Adam Leszczyński: "Nowe szaty króla 2" - recenzja | Narodowcy.net

Adam Leszczyński: “Nowe szaty króla 2” – recenzja

„Nowe szaty króla 2” jest filmem animowanym wyprodukowanym w 2005 roku przez studio Walta Disneya . Film jest kontynuacją „Nowych szat króla” nawiązującego do baśni Andersena o tym samym tytule. Film łączy elementy humorystyczne z morałem, który postaram się przedstawić później.


Głównym bohaterem kontynuacji jest Kronk. W poprzedniej części był asystentem Yzmy — czarnego charakteru, który chciał obalić cesarza Kuzco i przejąć władzę w całym cesarstwie. Po zerwaniu współpracy z Yzmą Kronk staje się nowym człowiekiem. Zostaje szefem kuchni w knajpie w swoich rodzinnym miasteczku. Jest powszechnie lubiany przez mieszkańców za smaczne jedzenie, które przyrządza oraz prostotę serca. Kronk nie jest jednak bystry i ma jeden problem z dzieciństwa, który go ciągle męczy — brak akceptacji ojca dla jego pasji gotowania. Jego największym marzeniem jest kciuk ojca wyciągnięty w geście dumy. Żeby to osiągnąć potrzebuje wybudować dom na wzgórzu i mieć piękną żonę i dzieci. Nie jest to oderwane od rzeczywiści, w której my funkcjonujemy. Legenda głosi, że prawdziwy mężczyzna musi wybudować dom, spłodzić syna oraz zasadzić drzewo. Brak akceptacji ojca będzie miało poważne konsekwencje dla Kronka w jego życiu dorosłym.

Film przedstawiony jest w 95 procentach jako retrospekcja. Jest to opowiadanie Kronka o tym, jak miał obie rzeczy, dzięki którym ojciec byłby dumny, tylko sytuacja się potem tak skomplikowała, że te rzeczy stracił. Pierwszą z tych sytuacji było pozyskanie domu na wzgórzu. Kompleksy z dzieciństwa głównego bohatera postanawia wykorzystać Yzma, która i w tej części również wraca jako schwarz charakter. Manipuluje ona Kronka, aby sprzedawał eliksir młodości staruszkom z domu spokojnej starości, który znajduje się akurat na wzgórzu. W rzeczywistości eliksir to tak naprawdę szmelc; stare pomyje z kanału z laboratorium Yzmy. Jednak Kronk, któremu bezgranicznie ufają seniorzy, ponieważ jest ich przyjacielem, sprzedaje eliksiry i prawdopodobnie po zadziałaniu efektu placebo, klienci zachowują się jakby rzeczywiście był to prawdziwy eliksir. Skaczą i pływają w basenie, jeżdżą bez problemu na hulajnogach — w skrócie to, co mogli dziesiątki lat temu. W pogoni za eliksirem, od którego są coraz bardziej uzależnieni, sprzedają Kronkowi swój dom na wzgórzu, a on stawia tam nowoczesny apartamentowiec, żeby nie powiedzieć pałac z basenem, polem golfowym i wieloma innymi atrakcjami. Po pewnym czasie bohater, dostrzegając, że został zmanipulowany przez Yzmę, postanawia naprawić całą sytuację. Ogłasza wszystkim, że ten eliksir to bujda na resorach, w wyniku czego emeryci prawie strącają złą kobietę do rzeki. Kronk oddaje staruszkom swój dom, który od nich kupił, a sam się z niego wyprowadza.

Drugą opowieścią Kronka jest jego wspomnienie z obozu wiewiórkowców (filmowa wersja skautingu). Kronk, który jest drużynowym, spotyka tam druhnę Birdwell. Oboje się w sobie nawzajem zakochują, jednak głupie zachowanie drużyny Kronka sprawia, że stają się stoimy mocnymi konkurentami w grze o puchar obozu. Rywalizacja jest zacięta, a im bliżej do końca tym zawodnicy są coraz bardziej zmęczeni. Opiekunowie postanawiają upiec chleb z rodzynkami dla swoich podopiecznych, żeby zmotywować przed ostatnim zadaniem swoje drużyny. Jednak każde z nich nie ma jednego z istotnych składników. Kronk przychodzi do Birdwell i po krótkiej rozmowie przełamują lody i wspólną wrogość. Następuje przełowa dla wątku scena wspólnego scena pieczenia chleba przy piosence „Let’s Groove” zespołu Earth, Wind and Fire, który spoiła bohaterów i zmieniła ich w zakochaną w sobie parę. Następnego dnia podczas ostatniej konkurencji podopieczny Kronka motywowany hasłami drużynowego o zwycięstwie za wszelką cenę dosypuje środek szczypiący do mąki, w której zawodnicy zanurzali sobie ręce, żeby zlikwidować śliskość dłoni. W wyniku tego drużyna druhny przegrywa, a Birdwell karci autora całego pomysłu. Kronk staje w jego obronie, jednak nie tłumaczy się całkowicie i wygląda jakby to on mu kazał wsypać ten środek szczypiący. W wyniku tego drogi Kronka i Birdwell się rozstają.

Na koniec przyjeżdża jego ojciec zobaczyć jak się jego synowi wiedzie w życiu. Kronk próbuje udawać, że ma żonę, dom na wzgórzu i że nie pracuje jako kucharz, jednak cały plan spala na panewce i wszystko się wydaje. Nagle Kronk zdaje sobie sprawę z tego, że ma wspaniałych przyjaciół, którzy mu chcieli pomóc w tej trudnej dla niego sytuacji. Dochodzi do niego, że w życiu są też ważniejsze rzeczy niż akceptacja i pochwała od ojca. I paradoksalnie, kiedy to sobie uświadamia ojciec wyciąga kciuk w geście aprobaty i wypowiada słowa, na które głowny bohater czekał całe życie – „zuch chłopak”. Do knajpy zostaje przyprowadzona Birdwell i znowu zostają parą z Kronkiem i żyją długo i szczęśliwie.

Film w swojej fabule daje nam wiele morałów. Po pierwsze jak czasem wybujałe marzenia rodziców całkowicie oderwane od pasji i zainteresowań dzieci mogą im wyrządzić szkody. Św. Franciszek Salezy mawiał, że więcej much łapie się na łyżkę miodu niż na beczkę octu i dlatego kazał gotować prawdę w miłości aż nie będzie słodka. Człowiek najlepiej rozwija, kiedy jest kochany. Z tego też powodu św. Monika mogła mieć wpływ na nawrócenie swojego syna jeszcze wtedy poganina Augustyna, ponieważ zawsze był akceptowany jako jej syn pomimo swoich błędów religijnych. Drugim morałem poruszonym w filmie jest waga przyjaźni. Przyjaźni nie warto niszczyć ani sprzedawać za żadne pieniądze, jak wielkie by one nie były. Pięknie opisuje to jedna z Mądrości Syracha: „za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty” (Syr 6, 15). Papież Franciszek pisał, że „przyjaźń jest darem życia i darem Boga. Poprzez przyjaciół Pan nas oczyszcza i sprawia nasze dojrzewanie. Jednocześnie wierni przyjaciele, którzy są u naszego boku w chwilach trudnych, są odbiciem miłości Pana, Jego pocieszenia i Jego miłującej obecności. Posiadanie przyjaciół uczy nas otwierania się, zrozumienia, zatroszczenia się o innych, wyjścia z naszej wygody i izolacji, dzielenia życia z innymi”. Trzecim morałem z tego filmu, który chciałbym omówić jest kwestia relacji na przykładzie relacji Kronka z ojcem. To nie jest tak, że my musimy być supermenami, żeby zasłużyć na miłość i akceptację rodzicielską. Oczywiste jest to, że mamy się doskonalić w tym, czym jesteśmy dobrzy i w czym mamy określone predyspozycje. Jednak to nie wtedy kiedy osiągniemy tę doskonałość, to zasługujemy na miłość i akceptację, tylko w trakcie, ponieważ jest ona środkiem jak już napisałem w tym tekście, dzięki któremu człowiek dojrzewała i rozwija się. Ostatnim już morałem jest kwestia młodości. Staruszkowie po efekcie placebo pokazują, że młodość jest stanem ducha i nawet będąc 80-latkiem można przeżywać swoją drugą młodość.

Film oceniam pozytywnie. Humor przeplata tu się z poważną sytuacją i morałem, a wszystko podane w przystępnej formie animacji. Dodatkowym elementem, który osobiście odbieram pozytywnie, są chwytliwe piosenki śpiewane przez bohaterów. Polecam ją zarówno do oglądania zarówno przez dzieci, jak i dorosłych.

Komentarze