Tomasz Cynkier: Ja „Katolik-Faszysta”

Po raz kolejny podejmuję się tematu faszyzmu. Tym razem opiszę współczesne spojrzenie na to pojęcie, czyli w zasadzie – nie wiadomo jakie. Doszło do tego, że zaczęto dzisiejszy „faszyzm” wiązać z katolicyzmem, a jak już pisałem we wcześniejszych tekstach, te pojęcia są przeciwstawne, nie do pogodzenia.

Katolik

Tak jak większość Polaków jestem katolikiem z wyboru. Wyboru nie mojego, lecz rodziców. Nie chcę rozwodzić się nad moim podejściem do wiary, chociaż tytuł sugeruje, iż jest to tekst wyłącznie o mnie. Zapewniam, że tak nie będzie, choć wątków osobistych nie uniknę.

Jestem katolikiem, bo tak zadecydowali moi rodzice. Gdyby dziś, już jako dorosły człowiek, miałbym wybrać religię to… byłby to Rzymski Katolicyzm. Dlaczego? Posłużę się cytatem abp. Fultona Sheena:

Wierzę, że gdyby łaska Boża nie dała mi pełni Prawdy i gdybym jej szukał, zacząłbym szukać w świecie Kościoła, który nie współpracuje ze złem! Gdyby ten Kościół był oskarżany o niezliczone kłamstwa, gdyby był znienawidzony, ponieważ nie zgodził się pójść na kompromisy, gdyby był wyśmiewany, ponieważ nie zgodził się iść z duchem czasu zamiast pasować do wszystkich czasów, wówczas podejrzewałbym, że skoro ten Kościół znienawidzony jest przez to, co jest złe w świecie, to musi on być dobry i święty; a skoro jest dobry i święty, to musi pochodzić od Boga!

Powodów jest oczywiście więcej, chociażby taki, że jest to religia objawiona, czyli najprościej mówiąc jedyna słuszna. Zapewne pojawią się oskarżenia, że to jakaś forma religijnego szowinizmu, jednak spójrzmy na inne religie chłodnym okiem.

Islam, czy jest religią objawioną? Ktoś może powiedzieć, że tak, bo Mahometowi przez 20 lat objawiał się Michał Archanioł. Tak na marginesie to egzorcyści powiedzieliby, że to był szatan, a nie Michał Archanioł. Wracając do tych „objawień” to jeśli wszystkie zamachy dokonywane w imię Allaha uznać jako dowód na to, że to religia objawiona, to skłaniam się ku twierdzeniu, iż to religia wykreowana przez Szatana.

Judaizm. Zaślepieni żądzą władzy i pieniądza Żydzi od ponad 5000 lat czekają na Mesjasza. Mesjasz pojawił się 2000 lat temu, a oni doprowadzili do jego ukrzyżowania. Można postawić tezę, iż w momencie gdy Żydzi odrzucili Jezusa, judaizm przestał być religią objawioną.

Protestantyzm z definicji nie jest religią objawioną, bo znacząca ilość odłamów protestantyzmu bazuje na nienawiści do Kościoła Katolickiego. Owszem, są pozytywne postawy, które swoje oparcie mają w Biblii, jednak wad jest tyle, że trzeba by napisać kilka osobnych artykułów na ten temat. Zresztą jak może być objawione przez Boga coś, co bazuje na nienawiści? Przecież Bóg jest miłością, prawdą i życiem.

Buddyzm to religia, w której nie ma Boga, zaś ludzie modlą się do Lucyfera. To już chyba nie wymaga tłumaczenia, że nie jest to religia objawiona.

Kolejny powód dla którego wybrałbym katolicyzm jest związany z przytoczonym cytatem abp. Sheena. Tak się składa, że najbardziej prześladowaną i atakowaną zewsząd religią jest katolicyzm właśnie. Owszem, Kościół ma czarne karty w swojej  historii (chociażby skandale pedofilskie itp. – przyp. T.C.), jednak jak wielu się wydaje, Kościół to nie tylko hierarchia. To także wspólnota wiernych, instytucja (której jako ludzkość wiele zawdzięczamy np. to jak wyglądają procesy sądowe – przyp. T.C.), wspomniana hierarchia, wielowiekowa tradycja, no i sam Bóg.  

Kto trochę interesuje się historią Kościoła to dojdzie do Soboru Watykańskiego II. Dla jednych jest to tragiczne wydarzenie, dla drugich wręcz przeciwnie. Patrząc na to, co dziś się dzieje w Kościele widać, że poszedł on w złą stronę. Widać to po Mszy św. Jest jedna, ale ryty są dwa. Dalej mamy ekumenizm, który polega na zrównaniu wszystkich religii, zamiast na nawracaniu na katolicyzm. SVII był pierwszym soborem, który niczego nie potępił, a wszyscy liczyli na potępienie komunizmu (swoją drogą to poczynania pewnych księży, a momentami nawet papieża, pokazują, dlaczego komunizm nie został potępiony – przyp. T.C.).

Można zadać sobie pytania, jak ktoś, przy wymienionych wadach KK, może chcieć być katolikiem? Częściowo odpowiedziałem na to pytanie, odsyłam na początek artykułu. Tym, co może przyciągać do katolicyzmu jest ruch tradycjonalistyczny, który z dystansem patrzy na posoborowe reformy. Co ciekawe, religie,  które wymagają poświęcenia od człowieka zyskują wiernych, a te, które „zaniżają” wymagania, tracą ich. To w największym stopniu charakteryzuje kościoły protestanckie i  po części Kościół Katolicki.

Podsumowując tę część artykułu, wynika z niego, że są dwa Kościoły, chociaż tak naprawdę jest jeden. Być katolikiem w XXI wieku to dla jednych suchy fakt, dla drugich frajerstwo i zaściankowość. Cóż, łatwe takie życie nie jest, ale nikt tego nie obiecywał. W końcu „Cierpliwy do czasu dozna przykrości, ale później radość dla niego zakwitnie” ~ Syr 1,23

Faszysta

Faszyzm w mojej publicystyce towarzyszy mi od samego początku. Powtarzałem to wielokrotnie i powtórzę to jeszcze raz, nie jestem faszystą (wytłuszczenie T.C.). Pomimo, iż według dzisiejszych, liberalnych standardów spełniam warunki do bycia „faszystą”, zresztą tak jak wielu trzeźwo myślących Polaków.

Żyjemy w świecie, gdzie najwięcej do powiedzenia mają dyletanci i tak właśnie „faszystą” jest ten, kto czuje się przywiązany do narodu, jego kultury i historii, jest patriotą, wie, że silne państwo musi być w pełni suwerenne i co ciekawe „faszysta” jest religijny. Oczywiście jest białym chrześcijaninem (nie tylko katolicy są posądzani o faszyzm – przyp. T.C.), a co za tym idzie rasistą, ksenofobem i homofobem, w gruncie rzeczy to chyba nic złego.

Oczywiście jest to karykaturalne przedstawienie faszysty (dlatego ubrałem ten termin w cudzysłów i od razu wyjaśnię, iż faszysta to ten zgodny z definicją, a „faszysta” to ten kreowany przez dzisiejsze media – przyp. T.C.). W tytule artykułu jest zbitka „katolik-faszysta”, jest to oksymoron, bo, jak podkreślałem we wcześniejszych tekstach, faszyzm jest ideologią, w której nie ma Boga. Postaram się to wytłumaczyć na przykładzie pakowania się na wyjazd. Załóżmy, że walizka, do której pakujemy rzeczy to jest świat, który projektujemy. Jesteśmy faszystami i ułożyliśmy nasz świat (który siłą rzeczy jest utopią – przyp. T.C.) i zapomnieliśmy o Bogu. Nie usunęliśmy go siłą, jak to robią różnej maści socjaliści, tylko po prostu o nim zapomnieliśmy.

Tak więc faszysta nie może być katolikiem, ale dziś okazuje się, że faszystami byli ci, co napadli Polskę w 1939 roku i mordowali ludzi w obozach, które przedstawia się jako faszystowskie. Tak na marginesie to w latach 80. komuniści uważali Lecha Wałęsę za faszystę. Faszystami są dziś ci, co chodzą rok w rok na Marsze Niepodległości i przy okazji świąt narodowych wywieszają flagę. Dla zdrowo myślącej osoby wydaje się to absurdalne, ale, jak już wspomniałem, najwięcej do powiedzenia mają dyletanci, bo przecież faszyzm był we Włoszech i w Austrii w latach 1934-38 (austrofaszyści do końca opowiadali się za niepodległością Austrii i nie zgadzali się na anschluss – przyp. T.C.), a Polskę napadli Niemcy.

Faszysta nie może być katolikiem, ale czy katolik może być faszystą? Wbrew pozorom sprawa jest otwarta, ponieważ ja jestem katolikiem i uchodzę za „faszystę”, chociaż za faszystę i tym bardziej za „faszystę” się nie uważam. Wspomniany Austrofaszyzm był w zasadzie faszyzmem klerykalnym, czyli takim, który stawiał na pierwszym miejscu Boga, co już sprawia, że austrofaszyzm nie jest faszyzmem w 100%. Tak więc będąc katolikiem nie mogę być faszystą, co najwyżej klerykalnym faszystą, o ile taki termin istnieje.

Co do „faszysty”, to za takiego się nie uważam, jak już wyżej napisałem, ale lewicowo-liberalne środowiska oraz „fioletowi towarzysze” mają inne zdanie i ludzi takich jak ja (i nie tylko) wrzucają do czarno-brunatnego worka o nazwie „faszyzm”. Pisałem już o tym w artykule „Nazywają Cię faszystą? Pewnie dobry z Ciebie człowiek!” i do niego odsyłam. Zmaganie się z inwektywami typu „Ty faszysto!” to już niemal codzienność i o osobie, która używa takich obelg świadczy tyle, że jest imbecylem i działa w złej wierze.

Tutaj w sukurs przychodzi cytowany już w tym artykule abp Fulton Sheen. Ponad pół wieku temu pisał on tak:

Obrzucanie się wyzwiskami racjonalizuje jedynie naszą własną nieszczerość, w szczególności używanie tych wyzwisk, które nigdy nie zostały zdefiniowane, takich jakfaszysta”. Typowym przykładem użycia tego wyrazu jest przypadek małej dziewczynki, która zapytana, dlaczego nazwała inną małą dziewczynkę faszystką odpowiedziała: Każdego, kogo nie lubię, nazywam faszystą”. Jest to być może najlepsza definicja tego słowa, jaka do tej pory została stworzona

Ten cytat pokazuje to, co już napisałem oraz to, jak ubogi intelektualnie jest arsenał naszych przeciwników i że już wtedy świat stawał na głowie.

Świat stanął na głowie

Ten śródtytuł zbytnio odkrywczy nie jest, po prostu pokazuje to co jest. Jak dobrze wiemy jest źle, chciałoby się powiedzieć „Kiedyś to było!”. Kiedyś Kościół był Kościołem, który był zdecydowany w wielu sprawach.  Mężczyzna był mężczyzną, a kobieta kobietą. Żydokomuna hołotą, narodowcy elitą. Kiedyś była NORMALNOŚĆ, a dziś!?

Wszystko co dziś uchodzi za „normalność” jest zaprzeczeniem tego co naturalne. Dawniej mężczyzna był honorowy, wiedział, że ciężką pracą zapewni bezpieczeństwo swojej rodzinie, wiedział jak zachować się wobec kobiety, nawet wiedział jak się ubrać, żeby wyglądać jak mężczyzna (dziś to takie oczywiste nie jest). Takich dziś jest niewielu, bo za sprawą pewnych środowisk, za przeproszeniem, p**da w rurkach nie budzi obrzydzenia. Dawniej kobieta kierowała się pewnymi normami i zasadami, które sprawiały, że po prostu była kobietą (patrząc z dzisiejszej perspektywy), a dziś te zasady są wyrzucane na śmietnik i w ich miejsce wchodzi walka o równouprawnienie, które sprowadza się do zabicia nienarodzonego dziecka.

Te przykłady są dość dużym uproszczeniem, ale fakt, że są powoli akceptowane, źle świadczy o społeczeństwie. Być może, chociaż nie, na pewno jestem staroświecki w kwestii światopoglądowej, ale nie uważam tego za wadę, a wręcz przeciwnie. Jestem zdania, że żeby powróciła normalność konieczny jest zwrot całego pokolenia (i tu odsyłam do artykułu „Młodzi, staroświeccy, kontrrewolucyjni”).

Zapomniałem o żydokomunie, dawniej (i dziś również) była hołotą. Św. Maksymilian Maria Kolbe pisał o nich tak:

Żydostwo szkodziło i szkodzi nam na każdym kroku, wżera się jak rak w ciało narodu, szerzy przekupstwo i zepsucie wśród dorosłych, a rozpustę i bezbożnictwo wśród młodzieży, wydziera nam handel, przemysł, rzemiosło, a nawet ziemię.

Obecnie uchodzi za elitę, która wie, co dla nas jest lepsze. Prawdziwą elitą byli przedwojenni narodowcy, jednak wojna i lata komunizmu sprawiły, że cel jakim jest Wielka Polska, jest o wiele trudniejszy do zrealizowania. Na domiar złego wykształtowało się społeczeństwo konsumpcyjne, które chce jak najwięcej przy jak najmniejszym nakładzie sił. Znany amerykański aktor Clint Eastwood powiedział, że „żyjemy w pokoleniu ciot” i miał rację. Dziś mało kto jest zdolny do jakiegokolwiek poświęcenia i zaangażowania się dla idei. Niestety najprawdopodobniej jesteśmy ostatnim pokoleniem, które może zbudować Wielką Polskę. Aby Wielka Polska stała się faktem a nie mitem, musi być o wiele więcej takich „katolików-faszystów”. Niestety dziś coraz częściej idea narodowa i w ogóle jakiekolwiek społeczne zaangażowanie przegrywa ze smartfonem, używkami i wszechobecnym seksem.

Koniec artykułu dość pesymistyczny, jednak jako ludzie wierzący (a zwłaszcza ja „katolik-faszysta”) nie możemy stać i płakać nad rozlanym mlekiem tylko jeszcze ciężej pracować, poświęcać się i zaufać Bogu, bo dla niego nie ma rzeczy niemożliwych.

Komentarze