AfD, a zwłaszcza (…) są zwolennikami syjonizmu i chętnie robią zdjęcia z flagą Żydostanu (tak nazywam Państwo Izrael, które swoimi poczynaniami sprawia, iż nazywanie go „Izraelem” jest nadużyciem – przyp. T.C.).

Trzecim jest poparcie społeczne. NSDAP cieszyło się dużą popularnością i ludzie z dumą się do tego przyznawali, nie wszyscy co prawda, ale był taki odsetek i to nie mały. AfD poza „partią buntu” jest też „partią wstydu”, ludzie wstydzą się przyznać do głosowania na Alternatywę i w porównaniu do NSDAP nie ma tak dużego poparcia.

Podobieństwa między NSDAP a AfD, bo takie też są.

Pierwszym jest dążenie do etnicznej jednorodności. W latach 20., 30. i 40. głównym „problemem” byli wspomniani wcześniej Żydzi oraz inne mniejszości narodowe, takie jak Polacy czy Czesi (obywatele ówczesnej Czechosłowacji – przyp. T.C.). Wtedy także Niemcy nie miały tak licznej diaspory islamskiej z Bliskiego Wschodu, Turcji i Afryki jak to ma miejsce dziś. Powstrzymanie migracji nie-białych przybyszów i deportacja tychże jest jednym z głównych postulatów AfD. I tu pojawiają się oskarżenia o rasizm, przy czym rasizm sprzed 80 lat nie odnosił się tylko do koloru skóry, głównym czynnikiem było wyznanie, tak się składa, że Żydzi są biali.

Drugim jest stosunek do Wehrmachtu. Ta formacja była chlubą III Rzeszy, a AfD (zwłaszcza jeden z głównych  przedstawicieli) wychwalają tę formację. Dobrze wiemy co żołnierze Wehrmachtu wyrabiali podczas wojny i być dumnym z formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo jest co najmniej dziwne. Chociaż z drugiej strony to są Niemcy, więc nie ma co się dziwić.

Trzecim wspólnym mianownikiem jest nacjonalizm, co prawda nie jest to ten sam nacjonalizm. Nacjonalizm w wydaniu NSDAP był oparty o biologiczny rasizm, zaś ten w wydaniu AfD jest swego rodzaju aktem rozpaczy, który ma na celu ratowanie Niemiec przed totalną dominacją Islamu.

Stosunek AfD do Polski

Cóż, skoro AfD kreuje się na nowe NSDAP, to stosunek do Polaków i naszego państwa powinien być negatywny. Jednak przyszło nam żyć w takich czasach, że Polska swoją mono-etnicznością jest niejako wzorem dla innych państw w kwestii polityki migracyjnej (jak długo się to utrzyma? Trudno przewidzieć, zwłaszcza, że rząd PiS może ugiąć pod sankcjami UE – przyp. T.C.).

Jednak w AfD, jak wyżej wspomniałem, są głosy wychwalające Wermacht. Dlatego też, stosunki na linii Polska-RFN (pod rządami AfD) nie byłyby dobre. W ogóle stosunki polsko-niemieckie nie mogą być dobre z uwagi na to, iż Niemcy były, są i będą wrogiem Rzeczpospolitej. Dodatkowo nakłada się sprawa reparacji za II wojnę światową. Bez rozliczenia tej ostatniej kwestii nie ma co marzyć o poprawnych stosunkach.

Rzekomo dobre relacje z Niemcami mieliśmy za „złotych lat demokracji”, gdy to byliśmy wasalem wobec RFN. Ktoś mógłby powiedzieć, że „wasal” to zbyt łagodne określenie, niemniej jednak nie były to relacje partnerskie.

Wracając do AfD, mówi się, że najpierw „wezmą się” za kolorowych, a później za Polaków, Czechów i innych nie-białych na terenie Niemiec. Jest to nadużycie, ponieważ Alternatywa nie ma takiej mocy sprawczej by wysiedlić kolorowych, a co dopiero ludzi z Europy Środkowo-Wschodniej.

Antypolskość

W całej tej dyskusji pomija się fakt, iż w Niemczech jest anty-polska partia, jeszcze bardziej radykalna od AfD, a mianowicie NPD (pol. Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec). Jest to partia, która powstała na gruzach NSDAP. Jednak ma ona mniejsze poparcie niż Alternatywa dla Niemiec.

Gdyby AfD rządziła, to zapewne koniec świata by się nie wydarzył, chociaż lewicowo-liberalne media tak przedstawiałyby zastałą rzeczywistość. Polacy, Czesi i inni biali nie byliby od razu wysiedleni, ale już muzułmanie tak lekko by nie mieli. Niemcy przeżyłyby wielki wstrząs podczas wyjścia z NATO i UE (co oznaczałoby rozpad tej organizacji – przyp. T.C.). Sami Niemcy pewnie odczuliby korzyści z potencjalnych rządów AfD, ale to wróżenie z fusów.

Nie mam zamiaru wychwalać AfD ani cieszyć się wynikami wyborów w Niemczech lub rozmyślać, która koalicja byłaby dla Polski najlepsza (co najwyżej można by zastanawiać się, która byłaby najmniej niekorzystna – przyp. T.C.). Jedyne co cieszy to to, że część niemieckiego społeczeństwa się ocknęła i chce w jakiś sposób powstrzymać to migracyjne szaleństwo, a miłościwie nam panująca Dobra Zamiana popełnia ten sam błąd co RFN w latach 60-70. Oni ściągnęli sobie Turków, my Ukraińców, co się dalej potoczyło to chyba wszyscy znamy.

Z dwojga złego to lepiej mieć za Odrą Niemcy pod rządami AfD niż kalifat.

 

 

Komentarze