Zuzanna Orczyc-Musiałek: „Won, faszyści”, czyli jak zachowuje się kulturalna gdańska starszyzna

Na gdańskim spotkaniu z Adamem Michnikiem średnia wieku uczestników oscylowała ok. 50 roku życia. Wiek i rzekome dobre wychowanie nie przeszkodziły zebranym na dzikie wykrzykiwanie „precz, faszyści!”.

Wielka Sala Wety wyglądała tego wieczoru wspaniale. Przez chwilę poczułam się jakbym przeniosła się w czasie i wylądowała w czasach renesansu. Na ziemię ściągnęło mnie głośne zachowanie ludzi przy wejściu, jako że każdy próbował znaleźć wolne miejsce w niezwykle zatłoczonym pomieszczeniu. W pierwszym rzędzie zasiadały najważniejsze osobistości miejskiego towarzystwa – kłaniali się sobie nawzajem i wymieniali kurtuazyjne formułki. Udało mi się usłyszeć, że w pierwszym rzędzie zasiądzie sam jaśnie nam panujący prezydent Paweł Adamowicz. Reszta zebranych prezentowała się wcale nie gorzej – schludnie poubierani goście wymieniali się uwagami co do wnętrza, pogody i wyczekiwanego bohatera wieczoru. Nie obeszło się bez prezentowaniem zdobyczy w postaci zdjęcia z Adamem Michnikiem bądź nonszalanckiego rozpierania się na dwóch krzesłach z rozłożoną „Gazetą Wyborczą”. Wszyscy wyglądali na zrelaksowanych i podekscytowanych spotkaniem.

Tymczasem taka persona jak Adam Michnik, tak światła i doświadczona, powinna liczyć się z obecnością swoich oponentów. A ci, cóż, zrobili przedstawienie godne bohatera.

Co było przyczyną gwaru i przepychanek na samym początku spotkania z naszym gościem, tuż po jego przywitaniu? Dlaczego z ust tak wielu zebranych tam, rzekomo kulturalnych i otwartych osób, padały takie słowa jak „precz”, „faszyści”, „won”? Powód był iście prozaiczny, a reakcja nader emocjonalna. Grupa młodych ludzi, którzy za nic mają świątobliwą otoczkę kreowaną wokół postaci pana Michnika, przyszła do niego, aby podarować wiaderko z substancją imitującą smołę. Dlaczego smołę? Otóż znana jest historia niejakiego pana Jacka Hugo-Badera, który w ubiegłym roku przyszedł na Marsz Niepodległości i na znak protestu o wątpliwym celu pomalował się na czarno. Zapewne chciał tym kogoś sprowokować, możliwe, że do rękoczynów, ale na swoje nieszczęście wywołał jedynie żarty i śmiech. Tak więc Wszechpolacy postanowili ułatwić sprawę redaktorowi Michnikowi i dać mu zapas smoły, żeby jego dziennikarze mieli czym smarować się na Marszu bądź innych patriotycznych manifestacjach. Jaka szkoda, że nie przyjął prezentu! Nawet obecność dwóch koleżanek go do tego nie nakłoniła. Jednak nie musiał długo czekać na wsparcie, ponieważ po chwili zjawił się jego obrońca – pan prezydent Adamowicz. Co prawda nie wjechał do ratusza na białym koniu, ale zapewne taka była jego intencja, kiedy szarpał działaczy MW – aby zostać zapamiętanym. Wśród ogólnych okrzyków i wyzywania sam przyklaskiwał zebranym i krzyczał „precz z faszystami”. Piękny obrazek, panie prezydencie, pogratulować!

Ten wspaniały pokaz kultury, dobrego wychowania i ogłady zebranych utwierdził mnie w przekonaniu, że nie ma w naszej rzeczywistości miejsca na dialog. Nie ma czegoś takiego jak przekonywanie czy tłumaczenie. Jest grupa ludzi, która żyje we własnym świecie, nie obchodzi ich docieranie do prawdy, wolą karmić się stereotypami i uproszczonymi schematami. Nie lubisz KOD-u? To jesteś prawak. Zamieszki? A, to narodowcy, na pewno ONR! (też śmiech mnie ogarnia, kiedy nie rozróżniają MW od ONR, tacy światli, wykształceni!)

Epigoni muszą odejść. Nie zniknąć, ale odsunąć się w cień. Ten pokaz zachowania, rodem ze średniowiecznych, tak szkalowanych przez postępowców wystąpień, ma być wyznacznikiem naszej kultury? Ma świadczyć o elegancji elit? Oni nie są elitami, już (na szczęście) nie. Tylko kurczowo trzymają się tej łatki, jakby miała ich utrzymać przy życiu. Klapki na oczach, udawanie pewnych faktów za niebyłe (historia Michnika, sprawy majątkowe Adamowicza) nie świadczą o obyciu czy mądrości. Oznaczają raczej obmierzłe tkwienie w starych, wygodnickich schematach, otępianie siebie samych wobec odmiennych opinii i kurczowe trzymanie się pewnych grup, jakby poza nimi była tylko ciemność i pustka. A jest coś więcej, tylko trzeba zdjąć te klapki i przyznać, że nie ma się zawsze racji i nie wie wszystkiego najlepiej.

Życzę sobie, żeby to odeszło. Te otępiałe zachowania rodem ze średniowiecznych rynków, godne małomiasteczkowej tłuszczy. Nie zdziwiłoby mnie takie zachowanie na miejskiej manifestacji, na którą może przyjść każdy, ale na takim spotkaniu? W dodatku w wykonaniu prezydenta miasta? Co za zawód!

Komentarze