> Tomasz Cynkier: Europa bez Boga

Tomasz Cynkier: Europa bez Boga

Sekularyzacja postępuje z dnia na dzień. W różnych częściach Europy w różnym tempie. Wszystko to w imię postępu i nowoczesności, a ci, którzy są za to odpowiedzialni, chyba zapomnieli, że stary kontynent swoją świetność przeżywał za czasów średniowiecza.

Obalić Boga
Od czasów Rewolucji Francuskiej znakiem postępu i nowoczesności jest spychanie sfery religijnej w niebyt. Tak się składa, że dotyczy to w głównej mierze katolików. Argument jest prosty i żałosny jednocześnie, a mianowicie wszyscy wojujący ateiści, socjaliści, komuniści, masoni i reszta „oświeconego” towarzystwa mówi, że Kościół ogłupia i zniewala ludzi.
Cóż, walka z takim argumentem momentami przypomina kłótnię ze ślepcem o kolory. Jeśli ślepiec będzie dalej uparty to na ulicy wpadnie pod samochód, a wojujący ateista i tak skończy w piekle.
Wracając do tematu, to tak się dziwnie składa, że wszystkie totalitaryzmy w nowożytnej Europie były bezbożne i antykatolickie. Miały na celu zniszczyć to co boskie i stworzyć nowego człowieka, któremu Bóg nie będzie już potrzebny. Oczywiście tym kierowali się (i kierują nadal) socjaliści wraz z komunistami. Wystarczy przypomnieć koncepcję nadczłowieka i homosovieticusa.
Rodzi się pytanie, dlaczego Bóg, Kościół i wierni są celem ataków. Dawniej Kościół miał pod kontrolą (chociaż to niezbyt trafne sformułowanie, ale chodzi o zwierzchnictwo papieża nad wiernymi – przyp. T.C.) niemal całą Europę. Od czasów Wielkiej Schizmy (chociaż nie miała ona na celu obalenia Boga – przyp. T.C.) przez woltę Lutra i innych heretyków kończąc na masonach, modernistach i antyklerykałach, zwierzchnictwo papieża zmalało. Dlatego też ataki na Kościół są z konieczne jeśli chce się (właściwie to chciało się) przejąć kontrolę nad ludźmi.
Dlaczego „właściwie to chciało się”? A no dlatego, że wyprzeć się Boga, zadrwić z Niego i wiernych to już niemal codzienność. Doszło do tego, że publiczne przyznanie się do wiary jest aktem cywilnej odwagi, a nie czymś normalnym jak było dawniej. Oczywiście w zależności od kraju stopień sekularyzacji jest inny.
Nasz kontynent bez Boga długo nie pożyje. Prędzej czy później na jego miejsce wejdzie inna religia, która jest dynamiczna i dużo wymaga od swoich wiernych, ale za to wiele im obiecuje. Oczywiście na myśl nasuwa się islam, bo jego wyznawców jest coraz więcej, a oni nie pozwalają sonie na drwiny z ich boga. Jednak tak być nie musi, jest jeszcze szansa na rechrystianizację Europy, ale szansa ta jest niewielka.
O tych co obalają Boga pisał Fryderyk Nietsche, kiedy to nazwał głupcami ludzi, którym udało obalić się Boga (w ich mniemaniu). Byli głupcami według Nietschego, bo nie byli świadomi tego, że Boga trzeba będzie zastąpić „nadczłowiekiem”. Byli także głupcami w ogóle, bo trzeba głupoty, chciwości, nienawiści i braku pokory, by dokonać czegoś takiego. Zresztą obalenie Boga jest niemożliwe, bo to jest BÓG.
Wolny rynek Uber Alles
Ci, którzy odrzucają Boga, chcąc nie chcąc muszą go czymś zastąpić. I tak nowym bogiem jest „wolny rynek” (który jest utopią – przyp. T.C.). Na tymże „wolnym rynku” liczy się ten, kto ma pieniądze i jest cwańszy od drugiego. Wizja bycia bogatym napędza uczestników do konkurencji, co już spycha Boga z pierwszego miejsca.
W samym bogaceniu się nie ma nic złego, no chyba, że polega to na wyzysku drugiej osoby. Jednak bożek wolnego rynku wychodzi poza sferę ekonomiczną. Indywidualizm i egoizm niszczą relacje między ludźmi, antagonizują i demoralizują.
Wolny rynek rzekomo opiera się na wolności. Wolności, ale od czego? Ktoś powie, że od opresji państwa, która przejawia się w płaceniu podatków. Niestety jest tak, jak wspomniałem wyżej, czyli bożek wolnego ryku nie ogranicza się do gospodarki i mamy propagowaną wolność od Boga, zabobonu, zaścianka itd.
Pozornie to łączy się z socjalizmem, który otwarcie zwalcza Boga, ale „wolność od…” sprawia, że wszystkie wyznania (a nawet jego brak) są równe. I to już pokazuje, że Bóg został zepchnięty na drugi plan. Na wolnym rynku każdy jest równy na starcie, a potem to „radź sobie sam”, zaś w innych sferach liberalizm postuluje pełną równość (płci, dewiantów itp. – przyp. T.C.). Byleby katolicy nie mieli za dużo przywilejów, bo są opresyjna większością (według nich – przyp. T.C.).
Znajdą się tacy co powiedzą, że są liberalni w sferze gospodarczej, ale w obyczajowej już są konserwatystami. Taki stan nie trwał wiecznie, prędzej czy później taka osoba musi się zdecydować czy odda się bożkowi wolnego rynku, czy wróci to tego prawdziwego .
Demokracja
Innym bożkiem naszych czasów stała się demokracja. System mający wiele wad, nazywany przez wielu jako najlepszy z najgorszych. Dziś mało kto sobie wyobraża cywilizowane i nowoczesne państwo bez demokracji. Nawet ustrój demokratyczny jest warunkiem niezbędnym, by być członkiem Unii Europejskiej. Wydawać by się mogło, że bez demokracji nie ma życia.
Wydawać się to może śmieszne, ale przecież poniekąd tak jest. Przecież Komitet Obrony Demokracji nie wziął się znikąd. Nazwa sugeruje, ze jest to organizacja pro-rządowa, ale dobrze wszyscy wiemy, że jest inaczej. Żyjemy w państwie, gdzie w demokratycznie wybrany parlament powołał rząd zgodnie z konstytucją, a są ludzie, którzy uważają, że demokracja ma się źle i trzeba o nią walczyć (podobne zdanie mają tzw. elity brukselskie – przyp. T.C.).
Wychodzi na to, że demokracja ma swoich wyznawców, a oni nie wyobrażają sobie bez niej życia. Jej rzekomy brak porównują do komunizmu, a część z tych obrońców demokracji miało się dobrze w miniętym ustroju. Trzeba naprawdę mieć małą wiarę albo w ogóle je nie mieć, by bronić takiego systemu. O honorze nie wspomnę, bo zachował się on w środowiskach wzgardzanych przez demokratów.
Demokraci mają na sztandarach wolność i równość. Niestety zapominają dodać, że te wartości są dla wybranych. Tutaj pojawiają się mechanizmy poprawności politycznej, która momentami bywa śmieszna, ale jest to poważne zagrożenie wolności słowa.
Duża część ludzi nie wie czym jest demokracja, a mimo to ją popierają. Zapomniano, że po za demokracją jest jeszcze normalność. W demokracji suwerenem jest naród (co siłą rzeczy powinno podobać się narodowcom – przyp. T.C.), a w naszej cywilizacji, w czasach jej świetności, suwerenem był Bóg. Przecież królowie byli pomazańcami boskimi, a listy adresowane do królów zaczynały się „Z Bożej łaski miłościwie nam panujący…”. Skoro nasz nacjonalizm jest chrześcijański, to bliżej nam do monarchii niż do demokracji.
Tytuł tekstu to „Europa bez Boga”. Jak wyżej wspomniałem, długo taka Europa nie pożyje, bo człowiek jest z natury religijny i musi znaleźć sobie jakiegoś bożka (np. wolny rynek, demokracja).
Tegoroczny Marsz Niepodległości przeszedł pod hasłem „My chcemy Boga!”, co może sugerować, że Polska odrzuciła Boga wzorem Europy zachodniej. Tak oczywiście nie jest, a hasło było też wołaniem Europejczyków, którzy nie widzą przyszłości w laickiej, antyklerykalnej Europie.
Tekst nie jest z tych optymistycznych, a raczej dekadenckich. Niemniej jednak „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”

Komentarze