Zakłady Andoria w Andrychowie kończą produkcję polskich silników | Narodowcy.net

Zakłady Andoria w Andrychowie kończą produkcję polskich silników

W czerwcu zakłady Andoria w Andrychowie poinformowały o zakończeniu produkcji silników 4CT90 oraz ADCR (ostatnia wersja rozwojowa, z wtryskiem common rail). To kolejna strata polskiej gospodarki i zakończenie ważnego rozdziału w historii polskiej motoryzacji.

Podczas gdy politycy obozu rządzącego próbują kierować uwagę społeczeństwa ku planom związanym z elektromobilnością, po niemal trzech latach ich rządów nie przynoszącym widocznych rezultatów, niepostrzeżenie straciliśmy realnie istniejące zdolności technologiczne i produkcyjne w innym obszarze. 13 czerwca 2018 roku na stronie internetowej firmy Andoria, kontynuującej tradycję dawnej Wytwórni Silników Wysokoprężnych, przed laty znanej np. z produkcji niezawodnych licencyjnych silników SW400 (napędzających m.in. autobusy Autosan i kombajny Bizon), zamieszczono następujący komunikat:

“Ze smutkiem informujemy, że Andoria Sp. z o.o. po ponad 30 latach zamyka produkcję silników 4-cylindrowych rodziny 4CT90 i ADCR. To dotyczy również części zamiennych do tychże silników, a tym samym ostatni silnik rodzimej produkcji odchodzi do historii. Tracąc zdolność produkcji silników zamykamy pewien etap motoryzacji polskiej. Pozostaje refleksja i nadzieja że auta elektryczne produkowane w Polsce zastąpią te napędzane silnikami spalinowymi zarówno na rynku cywilnym jak i w Wojsku Polskim.”

Silniki typu 4C90 (bazowy, wolnossący) i ich pochodne (4CT90 i kolejne), były konstrukcją własną zakładów w Andrychowie, opracowaną mimo przeciwności, z jakimi musiano borykać się w okresie PRL-u, gdy faworyzowano bezskutecznie pracującą nad własnym silnikiem wysokoprężnym FSO. Prace te zaowocowały konstrukcją wysoce udaną, o dobrych parametrach eksploatacyjnych i niezawodności, znaną użytkownikom przede wszystkim z samochodów dostawczych Lublin, a także (od 1997 roku) dostawczo-terenowych Honker, w których pozwoliły zastąpić silniki włoskie.

Zakończenia produkcji tych silników nie sposób nie wiązać z upadkiem fabryki samochodów w Lublinie, która była ich ostatnim odbiorcą. Mimo udanych prób dostaw na mniej wymagające rynki (wyeksportowano m.in. niewielkie ilości samochodów terenowych do Urugwaju i Nigerii), a także możliwości pozyskania praw do już przebadanego przed laty, nowego samochodu dostawczego Lubo (projekt, który upadł wraz z Intrallem, korzystającym z usług włoskiego wówczas banku Pekao), fabryka nie otrzymała jakiegokolwiek wsparcia – chociaż z ogromnej pomocy korzystają tymczasem inwestorzy zagraniczni, by wspomnieć choćby niemiecką fabrykę… silników, pod Jaworem.

Tracimy strategiczny sektor

Uzyskanie zdolności produkcji własnego silnika wymaga wielkich nakładów – jest to ważny, przynoszący poważne oszczędności i przewagi potencjał, którego odzyskanie będzie niezwykle trudne. Przypomnijmy także, że to m.in. brak własnych, nowoczesnych silników powodował w okresie transformacji problemy polskich producentów pojazdów użytkowych, którzy, zmuszeni sięgać po wielokrotnie droższe wyroby zachodnie, tracili możliwość konkurowania ceną (np. JZS).

Zakłady w Andrychowie zostały zatem ostatecznie zdegradowane do roli podwykonawcy innych firm, którym oferują usługi z zakresu odlewnictwa i obróbek. Rola polskiej gospodarki, jako peryferyjnej i komplementarnej wobec niemieckiej, zmuszonej do wykonywania najprostszych, nie przynoszących wielkich zysków usług, jest najwyraźniej nadal utrwalana.

MK

Komentarze