Wywiad z Jakubem Kijucem, autorem komiksów o Janie Hardym

Jakub Kijuc to polski rysownik, scenarzysta, propagator patriotyzmu i wiary. Spod jego ołówka wyszły takie serie jak „Konstrukt”, „ROTA XXI” i „Jan Hardy”. Twórca polskich superbohaterów (których woli nazywać Hardymi) zgodził się odpowiedzieć naszej redakcji na kilka pytań. Z artystą rozmawiał Paweł Król.

N.net – Kiedy i dlaczego powstał pomysł na Jana Hardego?

Jakub Kijuc – Pomysł na Jana Hardego kształtował się dość długo. W pierwszym, cyfrowym wydaniu Konstruktu z 2011 roku występuje ktoś podobny do Supermana z „H” na klacie. Później zacząłem śledzić różne blogi i gdzieś tam zauważyłem baner z napisem „Doomed Soldiers”. Trochę poczytałem na temat Wyklętych i pomyślałem, że to dobry motyw na komiks. Zawsze miałem zamiłowanie do fantastyki, dlatego na początku wszystko umieściłem w realiach steampunkowych. Dopiero później oczyściłem to z niepotrzebnych elementów i osadziłem w obecnej konwencji.

Chyba najważniejszą motywacją stworzenia Jana Hardego była chęć stworzenia dobrego, klasycznego „superbohatera”, który odwołuje się do polskiej kultury, historii i tradycji. Nawet słowo „superbohater” wymieniłem na „hardy” – słowo „superbohater” pochodzi od Supermana, polski odpowiednik „hardy” od Jana Hardego.

Inną motywacją, którą konkretnie uzmysłowiłem sobie trochę później była potrzeba stworzenia polskiej popkultury, w której nie rugowałoby się Boga i prawdy o Bogu.

Zdaję sobie sprawę, że kultura kształtuje odbiorcę. Przez to młodzi ludzie, mogę chcieć sięgnąć po historie prawdziwych Żołnierzy Wyklętych. W kulturze ciągle dominuje przekaz lewicowy, dlatego zacytuję klasyka – pomyślałem, że „czas wyrównać proporcje”*.

Jakie były twoje pierwsze przygody z rysunkiem?

Rysuję od dziecka. Kiedy rysuje się tylko dla zabawy i traktuje to „jak dziecko”, to można rysować i rysować, kiedy zaczyna to być pracą, to jest trudniej. Kiedy pojawia się coś, co ma uszlachetnić tę pracę, czyli przekaz i służba bliźniemu, to jest taki opór, że trzeba wręcz zmuszać się do rysowania. Ale za to są dużo lepsze owoce twórczości.

Co było inspiracją dla postaci Jana?

Trochę Superman, trochę św. Jan Chrzciciel, św. Jerzy, mój Dziadek oraz Żołnierze Wyklęci.

Jan Hardy często występuje w otoczeniu symboli kojarzonych z Ideą Narodową, czy samego Jana można nazwać narodowcem?

Jest katolikiem, mężem i ojcem, oraz patriotą. Koniecznie w tej kolejności. Żył sobie z rodziną w chatce w lesie i pracował jako drwal. Powołano go do oddziału R.O.T.A. i tak to się zaczęło. W komiksie symbole pojawiają się w kontekście grupy R.O.T.A.

Niech sobie Czytelnicy sami ocenią, czy można go nazwać narodowcem.

Jest na pewno bohaterem wierzącym, jako źródłem siły są wartości Bóg, Honor i Ojczyzna.

Komiksy z Twojego wydawnictwa można umieścić z prawej strony poglądów, czy nie obawiasz się, że może to się kiedyś przełożyć na bojkot przez pewne środowiska?

Po prostu robiłem i robię komiksy w zgodzie ze sobą. Nie są one nacechowane poglądami takimi czy innymi, tylko mówią wprost o bohaterze, który jest dobry i stara się żyć w prawdzie. Zło nazywa złem i stanął w obliczu konkretnej sytuacji. Zrobiłem komiks o miłości do ojczyzny, która ewoluuje do miłości do Boga i bliźnich.

Sztuka jest służbą. Robię takie komiksy, bo uważam, że są one potrzebne ludziom.

Obawiam się, że to bardziej może boleć niektórych „nowoczesnych i oświeconych”. Nie za bardzo jest się za co przyczepić do tego komiksu. Za to dominują personalne docinki, ale to akurat nic nowego.

Spotkałem się z opiniami, że komiks jest jakby odwróceniem lewackiego Likwidatora. Tymczasem jest zupełnie czym innym. Gdyby był odwróceniem, byłby po prostu kontestacją z drugiej strony. Tymczasem jest odwróceniem się od świata i mówi o nawróceniu do Boga.

Dobrze to widać w drugim tomie komiksu R.O.T.A, gdzie bohaterowie łapią się na tym, że zaczynają nienawidzić swoich wrogów i to staje się ich motywacją. Tymczasem ten, który był „ostatni” nawrócił się i widzi zagubionego brata w nawet najgorszym człowieku. Wtedy zaczyna się walka o Prawdę a nie o swoje „poglądy”.

Kultura, także ta w wykonaniu pop, ma zmieniać człowieka i leczyć. Wolę pokazywać dobre wzorce, a nie tkwić w tym bagnie jak niektórzy twórcy czy wydawcy.

W przypadku Konstruktu też trudno mówić o komiksie prawicowym. To po prostu komiks o grzeszniku. Trochę autobiograficzny, bo powstawał w momencie, kiedy zaczynałem szukać Boga. Czerpie garściami z „teorii spiskowych”. Są chemtrails, efekt Mandeli, korporacje rządzące światem i inne ciekawe koncepcje. Ale najciekawsze jest, że zrobiłem komiks o Żydzie, genialnym matematyku, który w swej pysze zaczyna kontrolować świat… Dopiero później dowiedziałem się, że jest jakiś tam Soros…

Byłeś kiedyś ofiarą negatywnej reklamy?

Tak. Reklamodawcom wybaczam.

Universum Jana Hardego jest najbardziej rozbudowane ze wszystkich komiksowych serii w Polsce, czy dopuszczasz możliwość tworzenia zeszytów z tego świata przez innych twórców?

W tej chwili współpracuję z Hubertem Czajkowskim, który rysuje alternatywne okładki do Konstruktu. Hubert jest znany z klimatycznych ilustracji do Zew Cthulhu, które były drukowane w dawnym magazynie RPG „Magia i Miecz”. Kiedy zaczynałem Konstrukt miałem takie marzenie, żeby Hubert zilustrował moje historyjki. Udało się połowicznie, bo rysuje tylko okładki (ale za to jakie!).

Po naprawdę kiepskich dwóch latach, kiedy to musiałem uporać się z kilkoma ważnymi sprawami i przez to nie mogłem zrobić tyle, ile zamierzałem, teraz dostałem zielone światło od Wydawcy.

W 2017 roku do szerokiej dystrybucji pójdą przynajmniej 3 serie komiksowe wychodzące co miesiąc. Będę musiał znaleźć kilka osób do pomocy. Mam kilka osób na oku, z kilkoma prowadziłem już korespondencję. Co tu dużo mówić, tu potrzeba wariatów, którzy wierzą, że coś można w Polsce zrobić. Niestety dominuje, albo może raczej jest najgłośniejsza, postawa charakterystyczna dla małych środowisk: „nie wychylaj się, bo ci urąbiemy głowę po same pachy.” To taki kompleks, który zauważam głównie w środowiskach lewicowych. Dziwne, bo zawsze to te środowiska podnoszą temat „polskich kompleksów”.

Już się na szczęście na to uodporniłem. Trzeba walczyć nawet o nich, o każdego człowieka.

Wracając do komiksów:

Pierwszą serią będzie oczywiście Jan Hardy, ale nie ten komiks jest centrum uniwersum. Tutaj materiału jest na prawie rok. Kolejne komiksy ciągle się rysują.

Oprócz Jana w serii występuje pierwszy oddział R.O.T.A, niedźwiedź Wojtek i kilku innych bohaterów.

Centralnym punktem świata moich komiksów jest Konstrukt i ten komiks będzie drugim miesięcznikiem. Materiału jest na jakieś pół roku. Pomysłów na jakieś 84 numery. Jest to komiks sci-fi umiejscowiony w województwie lubelskim i dziwnym miejscu zwanym Konstrukcją. Akcja zaczyna się w Krasnymstawie, zahacza o Lublin, Piaski i Zamość. W zamyśle mam stworzenie całej siatki komiksowych miejsc, które będą miały swoje odniesienia w świecie rzeczywistym.

Trzecią serią, która w wersji nielimitowanej będzie ukazywać się gdzieś od połowy 2017 roku, będzie Ognik – Superbohater Cichociemny  . Pierwszy numer jest dostępny na stronie Materia Komiks z wysyłką styczniową. Jest to pierwsze wydanie w wersji limitowanej.

W tej serii dopiero wszystko zacznie się rozwijać: w pierwszym numerze komiksu wystąpi pierwszy polski „speedster” (czyli poruszający się niezwykle szybko bohater), Związek Jaszczurczy oraz Wydział „Z”. Rozwinę wątek SS Ubermanchen znany z drugiej części Jana Hardego. Będzie się działo!

Który z Polskich komiksów lubisz najbardziej?

Najbardziej lubię polskie serie zeszytowe. Może trochę dlatego, że uważam się za tatę nowej polskiej zeszytówki. Chyba najfajniejszy jest Biały Orzeł.

Jeśli chodzi o komiksy albumowe, to wszystkim polecam serię „Lux in tenerbris” Zajączkowskiego i Czajkowskiego. Pierwszy tom jest bardzo fajny, ale drugi to już liga światowa. Czytałem w tym samym czasie „Wilczą gontynę” i „Serce z lodu” Alana Moore’a – oba komiksy umieszczone w podobnej scenerii. Z założenia oba miały wywołać poczucie grozy… Na całej linii (scenariusz, rysunki, klimat) wygrywa komiks Zajączkowskiego i Czajkowskiego. Wygrać z Alanem Moorem to wyczyn.

Kreska w twoich komiksach jest nad wyraz charakterystyczna, kim lub czym się inspirowałeś wybierając taki styl?

Mój styl rysunkowy wyklarował się sam, choć mam wrażenie, że ciągle się kształtuje i podąża w stronę rysunku coraz bardziej realistycznego. Ktoś kiedyś napisał, że to „rysunek zdjęty z muru” – czyli taki drapieżny, streetartowy i punkowy. Ja tam nie wiem. Lubię konkretną, grubą kreskę, lata 80 w komiksie, brud w rysunku, szkicową prawdę i amerykańskich klasyków jak Alex Toth czy Jack Kirby. Podobno rysuję podobnie do Mignoli, ale chyba tylko ze względu na mocne, kontrastowe cienie. Z kolei ja widzę małe podobieństwa i inspiracje rysunkami Huberta Czajkowskiego, z którym mam przyjemność współpracować. Tak to jest, że jak się idzie pod prąd, to Pan Bóg zaczyna spełniać marzenia.

Masz może jakieś słowo od siebie dla naszych czytelników?

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. A jak starczy czasu to czytajcie dobre, polskie komiksy. Życzę wszystkim dobrych świąt Bożego Narodzenia.

 

* cytuję Sławomira Zajączkowskiego z magazynu ‚Komiks i My”. Za słowa o „wyrównaniu proporcji” rozpętała się straszna burza w internecie. No bo jak można w ogóle chcieć wyrównywać proporcje!?

Komentarze